To wystawa, która nie ogranicza się do dat, dokumentów i faktów. Jej siła tkwi w skojarzeniach, fragmentach, znakach i doświadczeniu angażującym zmysły. Artyści próbują uchwycić charakter miasta poprzez wizualną metaforę, pokazując Koszalin jako miejsce o złożonej, niejednoznacznej i wielowarstwowej tożsamości.

Podczas oficjalnej części wernisażu uczestnicy mogli poznać koncepcję całego projektu oraz proces powstawania ekspozycji. Jak podkreślali twórcy, praca nad wystawą była długotrwałym poszukiwaniem języka, którym można opowiedzieć o historii tych ziem inaczej, mniej dosłownie, a bardziej symbolicznie.

Na potrzeby „Koszalińskiego Koła Czasu” powstało ponad 140 obiektów. Wśród nich znalazły się m.in. interaktywne koło czasu, księga obrotów i wskazań oraz szachy koszalińskie. Szczególnie ten ostatni element wzbudza duże zainteresowanie, figury szachowe przedstawiają postacie związane z historią miasta, a zwiedzający mogą rozgrywać nimi partie.

Ważnym pojęciem przywołanym przez autorów wystawy było „prowizorium”. Artyści rozumieją je nie tylko jako tymczasowość, ale także jako styl, stan umysłu i sposób postrzegania rzeczywistości charakterystyczny dla Pomorza. To język zbudowany z fragmentów, nieciągłości, przekształceń i śladów przeszłości. W tej opowieści niedoskonałość nie jest brakiem, staje się nośnikiem znaczenia.

Twórcy zaprosili również mieszkańców do współtworzenia ekspozycji. Każdy, kto posiada przedmiot związany z Koszalinem i chciałby przekazać go na wystawę, może włączyć się w budowanie tej niezwykłej opowieści o mieście. O tym wątku organizatorzy będą informować szerzej w osobnym materiale.

Po części oficjalnej goście udali się do przestrzeni wystawowej. Zwiedzający kręcili kołem czasu, interpretowali teksty zawarte w księdze obrotów i wskazań, rozgrywali partie szachów oraz zaglądali w kolejne zakamarki kunstkamery. Każdy mógł szukać własnych znaczeń, odniesień i śladów pamięci wpisanych w historię Koszalina.

Frekwencja podczas wernisażu była bardzo duża. Momentami warunki zwiedzania były utrudnione, jednak nie odebrało to wydarzeniu wyjątkowego charakteru. Przeciwnie — najlepszą rekomendacją wystawy okazała się chęć powrotu i ponownego obejrzenia jej w spokojniejszych, bardziej komfortowych warunkach.

Szczególnie cennym elementem spotkania były rozmowy z artystami. Katarzyna Zimnoch i Paweł Kleszczewski znaleźli czas, by opowiadać zwiedzającym o swojej wizji, symbolach ukrytych w ekspozycji oraz o historii i tożsamości Koszalina.

„Koszalińskie Koło Czasu” to wystawa, którą warto odkrywać powoli. Nie daje prostych odpowiedzi, ale uruchamia wyobraźnię i zachęca do namysłu nad miastem — jego pamięcią, przemianami, duchowością miejsca i tym, co składa się na lokalną tożsamość.

Kolejną okazją do spotkania z twórcami wystawy będzie Noc Muzeów. Warto skorzystać z tej możliwości i wejść do świata, w którym historia Koszalina opowiadana jest językiem symboli, metafor i osobistych odkryć.
