Koszalin, Poland
wydarzenia

Tomasz Sobieraj: „To niepoważne, co pan proponuje”. Kto i dlaczego poruszył prezydenta Koszalina?

Autor eWok, fot. print screen 3 godziny temu
Na pierwszy rzut oka była to sesja dość płynna, chwilami wręcz zaskakująco spokojna. A jednak była historyczna. Mocna wypowiedź prezydenta, podjęcie uchwały zmieniającej Koszalin na lata i oświadczenie radnego spowodowały, że ton sesji był wręcz gorący!

Co prawda uchwały przechodziły sprawnie, większych politycznych sporów nie było, a radna Oliwia Skórka próbowała koncentrować się na szczegółach proponowanych rozwiązań.

Najmocniej wybrzmiał moment, w którym prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj zwrócił się do radnego PiS Andrzeja Jakubowskiego słowami: „To niepoważne, co pan proponuje”. Była to wypowiedź mocna, ale nieprzypadkowa. Padła w odpowiedzi na sugestię, by w jutrzejszych negocjacjach ze starostą koszalińskim Tomaszem Testerem uczestniczyli również radni. Warto przypomnieć, że sam Andrzej Jakubowski wcześniej spotkał się ze starostą z własnej inicjatywy.

Reakcja prezydenta była jednoznaczna. Zwrócił uwagę, że na tamto spotkanie nie został zaproszony, po czym, z widoczną irytacją zapytał, czy negocjacje mają się teraz odbywać w obecności mediów, a może wręcz na rynku przed ratuszem... W tych kilku zdaniach zawarło się coś więcej niż tylko chwilowe zniecierpliwienie. Sobieraj wyraźnie dał do zrozumienia, że gdy sprawa dotyczy realnych interesów miasta, nie ma miejsca ani na publiczne inscenizacje, ani na mnożenie uczestników rozmów tylko po to, by nadać im polityczny rozgłos.

I trudno się temu dziwić. Rozmowy o organizacji komunikacji publicznej, zasadach korzystania z przystanków, czy podziale kompetencji pomiędzy miasto a powiat nie są przecież akademicką debatą, lecz negocjacją o bardzo konkretnych skutkach. Prezydent tłumaczył, że problemem nie jest sam dostęp powiatu do miejskiej infrastruktury. Autobusy mogą dowozić pasażerów do dworca czy centrum przesiadkowego. Nie może być jednak zgody na dublowanie przewozów w mieście przez innego organizatora, skoro Koszalin posiada własnego przewoźnika i odpowiada za własny system transportowy. Dodatkowo, jak zaznaczył, transport publiczny będzie dotowany, a to zawsze rodzi ryzyko stosowania przez zewnętrznego operatora cen dumpingowych.

Sobieraj zaprezentował zatem swoje stanowisko negocjacyjne: współpraca tak, ale nie kosztem utraty kontroli nad miejską komunikacją. Koszalin nie zamierza oddawać steru nad własnym układem transportowym i nie chce dopuścić do sytuacji, w której ktoś z zewnątrz zacznie urządzać przewozy na jego terenie według własnych zasad.

Choć ten epizod najmocniej przykuł uwagę, sesja miała również drugi, znacznie cięższy gatunkowo wymiar. Chodziło o projekt pożyczki na tzw. zieloną transformację. Miasto sięgnie po 90 milionów złotych z Banku Gospodarstwa Krajowego, finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy, z przeznaczeniem na trzy strategiczne zadania: przebudowę kluczowych ulic w centrum, modernizację oświetlenia ulicznego oraz adaptację zabytkowego budynku na potrzeby Urzędu Miejskiego.

 

Największa część tej kwoty, 51,3 mln zł  zostanie przeznaczona na zwiększenie powierzchni biologicznie czynnej, czyli w praktyce na głęboką przebudowę przestrzeni miejskiej. Spłata pożyczki ma zostać rozłożona na lata 2031–2047. Formalnie mówimy o instrumentach finansowych i projektach inwestycyjnych. W rzeczywistości chodzi jednak o coś więcej: o to jak ma wyglądać centrum Koszalina w kolejnych dekadach.

Bo w praktyce projekt ten oznacza nie zwykłe odświeżenie ulic, lecz poważną zmianę filozofii myślenia o centrum miasta. Uspokojenie ruchu, otwarcie ulic poprzecznych, nadanie większego znaczenia pieszym i mieszkańcom, a mniejszego samochodom. To nie kosmetyka. To świadoma próba przepisania na nowo logiki Śródmieścia.

I trzeba uczciwie przyznać, że w tej wizji jest rozmach. Zwłaszcza gdy padają słowa o centrum jako „bijącym sercu miasta” i o projekcie, który ma odmienić Koszalin na dziesięciolecia. Radny KO Jacek Wezgraj uchwycił doniosłość tej chwili, wskazując, że jest to decyzja mająca charakter historyczny. Obecne plany przebudowy porównał do tych, które zmieniły Koszalin, który organizował centralne dożynki. Z kolei jego klubowy kolega, Michał Listowski przypomniał argument ekonomiczny: pieniądz z czasem traci na wartości, zatem środki pozyskane dziś na korzystnych warunkach w przyszłości okażą się dla miasta szczególnie cenne.

Sesja nie składała się jednak wyłącznie z wielkich wizji i sporów o strategiczny kierunek rozwoju. Pojawiły się również tematy bardziej przyziemne, choć nie mniej istotne. Pytanie Artura Wiśniewskiego z PiS o przyszłość budynku przy ul. Orlej i o nową lokalizację planowanego Zakładu Aktywności Zawodowej wywołało odpowiedź prezydenta, która zabrzmiała niemal jak deklaracja zasady: najważniejsi są ludzie, nie budynek.

Pozostałe uchwały, dotyczące chociażby kąpieliska czy opłat planistycznych, przeszły bez większych napięć. I właśnie dlatego można było odnieść wrażenie, że sesja jest spokojna. Ale tylko pozornie. Bo w samorządzie nie zawsze najwięcej mówią same głosowania. Czasem więcej ujawnia sposób, w jaki uczestnicy debaty zwracają się do siebie.

Gorąco zrobiło się na koniec, gdy swoje oświadczenie wygłosił Błażej Papiernik. Przewodniczący opozycyjnego klubu Wspólnie dla Koszalina poinformował, że sąd drugiej instancji uznał, iż kilka lat temu ówczesny wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Jakub Kowalik, pomawiając go, naruszył jego dobra osobiste. Jak mówił Papiernik, zgodnie z wolą sądu były wiceprzewodniczący ma nie tylko go przeprosić i usunąć stosowne materiały, ale również wpłacić 7,5 tysiąca złotych na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Papiernik dodał, że mówi o tym z mównicy nie bez powodu, ale po to, by przypomnieć, iż w polityce można się spierać, ostro różnić, a nawet pokłócić, ale pewnych granic przekraczać nie wolno. A tamte granice zostały przekroczone.

I być może właśnie ten finał najlepiej podsumował całą sesję. Bo choć przebiegała płynnie, to z pewnością nie była całkiem spokojna. Pod spokojną powierzchnią wyraźnie buzowały emocje i ambicje. I właśnie dlatego warto było się jej uważnie przysłuchać.

Czytaj też

Rada Miejska w Koszalinie zajmie się finansami, planem dla Kretomina, kąpieliskiem i transportem

eWok, fot. FB/Tomasz Sobieraj/Paweł Kusiak UM Koszalin - wczoraj, 19:19
Koszalin chce zaciągnąć kredyt na zieloną transformację i dokończyć przebudowę ulicy Zwycięstwa aż do Galerii Kosmos. Tak właśnie, bez urzędowych ozdobników i samorządowej nowomowy, można streścić najważniejszy temat najbliższej sesji Rady Miejskiej. Reszta, choć też ważna, będzie już tylko dopiskiem do tej jednej, zasadniczej decyzji. Koszalin chce sięgnąć po 90 milionów złotych z Banku Gospodarstwa Krajowego, by ruszyć z inwestycjami, które mają zmienić centrum miasta. W praktyce oznacza to przebudowę ulicy Zwycięstwa – od dawnego Empiku i skrzyżowania z Grodzką aż do Galerii Kosmos, a także przebudowę Dworcowej, 1 Maja, Młyńskiej i Andersa, nowe skrzyżowania, nowe oświetlenie, nową logikę poruszania się po centrum i nowy sposób myślenia o miejskiej przestrzeni. Brzmi ambitnie. I właśnie dlatego budzi emocje. Bo z jednej strony trudno nie przyznać, że Śródmieście Koszalina od dawna prosi się o poważną, odważną i całościową zmianę. Nie o kolejne łatanie, nie o kosmetykę, nie o wymianę jednego słupa i dwóch ławek, lecz o coś, co naprawdę odmieni centrum. Ulica Zwycięstwa od lat jest kręgosłupem miasta, ale coraz wyraźniej widać, że to kręgosłup zmęczony, niespójny i projektowany jeszcze dla innej epoki. Jeśli więc ktoś dziś mówi, że centrum trzeba przebudować, trudno uznać to za fanaberię. To raczej spóźnione przyznanie oczywistości. Ale z drugiej strony każda wielka miejska ambicja ma swój rachunek. A ten rachunek w Koszalinie ma wynieść 90 milionów złotych pożyczki i spłatę rozciągniętą aż do 2047 roku. I tu właśnie kończą się łatwe zachwyty, a zaczynają pytania, których nikt odpowiedzialny nie powinien zbywać uśmiechem. Czy miasto na pewno stać na taki krok?  Sprzeciw radnych PiS nie jest więc niczym zaskakującym. Opozycja mówi o długu, który przekroczy pół miliarda złotych. I choć w samorządzie wielkie liczby bywają codziennością, to jednak pół miliarda działa na wyobraźnię.  Prezydent odpowiada na te wątpliwości z typowym dla siebie spokojem. Mówi, że warunki finansowania są korzystne, że mamy czas do 2030 roku, że projekt będzie dopracowywany, że autobusy wypadły z pierwotnego planu, bo na nie udało się zdobyć bezzwrotną dotację. Wszystko brzmi racjonalnie. I zapewne w dużej mierze takie jest.  A przecież nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi również o to, jakie miasto chce sobie wyobrazić Koszalin. Jeśli ulica Zwycięstwa rzeczywiście ma być urządzona zgodnie z logiką woonerfu, to nie będzie to zwykła przebudowa. To będzie deklaracja, że centrum nie ma już przede wszystkim służyć szybkiemu przejazdowi samochodem, ale ma stać się przestrzenią bardziej miejską, bardziej ludzką, bardziej wspólną. To odważna zmiana. Dla jednych długo wyczekiwana, dla innych podejrzanie modna. Jedni zobaczą w tym europejski standard, drudzy kolejny eksperyment urbanistyczny, który dobrze wygląda na wizualizacjach, a gorzej w codziennym użytkowaniu. I właśnie dlatego ta sesja jest tak ważna. Nie dlatego, że będzie długa. Nie dlatego, że uchwał jest dużo. Ale dlatego, że pod warstwą formalności kryje się spór o kierunek. O to, czy Koszalin ma być miastem zachowawczym, które boi się większego ruchu, czy miastem, które jednak decyduje się zaryzykować i zmieniać swoje centrum na serio. Oczywiście nie samą pożyczką człowiek żyje, nawet jeśli jest samorządowcem. W porządku sesji są też inne sprawy: plan dla Kretomina, kąpielisko Wodna Dolina, zmiana siedziby Przedszkola nr 19, korekta pożyczki na cyfryzację, aktualizacja budżetu, wieloletniej prognozy finansowej i apel o rozmowy transportowe z gminami ościennymi. Wszystko to ważne, wszystko potrzebne, wszystko składające się na zwykłe zarządzanie miastem. Tyle że tym razem trudno uciec od wrażenia, że większość tych punktów będzie jedynie tłem dla pytania zasadniczego: czy rada da zielone światło dla wielkiej przebudowy centrum. Bo przecież jeśli zgoda zapadnie, to nie będzie to tylko akceptacja dla jednego finansowego mechanizmu. To będzie polityczne przyzwolenie na nowy rozdział w myśleniu o centrum Koszalina. Rozdział, który może się skończyć sukcesem i rzeczywistym odnowieniem śródmieścia.  Koszalin stoi dziś między potrzebą zmiany a lękiem przed ceną tej zmiany. Między marzeniem o nowoczesnym centrum, a chłodną buchalterią przyszłych spłat. Między wizją a kalkulatorem. A czwartkowa sesja pokaże, czy w tym mieście mocniejsza jest jeszcze wyobraźnia, czy już tylko ostrożność.