Co prawda uchwały przechodziły sprawnie, większych politycznych sporów nie było, a radna Oliwia Skórka próbowała koncentrować się na szczegółach proponowanych rozwiązań.
Najmocniej wybrzmiał moment, w którym prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj zwrócił się do radnego PiS Andrzeja Jakubowskiego słowami: „To niepoważne, co pan proponuje”. Była to wypowiedź mocna, ale nieprzypadkowa. Padła w odpowiedzi na sugestię, by w jutrzejszych negocjacjach ze starostą koszalińskim Tomaszem Testerem uczestniczyli również radni. Warto przypomnieć, że sam Andrzej Jakubowski wcześniej spotkał się ze starostą z własnej inicjatywy.
Reakcja prezydenta była jednoznaczna. Zwrócił uwagę, że na tamto spotkanie nie został zaproszony, po czym, z widoczną irytacją zapytał, czy negocjacje mają się teraz odbywać w obecności mediów, a może wręcz na rynku przed ratuszem... W tych kilku zdaniach zawarło się coś więcej niż tylko chwilowe zniecierpliwienie. Sobieraj wyraźnie dał do zrozumienia, że gdy sprawa dotyczy realnych interesów miasta, nie ma miejsca ani na publiczne inscenizacje, ani na mnożenie uczestników rozmów tylko po to, by nadać im polityczny rozgłos.
I trudno się temu dziwić. Rozmowy o organizacji komunikacji publicznej, zasadach korzystania z przystanków, czy podziale kompetencji pomiędzy miasto a powiat nie są przecież akademicką debatą, lecz negocjacją o bardzo konkretnych skutkach. Prezydent tłumaczył, że problemem nie jest sam dostęp powiatu do miejskiej infrastruktury. Autobusy mogą dowozić pasażerów do dworca czy centrum przesiadkowego. Nie może być jednak zgody na dublowanie przewozów w mieście przez innego organizatora, skoro Koszalin posiada własnego przewoźnika i odpowiada za własny system transportowy. Dodatkowo, jak zaznaczył, transport publiczny będzie dotowany, a to zawsze rodzi ryzyko stosowania przez zewnętrznego operatora cen dumpingowych.
Sobieraj zaprezentował zatem swoje stanowisko negocjacyjne: współpraca tak, ale nie kosztem utraty kontroli nad miejską komunikacją. Koszalin nie zamierza oddawać steru nad własnym układem transportowym i nie chce dopuścić do sytuacji, w której ktoś z zewnątrz zacznie urządzać przewozy na jego terenie według własnych zasad.
Choć ten epizod najmocniej przykuł uwagę, sesja miała również drugi, znacznie cięższy gatunkowo wymiar. Chodziło o projekt pożyczki na tzw. zieloną transformację. Miasto sięgnie po 90 milionów złotych z Banku Gospodarstwa Krajowego, finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy, z przeznaczeniem na trzy strategiczne zadania: przebudowę kluczowych ulic w centrum, modernizację oświetlenia ulicznego oraz adaptację zabytkowego budynku na potrzeby Urzędu Miejskiego.

Największa część tej kwoty, 51,3 mln zł zostanie przeznaczona na zwiększenie powierzchni biologicznie czynnej, czyli w praktyce na głęboką przebudowę przestrzeni miejskiej. Spłata pożyczki ma zostać rozłożona na lata 2031–2047. Formalnie mówimy o instrumentach finansowych i projektach inwestycyjnych. W rzeczywistości chodzi jednak o coś więcej: o to jak ma wyglądać centrum Koszalina w kolejnych dekadach.
Bo w praktyce projekt ten oznacza nie zwykłe odświeżenie ulic, lecz poważną zmianę filozofii myślenia o centrum miasta. Uspokojenie ruchu, otwarcie ulic poprzecznych, nadanie większego znaczenia pieszym i mieszkańcom, a mniejszego samochodom. To nie kosmetyka. To świadoma próba przepisania na nowo logiki Śródmieścia.
I trzeba uczciwie przyznać, że w tej wizji jest rozmach. Zwłaszcza gdy padają słowa o centrum jako „bijącym sercu miasta” i o projekcie, który ma odmienić Koszalin na dziesięciolecia. Radny KO Jacek Wezgraj uchwycił doniosłość tej chwili, wskazując, że jest to decyzja mająca charakter historyczny. Obecne plany przebudowy porównał do tych, które zmieniły Koszalin, który organizował centralne dożynki. Z kolei jego klubowy kolega, Michał Listowski przypomniał argument ekonomiczny: pieniądz z czasem traci na wartości, zatem środki pozyskane dziś na korzystnych warunkach w przyszłości okażą się dla miasta szczególnie cenne.
Sesja nie składała się jednak wyłącznie z wielkich wizji i sporów o strategiczny kierunek rozwoju. Pojawiły się również tematy bardziej przyziemne, choć nie mniej istotne. Pytanie Artura Wiśniewskiego z PiS o przyszłość budynku przy ul. Orlej i o nową lokalizację planowanego Zakładu Aktywności Zawodowej wywołało odpowiedź prezydenta, która zabrzmiała niemal jak deklaracja zasady: najważniejsi są ludzie, nie budynek.
Pozostałe uchwały, dotyczące chociażby kąpieliska czy opłat planistycznych, przeszły bez większych napięć. I właśnie dlatego można było odnieść wrażenie, że sesja jest spokojna. Ale tylko pozornie. Bo w samorządzie nie zawsze najwięcej mówią same głosowania. Czasem więcej ujawnia sposób, w jaki uczestnicy debaty zwracają się do siebie.
Gorąco zrobiło się na koniec, gdy swoje oświadczenie wygłosił Błażej Papiernik. Przewodniczący opozycyjnego klubu Wspólnie dla Koszalina poinformował, że sąd drugiej instancji uznał, iż kilka lat temu ówczesny wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Jakub Kowalik, pomawiając go, naruszył jego dobra osobiste. Jak mówił Papiernik, zgodnie z wolą sądu były wiceprzewodniczący ma nie tylko go przeprosić i usunąć stosowne materiały, ale również wpłacić 7,5 tysiąca złotych na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Papiernik dodał, że mówi o tym z mównicy nie bez powodu, ale po to, by przypomnieć, iż w polityce można się spierać, ostro różnić, a nawet pokłócić, ale pewnych granic przekraczać nie wolno. A tamte granice zostały przekroczone.
I być może właśnie ten finał najlepiej podsumował całą sesję. Bo choć przebiegała płynnie, to z pewnością nie była całkiem spokojna. Pod spokojną powierzchnią wyraźnie buzowały emocje i ambicje. I właśnie dlatego warto było się jej uważnie przysłuchać.