Wiceprezydent Koszalina Tomasz Bernacki nie ukrywał, że to, co wydarzyło się wokół schroniska, było dla jego zespołu doświadczeniem bolesnym. – Ostatnie dni przyniosły wiele emocji wokół schroniska Leśny Zakątek. Dla pracowników i wolontariuszy była to trudna i, co chcę jasno podkreślić niesprawiedliwa nagonka – mówił.

Niesprawiedliwość, to słowo padało wielokrotnie. Bo kiedy celem ataku stają się ludzie, którzy na co dzień sprzątają boksy, leczą zwierzęta i pracują z psami po przejściach, łatwo zapomnieć, że hejt ma realne skutki i zniechęca, wypala, odbiera sens pracy. A przecież tu stawką są nie statystyki i komentarze, tylko żywe stworzenia.
„Schronisko to nie zoo”. Dlaczego nie ma swobodnego wstępu?
Jednym z głównych zarzutów było to, że do schroniska nie można wejść jak do parku. Swobodnie spacerować między boksami, oglądać psy „na miejscu” i podejmować decyzję na gorąco. Dla części internautów był to dowód „zamykania się” i „ukrywania czegoś”. Schronisko odpowiada wprost: to nie kwestia niechęci do ludzi, tylko bezpieczeństwa i dobrostanu zwierząt. Daria Szmaro, behawiorystka pracująca w koszalińskim schronisku, tłumaczyła, że ograniczenia wprowadzono po konkretnych sytuacjach z przeszłości.
– Wcześniej dochodziło do sytuacji, w których ktoś wrzucał kości do boksów, wkładał ręce między kraty albo, chcąc sprawdzić „poziom agresywności psa”, kopał w kraty boksu – podawała przykłady nieodpowiednich zachowań.

Takie zachowania to nie tylko stres dla zwierząt, ale realne zagrożenie dla ludzi. Psy przebywają na swoim terenie, często po traumach, zaniedbaniach, z trudną historią. Każde wejście osób postronnych może eskalować napięcie, prowokować niebezpieczne reakcje i burzyć to, co w schronisku najcenniejsze: rutynę, dzięki której zwierzęta w ogóle funkcjonują. – Jeśli ktoś jest zainteresowany adopcją, ma możliwość zobaczenia konkretnych psiaków w boksach, ale nie może odbywać się to w ten sposób, że ktoś przychodzi i mówi: „Dzień dobry, chcę sobie tam pochodzić” – podkreślała.
Adopcja to proces, nie „od klatki”
Wiele emocji wywołało też samo słowo „adopcja”. W internetowych komentarzach przewijało się oczekiwanie prostego schematu: przychodzę, wybieram, zabieram. Schronisko mówi: tak się nie powinno i po prostu nie da robić. – Adopcja psów to nie wejście do sklepu, wybór najładniejszego i powrót do domu z wybranym zwierzęciem. To proces, długotrwały, zajmujący czasem nawet miesiąc. To odpowiedzialność nie tylko przyjmującego psa, ale też nasza, schroniska – tłumaczyła behawiorystka.
Według schroniska praktyka „adopcji od klatki” często kończy się zwrotami, a każdy zwrot to kolejna trauma dla psa i dla człowieka. Dlatego procedura zaczyna się od rozmowy i ankiety, a dopiero potem dobierany jest pies, który ma realną szansę dopasować się do warunków nowego domu. To podejście nie jest „utrudnianiem”. To minimalizowanie cierpienia.
Wolontariat: liczby, które studzą emocje
Wątpliwości dotyczyły również wolontariatu. Pojawiały się opinie, że szkoleń jest za mało i że dostęp do pomocy w schronisku jest ograniczany. Kierowniczka schroniska, Iwona Lewandowska podała konkretne dane: w ubiegłym roku przeszkolono 116 osób, z czego 48 podpisało porozumienie. Jednocześnie aktywność wolontariuszy bywa różna. Część osób nie pojawia się wcale, część przychodzi sporadycznie. Nabór trwa przez cały rok, a proces jest etapowy, bo praca ze zwierzętami wymaga przygotowania i odpowiedzialności.
Kontrole bez zastrzeżeń i zapowiedź nowej strony
Wiceprezydent Tomasz Bernacki poinformował, że niezapowiedziana kontrola z 28 stycznia nie wykazała nieprawidłowości. – Zwierzęta są dogrzane, karmione i leczone – zapewnił.
Schronisko podkreśla też, że jako jednostka miejska przeszło pozytywne kontrole weterynaryjne, a wkrótce uruchomi nową stronę internetową. Ma ona zawierać aktualne informacje oraz zdjęcia zwierząt przeznaczonych do adopcji tak, by osoby zainteresowane mogły zobaczyć je wcześniej i rozpocząć kontakt w uporządkowany sposób.
W „Leśnym Zakątku” przebywa obecnie 167 psów i 65 kotów, a budżet placówki na 2026 rok wynosi ponad 3 miliony złotych. To liczby, które pokazują skalę odpowiedzialności i to, jak łatwo jest rzucić oskarżenie, a jak trudno prowadzić codzienną, żmudną pracę.
Zamiast emocji – rozmowa. Zamiast oskarżeń – współpraca
Najbardziej empatyczny wymiar tej historii nie dotyczy jednak samego schroniska. Dotyczy nas, odbiorców. Tego, jak łatwo łapiemy narrację „sensacji” i jak rzadko czekamy na fakty. W internecie wszystko jest szybkie: komentarz, osąd, etykieta. Tymczasem opieka nad zwierzętami jest powolna, mozolna i pełna procedur. Po to, by nie robić krzywdy kolejnymi pochopnymi decyzjami.
Wiceprezydent Bernacki podsumował to prostym przesłaniem, które warto powtarzać nie tylko przy tej okazji:
Zamiast hejtu – fakty.
Zamiast emocji – rozmowa.
Zamiast oskarżeń – współpraca.
Bo schronisko to nie miejsce do internetowych bitew. To miejsce, w którym codziennie walczy się o spokój, zdrowie i nowe życie dla tych, którzy sami nie potrafią się obronić.