Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Od Domarskiego do Pazdana. Sensacyjni bohaterowie biało-czerwonych

2021-03-31 05:39:00 Art za Arskom, fot. Tomasz Bridmann
Dziś o godz. 20.45 pozbawioną swojego kapitana i najlepszego piłkarza reprezentację Polski czeka na Wembley nie lada wyzwanie. W buty Roberta Lewandowskiego będą musieli spróbować wejść piłkarze, którzy nigdy wcześniej nie byli liderami reprezentacji Polski. Żeby wyjechać z Londynu z dorobkiem punktowym, będziemy potrzebować zaskakującego bohatera. Kto może wcielić się w rolę pogromcy Synów Albionu? Patrząc na historię, to tak naprawdę… każdy. Przeszłość naszej piłkarskiej kadry jest pełna takich postaci, a najsłynniejszą legendę – Jana Domarskiego – stworzyło właśnie Wembley. Czy pamiętacie tych bohaterów?

Jan Domarski, Anglia – Polska 1:1, 17.10.1973

Kiedy myślimy o „Cudzie na Wembley”, na myśl przychodzą nam dwa nazwiska – broniącego jak w transie strzały gospodarzy Jana Tomaszewskiego, oraz zdobywcy jedynej bramki dla biało-czerwonych Jana Domarskiego. I o ile po golkiperze cały naród spodziewał się fenomenalnych interwencji, to po napastniku Stali Mielec, który nigdy w karierze nie wyrósł ponad „solidnego ligowca”, nikt się nie spodziewał cudów. A jednak – gdyby nie wcześniejsza kontuzja Włodzimierza Lubańskiego, którego miejsce w składzie „Orłów Górskiego” musiał zająć Domarski – pewnie dziś nikt nie pamiętałby o tym niezłym napastniku pochodzącym z rzeszowskiej Drabinianki. 

Była 57. minuta meczu, który decydował o awansie na mistrzostwa świata w Niemczech. Grzegorz Lato pędził z piłką lewym skrzydłem, dograł do środka do niepilnowanego Domarskiego, który zdecydował się na płaski strzał z szesnastego metra. Chciał uderzać przy dalszym słupku, futbolówka zeszła mu jednak na zewnętrzne podbicie i wpadła do bramki pod brzuchem nieudolnie interweniującego Petera Shiltona. – Przyszła, naszła, zeszła, weszła – opisywał to zdarzenie po latach sam bohater i dodawał: – Fuksy są. I do dzisiaj, ponad czterdzieści lat od meczu, o tym wspominamy. Było to dzieło przypadku, bo Shilton równie dobrze mógł ten strzał obronić, no ale go wpuścił.

Dla Jana Domarskiego był to jeden z zaledwie dwóch goli strzelonych w biało-czerwonych barwach i przedostatni mecz w kadrze, który zagrał w pełnym wymiarze czasowym. Lokalna gwiazda Podkarpacia, dzięki niezwykle szczęśliwemu uderzeniu, stała się bohaterem wielu pokoleń Polaków. A że Domarski nigdy nie był wybitnym napastnikiem? Czasami po prostu trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

Marek Citko, Anglia – Polska 2:1, 9.10.1996

Na kolejną bramkę strzeloną przez biało-czerwonych na Wembley musieliśmy czekać blisko 23 lata. W siódmej minucie meczu eliminacji do mistrzostw świata w 1998 roku, piłka po dośrodkowaniu z prawej strony Henryka Bałuszyńskiego i przepuszczeniu piłki przez Krzysztofa Warzychę trafiła pod nogi zaledwie 22-letniego zawodnika Widzewa Łódź, Marka Citki. Dla młodego pomocnika to był debiut w meczu o punkty w narodowych barwach. Presja nie spętała mu jednak nóg. Wykorzystał szansę daną przez Antoniego Piechniczka, przyjmując dokładnie piłkę i z zimną krwią kierując ją obok wychodzącego z bramki Davida Seamana. – Gol, gol, gol, gol proszę państwa! 23 lata czekaliśmy na to, żeby Polacy strzelili bramkę na Wembley. Marek Citko i na ekranach strapiona twarz Glenna Hoddle’a – komentował spotkanie w TVP Dariusz Szpakowski. – Chciałbym zobaczyć tę twarz za półtorej godziny. Znakomita akcja, którą rozpoczął Bałuszyński. Citko w takich sytuacjach nie przebacza – dodawał współkomentujący spotkanie obecny prezes PZPN Zbigniew Boniek.

Niestety oblicza Anglików już wkrótce się rozchmurzyły po dublecie ich supersnajpera, Alana Shearera. To jednak nie przeszkodziło polskim kibicom w pokochaniu młodego chłopaka z Białegostoku, który dał im radość z niespełna 20-minutowego prowadzenia na Wembley. W kraju wybuchła „Citkomania” – zawodnik zwyciężył w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski 1996 roku, zostawiając za plecami chociażby złotych medalistów igrzysk olimpijskich w Atlancie. Czy reakcja fanów futbolu, którzy wynieśli pod niebiosa zawodnika, który zdobył jedną bramkę w i tak przegranym meczu była przesadzona? Na pewno, ale w dobie futbolowego marazmu każdy promyczek nadziei był na wagę złota. Cała historia, podobnie jak mecz na Wembley, nie miała jednak happyendu. – Gol z 1996 roku nie odmienił, a trochę popsuł mi życie. Kiedyś przejście dwudziestu metrów po Piotrkowskiej zajęło mi pół godziny. Citkomania była udręką, przeszkadzała – przyznawał Citko w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. Do tego doszły kłopoty zdrowotne – zerwanie w 1997 roku ścięgna Achillesa, które zablokowało jego transfer do Premier League (mówiło się nawet o Liverpoolu). W efekcie jego reprezentacyjny licznik zatrzymał się, podobnie jak w przypadku Jana Domarskiego, na dwóch golach. Klątwa Wembley?

 

Grzegorz Bronowicki, Polska – Portugalia 2:1, 11.10.2006

Najsłynniejszy mecz pod wodzą Leo Beenhakkera, i – biorąc pod uwagę olbrzymią różnicę w umiejętnościach piłkarzy – jedna z najbardziej niesamowitych wygranych w trenerskiej karierze Holendra. Spotkanie na Stadionie Śląskim w eliminacjach do Euro 2008 miało wielu bohaterów, w tym zdobywcę obu bramek Ebiego Smolarka czy fenomenalnie broniącego Wojciecha Kowalewskiego. Najbardziej niezwykłą historię napisał jednak boczny obrońca Grzegorz Bronowicki, dla którego było to drugie spotkanie w naszej kadrze i pierwsze przed własną publicznością. Chłopak z Legii, który niewiele wcześniej łączył grę w niższych ligach w Górniku Łęczna z pracą w kopalni, zagrał na poziomie największych obrońców świata. Wyłączył z gry Cristiano Ronaldo i Simao Sabrosę w sposób, którego mogłoby pozazdrościć wielu słynnych defensorów. Do tego dołożył siatkę założoną Ronaldo, która stała się symbolem luzu i pewności siebie, jaką natchnął Bronowickiego Leo Beenhakker. 

– Wiadomo, jaki kunszt prezentuje Cristiano. Jakie ma zwody, szybkość. Nie tacy jak ja byli przez niego ośmieszani. Choć to, rzecz jasna, żadne usprawiedliwienie. Jeżeli zagram, zrobię wszystko, by go zatrzymać. Portugalczycy to świetni piłkarze, ale tylko ludzie – podkreślał przed spotkaniem. I okazało się, że nie rzucał słów na wiatr. Później wspominał, że przez całe spotkanie powtarzał sobie, żeby nie podchodzić za blisko do CR7. Ta prosta taktyka, w połączeniu z maksymalną ambicją i koncentracją dała efekt i była jednym z ważnych elementów, które razem złożyły się na niezwykle cenną wygraną. Niestety, podobnie jak w przypadku Marka Citki, później było już tylko gorzej. Bronowickiego skusiła perspektywa transferu do Crvenej Zvezdy Belgrad, gdzie zaczęły go prześladować kontuzje. Mistrzostwa Europy, do awansu na które wydatnie się przyłożył, musiał oglądać sprzed telewizora. Kiedy widział, jak koledzy wychodzą na mecz z Niemcami, nie był w stanie powstrzymać łez. Jego licznik występów w kadrze zatrzymał się na 14.

 

Sebastian Mila, Polska – Niemcy 2:0, 11.10.2014

fot. Marcin Kadziolka

Tak jak dla „Orłów Górskiego” mitem założycielskim był zwycięski remis na Wembley, tak dla reprezentacji Polski prowadzonej przez Adama Nawałkę takim meczem stała się eliminacyjna wygrana nad Niemcami. Ta sztuka udała się biało-czerwonym dopiero w 19. oficjalnym starciu z naszymi zachodnimi sąsiadami. Na ogromne słowa uznania zasłużył cały zespół, ale w pamięci kibiców najmocniej zapisały się fenomenalne parady Wojciecha Szczęsnego oraz gole Arkadiusza Milika i Sebastiana Mili. Ten drugi, który po wejściu z ławki na ostatni kwadrans rzucił Niemców na łopatki strzelając gola na 2:0, dołączył tym samym do grona bohaterów naszej kadry, na których niewielu liczyło.

W całym spotkaniu Niemcy strzelali celnie pięć razy częściej od Polaków, ale co z tego, skoro dwa z trzech naszych celnych uderzeń wpadły do siatki? To właśnie skuteczności zawdzięczamy jeden z piękniejszych wieczorów na Stadionie Narodowym. Kiedy Sebastian Mila w 77. minucie szykował się do zmienienia Arkadiusza Milika, Adam Nawałka zachęcał go do jak najdłuższego utrzymywania się przy piłce z dala od naszej bramki, tak aby odciążyć defensywę. Sam nie mógł się spodziewać, że 32-letni pomocnik Śląska Wrocław dołoży do tego bramkę. 11 minut po jego wejściu na boisko, Robert Lewandowski fenomenalnie zastawił się w polu karnym rywali, dostrzegł wychodzącego na czystą pozycję wypoczętego „Rogera”, a ten technicznym uderzeniem przy dalszym słupku nie dał szans Manuelowi Neuerowi. 

– Nie wiedziałem, że w ogóle tyle osób mnie zna, ile dzisiaj skandowało moje nazwisko. Zawsze strzelenie bramki w reprezentacji to jest spełnienie marzenia. Strzelenie na Stadionie Narodowym, coś jeszcze większego. A strzelić na Narodowym Niemcom i wygrać spotkanie? Absolutny szok – opowiadał tuż po spotkaniu dziennikarzom Sebastian Mila. Dla zawodnika, który jako młodzian uchodził za wielki talent i który dziesięć lat wcześniej w barwach Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski eliminował z Pucharu UEFA Manchester City, ten wieczór na Stadionie Narodowym był kropką nad „i”, która sprawiła, że przestało się o nim mówić jako o niespełnionym potencjale, a zaczęło nazywać „pogromcą Niemców”. Bramka zdobyta z tym rywalem była jego pierwszą w kadrze po ponad ośmioletniej posusze, kiedy jego kariera znacznie wyhamowała. Na Euro do Francji ostatecznie nie pojechał, ale do dziś jest jednym z bardziej kochanych przez kibiców byłych reprezentantów Polski.

Michał Pazdan, Polska – Niemcy 0:0, 16.06.2016

fot. Maciej Gillert.

O ile naszą eliminacyjną wygraną z Niemcami można nazwać szczęśliwą, a przy takiej grze dużą część zasługi należy przypisywać szczęściu, nieskuteczności rywali i fenomenalnej postawie Szczęsnego, o tyle niecałe dwa lata później, na mistrzostwach Europy we Francji, zagraliśmy tak dobrze, że bezbramkowy remis należy odbierać w kategoriach drobnej niesprawiedliwości. Jednym z fundamentów, na których zespół Adama Nawałki opierał swoją świetną postawę, był stoper Legii Warszawa, Michał Pazdan. 

Przed wyjazdem na Euro jedną z głównych obaw polskich kibiców była właśnie obsada miejsca obok Kamila Glika w linii obrony. Pazdana dla reprezentacji Polski odkrył Leo Beenhakker, zabierając swoją „Piranię” nawet na Euro 2008. Tam jednak obrońca nie zagrał ani minuty, a upodobanie doświadczonego Holendra do tego ligowca było traktowane przez większość obserwatorów jako niezbyt groźne dziwactwo. Nawałka, który był dawniej asystentem Beenhakkera, widział jednak w mierzącym zaledwie 180 cm wzrostu stoperze to samo, co jego dawny pryncypał – ogromny potencjał i ambicję. Pazdan dobrze spisywał się już w eliminacjach, ale ostatecznym chrztem bojowym, po którym pokochał go cały naród, było Euro 2016, a w szczególności mecz z Niemcami.

Stoper Legii kompletnie wyłączył z gry Mario Götzego, wygrywając z nim wszystkie sześć pojedynków i tylko raz faulując. Po godzinie Niemiec ze spuszczoną głową zszedł z boiska. Agresywna gra pressingiem, ambicja i świetne przewidywanie gry sprawiły, że Niemcy tak naprawdę nie zagrozili poważnie polskiej bramce, a o Pazdanie… zaczęto śpiewać piosenki. „Kogo chcesz dziewczyno ja wiem! Pazdana!” śpiewane na melodię zespołu Tarzan Boy na stałe weszło do kanonu polskiej piosenki kibicowskiej, a łysy obrońca został pokochany przez fanów biało-czerwonych. 

Czy Sousa znajdzie swojego Domarskiego?

Czy któryś z reprezentantów Polski wykorzysta okazję i wybitnym występem w meczu eliminacyjnym z Anglikami wpisze się na stałe do historii polskiego futbolu? Według ekspertów z firmy Totolotek, reprezentacja Polski pod nieobecność Lewandowskiego będzie skazana na pożarcie. Za jedną złotówkę postawioną na wygraną biało-czerwonych, Totolotek wypłaci 10,49 zł (minus podatek). W opinii bukmachera bardziej prawdopodobne jest, że zespół Paulo Sousy wyjedzie z Londynu bez goli (kurs 1.76), niż że cokolwiek strzeli (1.99). To wymarzone okoliczności do narodzin nowego bohatera. Po męczarniach z mocniejszymi rywalami za kadencji Jerzego Brzęczka i niespecjalnie efektownym początku pracy Paulo Sousy, kibice nie mają wielkich oczekiwań. Wszystko inne niż bezbarwna porażka, zostanie odebrane jako iskierka nadziei na lepszą przyszłość. Kto, pod nieobecność Roberta Lewandowskiego, może poprowadzić naszą kadrę do sukcesu w meczu z Anglią? Nowym Janem Domarskim mógłby stać się zdobywca bramki w debiucie w meczu z Andorą Karol Świderski, w rolę Grzegorza Bronowickiego wyłączającego gwiazdy rywali z gry może wcielić się Michał Helik lub Kamil Piątkowski, a następcą Marka Citki chociażby utalentowany Kacper Kozłowski czy niezwykle szybki Przemysław Płacheta. Paulo Sousę czeka karkołomne zadanie, ale właśnie w takich chwilach rodzą się wielkie drużyny. Oby nie inaczej było na Wembley, które widziało narodziny kilku polskich sensacyjnych bohaterów.

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Koszalin: Radny "wyręczył" prezydenta

9 Kwietnia 2021 godz. 9:19 Ala za FB/Tomasz Bernacki
Prezydent Koszalina, Piotr Jedliński z tym problemem nie potrafił uporać się przez lata. Bezradnie rozkładał ręce. Tymczasem radny Koalicji Obywatelskiej, Tomasz `Bernacki sprawę załatwił w kilka godzin! W czym problem? Droga samorządowa umożliwiająca dojazd do 155 lokali mieszkalnych usytuowanych na osiedlu w pobliżu Wodnej Doliny została pozbawiona płyt betonowych i z dnia na dzień właściciele tych lokali zostali pozbawioni dojazdu. Dlaczego? Firma Agrobud, która budowała te bloki dzierżawiła również na czas budowy drogę. Ze względu na płynność prac na drodze położyła płyty betonowe. Teraz zdecydowała, że te płyty betonowe są jej niezbędne do prac na innej budowie. Sprawę próbowała rozwiązać Beata Borzymowska, która zarządza wspólnotą zrzeszająca mieszkańców. Bezskutecznie. Natomiast Piotr Jedliński w lokalnym dzienniku przyznał szczerze: "Ratusz musi przestrzegać przepisów prawa, więc doraźne rozwiązanie, takie jak droga „na dziko”, w grę nie wchodzi. Przyznaje, że problem drogi osiedlowej jest mu znany od lat, a droga w plany inwestycyjne była wpisana, ale zachowanie firmy, która budowała osiedle, uważa za bulwersujące". Jeżeli prezydent Koszalina bulwersuje się z powodu takiego, że właściciel sam decyduje o przeznaczeniu majątku należącego do niego to... Za to całym tym zamieszaniem zbulwersował się - i to na dobre - radny Tomasz Bernacki, który dziś na fanpejdżu poinformował: "Jako radny zająłem się sprawą rozebranej drogi przy ul. Hallera. ZDiT podjął decyzję o projektowaniu docelowo tego odcinka drogi wewnętrznej. Zlecenie w tej sprawie zostało podjęte. Teraz najważniejsze jest jak najszybsze utwardzenie tej zniszczonej drogi. Ustaliliśmy, że na tą chwilę zostanie utwardzona droga. Zaproponowałem, żeby utwardzić z kruszywa lub wbudować tymczasowo materiał z kostki, który ZDiT posiada w swoich zasobach. ZDiT zobowiązał się że szybko postara rozwiązać ten problem. Jako radni nie możemy zostawić mieszkańców samym sobie. Będę sprawę monitorował" - zapewnił.    ...
 

Porażka mieszkańców województwa zachodniopomorskiego. PiS ignoruje potrzeby regionu

2 Kwietnia 2021 godz. 13:34 Ala za WZP, fot. Dominik Wasilewski
Po raz kolejny w Rządowym Funduszu Inicjatyw Lokalnych zabrakło miejsca na ważne projekty realizowane przez Samorząd Województwa Zachodniopomorskiego. Wartość środków przyznanych samorządom woj. zachodniopomorskim w przeliczeniu na mieszkańca sytuuje region na 12. miejscu w Polsce, to środki poniżej średniej kraju. Najwięcej środków trafiło na Podkarpacie. – Nas już nawet to nie dziwi. Brak transparentności. Dzielenie samorządów na nasze i wasze. Wybiórcze traktowanie. To jest, niestety, praktyka dnia codziennego, z którą musimy żyć i której musimy się przeciwstawiać – mówi marszałek Olgierd Geblewicz. Brak wsparcia dla regionu Upublicznione zostały wyniki drugiego konkursowego naboru do Rządowego Funduszu Inicjatyw Lokalnych. Do jednostek samorządu terytorialnego na Pomorzu Zachodnim ma trafić kolejna transza, ok. 68,7 mln zł. Czy to dużo? W przeliczeniu na mieszkańca wartość przyznanych środków wyniesie 41 zł - sporo poniżej średniej dla kraju. Sytuuje to  region dopiero na 12. miejscu w Polsce. Samorząd Województwa Zachodniopomorskiego jest jednym z 4 samorządów regionalnych (obok Kujawsko-Pomorskiego, Mazowieckiego i Wielkopolskiego), który nie uzyskał żadnego wsparcia na swoje projekty. To kolejna edycja podziału środków w ramach rządowego funduszu, w której projekty z Pomorza Zachodniego są ignorowane, a potrzeby mieszkańców marginalizowane. W ostatnim rozstrzygnięciu wśród samorządów województw najwięcej środków trafiło na Podkarpacie.   Te projekty odrzucono  Samorząd Województwa ubiegał się o trzy niezwykle istotne dla mieszkańców regionu zadania. To: zakup 10 hybryd,  które umożliwią włączanie obszarów szczególnego wykluczenia w sieć Szczecińskiej Kolei Metropolitalnej (wnioskowana kwota: 200 mln zł), modernizacja siedzib filii Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego zlokalizowanych na terenie województwa (wnioskowana kwota: 18 mln zł) oraz poprawa warunków diagnostyki i leczenia w oddziałach pulmonologicznych i leczenia chorób płuc w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie (wnioskowana kwota: 82 mln zł). Już w styczniu br. pojawiły się – na podstawie informacji przekazywanych publicznie przez Centrum Informacyjne Rządu (za pośrednictwem Polskiej Agencji Prasowej) – wątpliwości, czy projekty uzyskały pozytywną ocenę i rekomendację Wojewody Zachodniopomorskiego, a marszałek Geblewicz zwracał się wojewody o niezwłoczne udostępnienie szczegółowej, kompleksowej informacji o powodach prawdopodobnej negatywnej weryfikacji projektów. – Chciałbym poznać argumentację, która przekona mnie i mieszkańców regionu, że powyższe projekty są nam niepotrzebne – mówił Olgierd Geblewicz. Szczegółowej odpowiedzi nie uzyskał.   Blamaż wojewody? - o tym, że jedynym kryterium podziału środków są preferencje polityczne władz danego samorządu, mówiono głośno podczas poprzedniej edycji RFIL. Jak widać - rządzący za bardzo się tym nie przejęli. Wojewoda zachodniopomorski najprawdopodobniej nie udzielił rekomendacji żadnemu z naszych projektów. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego – nie kryje oburzenia marszałek Olgierd Geblewicz. – Złożę w tej sprawie wniosek do Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego o pilne zwołanie posiedzenia, podczas którego  wojewoda wytłumaczy się przed samorządami, których mieszkańcy nie dostali ani złotówki, choć płacą takie same podatki, jak choćby mieszkańcy Podkarpacia.   W pierwszym naborze wniosków Samorząd Województwa Zachodniopomorskiego ubiegał się o dofinansowanie 31 zadań inwestycyjnych, opiewających łącznie na ponad 736,5 miliona złotych. Niestety, mimo dobrze złożonych wniosków oraz ważnych projektów, nie otrzymał ani złotówki wsparcia. Odrzucono wszystkie wnioski, w tym m.in. ten na zakup 15 w pełni wyposażonych w sprzęt i aparaturę medyczną ambulansów dla WSPR w Szczecinie.   ...
 

Koszalin: Punkty Masowych Szczepień

2 Kwietnia 2021 godz. 13:31 Ala za UM Koszalin
W Koszalinie trwają przygotowania do uruchomienia Punktów Szczepień Masowych. - Jesteśmy obecnie na etapie organizacji i ustalania szczegółów tego przedsięwzięcia – mówi prezydent Piotr Jedliński. - Zapewniam, że zrobimy wszystko, by do Koszalina jak najszybciej trafiły zapowiedziane przez rząd szczepionki, by poprawić bezpieczeństwo mieszkańców naszego miasta. Cały czas ściśle współpracujemy z wojewodą w tej sprawie. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów poinformowała, że w związku ze spodziewanym zwiększaniem dostaw szczepionek przeciw Covid-19 do Polski, niezbędne jest zwiększenie potencjału szczepień powszechnych – tylko w kwietniu Polska ma otrzymać ok. 7 mln dawek, czyli więcej niż w całym pierwszym kwartale.   Nowe Punkty Szczepień Masowych (PSM) mają być tworzone przez samorządy w uzgodnieniu z wojewodami. W przypadku miast powyżej 50.000 mieszkańców PSM powinny mieć wydajność powyżej 500 dawek dziennie. Chodzi o zapewnienie w każdym powiecie możliwości wykonywania ok. 800 szczepień tygodniowo na 10 tys. dorosłych mieszkańców.   Zgodnie z zaleceniami Kancelarii Prezesa Rady Ministrów docelowo w każdym powiecie (lub mieście na prawach powiatu) powinny być co najmniej dwa duże punkty szczepień: - jeden prowadzony przez PWDL (populacyjny punkt szczepień), najlepiej szpital z dużym potencjałem szczepień, - drugi jako organizowany „od podstaw” i prowadzony przez samorządy (we współpracy z wybranym PWDL) jako Punkt Szczepień Masowych (np. w domu kultury, namioty lub drive-thru).   Prezydent Piotr Jedliński podjął kierunkową decyzję, że drugi z nich znajdzie się w Hali Widowiskowo-Sportowej przy ul. Śniadeckich. Za wyborem punktu przemawia, że: 1)    Obiekt jest dobrze skomunikowany, 2)    Przy obiekcie znajduje się duży parking, 3)    Obiekt ma duże gabaryty pozwalające zachować wymagane odległości między szczepiącymi się, 4)    Obiekt ma kilka wejść i wyjść, co ułatwi komunikację wewnątrz budynku i bezpieczeństwo epidemiologiczne.   Według założeń Szczepienia w nowych punktach będą przeprowadzane przez zespoły szczepiące, w skład jednego zespołu wchodzi 1-5 osób. Swoją pomoc w obsadzie wspomnianych zespołów zadeklarowała Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Koszalinie.   Szacuje się, że szczepienia rozpoczną się 19-25 kwietnia. Szczegóły będziemy podawać w miarę napływających informacji....
 

Artykuł - Radny wyręczył prezydenta - mija się z prawdą

9 Kwietnia 2021 godz. 14:12 Ala, eWok, fot. FB/Tomasz Bernacki
To prezydent miasta Koszalina po otrzymaniu informacji o nagłym zdjęciu płyt drogowych przez dewelopera przy ul. Hallera, mając na względzie trudną sytuację mieszkańców pozostawionych bez drogi dojazdowej przez firmę, która wcześniej wybudowała i sprzedała mieszkania w tym miejscu, podjął decyzję o możliwie jak najszybszym przygotowaniu dokumentacji technicznej, uzyskaniu pozwolenia na budowę i ułożeniu drogi z płyt po wyłonieniu wykonawcy tej inwestycji. Dziś zamieściliśmy materiał "Radny wyręczył prezydenta",  w którym przedstawiliśmy fakty związane z sytuacją, w jakiej znaleźli się mieszkańcy osiedla usytuowanego w pobliżu ul. Gen. Józefa Hallera.  Po jego publikacji, Robert Grabowski, rzecznik prasowy prezydenta Koszalina przysłał nam poniższe wyjaśnienie: "Z przykrością stwierdzam, że dzisiejszy artykuł „ Radny wyręczył prezydenta ", zamieszczony na portalu eKoszalin.pl,  mija się z prawdą.  To prezydent miasta Koszalina po otrzymaniu informacji o nagłym  zdjęciu płyt drogowych przez dewelopera przy ul. Hallera, mając na względzie trudną sytuację mieszkańców pozostawionych bez drogi dojazdowej przez firmę, która wcześniej wybudowała i sprzedała mieszkania w tym miejscu, podjął decyzję o możliwie jak najszybszym przygotowaniu dokumentacji technicznej, uzyskaniu pozwolenia na budowę i ułożeniu drogi z płyt po wyłonieniu wykonawcy tej inwestycji.    W tym kontekście zupełnie nie  rozumiem w czym pan radny Tomasz Bernacki, jak sugeruje tytuł artykułu, „wyręczył" prezydenta?  Prawda jest taka, że w momencie, kiedy Pan Radny zgłosił się do Zarządu Dróg i Transportu i uzyskał informacje o podjętych decyzjach w tej sprawie., były one już wdrożone w życie. Zaznaczam, że moją intencją nie jest umniejszenie roli Pana Radnego, który podejmuje interwencję na rzecz mieszkańców, za co należą się podziękowania, a  jedynie wyjaśnienie, że nikt w tej kwestii nie wyręczał Pana Prezydenta. Nawet bowiem gdyby Pan Radny bardzo chciał, to nie jest  w stanie tego zrobić gdyż takie działanie nie leży po prostu w kompetencjach radnego.  PS. Kwestia demontażu wspomnianych płyt była dokładnie omówiona podczas wczorajszej konferencji prasowej. Miał więc Pan Redaktor możliwość zapoznania się ze stanowiskiem Prezydenta Miasta w tej sprawie. Proszę więc w ramach rzetelności dziennikarskiej o przedstawienie niniejszego wyjaśnienia".      Od redakcji:  Problem nawierzchni tej drogi znany był prezydentowi Koszalina od kilku lat. W tym czasie zarówno wspólnota mieszkaniowa jak i właściciel płyt betonowych próbowali sprawę nawierzchni ul. Hallera wyjaśnić. I co? I nic! Nie było zatem żadnego 'nagłego" zdjęcia płyt. Sprawa w ratuszu ruszyła dopiero jak ich właściciel postanowił je  zabrać. A jak się dowiedzieliśmy właściciel płyt złożył nawet w ZDiT pisemną propozycję  sprzedaży tych płyt. - Poinformowano mnie, że cena była za wysoka - wyjaśnia radny Bernacki. - Od lat zabiegam o naprawę dróg w mieście. Szczególne tych, które wykorzystuje duża liczba koszalinian. Tak było m.in. z nawierzchniami ulic Mirtowej i Cedrowej. Tak jak zapowiedziałem będę monitorował sprawę nawierzchni ul. Hallera. A nie jest to jedyna ulica w mieście, która znajduje się w takim stanie - dodał Bernacki. Redakcja także sprawie będzie przyglądała się uważnie.  Wojciech Kukliński    ...
 

Od 10 kwietnia nowe stawki mandatów!

10 Kwietnia 2021 godz. 6:02 Ala, fot. archiwum
10 kwietnia wchodzi w życie znowelizowane rozporządzenie prezesa rady ministrów w sprawie wysokości grzywien nakładanych w drodze mandatów karnych za wybrane rodzaje wykroczeń. Co się zmienia? Spacer z psem tylko na smyczy? Niekoniecznie. Kara za niezachowanie „zwykłych lub nakazanych” środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia będzie można zostać ukaranym grzywną w wysokości od 50 do 250 zł, zaś w przypadku trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem „stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka” grzywna może wynieść 500 zł. W przepisach nie określono jasno, jakie konkretnie środki ostrożności należy zachować przy trzymaniu zwierzęcia. Te mogą wynikać z innych ustaw lub lokalnych regulacji. Przykładowo, gminy określają w odrębnych przepisach miejsca, gdzie np. mogą zakazać puszczania psa bez smyczy. Zakaz wypuszczania psów luzem w lesie został natomiast zapisany w ustawie o lasach. Miejscem, w których właścicieli czworonogów obowiązują dodatkowe ograniczenia jest też komunikacja miejska, w której przeważnie trzeba przewozić zwierzę w kagańcu. Przy tej okazji warto spojrzeć do uzasadnienia Sądu Okręgowego w Olsztynie, który orzekał w sprawie właściciela psa, który „nie zachował zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia”, według oskarżenia - przy trzymaniu psa bez smyczy. Według uzasadnienia SO, analiza przepisów ustawy kodeks wykroczeń i ustawy o ochronie zwierząt prowadzi do wniosku, że nie istnieje żaden ustawowy nakaz wyprowadzania psów na smyczy ani w kagańcach poza przypadkiem przewidzianym w art. 166 kw, o ile norma oczekiwanego zachowania ograniczona jest do zachowania tzw. zwykłych środków ostrożności. Przepis art. 10a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, zabrania puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna - co jednak nie oznacza obowiązku prowadzenia ich na smyczy. Kara za brak utrzymania czystości i porządku w obrębie nieruchomości Za niewykonywanie obowiązku utrzymania czystości i porządku w obrębie nieruchomości będzie groziła grzywna od 100 do 250 zł. Mandat będzie można otrzymać m.in. za składowania odpadów komunalnych powodujące np. uciążliwości zapachowe dla sąsiednich nieruchomości.  Mandat za nieprzestrzeganie obostrzeń w związku z koronawirusem  Za niestosowanie się do wskazań i nakazów wydanych przez właściwe organy w celu zabezpieczenia należytego stanu sanitarnego i zwalczania chorób zakaźnych przewidziano karę grzywny w wysokości od 100 do 250 złotych.  Mandat dla przewoźnika za niezapewnienie podróżnym odpowiednich warunków W rozporządzeniu dodano nowe wykroczenie – nieutrzymywanie środka transportu we właściwym stanie sanitarnym przez przewoźnika obowiązanego do zapewnienia podróżnym odpowiednich warunków higieny. Kara dla przewoźnika to od 100 do 250 zł. Mandaty za sprzedaż papierosów, papierosów elektronicznych W nowym rozporządzeniu dostosowano opisy wykroczeń i wprowadzono regulacje uwzględniające nowe sposoby palenia tytoniu. Dotyczą one sprzedaży oprócz wyrobów tytoniowych, również i papierosów elektronicznych oraz pojemników zapasowych (zawierających płyn z nikotyną). Pełna treść rozporządzenia znajduje się  tu.  ...
 

Lockdown: Puste centra handlowe

3 Kwietnia 2021 godz. 13:09 Ala za PRCH, fot. Piotr Walendziak
Handel w Centrach Handlowych został zamrożony już po raz czwarty od początku pandemii koronawirusa. Tym razem rządzący poinformowali, że nie zrobimy zakupów w galeriach handlowych do 9 kwietnia.  Polska Rada Centrów Handlowych proponuje uruchomienie dopłat do kosztów stałych obejmujących czynsze dla najemców. Centra nie mają już pieniędzy. Są na skraju bankructwa. "Jesteśmy zaskoczeni i oburzeni ogłoszonymi przez rząd, niekonsultowanymi uprzednio z branżą, kolejnymi planami wsparcia najemców kosztem wynajmujących" - informuje w swoim stanowisku Polska Rada Centrów Handlowych. KPRM poinformowała, że w okresie obowiązywania zakazów prowadzenia działalności, obiekty handlowe o pow. 2000 m kw. otrzymają automatyczną obniżkę czynszu. Zapłacą o 80 proc. mniej, a przez pierwsze trzy miesiące po ustaniu zakazu kwota opłat najmu będzie zmniejszona o 50 proc. To oznacza, że pozostałe koszty będą musieli wziąć na siebie wynajmujący powierzchnię handlową. PRCH przyznaje, że jest "zaskoczona i oburzona" ogłoszonymi przez rząd, niekonsultowanymi uprzednio z branżą, kolejnymi planami wsparcia najemców kosztem wynajmujących. Ogłoszone zmiany dotyczące ustawowego regulowania sposobu kształtowania umów najmu między dwoma niezależnymi podmiotami są zaskakującym rozwiązaniem niezgodnym z prawem. Pogłębiają nierówność stron i antagonizują uczestników rynku. Ustawodawca proponuje kolejne już, po abolicji czynszowej - art. 15ze ustawy covidowej – nieadekwatne i niedopasowane do indywidualnych sytuacji uczestników wolnego rynku - ustawowe rozwiązanie.   Przypominamy, że wynajmujący powierzchnie handlowe zostali w ciągu ostatniego roku pozbawieni około połowy swoich rocznych przychodów – 5,5 mld zł – którymi sfinansowali pomoc najemcom, ponosząc koszty abolicji czynszowej i koszty dobrowolnych, czasowych upustów w czynszach. Obecnie, również ze względu na realizowane w stosunku do podmiotów zewnętrznych swoje zobowiązania finansowe, nie mają już środków na finansowanie pomocy najemcom. Nieruchomości handlowe są finansowane w 70-80 proc. z kredytów bankowych, a umowy najmu są zabezpieczeniem spłacanych kredytów. Obniżenie łącznej wartości umów najmu, nawet o 10- 20 proc. powoduje niewypłacalność wynajmującego. W propozycji rządu pojawiają się obniżki rzędu 80 proc. podczas lockdownu oraz 50 proc. przez kolejne trzy miesiące po nim, przy całkowitym braku rekompensaty, czy wskazania możliwych źródeł wsparcia wynajmujących, czy to ze strony tarcz rządowych, czy PFR.   Rząd po raz kolejny przerzuca koszty wprowadzanych lockdownów na właścicieli i zarządców centrów handlowych, jednocześnie nie proponując im żadnej pomocy. Wynajmujący zostali wyłączeni z jakiejkolwiek pomocy państwa. Natomiast najemcy otrzymali tę pomoc na trzech poziomach – w postaci abolicji czynszowej (art. 15ze), upustów sfinansowanych przez wynajmujących oraz od rządu w ramach tarcz pomocowych.   Wprowadzenie z jednej strony znaczących obniżek czynszów, a z drugiej możliwości decydowania przez wynajmującego o wysokości opłaty w zależności od sytuacji najemcy, nie rozwiązuje problemu, gdyż najemcy będą wybierać niezależnie od swojej sytuacji finansowej, najkorzystniejsze dla siebie rozwiązanie. Wyniki, które osiągają w centrach handlowych są często zaburzone przez wykorzystanie infrastruktury obiektów handlowych, nie tylko do handlu offline, ale również do obsługi handlu internetowego, w postaci na przykład zwrotów towaru, które obniżają całkowity wynik obrotowy sklepu.   Żądamy od rządu wycofania się z przedstawionej propozycji lub uruchomienia adekwatnej, do narzuconych przez ustawodawcę obciążeń, pomocy skierowanej do wynajmujących, która pozwoli udzielić najemcom ogłoszonych rabatów. Stoimy również na stanowisku, że najkorzystniejszym rozwiązaniem jest uruchomienie dopłat do kosztów stałych obejmujących czynsze dla najemców, tak jak ma to miejsce w demokratycznych państwach. Zwracamy się również do sektora bankowego, który jest najważniejszym elementem funkcjonowania branży centrów handlowych, o wsparcie naszych postulatów oraz wdrożenie programu pomocy dla właścicieli centrów handlowych uwzględniającego stałe zwolnienie z części kosztów obsługi długu bankowego.   Brak symetrycznego i adekwatnego wsparcia branży centrów handlowych oraz wdrożenie rozwiązań ogłoszonych podczas konferencji prasowej KPRM będzie skutkować negatywnymi konsekwencjami dla sektora bankowego, finansującego branżę centrów handlowych oraz procesami sądowymi wobec skarbu państwa....