Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Od bombardowań Belgradu po dyskwalifikację z US Open. Novak Djoković – dziecko wiecznej wojny

2020-09-10 12:01:00 Art za Arskom Group
Tenisowy mistrz. Rozkapryszony dzieciak. Człowiek z obsesją zwycięstwa. Antyszczepionkowiec. Filantrop. Furiat. Dziecko wojny. To nie skład dziwacznej drużyny, tylko niezwykle skondensowany opis jednego sportowca – Novaka Djokovicia. Serba, który niedawno za pozornie błahe przewinienie został zdyskwalifikowany z wielkoszlemowego US Open. I który przez ostatnie lata uczciwie na to wykluczenie zapracował, zniechęcając do siebie znaczną większość tenisowego świata. Tego, który zawsze będzie „tym trzecim”, nawet jeśli zostanie sam na szczycie.

Pojawił się na wielkiej tenisowej scenie, kiedy klucze do serc kibiców były już rozdane. Większa część była w rękach szwajcarskiego gentlemana Rogera Federera, nieco mniejsza jego największego rywala, prostolinijnego Hiszpana Rafaela Nadala. Novak Djoković ze swoją wielką sportową klasą pojawił się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Z wielkim prawdopodobieństwem zakończy karierę jako najwybitniejszy zawodnik w historii. Już dziś pod względem liczby wielkoszlemowych triumfów depcze po piętach dwóm wielkim rywalom, a jest od obu młodszy i mniej wyeksploatowany. Jednak najważniejszą dla siebie walkę od lat przegrywał. – Ma bolesną zadrę w sercu, bo chce by cały świat go kochał, a tak się nie dzieje – analizował John McEnroe, legendarny tenisista. Amerykański dziennikarz Ben Rothenberg szedł jeszcze dalej, twierdząc, że najmocniej wspierana przez kibiców trójka tenisistów na świecie to Federer, Nadal, i ten, który akurat gra przeciwko Djokoviciowi. Przez ostatnie miesiące „Nole” zajmował się głównie wbijaniem kolejnych gwoździ do swojej wizerunkowej trumny, zaczynając od organizowania pokazowych turniejów tenisowych na Bałkanach, w trakcie których ignorował wszelkie reguły bezpieczeństwa epidemicznego, a kończąc na kompletnie przypadkowym i ekstremalnie głupim uderzeniu sędziny liniowej piłką, co kosztowało go przeszło ćwierć miliona dolarów w nagrodach i – prawdopodobnie – wielkoszlemowy tytuł. 

Lokalny bohater, globalny wróg publiczny

Analizując dane z Google, Djoković jest najpopularniejszym tenisistą w siedmiu krajach: Serbii, Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Słowenii, Kosowie i Macedonii Pólnocnej. Na Bałkanach to lokalny bohater, filantrop wspierający lokalne społeczności, którego fundacja zbudowała 43 przedszkola i wyszkoliła ponad 1500 nauczycieli. Serb miał 12 lat, kiedy przeżył naloty sił NATO, bombardujących jego rodzinny Belgrad. Trenował gdzie tylko mógł, odbijając tysiące razy piłkę o ściany zrujnowanego basenu. Nigdy nie porzucił marzenia o wielkoszlemowym tytule. O byciu największym. O pójściu w ślady Pete’a Samprasa, zwycięzcy Wimbledonu w 1993 roku – pierwszego wielkiego turnieju oglądanego przez małego „Nole”. Jego drogę do wielkości znakomicie pokazała Polka Zuzanna Szyszak w nagrodzonym m.in. na festiwalu w Palermo krótkometrażowym filmie animowanym „Ajde!”. 

– Brakuje mi słów po obejrzeniu „Ajde The Movie”. Ten film przywołał tyle wspomnień, że popłakałem się ze wzruszenia. Jestem zaszczycony tym dziełem sztuki. Zuzanno, zrobisz jeszcze wiele niesamowitych rzeczy w swoim życiu. Kawał dobrej roboty! – napisał po jego obejrzeniu sam Djoković. To był 2015 rok. W oczach kibiców był „tym trzecim”, ale miał spore grono niezwykle zaangażowanych i wiernych fanów, takich jak polska animatorka. Przez te pięć lat tak bardzo zależało mu na uwielbieniu tłumów, że większość całkowicie do siebie zniechęcił. Jak postawiony na głowie Faust: jest częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wiecznie czyni zło. A wszystko zaczęło się od niezwykłego pokazu siły mentalnej, czyli finału US Open w 2015 roku. Tam Djoković zmierzył się z 23 tysiącami rywali. Jednym z nich był Roger Federer, resztę stanowili zachowujący się skandalicznie amerykańscy kibice. Serb zagrał genialnie. Wygrał. Dał pokaz absolutnie kosmicznego tenisa. – Kiedy krzyczeli „Roger, Roger!” wmawiałem sobie, że krzyczą „Novak, Novak!”. Czasami coś takiego daje mi dodatkowego kopa, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć trybuny po swojej stronie – przyznawał tenisista. 

Pokonany przez koronawirusa

Po Serbie było doskonale widać, że brak wsparcia trybun nie jest mu w smak. Gorąca, bałkańska krew buzowała w nim, kiedy słyszał gwizdy pod swoim adresem, spowodowane tylko tym, że nie jest Federerem czy Nadalem. Przez lata to w sobie gromadził, aż wreszcie przestał sobie radzić z rolą wroga publicznego, którym stał się zanim tak naprawdę zrobił cokolwiek złego. Więc zaczął coraz bardziej wczuwać się w narzuconą rolę czarnego charakteru. W 2016 roku podczas ATP Finals w przypływie frustracji uderzył piłką w trybuny. Szczęśliwie trafił w puste krzesełko. Zapytany przez dziennikarza, czy nie boi się dyskwalifikacji, wyśmiał go, twierdząc, że równie dobrze mogą rozmawiać o tym, co by było gdyby w hali spadł śnieg. 

W tym samym czasie coraz głośniej zrobiło się o wyznawanych przez niego pseudonaukowych teoriach. Współpracował z „duchowym guru” Pepe Imazem, urazy leczył końskim łożyskiem u kontrowersyjnej znachorki Marijany Novaković, dzielił się ze światem „mądrościami” dotyczącymi uzdrawiającej mocy bośniackich piramid słońca, czy o cząsteczkach wody reagujących na emocje. O ile zamieniając treningi na medytację zaszkodził wyłącznie swojej formie sportowej, o tyle jego działania od wybuchu pandemii koronawirusa były niebezpieczne dla szerokiego grona odbiorców. Nie przestrzegając zaleceń dotyczących izolacji społecznej zorganizował na Bałkanach pokazowe tenisowe turnieje Adria Cup. Kiedy pół świata siedziało zamknięte w domach, „Nole” i spółka nie tylko grali w tenisa, ale też balowali do białego rana. Efekt? Djoković, jego żona, Viktor Troicki, Borna Corić i Grigor Dimitrow złapali koronawirusa. – Nie pytajcie mnie już o moje głupie zachowania. On przebił wszystko – skomentował znany jako największy tenisowy badboy Nick Kyrgios. 

Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie wieloletnia walka z całym światem – i zdrowym rozsądkiem – tenisowe władze może spojrzałyby przez palce na kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej w meczu US Open. Po ostatnich koronawirusowych ekscesach Djokovicia ten wybryk był dla nich jak gwiazdka z nieba. Regulamin w jasny sposób pozwalał go zdyskwalifikować, co bez większego zastanowienia szefowie rozgrywek zrobili, korzystając z wymarzonej okazji do utarcia nosa krnąbrnemu zawodnikowi. A że przy okazji turniej medialnie stracił? Że o tryumf bije się tylko grono młodych, wygłodniałych wilczków, bez wielkich gwiazd? Parafrazując Lorda Farquaada, głównego antagonistę z filmu „Shrek”, zdyskwalifikowanie Novaka było dla tenisowych decydentów „poświęceniem, na które są gotowi”.

 

Przyszłość pod znakiem zapytania

US Open wchodzi w decydującą fazę, już bez swojej największej gwiazdy. Na placu boju pozostali zawodnicy drugiego szeregu, będący melodią przyszłości. Legalny bukmacher, firma Totolotek, widzi u mężczyzn faworytów w Daniilu Miedwiediewie (za złotówkę postawioną na jego końcowe zwycięstwo można zarobić 2,25 minus podatek) oraz Dominiku Thiemie, na którego triumf kurs w Totolotku wynosi 2.5. Niżej oceniane są szanse Saszy Zwieriewa (kurs 4.0), a kompletnie bez szans jest wg bukmacherów Pablo Carreno-Busta (do wygrania aż 15 złotych za jedną złotówkę postawioną na jego zwycięstwo, minus podatek). Do momentu niefortunnego incydentu murowanym faworytem był oczywiście Djoković. Sam przez swoją głupotę stracił co najmniej ćwierć miliona dolarów, a gracze, którzy na niego stawiali też mocno dostali po kieszeni. Dla Serba to jednak najmniejszy z problemów. Straty wizerunkowe są nieporównanie większe. Uderzając piłką Bogu ducha winną kobietę ostatecznie dokonał swojej transformacji z postaci na siłę wtłoczonej w rolę wroga publicznego, do pełnokrwistego czarnego charakteru, którym stał się na własne życzenie. Misja wyprowadzenia jego wizerunku na prostą jest na tyle straceńcza, że tym razem naprawdę przydałby mu się szaman, znachor, guru, albo piramidy słońca.  

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Jest umowa na realizację S6 Koszalin - Sławno i wybrano ofertę dla Sławno - Słupsk

30 Września 2022 godz. 14:31 Ala za GDDKiA
Dziś GDDKiA podpisała umowę na realizację drogi ekspresowej S6 na odcinku Koszalin - Sławno. Inwestycję zrealizuję konsorcjum firm Kobylarnia i Mirbud, a wartość kontraktu to 657,9 mln zł. Nowa trasa będzie dwujezdniową drogą ekspresową o dwóch pasach ruchu w każdym kierunku i długości 23,2 km. Zakończenie inwestycji przewidziane jest na koniec sierpnia 2025 roku. Dzisiaj również wybrano najkorzystniejszą ofertę w przetargu na realizację sąsiedniego odcinka S6 Sławno - Słupsk. Jest to oferta firmy Stecol o wartości 701,6 mln zł. Pozostali wykonawcy mają 10 dni na ewentualne odwołania od wyboru oferty. Roboty budowlane i projekty wykonawcze dla S6 Koszalin - Sławno Wykonawca będzie miał za zadanie przygotować projekty wykonawcze oraz zrealizować roboty budowalne, a także uzyskać decyzję o pozwoleniu na użytkowanie. Na opracowanie projektów przewidziano 10 miesięcy, natomiast na same prace budowlane 19 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych. Dla inwestycji została już w sierpniu ubiegłego roku uzyskana decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID). W ciągu 30 dniu od podpisania umowy wykonawcy zostanie przekazany plac budowy. W pierwszym etapie będą prowadzone prace przygotowawcze - sprawdzenie saperskie, prace geodezyjne i wycinki. Zasadnicze roboty rozpoczną się po przygotowaniu i zatwierdzeniu projektów wykonawczych. Odcinek Koszalin - Sławno Odcinek rozpoczyna się tuż za obwodnicą Koszalina i Sianowa, a kończy przed miejscowością Sławno. W ramach inwestycji przewidziano budowę czterech węzłów drogowych (Kawno, Malechowo, Karwice, Bobrowice), Obwodu Utrzymania Drogi, pary Miejsc Obsługi Podróżnych (Karwice Północ i Południe) oraz 20 obiektów mostowych, w tym 5 obiektów będzie pełniło funkcję przejść dla zwierząt. Trasa będzie wygrodzona od otaczającego terenu siatkami i wyposażona w bariery energochłonne. Zadanie obejmuje także przebudowę dróg poprzecznych, krzyżujących się z nowo zaprojektowaną drogą ekspresową oraz budowę dróg dojazdowych. Odcinek Sławno - Słupsk Odcinek o długości 22,9 km omija Sławno częściowo od strony południowej i biegnie do Słupska, znajdującego się już w województwie pomorskim. W ramach umowy, podobnie jak w przetargu na odcinek Koszalin - Sławno, wykonawca przygotuje projekty wykonawcze oraz zrealizuje roboty budowlane wraz z uzyskaniem decyzji o pozwoleniu na użytkowanie. W ramach tego zadania oprócz trasy głównej powstaną cztery węzły drogowe (Sławno, Warszkowo, Września i Sycewice) oraz infrastruktura towarzysząca. W planach jest m.in przebudowa dróg krzyżujących się z nową „eską”, budowa dróg dojazdowych, a także awaryjnych wjazdów czy przejazdów. ...
 

Jarosław Kaczyński przyjedzie do Koszalina

27 Września 2022 godz. 12:27 Ala, fot. PiS
 

Koszalin: Obłuda i kłamstwo. Polityczny ping pong trwa

27 Września 2022 godz. 16:39 Ala, fot. UM Koszalin
Niewiele czasu potrzebował Piotr Jedliński, by odpowiedzieć atakiem na krytyczne słowa wypowiedziane pod jego adresem przez senatora Stanisława Gawłowskiego. Przypomnijmy, senator Gawłowski podczas poniedziałkowego spotkania z dziennikarzami w ostrych słowach skrytykował niechcianej przez koszalinian realizację budowy drogi na Górze Chełmskiej i związanej z nią wycinki ponad 300 drzew. W pewnym momencie swojej wypowiedzi reagując emocjonalnie powiedział:  "Piotr (Jedliński), kończ, wstydu oszczędź".  Nie trzeba było długo czekać na reakcję ratusza. Jedliński na swoim fanpejdżu   zaatakował senatora:    Cały post przeczytacie klikając tu. Gawłowski dość szybko ripostował:    Wywołała się całkiem spora dyskusja. W komentarzach pojawiały się głosy za i przeciw. Jednak chyba najbardziej trafnie skomentował obecną sytuację Jacek Wezgraj, który od dawna jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych: Tu musimy przypomnieć Jedlińskiemu o innym jego pomyśle związanym z Górą Chełmska. Promował go w swojej kampanii wyborczej. Chodzi o... kolejkę linową mającą połączyć Górę Chełmską z Mielnem. Pomysł na turystyczną atrakcję doskonały, ale... Ile drzew trzeba by było wyciąć na Górze Chełmskiej, by utorować przejazd kolejce? Link do oficjalnej informacji zamieszczonej na stronie UM Koszalin znajduje się tu: "Koszalin jeszcze bliżej morza". Na tej konferencji pojawił się także były wicemarszałek województwa Andrzej Jakubowski... Obłuda i kłamstwo!...
 

Góra Chełmska: Ruszyła wycinka drzew pod budowę drogi

21 Września 2022 godz. 8:15 Ala, fot. FB/Jakub Kowalik
W ruch poszły piły motorowe. Rozpoczęła się wycinka ponad 330 drzew na Górze Chełmskiej w ramach budowy drogi od ul. Słupskiej do wieży widokowej, stadionu oraz Sanktuarium Maryjnego. To obecnie najbardziej kontrowersyjna inwestycja w mieście. Spowodowała duży obywatelski sprzeciw. Kategoryczny brak zgody wyrażają m. in. przedstawiciele grupy Zielony Koszalin, KOD Koszalin, czy radni Koalicji Obywatelskiej, a pod petycją skierowaną do prezydenta miasta, Piotra Jedlińskiego podpisało się blisko tysiąc osób. – Ta droga ma sięgać do byłego stadionu, który od lat nie jest używany. Jest on dzisiaj świetnym miejscem do tego, aby odwiedzały go dzikie zwierzęta. Od początku tej kadencji Koszalin ma niedobrą tendencję dotyczącą drzew, bo wycięto ich około 14 tysięcy –  mówił podczas spotkania z dziennikarzami senator Stanisław Gawłowski, nazywając plany władz miasta dotyczące budowy drogi do starego stadionu zbędnym zabiegiem.  - To jakiś absurd, budowanie w środku lasu drogi i placu zabaw - dodaje Tomasz Sobieraj, szef koszalińskiej PO. Z kolei były wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Jakub Kowalik (PO) mówi wprost: "To inwestycja wstydu".  A jeszcze do jutra (włącznie) koszalinianie mogą wziąć udział w przygotowanej przez radnych Koalicji Obywatelskiej ankiecie " Koszalin przyszłości" i wyrazić swoją opinie na temat nie tylko przyszłorocznego miejskiego budżetu ale i budowie drogi na Górze Chełmskiej.   Przypomnijmy, w ramach tej inwestycji miałaby powstać droga z tzw. starobruku o długości 990 metrów i szerokości 7 m oraz oświetlenie, pętla autobusowa i parking na 60 miejsc dla samochodów osobowych, a także 2 miejsca postojowe dla autobusów.. Wymagany termin realizacji zamówienia to 15 miesięcy od dnia zawarcia umowy. Wykonawcą jest firma  STRABAG Sp. z o.o., Pruszków, koszt inwestycji to  5.605.303,97 złotych, a termin realizacji 15 miesięcy od daty podpisania umowy.    ...
 

Ustawa o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej: nowa wersja, nowe treści?

29 Września 2022 godz. 8:25 Ala za Fundacja Batorego
Przekazano do publicznych konsultacji, przygotowaną w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, nową wersję projektu ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej. W obecnym kształcie ustawa w mniejszym stopniu ogranicza samodzielność samorządu, choć nadal jego zadania i kompetencje nie są respektowane, co stoi w sprzeczności z konstytucyjną zasadą pomocniczości. W obecnym projekcie utrzymana została – nieznana Konstytucji RP – konstrukcja stanów quasi-nadzwyczajnych: zagrożenia i pogotowia, na której opiera się cała koncepcja ustawy – pisze prof. Hubert Izdebski w analizie dla forumIdei Fundacji Batorego. Prof. Hubert Izdebski analizował dla forumIdei Fundacji Batorego także poprzednią wersję ustawy. W swojej nowej analizie porównuje projekt przekazany do konsultacji publicznych (określany w tekście jako „Projekt 31.8") z poprzednim („Projekt 14.2") noszącym datę 14 lutego 2022 roku. W związku z powyższym autor nie powtarza oceny poprzedniego projektu ustawy w całym jej zakresie.Prof. Izdebski zastanawia się, na ile obecny projekt – choć może służyć także uporządkowaniu stanu prawnego – jest wynikiem zamiaru kontynuowania zmiany ustroju bez zmiany Konstytucji.„ Analiza tego projektu pod kątem konstytucyjnych praw człowieka i obywatela oraz decentralizacji władzy publicznej i tym samym samodzielności jednostek samorządu terytorialnego, potwierdza ogólną tendencję dokonywania od 2015 roku drogą legislacyjną i pozalegislacyjną zmian ustroju Rzeczypospolitej bez, niemożliwej ze względu na skład parlamentu, zmiany Konstytucji" – uważa prof. Hubert Izdebski.Stany quasi-nadzwyczajne: zagrożenia i pogotowiaW swojej obecnej wersji projekt nadal może budzić istotne wątpliwości natury konstytucyjnej ze względu na podtrzymanie stopniowania szczególnych opisanych w nim stanów: pogotowia (obowiązującego również organy samorządu, jak i przedsiębiorców), zagrożenia i klęski żywiołowej. Oznacza to propozycję wprowadzenia dwóch, nieznanych Konstytucji RP stanów quasi-nadzwyczajnych.Prof. Izdebski przypomina uzasadnienie wyroku z 21 kwietnia 2009 roku dotyczącego ustawy o zarządzaniu kryzysowym, w którym Trybunał Konstytucyjny podkreślił: „Konstytucja wyznacza granice między stanami nadzwyczajnymi (art. 228 Konstytucji) a «normalnym» funkcjonowaniem państwa. [...] Konstytucja rozróżnia wyłącznie zagrożenie zwykłe i zagrożenie szczególne dla państwa i jego obywateli. Nie zawiera natomiast przepisów zezwalających na wyróżnianie specyficznego stanu narastania zagrożeń («sytuacji kryzysowej»), usytuowanego pomiędzy zwykłymi zagrożeniami bezpieczeństwa państwa (dla likwidacji bądź ograniczenia których wystarczają zwykłe środki konstytucyjne) a zagrożeniami szczególnymi, uzasadniającymi prowadzenie jednego ze stanów nadzwyczajnych".   Eksperci, samorządowcy i eksperci od bezpieczeństwa wyrażają zasadnicze zastrzeżenia dotyczące zaproponowanych rozwiązań, w tym ich zgodności z konstytucją RP. 30 września (piątek) w godz. 13.30-15:30 zapraszamy na debatę online poświęconą projektowi ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej „Skuteczne zarządzanie kryzysowe czy ograniczanie autonomii samorządu?".  Do udziału w debacie zaprosiliśmy ekspertki i eksperta: prawnego, od spraw bezpieczeństwa, samorządowców oraz odpowiedzialnego za projekt ustawy - Sekretarza Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji – Macieja Wąsika. Udział w debacie potwierdzili dotychczas: Hubert Izdebski (SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny, Zespół Ekspertów Samorządowych Fundacji Batorego) Antoni Podolski (b. wiceminister MSWiA, Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie) Michał Domaradzki (dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, Urząd m.st. Warszawy) Arkadiusz Adam Nowalski (burmistrz Miasta Sejny) Prowadzenie: Edwin Bendyk (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).     ...
 

Hiszpan, który szkoli polskich piłkarzy: „Kocham żurek i ciężką pracę”

22 Września 2022 godz. 13:34 Art za Arskom
Corrida, tapasy, flamenco, słońce i futbol na najwyższym poziomie – to pierwsze skojarzenia, kiedy myślimy o Hiszpanii. Jose Morales Exposito w andaluzyjskiej Cordobie od lat uczy futbolu młodych i starszych adeptów futbolu, ale jego ulubionym czasem jest lato, kiedy… przyjeżdża do Polski. – Od siedmiu lat mam okazję co roku pracować z młodymi Polakami. Czuję się tu jak w domu, a w niektórych piłkarskich elementach Hiszpanie mogą się od was uczyć – podkreśla szkoleniowiec, który współpracuje z fundacją Polish Soccer Skills. Kiedy przyjeżdżamy do Centralnego Ośrodka Sportu w Spale, Jose Morales Exposito jest właśnie w trakcie ósmego turnusu z rzędu, na którym pracuje z młodymi Polakami, przybliżając im piłkarską filozofię, która doprowadziła La Roja do mistrzostw świata i Europy. Z nieba leje się żar, ale dla mieszkającego na co dzień w Cordobie Jose, 34 stopnie to igraszka. – U nas latem nie da się wyjść na boisko, bo byś się usmażył. Wiesz, ile stopni dzisiaj jest w Cordobie? 43. To, co dzisiaj macie w Polsce, to miłe ciepełko – śmieje się. Pod jego okiem w każdym tygodniu blisko setka dzieciaków, które w małych, czteroosobowych zespołach szlifują pod okiem ekspertów różne elementy piłkarskiego rzemiosła. Jose odpowiada za technikę, małe gry, drybling, ale też odpowiednie ustawianie się na boisku. – Fundacja Polish Soccer Skills ma motto „From passion to perfection” [„od pasji do perfekcji”, przyp. red.]. Bardzo mi się podoba. W piłce nożnej nie da się doskonalić, nie będąc jej pasjonatem, dlatego staram się obdarzyć swoją pasją wszystkich podopiecznych – uśmiecha się hiszpański szkoleniowiec, który od siedmiu lat spędza okres wakacyjny nad Wisłą.   Żurek i druga rodzina Zanim Jose Morales Exposito został uznanym w Andaluzji specjalistą od szkolenia młodych piłkarzy i zanim otrzymał zaproszenie do Polski, którą pokochał jak własną ojczyznę, życie go nie rozpieszczało. – Znam wartość ciężkiej pracy, wiem ile wysiłku kosztuje na przykład wielogodzinna praca przy zbiorach oliwek, żeby zarobić na chleb. Dlatego w futbolu kluczowe są dla mnie skromność i pracowitość. Wy, jako naród, macie to mocno zakorzenione, pewnie dlatego tak dobrze mi się tu pracuje. Lubicie ciężką pracę, a tego brakuje bardzo wielu moim rodakom, również na treningach piłkarskich – opowiada Hiszpan.    Kiedy siedem lat temu po raz pierwszy trafił na obóz Polish Soccer Skills, nie wiedział o naszym kraju zbyt wiele, ale szybko nadrobił braki. Okazało się, że nie tylko potrafi przekazać młodym piłkarzom i piłkarkom wiedzę dotyczącą tego, jak celnie kopnąć futbolówkę, czy jak mądrze ustawiać się na boisku. Jose swoją pasją i optymizmem zaraża wszystkich, z miejsca stając się ulubionym trenerem. Sam również traktuje szansę pracy w Polsce jako dar od niebios. – Wybrałem wasz kraj, bo uwierzyłem, że moja wiedza o futbolu może was naprawdę zaciekawić. Od siedmiu lat jestem tu co roku i błyskawicznie zakochałem się w Polsce i Polakach. Podziwiam waszą siłę, waszą pracowitość i zdolność do poświęceń. Wysiłek ostatecznie zawsze zostaje nagrodzony. Na boisku tak samo jak w życiu. Patrzę na przygodę z polskim futbolem jak na prezent od życia. Czuję się, jakbym miał tutaj drugą rodzinę. Jestem dumny i wdzięczny za szansę poznania Polski – uśmiecha się szkoleniowiec, który odnalazł w sobie pierwiastek polskości również przy stole: jego ulubioną zupą został żurek.   Zdjęcie z fanem Bielsy Jeszcze ja! Jeszcze ja! Mogę prosić o zdjęcie? – dziesięcioletni Bartek to kolejny z uczestników obozu, który mimo upału i zmęczenia całym tygodniem treningów, ostatniego dnia obozu w Spale po treningu ustawia się w kolejce do zdjęcia z trenerem Jose. Pamiątkowa fotografia z Hiszpanem ląduje po kolei w pamięci telefonów przynajmniej połowy uczestników, z których część w przyszłości może zagrać w reprezentacji Polski. W takich samych zgrupowaniach Polish Soccer Skills brali udział Karol Linetty, Jakub Kiwior, Kamil Jóźwiak i wielu innych zawodników, którzy dzisiaj odgrywają wiodącą rolę w naszym futbolu. Czy dzieciaki, które przez tydzień korzystały w Spale z wiedzy ekipy Polish Soccer Skills pójdą w ich ślady? Jose ma wielką nadzieję, że tak się stanie.    – Moim idolem jest Marcelo Bielsa, Argentyńczyk, który może nie ma pełnej gabloty trofeów, ale wielu trenerów i piłkarzy traktuje go jako swojego najważniejszego nauczyciela. To człowiek, który naprawdę żyje futbolem, uwielbia dzielić się wiedzą. Jest przy tym niezwykle skromny i stąpa twardo po ziemi. A przede wszystkim każdą chwilę swojego życia podporządkowuje piłce nożnej. Kiedy jeszcze pracował w Newell’s Old Boys, szefowie klubu wyznaczyli mu zadanie wyszukania młodych talentów do klubu, które w przyszłości będą wzmocnieniami pierwszego zespołu. Zaznaczył na mapie 70 miejsc, wsiadł w samochód i zaczął objazd kraju. Kiedy dojeżdżał do danego miasteczka, pytał miejscowych o utalentowane dzieciaki, patrzył jak sobie radzą i, jeśli przekonały go swoją grą, podpisywał z nimi kontrakt. W ten sposób do jego klubu trafił 13-letni Mauricio Pochettino. Była trzecia nad ranem, kiedy zapukał do drzwi jego rodziców, żeby przekonać ich do transferu – opowiada ze śmiechem hiszpański specjalista od pracy z młodzieżą.   Od Bielsy Morales Exposito z pewnością wziął dbałość o szczegóły. Pierwszy dzień obozu to dla niego nauka blisko stu różnych imion dzieciaków. Komunikacja to podstawa i oznaka szacunku do podopiecznych. – To jest fundament całej naszej pracy. W ten sposób trener pokazuje, że czuje bliskość ze swoimi uczniami – podkreśla. Nauczył się również piłkarskiego polskiego, a młodzi wyjeżdżają z obozów ze znajomością podstaw języka hiszpańskiego. Poza komunikacją, czteroosobowe zespoły pod jego okiem ćwiczą zachowanie w różnych boiskowych sytuacjach: grę 1 na 1 czy 2 na 2, szybkie przejścia z fazy ataku do obrony i odwrotnie, a także błyskawiczne podejmowanie decyzji na boisku. – Moje treningi musza być intensywne i dynamiczne. Przygotowanie motoryczne jest bardzo istotne, bo w dzisiejszych czasach w piłkę nożną gra się dużo szybciej, niż jeszcze niedawno. Piłkarze muszą zwracać uwagę na kwestie fizyczne. W Polsce to naturalne. Jesteście silni, szybcy, wysocy. Musicie popracować nad szybkością podejmowania decyzji na boisku i nad kilkoma innymi elementami. Ale myślę, że gdyby skrzyżować najlepsze cechy hiszpańskiego i polskiego piłkarza, to otrzymalibyśmy gracza kompletnego, który byłby nie do zatrzymania – uśmiecha się Jose. Tak też postrzega swoją misję na polskich boiskach. Współpraca z fundacją Polish Soccer Skills daje mu szansę na skrzyżowanie piłkarskich DNA dwóch zakochanych w futbolu nacji i robi wszystko co w jego mocy, żebyśmy już niebawem mogli w reprezentacji oklaskiwać „iberyjskich” Polaków. A że przy okazji może zjeść żurek i cieszyć się rześką, wynoszącą zaledwie 35 stopni Celsjusza temperaturą? To dla mieszkańca spalonej słońcem Kordoby, w której kibice do dziś wspominają bramkarskie popisy Pawła Kieszka, tylko część z dodatkowych powodów do uśmiechu.  ...
 

Nowe przepisy namnożyły skrzyżowań

26 Września 2022 godz. 12:33 Ala za PAP MediaRoom
Nowela Prawa o ruchu drogowym zmieniła definicje skrzyżowania i drogi, co oznacza, że za skrzyżowania zostały uznane miejsca, które wcześniej nimi nie były, co ma wpływ m.in. na wyprzedzanie i prędkość jazdy – pisze Prawo.pl. Serwis ocenił, że zdezorientowani są nie tylko kierowcy, ale i eksperci od ruchu drogowego, w tym policjanci. Jak przypomniał Prawo.pl, nowe przepisy obowiązują od 21 września i są konsekwencją sierpniowej nowelizacji ustawy o Rządowym Funduszu Dróg i innych ustaw, w tym ustawy Prawo o ruchu drogowym. Nowela m.in. zmienia brzmienie wielu pojęć, wprowadziła nowy rodzaj przejścia dla pieszych – przejście sugerowane, czyli nieoznakowane miejsce umożliwiające przekraczanie jezdni, drogi dla rowerów i torowiska oraz nowe obowiązki pieszego przy przekraczaniu drogi dla rowerów. „Nowelizacja pogmatwała wiele przepisów ustawy Prawo o ruchu drogowym, a kierowca powinien wiedzieć, czy dane miejsce jest na przykład skrzyżowaniem czy nie jest, aby wiedzieć, jak ma się poprawnie zachować w danej sytuacji” - powiedział serwisowi Prawo.pl Mariusz Wasiak, ekspert z zakresu ruchu drogowego z Komendy Głównej Policji. - Policja już skierowała do ministra infrastruktury pismo, wskazując na swoje wątpliwości i czeka na informację zwrotną” - dodał. Jak zaznaczył portal, nowelizacja przedefiniowuje wiele pojęć dopasowując ich brzmienie do ustawy o drogach publicznych. „Rewolucyjną zmianą jest to, że do tej pory skrzyżowaniem było miejsce, które przecina, łączy lub rozwidla dwie drogi. Teraz skrzyżowaniem stały się połączenia międzyjezdniowe. Czyli, jeśli na klasycznej drodze dwujezdniowej jest jakiś krótki odcinek zalany asfaltem służący do zawracania, to miejsce jest stało się skrzyżowaniem, nawet jeśli od tej drogi nie odchodzi żadna inna droga” – wskazał w rozmowie z Prawo.pl Tomasz Matuszewski, wicedyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie. Matuszewski zwrócił uwagę, że po zamianie definicji kwestie skrzyżowania „będzie definiowała już nie sama jezdnia, a droga, czyli pojęcie szersze znaczeniowo, które po nowelizacji stało się bardziej szerokie”. Dodał, że kierowcy na tych połączeniach międzyjezdniowych będą musieli teraz uważać. „Wiele przepisów zarówno ustawy Prawo o ruchu drogowym jak i rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych jest połączonych z faktem przejeżdżania przez skrzyżowanie. To jest na przykład związane z oznakowaniem, zakazem wyprzedzania na skrzyżowaniu” – wskazał. Serwis przypomniał, że zgodnie z nowym taryfikatorem wyprzedzanie na skrzyżowaniu jest jednym z najsurowiej karanych wykroczeń – grozi za to mandat w wysokości 1000 zł i 10 punktów karnych. Poza tym, jak zauważył Prawo.pl, łatwiej będzie też załapać punkty za przekroczenie prędkości. „Jeśli na tej drodze była prędkość podniesiona znakami, to skrzyżowanie odwołuje tę prędkość do prędkości administracyjnej” – zaznaczył w rozmowie z portalem Filip Grega, instruktor nauki jazdy i twórca youtubowego kanału „Prawko Plus”. Prawo.pl ocenił, że nowa definicja może spowodować jeszcze jeden problem, bo kierowca nie będzie miał jasności, w jakiej odległości może zatrzymać pojazd. Przypomniał, że przepisy definiują to jednoznacznie – 10 metrów od skrzyżowania lub przejścia dla pieszych....