Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Tenis w Koszalinie:

9 Października 2020 godz. 15:19
Ara za Arskom
 

Dwóch króli, czarna owca i polska sensacja – jak kształtuje się wizerunek tenisowych gwiazd?

Czasami wystarczy wejść na scenę w niewłaściwym czasie, żeby zamiast roli „króla ludzkich serc” stać się szwarccharakterem. Novak Djoković jest tego idealnym przykładem. Tak długo był odrzucany przez kibiców tylko dlatego, że nie jest Federerem ani Nadalem, że w końcu zaczął dawać powody, żeby go nie lubić. Jak to wpływa na wartość marketingową całej trójki? – Djoković ma zaangażowane grono fanów, ale mniej liczne od największych rywali. Marki premium mogą też obawiać się kontrowersji związanych z jego postępowaniem – podkreśla Mateusz Brzeźniak z agencji marketingu sportowego Arskom Sport Brokers. W Polsce coraz jaśniej świeci gwiazda Igi Świątek, która może zaraz być dużą wartością dla marek. Dla serbskiej supergwiazdy światowego tenisa rok 2020 to prawdziwa huśtawka nastrojów. Z jednej strony – imponuje sportową formą, wygrywając mecz za meczem. Z drugiej – za pozornie błahe, kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej został zdyskwalifikowany z US Open. Jest o nim tak głośno, jak o żadnym innym tenisiście, ale nie w kontekście, w jakim by tego oczekiwał. Novak Djoković w dobie pandemii stracił wizerunkowo bardzo wiele, co może się przełożyć na jego zarobki z reklam. Za sprawą lekceważącego podejścia do koronawirusa sprawił, że w oczach wielu fanów sportu stał się postacią niebezpieczną, promującą nieodpowiedzialne zachowania. Wystarczy wspomnieć, że kiedy niemal cały świat siedział zamknięty w domach, „Nole” wraz z kolegami objeżdżał Bałkany w ramach zorganizowanego przez siebie Adria Cup, po zawodach balując do białego rana. Jak można było się spodziewać, poskutkowało to serią zakażeń, w tym u samego organizatora i jego małżonki. To, według ekspertów, będzie miało dla jego wizerunku dużo poważniejsze długofalowe konsekwencje, od niefortunnej dyskwalifikacji z US Open. – Incydent podczas US Open, jeśli nie pociągnie za sobą kolejnych, nie powinien wpłynąć na wizerunek tenisisty. Lampką alarmową dla wielu reklamodawców mogą być za to lekkomyślne zachowania i wypowiedzi Serba dotyczące pandemii – analizuje Mateusz Brzeźniak, account manager w agencji marketingu sportowego Arskom Sport Brokers. Z punktu widzenia reklamodawców, chociaż w ostatnim czasie nie jest o nich tak głośno jak o Serbie, wciąż bezpieczniejszym wyborem są Rafael Nadal i Roger Federer, zawodnicy będący od lat zmorą Djokovicia, nawet kiedy na korcie okazywał się od nich lepszy. – Wizerunek każdej z tych legend opowiada inną historię, którą można połączyć z marką. Federer jest artystą, profesjonalistą i wzorem do naśladowania, na korcie i poza nim. Szwajcar idealnie pasuje do komunikacji marek premium. Nadal łączy w sobie niesamowitą waleczność, sportową siłę i niezłomność, dzięki czemu chętnie identyfikuje się z nim męskie grono konsumentów. Djoković, poza byciem wielkim sportowcem o niespotykanej umiejętności wznoszenia się na wyżyny w najtrudniejszych momentach, uchodził za normalnego, fajnego faceta – dodaje Brzeźniak.     Rekordowy szum w mediach Chociaż Djoković, niezależnie od sportowych wyników, zawsze był i pewnie pozostanie „tym trzecim”, zawodnikiem, który pojawił się na tenisowym szczycie, kiedy klucze do serc kibiców już dawno były rozdane pomiędzy dżentelmena ze Szwajcarii i hiszpańską maszynę. W ostatnim roku to o nim było zdecydowanie najgłośniej w mediach. Według Brand24 od 26 sierpnia 2019 (początek zeszłorocznego US Open) do 13 września 2020 (zakończenie tegorocznych zmagań na kortach Flushing Meadows) pojawiły się aż 10 422 wzmianki o Djokoviciu, wliczając w to nie tylko portale, ale także np. mikroblogi, wideo czy podcasty. To znacznie więcej niż na temat Rafy Nadala (6468 wzmianek) i Rogera Federera (7701 wzmianek). Oczywiście absolutny szczyt internetowego szumu związanego z Serbem nastąpił 7 września tego roku i był następstwem szokującej dyskwalifikacji w meczu z Pablo Carreno-Bustą. Tylko jednego dnia pojawiło się blisko tysiąc nowych wzmianek o Serbie. W świecie marketingu niewiele jest jednak tak nieprawdziwych zdań, jak „nieważne jak o tobie mówią, byle mówili”. Blisko połowa analizowanych wspomnień Serba ma według Brand24 negatywny wydźwięk. Marki, dobierając ambasadorów do swoich produktów, bardzo często korzystają z tego i podobnych narzędzi, żeby ocenić ich odbiór społeczny i to, jak potencjalna współpraca z daną gwiazdą wpłynie na wizerunek marki.    Fani odwracają się od Djokovicia? W obecnych czasach kluczowym kanałem komunikacji pomiędzy wielkimi tego świata a ich fanami są media społecznościowe. Tam utrzymują relacje z odbiorcami i to na pokazaniu się na Facebooku czy Instagramie znanego sportowca bardzo często najbardziej zależy przedstawicielom biznesu. Z raportu opracowanego na nasze potrzeby przez ekspertów od badania social mediów z firmy NapoleonCat na pierwszy rzut oka jasno wynika, że pod względem samych statystyk, „Nole” powinien być łakomym kąskiem dla marek pragnących dużego ruchu – co prawda liczba osób śledzących jego profil na Facebooku jest o blisko połowę mniejsza od Federera i Nadala (7 mln u Serba, 15 mln u Szwajcara, 14 mln u Hiszpana), ale kontrowersyjny zawodnik ma zdecydowanie najbardziej zaangażowanych fanów. W badanym okresie pomiędzy początkiem US Open 2019 a końcem tego samego turnieju w obecnym roku, posty na jego profilu Facebookowym zebrały aż 226,5 tysiąca komentarzy oraz blisko 8 milionów reakcji. To przekłada się na zdecydowanie najwyższe spośród trzech największych gwiazd męskiego tenisa wskaźniki interakcji. ER, czyli wskaźnik liczony na podstawie stosunku liczby interakcji do liczby fanów w dniu publikacji treści, jest u Serba trzykrotnie wyższy niż u dwóch największych rywali. Te liczby nie oddają jednak jakości tych interakcji, nie pokazują, ile z tych komentarzy czy reakcji jest negatywnych lub polemicznych wobec Djokovicia. Tutaj do myślenia może dać inna liczba – 120 tysięcy. Tyle osób wedle NapoleonCat w badanym okresie zrezygnowało z obserwowania Serba na Facebooku, czyli mówiąc potocznie „odlubiło” jego profil. Częściowy odpływ obserwujących mógłby wynikać z robionego przez Facebooka okresowego „czyszczenia” portalu z fałszywych kont, jednak to nie tłumaczy skali zjawiska. Szczególnie, że u Nadala liczba obserwujących się nie zmieniła, a u Federera zmalała trzykrotnie mniej, niż u Djokovicia. Widać, że nie brakuje osób, którym ostatnia aktywność tenisisty z Bałkanów na tyle nie odpowiada, że nie chcę mieć z nim dłużej styczności w mediach społecznościowych.  – Polubienie profilu sportowca w social mediach to pewnego rodzaju manifest. Fan pokazuje swoje zaangażowanie i oddaje poparcie osobie, którą ceni za sukcesy, jakie odnosi w świecie sportu. Często jednak nie potrafimy oddzielić tego, co dzieje się na korcie czy boisku, od tego co poza nim. W sytuacji, gdy cały czas słyszymy o rosnącej liczbie zakażeń Covid-19, wszelkie "występki" są bardzo źle odbierane. Czy chcemy więc udzielać dalszego wsparcia osobie zachowującej się lekkomyślnie? – tłumaczy Iwona Polak, Head of Marketing w NapoleonCat. – Obserwując świat sportowców, widzimy, że i oni nie są kryształowi. Zdarzają się im wpadki i rysy na wizerunku. Ważne jest jednak to, jak zachowają się w chwili próby. Pójdą w zaparte czy przyznają się do błędu? Djokovic swoją kontrowersyjną wypowiedzią o potrzebie usunięcia sędziów z kortu i zastąpieniu ich technologią, pokazuje po raz kolejny, że nie boi się krytyki. Odpływ fanów, może przełożyć się na odpływ reklamodawców, ale nie musi. Być może Serb przyciągnie do siebie marki, którym bliżej do archetypu buntownika – dodaje Polak.   Samospełniająca się przepowiednia Problemy wizerunkowe Djokovicia to dość niezwykła z psychologicznego punktu widzenia historia. Początkowo w niczym nie zasługiwał na to, jak był traktowany przez trybuny. Nierzadko zachowanie fanów Nadala czy Federera w stosunku do Serba było absolutnie skandaliczne. Nad przyczynami tego, dlaczego pomimo imponującej gry, poczucia humoru i poruszającej historii dzieciństwa, kiedy trenował w bombardowanym Belgradzie, pochylił się Australijczyk Pat Cash, triumfator Wimbledonu z 1987 roku: – Jedną z przyczyn olbrzymiej popularności Federera jest to, że to zawodnik w starym stylu. Wprowadził sposób gry mojej generacji do ery siłaczy. Łącząc klasyczny styl z nowoczesnym sprzętem był w stanie zagrywać piłki w sposób dawniej niewyobrażalny. Dodając do tego przygotowanie fizyczne i stoicki spokój pod presją, ciężko wyobrazić sobie świat, w którym Roger nie byłby tak popularny. Idąc krok w przód, spotykamy Rafę Nadala. Wulkan energii. Nigdy w tenisie nie widzieliśmy takiego forehandu, żeby nie wspomnieć o jego rotacjach i potędze na ziemi. Albo fizycznej dominacji na korcie. Dodając do jego skromność i prostolinijność łatwo zrozumieć, dlaczego pociągnął za sobą młodszą generację fanów. Rywalizacja tych dwóch była czymś, czego fani tenisa nie widzieli od czasów Agassiego i Samprasa. Elegancja kontra siła. Dwa kompletnie inne style. Ich pogoń za sukcesami zdominowała świat tenisa na długo, pozwalając Rafie i Rogerowi zostać dwoma najpopularniejszymi zawodnikami w historii. Nagle na scenie pojawiają się Novak Djoković i Andy Murray. Nowi chłopcy w mieście, którzy chcą ściąć głowy królom. A nikt nie chce, żeby ktoś zabił jego ukochanego króla – analizował Pat Cash.  Wedle australijskiego eksperta, Serb nie został pokochany przez fanów tylko dlatego, że nie był Nadalem ani Federerem. Djoković miał wszelkie warunki ku temu, żeby poszły za nim tłumy, ale pojawił się na scenie w niewłaściwym czasie. Nie pomogło mu nawet prześcignięcie w ostatnich latach słynnej dwójki pod względem sportowych osiągnięć. W finale US Open w 2015 roku Serb musiał mierzyć się nie tylko z Federerem w życiowej formie, ale również z 23 tysiącami wrzeszczących kibiców, z których wielu zachowywało się w sposób absolutnie urągający zasadom kortów tenisowych. Wygrał, pokazując niebywałą siłę psychiczną. – To był jeden z największych popisów umiejętności, jakie kiedykolwiek widziałem na własne oczy. Sposób, w jaki wytrzymał presję i odpowiadał Rogerowi jednym genialnym uderzeniem za drugim był niewiarygodny – dodaje Cash.  Po meczu jednak przyznał, że dużo go to kosztowało. Serbowi od zawsze zależało na miłości tłumów. Chciał być kochany i ceniony. Walka z presją wrogo nastawionych fanów wysysała z niego energię. Dlatego jego obecny kryzys wizerunkowy może być określony pojęciem z dziedziny psychologii – jako „samospełniająca się przepowiednia”. Tak długo był niekochany i atakowany, że zaczął dawać kibicom faktyczne powody, żeby go nie lubili. Na początku został na siłę wtłoczony w rolę czarnego charakteru, ale po latach wczuł się w tę rolę. I z tego po części wynikają jego ostatnie zachowania.    Świątek przegoni Radwańską? Zestawianie wartości marketingowej polskich zawodniczek I zawodników z największymi gwiazdami męskiego tenisa to zadanie trudne. Nadal, Federer czy nawet Djoković są pod względem rozpoznawalności i zasięgów na poziomie, na który z naszych sportowców udało się wejść tylko Robertowi Lewandowskiemu. Nawet nasza największa gwiazda tenisowa ostatnich lat, Agnieszka Radwańska ze swoim niespełna milionem obserwujących na Facebooku, wygląda przy wymienionych zawodnikach niespecjalnie imponująco. Polce też nie udało się przekuć dużej kariery w sporcie na wartość reklamową. Przyszłość pod tym względem wygląda jednak według ekspertów obiecująco. – Iga Świątek to aktualnie numer jeden wśród młodych polskich sportowców, bez podziału na dyscypliny, z największym potencjałem na sukces marketingowy. Znakomite występy na kortach Rolanda Garrosa na pewno ją do niego przybliżą, ale żeby wejść do „wizerunkowej ekstraklasy”, musi być rozpoznawalna nie tylko przez kibiców sportowych, ale przez prawie wszystkich Polaków. Dopóki tak się nie stanie, reklamodawcy będą myśleć o niej przede wszystkim w kontekście produktów i usług związanych ze sportem i pokrewnych. Agnieszka Radwańska, przez lata w TOP5 kobiecego tenisa, nie przełożyła swoich sukcesów sportowych na liczne kontrakty i udział w głośnych kampaniach. Być może uda się to jej następcom. Świątek będzie potrzebować do tego nie tylko sukcesów na kortach, ale też przemyślanej strategii budowania wizerunku oraz kreatywnych i świadomych siły marketingu sportowego reklamodawców – podkreśla Mateusz Brzeźniak z Arskom Sport Brokers.  Pozycję wyjściową do podbicia serc kibiców, a co po części za tym idzie także marketingowców, na całym świecie, ma Iga Świątek znakomitą. Na naszych oczach pisze się jej historia: rok po dotkliwej porażce z Simoną Halep, na tym samym korcie rozbija rozstawioną z numerem jeden rywalką w stylu godnym największych gwiazd sportu. A wszystko to niedługo po zdaniu matury, jeszcze przed dwudziestymi urodzinami. Patrząc na spływające na ręce Świątek gratulacje z całego świata, a także zachwyt kibiców stylem, w jakim rozprawiła się z faworytką, nie musi obawiać się roli czarnego charakteru. Jeśli za niekwestionowanym talentem dalej będzie iść skromność, a do tego Polka dołoży współpracę z ekspertami od wizerunku, błyskawicznie może stać się „królową ludzkich serc”. Szczególnie, że w kobiecym tenisie po zakończeniu kariery przez Marię Szarapową i przy gasnących gwiazdach sióstr Williams, wiele tych serc będzie szukało obiektu uwielbienia.   
9 Października 2020 godz. 14:25
Art, fot. Instagram/Iga Świątek
 

Gry w tenisa nauczyłam się na PlayStation

Jest na ustach nie tylko całej sportowej Polski, ale i Europy, a także tenisowego świata. Ta urodzona 19 lat temu w przeddzień Dnia Dziecka warszawianka kocha Grappę. Na co dzień słucha „Pink Floyd”, „Santanę”, „Coldplay”, czy „AC/DC”. Sama gra na ukueli. Choć nie ma prawa jazdy, jeździ hybrydowym SUV-em lexusa. Jej życiowe motto: "Nie budzisz się każdego ranka, aby robić tylko zwyczajne rzeczy”, a w sobotę o godz. 15.00 stanie przed szansą zdobycia 2,0 mln euro. Iga Świątek - bo o niej mowa – w telewizyjnym studiu Eurosportu wyznała: „Gry w tenisa nauczyłem się na moim PlayStation”. Nie ważne, że był to tylko żart. W czwartek na korcie  Philippe-Chatriera można było zobaczyć w jej grze spore podobieństwo do „Tennis World Tour”. Świątek zdobywała punkt po punkcie realizując kolejne polecenia: „Kliknij, aby podać precyzyjny serwis. Znów kliknij, aby skierować uderzenie z ziemi w róg kortu”. Grała jak dobrze zaprogramowana maszyna. Kolejna rywalka była zaledwie tłem dla niej i jej „wydajnego” tenisa.    Mecze Świątek:  6:1, 6:2 z Vondrousovą w 1 h i 5 min. 6:1, 6:4 z Hsieh w 1 h i 8 min. 6:3, 6:2 z Bouchard w 1 h i 15 min. 6:1, 6:2 z Halep w 1 h i 9 min. 6:3, 6:1 z Trevisan w 1 h i 20 min. 6:2, 6:1 z Podoroską w 1 h i 10 min.   Egzamin dojrzałości Córka Tomasza Świątka, wioślarza i olimpijczyka z Seulu nie zaniedbuje nauki. W tym roku zdała egzamin maturalny. Z języka polskiego uzyskała 83 proc., a z podstawowych egzaminów z języka angielskiego i matematyki po 100 proc. 19-latka podeszła też do egzaminów rozszerzonych z języka angielskiego i matematyki. W tym pierwszym przypadku uzyskała 96 proc., a w drugim 66 proc.        Przy kasie Za awans do finału French Open zainkasowała 1,6 mln euro. Łączna pula nagród w tegorocznym French Open wynosi 38 mln euro, czyli 4,7 mln mniej niż rok temu. W 2019 roku triumfowali Asleigh Barty i Rafael Nadal, którzy za wygrane otrzymali po 2,3 mln euro. Iga awansuje także w światowym rankingu tenisistek WTA. Obecnie plasuje się w nim na 54. pozycji a najpewniej zajmie 24. lokatę. Iga przed dwoma miesiącami rozpoczęła współpracę z japońską marką Lexus. Polskie przedstawicielstwo marki użyczyło jej hybrydowego SUV-a. Póki co tenisistka nie prowadzi go sama. Po prostu nie zdążyła jeszcze zdać egzaminu na prawo jazdy.   Wokół „19” 19 lat temu - w 2001 roku - Kim Clijsters awansowała do finału Rolanda Garrosa. Belgijska tenisistka miała wówczas 18 lat i przegrała z o wiele bardziej doświadczoną Jennifer Capriati. Teraz w tym samym miejscu znalazła się Iga Świątek.  Jest najmłodszą zawodniczką, która zagra w najważniejszym spotkaniu tego turnieju właśnie od czasów Clijsters. Choć wszyscy w krajowi znawcy tenisa podkreślają, że Iga ma dopiero 19 lat i tak naprawdę w seniorskim tenisie jest dopiero drugi sezon, to gwiazdy kobiecego tenisa swoje triumfy zaczynały jeszcze wcześniej. W 1979 roku Tracy Austin triumfowała w US Open mając 16 lat i 270 dni. Dwa lata później była już podwójną nowojorską mistrzynią i były to jej jedyne zwycięstwa w turniejach Wielkiego Szlema. Dekadę później Arantxa Sanchez Vicario sięgnęła po tytuł we French Open w wieku 17 lat i 174 dni. W 1990 roku Monica Seles miała zaledwie 16 lat i 189 dni, kiedy również wygrywała na kortach Rolanda Garrosa.  Mistrzynie Wielkiego Szlema przed 18. urodzinami:   Martina Hingis (Australian Open 1997) - 16 lat 117 dni Monica Seles (French Open 1990) - 16 lat 189 dni Tracy Austin (US Open 1979) - 16 lat 270 dni Maria Szarapowa (wimbledon 2004) - 17 lat 75 dni Arantxa Sanchez Vicario (French Open 1989) - 17 lat 174 dni Serena Williams (US Open 1999) - 17 lat 350 dni Steffi Graf (French Open 1987) - 17 lat 357 dni   Iga odnosiła liczne sukcesy jako juniorka. Ten największy to wygrany w 2018 roku Wimbledon – Iga pokonała w finale 6:4, 6:2 Leoni Küng ze Szwajcarii i została czwartą Polką z juniorskim tytułem na londyńskiej trawie, po Aleksandrze Olszy oraz Agnieszce i Urszuli Radwańskich. Drugi juniorski wielkoszlemowy triumf Świątek odniosła w deblu na kortach Rolanda Garrosa w 2017 r. w parze z Amerykanką Caty McNally. W tym samym roku z Mają Chwalińską doszła też do finału Australian Open. W seniorskim Australian Open zadebiutowała mając 17 lat i 229 dni.   Team Świątek   Stałym członkiem sztabu trenerskiego Igi Świątek jest psycholog sportowy Daria Abramowicz, która razem z trenerem Piotrem Sierzputowskim jeździ z Igą na turnieje. Obecność psychologa nie jest przypadkowa – w młodości Iga często miała problemy z panowaniem nad emocjami na korcie, potrafiła wybuchnąć po nieudanych zagraniach i stracić kontrolę nad meczem. „Daria bardzo mi pomaga, przed meczem z Simoną Halep w Paryżu nastawiła mnie pozytywnie do pojedynku. Dzięki temu umiałam przejąć inicjatywę” – mówiła Iga po pokonaniu rozstawionej z nr 1 Rumunki w Paryżu. Od Darii dostała też kiedyś ukulele – instrument muzyczny ma pomóc w lepszym kontrolowaniu emocji. Iga jest kociarą – na razie w domu jest tylko jeden kot – czarna Grappa, ale „kiedyś będzie chciała ich mieć więcej”. Skąd nazwa Grappa? „Cóż… można się chyba domyślać” – uśmiechnęła się Iga. Czyżby jakaś domowa degustacja po włoskich wakacjach? Pearl Jam, Red Hot Chilli Peppers, Pink Floyd, Santana, Coldplay, AC/DC – to nie jest radiowa lista „starych przebojów”, ale playlista Igi Świątek! Skąd taka fascynacja rockową muzyką sprzed lat? „Kiedy jeździłam na turnieje, takiej muzyki słuchali moi trenerzy. I jakoś to ze z mną zostało, spodobało mi się” – wspomina Iga. Lubi czytać. Przeważnie sięga po historyczne książki Kena Folletta, ale… „To są zazwyczaj grube tomiska, więc czasem czuję, że potrzebuję czegoś lżejszego. Wtedy sięgam np. po Dana Browna albo jakieś kryminały – wyznaje.      Finał Rolanda-Garrosa Iga awansując do finału French Open, została dopiero trzecią Polką, która zagra w decydującym meczu turnieju wielkoszlemowego. Żadnej z jej poprzedniczek nie udało się sięgnąć po tytuł. Świątek poszła teraz w ślady Jadwigi Jędrzejowskiej, która dotarła do finału zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa w 1939 roku. W tej samej edycji triumfowała w deblu. Poza tym słynna przed laty zawodniczka wystąpiła dwa razy w pojedynku o tytuł w 1937 roku - w Wimbledonie i w US Open. Radwańska osiem lat temu przegrała decydujący mecz Wimbledonu.  „Wydaje się to nierealne. Z jednej strony wiem, że potrafię grać świetnie w tenisa. Z drugiej strony jest to dla mnie trochę zaskakujące. Nigdy bym nie pomyślał, że będę w finale. To szaleństwo – mówi Świątek. „To dla mnie niesamowite, jak spełnienie marzeń. „Myślę, że to mnie uderzy po turnieju. Teraz po prostu żyję snem. Chcę tylko skupić się na innych meczach. Potem będę się cieszyć wszystkim ” – dodaje.   
10 Września 2020 godz. 12:01
Art za Arskom Group
 

Od bombardowań Belgradu po dyskwalifikację z US Open. Novak Djoković – dziecko wiecznej wojny

Tenisowy mistrz. Rozkapryszony dzieciak. Człowiek z obsesją zwycięstwa. Antyszczepionkowiec. Filantrop. Furiat. Dziecko wojny. To nie skład dziwacznej drużyny, tylko niezwykle skondensowany opis jednego sportowca – Novaka Djokovicia. Serba, który niedawno za pozornie błahe przewinienie został zdyskwalifikowany z wielkoszlemowego US Open. I który przez ostatnie lata uczciwie na to wykluczenie zapracował, zniechęcając do siebie znaczną większość tenisowego świata. Tego, który zawsze będzie „tym trzecim”, nawet jeśli zostanie sam na szczycie. Pojawił się na wielkiej tenisowej scenie, kiedy klucze do serc kibiców były już rozdane. Większa część była w rękach szwajcarskiego gentlemana Rogera Federera, nieco mniejsza jego największego rywala, prostolinijnego Hiszpana Rafaela Nadala. Novak Djoković ze swoją wielką sportową klasą pojawił się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Z wielkim prawdopodobieństwem zakończy karierę jako najwybitniejszy zawodnik w historii. Już dziś pod względem liczby wielkoszlemowych triumfów depcze po piętach dwóm wielkim rywalom, a jest od obu młodszy i mniej wyeksploatowany. Jednak najważniejszą dla siebie walkę od lat przegrywał. – Ma bolesną zadrę w sercu, bo chce by cały świat go kochał, a tak się nie dzieje – analizował John McEnroe, legendarny tenisista. Amerykański dziennikarz Ben Rothenberg szedł jeszcze dalej, twierdząc, że najmocniej wspierana przez kibiców trójka tenisistów na świecie to Federer, Nadal, i ten, który akurat gra przeciwko Djokoviciowi. Przez ostatnie miesiące „Nole” zajmował się głównie wbijaniem kolejnych gwoździ do swojej wizerunkowej trumny, zaczynając od organizowania pokazowych turniejów tenisowych na Bałkanach, w trakcie których ignorował wszelkie reguły bezpieczeństwa epidemicznego, a kończąc na kompletnie przypadkowym i ekstremalnie głupim uderzeniu sędziny liniowej piłką, co kosztowało go przeszło ćwierć miliona dolarów w nagrodach i – prawdopodobnie – wielkoszlemowy tytuł.  Lokalny bohater, globalny wróg publiczny Analizując dane z Google, Djoković jest najpopularniejszym tenisistą w siedmiu krajach: Serbii, Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Słowenii, Kosowie i Macedonii Pólnocnej. Na Bałkanach to lokalny bohater, filantrop wspierający lokalne społeczności, którego fundacja zbudowała 43 przedszkola i wyszkoliła ponad 1500 nauczycieli. Serb miał 12 lat, kiedy przeżył naloty sił NATO, bombardujących jego rodzinny Belgrad. Trenował gdzie tylko mógł, odbijając tysiące razy piłkę o ściany zrujnowanego basenu. Nigdy nie porzucił marzenia o wielkoszlemowym tytule. O byciu największym. O pójściu w ślady Pete’a Samprasa, zwycięzcy Wimbledonu w 1993 roku – pierwszego wielkiego turnieju oglądanego przez małego „Nole”. Jego drogę do wielkości znakomicie pokazała Polka Zuzanna Szyszak w nagrodzonym m.in. na festiwalu w Palermo krótkometrażowym filmie animowanym „Ajde!”.  – Brakuje mi słów po obejrzeniu „Ajde The Movie”. Ten film przywołał tyle wspomnień, że popłakałem się ze wzruszenia. Jestem zaszczycony tym dziełem sztuki. Zuzanno, zrobisz jeszcze wiele niesamowitych rzeczy w swoim życiu. Kawał dobrej roboty! – napisał po jego obejrzeniu sam Djoković. To był 2015 rok. W oczach kibiców był „tym trzecim”, ale miał spore grono niezwykle zaangażowanych i wiernych fanów, takich jak polska animatorka. Przez te pięć lat tak bardzo zależało mu na uwielbieniu tłumów, że większość całkowicie do siebie zniechęcił. Jak postawiony na głowie Faust: jest częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wiecznie czyni zło. A wszystko zaczęło się od niezwykłego pokazu siły mentalnej, czyli finału US Open w 2015 roku. Tam Djoković zmierzył się z 23 tysiącami rywali. Jednym z nich był Roger Federer, resztę stanowili zachowujący się skandalicznie amerykańscy kibice. Serb zagrał genialnie. Wygrał. Dał pokaz absolutnie kosmicznego tenisa. – Kiedy krzyczeli „Roger, Roger!” wmawiałem sobie, że krzyczą „Novak, Novak!”. Czasami coś takiego daje mi dodatkowego kopa, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć trybuny po swojej stronie – przyznawał tenisista.  Pokonany przez koronawirusa Po Serbie było doskonale widać, że brak wsparcia trybun nie jest mu w smak. Gorąca, bałkańska krew buzowała w nim, kiedy słyszał gwizdy pod swoim adresem, spowodowane tylko tym, że nie jest Federerem czy Nadalem. Przez lata to w sobie gromadził, aż wreszcie przestał sobie radzić z rolą wroga publicznego, którym stał się zanim tak naprawdę zrobił cokolwiek złego. Więc zaczął coraz bardziej wczuwać się w narzuconą rolę czarnego charakteru. W 2016 roku podczas ATP Finals w przypływie frustracji uderzył piłką w trybuny. Szczęśliwie trafił w puste krzesełko. Zapytany przez dziennikarza, czy nie boi się dyskwalifikacji, wyśmiał go, twierdząc, że równie dobrze mogą rozmawiać o tym, co by było gdyby w hali spadł śnieg.  W tym samym czasie coraz głośniej zrobiło się o wyznawanych przez niego pseudonaukowych teoriach. Współpracował z „duchowym guru” Pepe Imazem, urazy leczył końskim łożyskiem u kontrowersyjnej znachorki Marijany Novaković, dzielił się ze światem „mądrościami” dotyczącymi uzdrawiającej mocy bośniackich piramid słońca, czy o cząsteczkach wody reagujących na emocje. O ile zamieniając treningi na medytację zaszkodził wyłącznie swojej formie sportowej, o tyle jego działania od wybuchu pandemii koronawirusa były niebezpieczne dla szerokiego grona odbiorców. Nie przestrzegając zaleceń dotyczących izolacji społecznej zorganizował na Bałkanach pokazowe tenisowe turnieje Adria Cup. Kiedy pół świata siedziało zamknięte w domach, „Nole” i spółka nie tylko grali w tenisa, ale też balowali do białego rana. Efekt? Djoković, jego żona, Viktor Troicki, Borna Corić i Grigor Dimitrow złapali koronawirusa. – Nie pytajcie mnie już o moje głupie zachowania. On przebił wszystko – skomentował znany jako największy tenisowy badboy Nick Kyrgios.  Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie wieloletnia walka z całym światem – i zdrowym rozsądkiem – tenisowe władze może spojrzałyby przez palce na kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej w meczu US Open. Po ostatnich koronawirusowych ekscesach Djokovicia ten wybryk był dla nich jak gwiazdka z nieba. Regulamin w jasny sposób pozwalał go zdyskwalifikować, co bez większego zastanowienia szefowie rozgrywek zrobili, korzystając z wymarzonej okazji do utarcia nosa krnąbrnemu zawodnikowi. A że przy okazji turniej medialnie stracił? Że o tryumf bije się tylko grono młodych, wygłodniałych wilczków, bez wielkich gwiazd? Parafrazując Lorda Farquaada, głównego antagonistę z filmu „Shrek”, zdyskwalifikowanie Novaka było dla tenisowych decydentów „poświęceniem, na które są gotowi”.   Przyszłość pod znakiem zapytania US Open wchodzi w decydującą fazę, już bez swojej największej gwiazdy. Na placu boju pozostali zawodnicy drugiego szeregu, będący melodią przyszłości. Legalny bukmacher, firma Totolotek, widzi u mężczyzn faworytów w Daniilu Miedwiediewie (za złotówkę postawioną na jego końcowe zwycięstwo można zarobić 2,25 minus podatek) oraz Dominiku Thiemie, na którego triumf kurs w Totolotku wynosi 2.5. Niżej oceniane są szanse Saszy Zwieriewa (kurs 4.0), a kompletnie bez szans jest wg bukmacherów Pablo Carreno-Busta (do wygrania aż 15 złotych za jedną złotówkę postawioną na jego zwycięstwo, minus podatek). Do momentu niefortunnego incydentu murowanym faworytem był oczywiście Djoković. Sam przez swoją głupotę stracił co najmniej ćwierć miliona dolarów, a gracze, którzy na niego stawiali też mocno dostali po kieszeni. Dla Serba to jednak najmniejszy z problemów. Straty wizerunkowe są nieporównanie większe. Uderzając piłką Bogu ducha winną kobietę ostatecznie dokonał swojej transformacji z postaci na siłę wtłoczonej w rolę wroga publicznego, do pełnokrwistego czarnego charakteru, którym stał się na własne życzenie. Misja wyprowadzenia jego wizerunku na prostą jest na tyle straceńcza, że tym razem naprawdę przydałby mu się szaman, znachor, guru, albo piramidy słońca.  
11 Sierpnia 2019 godz. 15:33
Art za Lotos PZT Polish Tour
 

Martins Podzus mistrzem Toyota Open

Martins Podzus pokonał Davida Poljaka i zapewnił sobie tytuł mistrzowski turnieju Toyota Koszalin Open 2019 (ITF, pula nagród 15 000$). Spotkanie trwało dwie godziny i cztery minuty i zakończyło się wynikiem 6:3, 3:6, 6:4 dla Łotysza. W finale spotkało się dwóch tenisistów, którzy przez ostatni tydzień pokazali się koszalińskiej publiczności z naprawdę dobrej strony. Podzus, który wczoraj razem ze swoim bratem Janisem wygrał finał debla, od początku zawodów imponował regularnością, walecznością oraz doskonałą grą defensywną, zaś Poljak różnorodnością zagrań, precyzją i dobrym serwisem. Bój o tytuł miał się więc rozegrać między dwoma zawodnikami, w pełni zasługującymi na miejsce w niedzielnym finale. Od początku pierwszej partii prym na korcie wiódł reprezentant Łotwy, który pewny swego gromadził punkt za punktem. Poljak wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego i rozkojarzonego, w dodatku zawodziła go jego jak do tej pory najmocniejsza broń, czyli serwis. Warto dodać, że we wczorajszym, wygranym półfinale z Michałem Dembkiem, Czech miał 9 asów, zaś dziś pierwszy punkt przełamania stracił po dwóch podwójnych błędach serwisowych z rzędu. W drugim secie nastąpiło nieoczekiwane przebudzenie Davida Poljaka, który wyraźnie podrażniony ruszył do zdecydowanego ataku. Szarże 23-letniego Czecha zaowocowały przełamaniem Podzusa w czwartym gemie i choć Łotysz dzielnie walczył do samego końca – nie udało mu się przeciwstawić Poljakowi i starcie zakończyło się wynikiem 6:3 dla reprezentanta Czech. W niedzielnym finale turnieju Toyota Koszalin Open, imprezy zaliczanej do cyklu LOTOS PZT Polish Tour, trzeci set zaczął się po myśli Davida Poljaka, który raz po raz zaskakiwał swojego przeciwnika atomowymi uderzeniami, co przyniosło skutek w postaci przełamania w piątym gemie. Wszystko układało się po myśli Czecha aż do ósmego gema, podczas którego do głosu niespodziewanie doszedł Łotysz odłamując się swojemu przeciwnikowi. W tym momencie losy meczu całkowicie się odwróciły, Poljak ewidentnie stracił na animuszu, a w jego rywala weszło nowe życie. Pewny siebie Podzus wygrał całe spotkanie przełamując jeszcze Czecha w ostatnim gemie. Toyota Koszalin Open 2019 (współfinansowany ze środków Gminy Miasta Koszalin) to turniej, wchodzący w skład cyklu LOTOS PZT Polish Tour.
10 Sierpnia 2019 godz. 20:47
Art za Lotos PZT Polish Tour
 

Toyota Open: Czas na finał!

Michał Dembek nie zagra w niedzielnym finale turnieju Toyota Koszalin Open 2019 (ITF, pula nagród 15 000$). Polak przegrał w sobotę z będącym w bardzo dobrej dyspozycji Czechem Davidem Poljakiem 3:6, 4:6. Pierwszą partię reprezentant warszawskiej Mery zaczął bardzo nerwowo. 22-latka zawodził serwis, przez co bywał spychany do głębokiej defensywy. W szóstym gemie rozstawiony z numerem trzecim Czech przełamał Dembka i wypracowanej przewagi nie wypuścił już do końca seta (6:3). W drugiej odsłonie Polak wyraźnie się przebudził, szybko przełamał rywala i widać było, że gra powoli zaczyna mu się układać (2:0). Przeciwnik nie zamierzał jednak odpuszczać, natychmiast wywalczył powrotnego breaka i znów było remisowo (2:2). Dembek postawił wszystko na jedną kartę, zaczął jeszcze bardziej ryzykować, ale niestety na dobrze dysponowanego tego dnia Poljaka to było za mało. Czech wywalczył w końcowej fazie seta jeszcze jedno przełamanie i ostatecznie triumfował 6:3, 6:4. – Jestem na siebie bardzo zdenerwowany, bo popełniłem zbyt dużo błędów, psułem wiele piłek z forhendu, a w dodatku przy serwisie nie byłem tak pewny, jak w poprzednich spotkaniach. W drugim secie mogłem szybko odskoczyć na 3:0, ale tego nie zrobiłem i tak naprawdę dałem mu w tym spotkaniu drugie życie. To był mój siódmy przegrany półfinał i mam nadzieję, że złą passę uda mi się przełamać podczas nadchodzących turniejów w Bydgoszczy i Poznaniu – powiedział bezpośrednio po zakończeniu pojedynku Dembek.   W  finale przeciwnikiem Davida Poljaka będzie rozstawiony z numerem czwartym Martins Podzus, który w drugim półfinale pokonał turniejową „jedynkę" – Ivana Nedelko 6:3, 6:7, 6:3. 25-letni Łotysz w starciu z doświadczonym, 33-letnim Rosjaninem bazował na doskonałym przygotowaniu fizycznym. Podzus dużo biegał, nie odpuszczał żadnej piłki i to dzięki swojej determinacji oraz woli walki dotarł do finału zawodów w Koszalinie.   Po sobotnie popołudnie poznaliśmy też mistrzów turnieju deblowego. Łotewscy bracia Janis i Martins Podzus pokonali po pasjonującym i niezwykle zaciętym spotkaniu Niemców Hasana Ibrahima i Timo Stoddera 7:6, 5:7, 10:5. Mecz trwał aż godzinę i 54 minuty.   Turniej Toyota Koszalin Open (współfinansowany ze środków Gminy Miasta Koszalin) rozgrywany jest w ramach cyklu LOTOS PZT Polish Tour.
10 Sierpnia 2019 godz. 5:25
Art za Lotos PZT Polish Tour
 

Toyota Open: Dembek w półfinale

Z dziesiątki Polaków, biorących udział w grze pojedynczej turnieju Toyota Koszalin Open (ITF, pula nagród 15 000$), na placu boju pozostał już tylko Michał Dembek. Nasz rodak w boju o ćwierćfinał okazał się lepszy od wicemistrza Polski, Daniela Michalskiego, którego pokonał 6:2, 6:4. Dembek dyktował na korcie warunki gry w zasadzie od samego początku. W pierwszym secie bardzo szybko zbudował wysoką przewagę i spokojnie zwyciężył 6:2. Drugą partię, rozstawiony z numerem siódmym Dembek, także rozpoczął fantastycznie. Do wyniku 5:1 grał jak z nut, raz po raz zaskakując przeciwnika niekonwencjonalnymi zagraniami.   – To był bardzo dobry mecz w moim wykonaniu. Znamy się z Danielem,  graliśmy ze sobą niedawno we Wrocławiu trudne, 3-godzinne spotkanie, więc wiedziałem, czego się po nim spodziewać. Myślę, że odrobiłem lekcje i zagrałem dziś bardzo dobrze taktycznie. Do wyniku 6:2, 5:1 wszystko mi wychodziło, później sytuacja trochę się skomplikowała, ale najważniejsze, że dowiozłem ten wynik do końca – powiedział tuż po zakończonym pojedynku Dembek, dla którego będzie to pierwszy półfinał w tym sezonie.   Do najlepszej czwórki nie udało się awansować naszym pozostałym reprezentantom. Piotr Matuszewski zaprezentował się przed koszalińską widownią z bardzo dobrej strony, ale uległ po walce rozstawionemu z numerem pierwszym Rosjaninowi Ivanowi Nedelko 6:7, 5:7. Pracowity dzień miał za to Filip Kolasiński, który musiał dokończyć przerwany wczoraj mecz z Robinem Stankiem. Nasz zawodnik wygrał ostatecznie 7:6, 2:6, 7:6 i zapewnił sobie miejsce w ćwierćfinale. W tym, rozegranym kilka godzin później, Polak starał się walczyć z Martinsem Podzusem, ale koniec końców zabrakło mu świeżości i górą był Łotysz, który wygrał 6:1, 6:2.   W piątek poznaliśmy też finalistów gry podwójnej. W dzisiejszym meczu o tytuł zobaczymy Timo Stoddera i Hasana Ibrahima oraz Janisa i Martinsa Podzusa. Niemcy wygrali z duetem Michał Dembek/Kacper Żuk 4:6, 7:6, 10:7, zaś łotewscy bracia okazali się lepsi od pary Jan Gałka/Piotr Galus 6:3, 7:5.   Turniej Toyota Koszalin Open 2019 (współfinansowany ze środków Gminy Miasta Koszalin) jest elementem cyklu LOTOS PZT Polish Tour.
9 Sierpnia 2019 godz. 5:12
Art za Lotos PZT Polish Tour
 

Toyota Open: Michalski i Dembek w ćwierćfinale

W czwartek silne opady deszczu dały się we znaki organizatorom turnieju Toyota Koszalin Open (ITF, pula nagród 15 000$) i uniemożliwiły dokończenie wszystkich zaplanowanych na ten dzień spotkań. Zanim jednak doszło do załamania pogody, na koszalińskich kortach zdążyło się pojawić pięciu polskich singlistów. Jako pierwszy swój mecz rozegrał dziś Daniel Michalski, który w niespełna dwie godziny poradził sobie z kwalifikantem Janisem Podzusem 6:0, 3:6, 6:1. Tegoroczny wicemistrz Polski z Gliwic od samego początku imponował pewnością siebie oraz równą grą. Polak popełniał zdecydowanie mniej niewymuszonych błędów od swojego rywala i to właśnie dzięki temu udało mu się pokonać Łotysza.   Kolejnym z naszych reprezentantów, który zapewnił sobie awans do ćwierćfinału Toyota Koszalin Open był Michał Dembek. Zawodnik rozstawiony z numerem siódmym zaprezentował się z dobrej strony, grał bardzo mocno i po trwającym nieco ponad godzinę pojedynku, pewnie rozprawił się z Łotyszem Martinsem Rocensem 6:1, 7:5.   Niestety, w kolejnej rundzie nie zobaczymy już dwóch innych reprezentantów naszego kraju. Mateusz Terczyński przegrał z Czechem Davidem Poljakiem 1:6, 6:7(5), a Dominik Nazaruk okazał się słabszy od kwalifikanta Egora Noskina i uległ Rosjaninowi 1:6, 0:6.   Z powodu niesprzyjających warunków pogodowych niektóre spotkania zostały przeniesione na piątek. Piotr Matuszewski zmierzy się z Rosjaninem Ivanem Nedelko, a Filip Kolasiński będzie kontynuował swoje starcie Czechem Robinem Stankiem. Mecz został przerwany przy wyniku 7:6, 2:6, 2:3 z perspektywy Polaka. Na piątek zostały przełożone także dwie konfrontacje deblowe z udziałem naszych rodaków.   Turniej Toyota Koszalin Open 2019 jest elementem cyklu LOTOS PZT Polish Tour.
8 Sierpnia 2019 godz. 5:15
Art za Lotos PZT Polish Tour, fot. Dominik Wasilewski
 

Sześciu Polaków w drugiej rundzie

7 Sierpnia 2018 godz. 17:06
Art za polski-tenis.pl, fot. FB/Legia Warszawa TENIS
 

Toyota Koszalin Open 2018

Paweł Ciaś i Maciej Rajski są w gronie głównych faworytów rozgrywanego teraz futuresa ITF Toyota Koszalin Open 2018. W zawodach na kortach Klubu tenisowego Bałtyk (korty ziemne, 15 tys. $ w puli nagród) grają też m.in. Michał Dembek, Piotr Matuszewski Kacper Żuk, Szymon Walków czy Robertas Vrzesinski.  Spora grupa biało-czerwonych rywalizowała w kwalifikacjach. Awans do turnieju głównego wywalczyli: Jan Zieliński, Mateusz Piątek, Adam Mlazga, Piotr Galus i Patryk Kosiński. SINGIEL Pierwsza runda: (1) Ciaś – Mikuła 6:2, 6:1; Vrzesinski – Nazaruk 7:5, 6:4; J. Zieliński – Galus 6:3, …; (7) Dischinger – B. Wojnar; (4) Rajski – A. Mlazga; Skonieczny – Kosiński; P. Matuszewski – Gajewski 6:3, 4:6, 6:4; (6) Orlov – Terczyński; (8) P. Hajek – M. Piątek; Mercier – Aramburu 6:3, 5:7, 6:3; Walków – Gryńkowski 6:3, 6:2; (3) Gennaro – Mashtakov; Żuk – (5) Dembek 7:5, 1:6, 7:6 (7); Kravchenko – Bronka 6:2, 6:0; Andrzejczuk – Guttau; (2) Descotte – Hellfritsch 6:1, 6:1.  DEBEL Pierwsza runda: (1) Bednarek/Drzewiecki – Mercier/Wójcik; Zieliński/Żuk – Galus/Szmyrgała; (3) Descotte/Gennaro – Gajewski/Walków; Boerma/Guttau – Aramburu/Sowiński 6:1, 6:3; Kravchenko/Mashtakov – Mugevicius/Terczyński 3:6, 7:6 (4), 10:8; (4) Ciaś/Dembek – Andrzejczuk/Matuszewski; Nazaruk/Wojnar – Skonieczny/Smolicki 7:5, 6:2; (2) Dischinger/Orlov – Bronka/Bujakiewicz 6:0, 6:0.  ELIMINACJE Pierwsza runda: (1) Y. Wójcik – bye; Sowiński – Prochalski 6:3, 6:1; Mugevicius – Zawisza 6:3, 6:1; Hellfritsch – bye; (2) Aramburu – bye; Shahidipour – Fedotenkov 7:5, 6:1; Szmyrgała – P. Gewert 6:2, 7:5; Sadal – bye; (3) Guttau – bye; Iftimie – Krzeptowski 7:6 (2), 6:0; J. Gewert – bye; K. Mlazga – bye; Moerl – bye; Borkowski – bye; M. Piątek – J. Andrzejczak 6:0, 6:1; B. Andrzejczak – bye; Pointon – bye; Steinberger – bye; J. Zieliński – Bienkiewicz 6:3, 6:3; Tadyszak – bye; Bogatin – bye; Bujakiewicz – Shum 3:6, 7:6 (2), 6:2; Kosiński – R. Hughes 6:2, 6:2; Tsebrenko – bye; P. Kwiatkowski – bye; Kyrychenko – Jovanovic 6:3, 6:2; Galus – Boerma 7:6 (6), 6:1; Malmon – bye; Sytkow – bye; Kuczyński – bye; A. Mlazga – Turnquest 6:1, 6:2; Garwacki – bye. Druga runda: Y. Wójcik – Sowiński 6:0 i krecz Piotra; Hellfritsch – Mugevicius 4:6, 6:1, 6:0; Aramburu – Shahidipour 6:1, 6:1; Szmyrgała – Sadal 6:1, 6:3; Guttau – Iftimie 5:7, 6:2, 6:3; K. Mlazga – J. Gewert 6:1, 6:2; Borkowski – Moerl 7:6 (6), 5:7, 6:1; M. Piątek – B. Andrzejczak 6:1, 6:2; Steinberger – Pointon 6:1, 6:0; J. Zieliński – Tadyszak 6:0, 6:0; Bogatin – Bujakiewicz 6:2, 7:5; Kosiński – Tsebrenko 6:1, 7:6 (9); Kyrychenko – P. Kwiatkowski 6:0, 6:0; Galus – Malmon 6:2, 6:2; Sytkow – Kuczyński 6:2, 6:2; A. Mlazga – Garwacki 6:1, 6:4. Trzecia runda: Hellfritsch – Y. Wójcik 7:6 (4), 6:4; Aramburu – Szmyrgała 1:6, 6:3, 6:4; Guttau – K. Mlazga 6:2, 6:4; M. Piątek – Borkowski 6:1, 6:1; J. Zieliński – Steinberger 6:4, 6:0; Kosiński – Bogatin 6:2, 7:5; Galus – Kyrychenko 6:4, 6:4; A. Mlazga – Sytkow 6:3, 6:3.