Chyba nikt z obecnych wczoraj w Centrali Artystycznej nie żałował, że się tam wybrał. Zaczęło się melancholijnie, zakończyło prawdziwym muzycznym trzęsieniem ziemi.
Zaczęło się od solowego występu Przemka Śledzia, który za pomocą gitary i elektroniki wyczarowywał różne dźwięki, chwilami brzmiał, jakby na scenie było dwóch albo trzech gitarzystów. Widać było, że jego umiejętności są większe od tego co pokazywał. A pokazał także że umie i lubi śpiewać. Kiedy skończył pierwszą część występu, zapowiedział wyjazd na dworzec po Magdę „Mechagodzillę” Nowakowską, która przyjechała z Poznania specjalnie na występ ze Śledziem.
Druga część wieczoru, to popis umiejętności wokalnych Magdy. W jej repertuarze znalazły się zarówno raczej nie znane utwory Przemka, jak i covery, także mocno rockowe. Duży głos i pasja, to jej znaki charakterystyczne. Ciepłe przyjęcie widowni spowodowało, że występ z minuty na minutę nabierał rumieńców.
To był naprawdę udany wieczór przy ulicy Modrzejewskiej.