Koszalin, Poland
wydarzenia

Kościńska: wypracować konsensus

Autor Robert Kuliński/ fot. Krystyna Kościńska (facebook) 7 Lutego 2015 godz. 10:44
Wojewoda zdecydował, że Komisja Rewizyjna, pomimo braku przedstawicieli opozycji, nie zostanie rozwiązana. O pracy przewodniczącej Rady Miasta oraz twardej postawie radnych Lepszego Koszalina z Krystyną Kościńską rozmawia Robert Kuliński

Jak odniosłaby się pani do decyzji wojewody, który uznał, że Komisja Rewizyjna może dalej funkcjonować pomimo braku przedstawicieli opozycji?

 - Wojewoda nie miał podstaw do unieważnienia uchwały, gdyż zachowane zostały przeze mnie wszystkie procedury formalno-prawne przy powoływaniu Komisji. To radni Lepszego Koszalina odmówili współpracy nie desygnując swojego przedstawiciela.

Jak pani ocenia taką postawę opozycji?

 - Jest dla mnie niezrozumiała. W klubie LK są osoby, które nie po raz pierwszy zasiadają w Radzie Miejskiej i doskonale znają wszelkie procedury prawne. Stanowisko Klubu uzależniające wejście jego członków w skład Komisji od dokonania zmian w składach komisji merytorycznych nie stanowi na pewno płaszczyzny do dialogu. Nie są nią również boiskowe zagrania pokazujące mi żółtą kartkę, a za chwilę zapewne czerwoną.

Tegoroczna  kampania wyborcza w Koszalinie skutkowała wieloma perturbacjami. Między innymi dwoje radnych z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, Anna Mętlewicz i Mirosław Skórka,  zostało zawieszonych w prawach członkowskich swojej partii. Czy rzutuje to w jakimś stopniu na pracę Rady?

 - Dla mnie jako przewodniczącej Rady Miasta nie ma to większego znaczenia. Moim zadaniem jest organizowanie pracy i przeprowadzenie sesji . To czy ktoś jest w klubie  PiS, czy nie,  nie odgrywa wielkiej roli. To jest wielka polityka, która tutaj na gruncie lokalnym nie wpływa  specjalnie na kształt podejmowanych decyzji.

Pani po wyborach zdecydowała się na odejście z szeregów Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Nie chcę wnikać i roztrząsać na nowo sprawy, która została szeroko opisana i wyjaśniona. Natomiast można odnieść wrażenie, że tak na prawdę w lokalnych samorządach linia ideologiczna poszczególnych partii nie ma aż takiego znaczenia jak w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej. Jak pani uważa? Czy  barwy partyjne na gruncie koszalińskim to tylko  kwestia kompozycji kolorystycznej?
 
 - Faktycznie na tym szczeblu polityki, przynależność partyjna nie jest aż tak znacząca. Oczywiście są różnice, ale dotyczą one z reguły hierarchii spraw, które mają być rozpatrzone i  wdrożone przez Radę. Wystarczy spojrzeć w programy poszczególnych klubów, aby przekonać się, że  są do siebie bardzo podobne. Przykładem może  być to, że każdy chce, żeby w żłobkach i przedszkolach były miejsca dla wszystkich dzieci. „Na górze” ideologia partii odgrywa też rolę ambicjonalną. W samorządzie chodzi o to, aby wypracować konsensus w działaniach na rzecz poprawy jakości życia mieszkańców

Czyli obecna kadencja upłynie na budowaniu współpracy z uwzględnieniem wszystkich radnych, każdego z klubów niezależnie od poglądów.

 - Są sprawy, są problemy, przy których rozwiązywaniu radni powinni działać ponad podziałami. Będą też zapewne pojawiały się różnice w spojrzeniu na sprawy miasta i jego mieszkańców.  Ważna jest więc współpraca i dialog między radnymi wszystkich ugrupowań. Nie można jednak odmówić zwycięskiemu ugrupowaniu prawa do realizacji takiej wizji rozwoju miasta, którą zaakceptowała większość wyborców.
 

Dziękuję za rozmowę.

Poprzedni artykuł