Koszalin, Poland
wydarzenia

Wariatkowo bez śmiechu. Tegoroczny Kabareton w Koszalinie rozczarował

Autor Wojciech Kukliński godzinę temu
„Minuta śmiechu to dzień życia dłużej” – głosi niezmienne hasło Festiwalu Kabaretu w Koszalinie. Jeśli potraktować je dosłownie, tegoroczna edycja nie przedłużyła widzom życia zbyt mocno. Przychylam się do opinii Czytelników: XXXI Festiwal Kabaretu Koszalin był zwyczajnie słaby.

Obietnica była duża. W sobotę, 25 lipca, Koszalin miał ponownie stać się stolicą polskiego kabaretu. Tegoroczne widowisko odbywało się pod hasłem „Wariatkowo”, a jego osią miał być satyryczny komentarz do polskiej i światowej polityki.

Na scenie wystąpiły między innymi kabarety: Chyba, Czesuaf, Trzecia Strona Medalu, Jurki, Formacja Chatelet, Zdolni i Skromni, Koń Polski, Rewers, Rak oraz Trupa Wysokiego Ryzyka z Michałem Paszczykiem. Wydarzenie było transmitowane na żywo przez Polsat, a bilety kosztowały od 90 do 250 złotych. 

Przy takiej cenie, takiej tradycji i ogólnopolskiej transmisji widz ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż kilku przewidywalnych skeczy, głośno wypowiadanych puent i żartów, których finał można odgadnąć, zanim aktor skończy zdanie.

Publiczność nie śmieje się na komendę

Komentarze Czytelników były wyjątkowo ostre. „Nic śmiesznego”, „bardzo cieniutki humor”, „nudno”, „z roku na rok coraz słabiej” – to najczęściej powtarzające się oceny. Jedna z osób przyznała, że wytrzymała przed telewizorem zaledwie pół godziny. Inna zaproponowała dla wydarzenia tytuł: „Nic śmiesznego”.

Pojawił się również głos pozytywny. Jeden z widzów napisał, że śmiał się „po pachy”. I dobrze – poczucie humoru jest sprawą indywidualną. To, co jednego bawi, dla drugiego może być nieznośne.

Komentarze w mediach społecznościowych nie są reprezentatywnym sondażem. Nie można jednak zlekceważyć sytuacji, w której tak wiele osób niezależnie od siebie wskazuje na te same problemy: brak świeżości, przewidywalność i zbyt niski poziom dowcipu.

Publiczność nie ma obowiązku śmiać się dlatego, że zapaliła się lampka z napisem „oklaski”. Nie wystarczy też krzyk, przebranie i aktualne nazwisko polityka. Dobra satyra nie polega na opowiedzeniu odbiorcy tego, co dzień wcześniej przeczytał w internecie. Powinna rzeczywistość trafnie opisać, wyostrzyć jej absurdy i zostawić widza z myślą, która pozostanie dłużej niż sama puenta.

Tego w „Wariatkowie” było zdecydowanie za mało.

Gwiazdy nie gwarantują poziomu, ale widzowie pamiętają różnicę

Czytelnicy zwracali uwagę na brak takich formacji jak Kabaret Moralnego Niepokoju, Neo-Nówka, Kabaret Młodych Panów czy Hrabi. To właśnie między innymi te zespoły przez lata budowały renomę koszalińskiego festiwalu. Historia imprezy sięga 1995 roku, a przez jej scenę przewinęły się największe nazwiska polskiej satyry i estrady.

Nie uważam jednak, że rozwiązaniem jest wyłącznie zapraszanie tych samych gwiazd. Kabaret potrzebuje nowych twarzy, świeżych pomysłów i odważnych debiutów. Problem zaczyna się wtedy, gdy za zmianą wykonawców nie idzie jakość tekstów, odpowiednia selekcja materiału i spójna dramaturgia całego widowiska.

To nie liczba znanych nazw na plakacie decyduje o powodzeniu. Decyduje dobry scenariusz. A tego żadna telewizyjna oprawa nie zastąpi.

Zabrakło ważnego gestu

Wśród komentarzy pojawił się także żal, że podczas widowiska zabrakło wspomnienia Joanny Kołaczkowskiej. Trzeba uczciwie przypomnieć, że artystka została symbolicznie pożegnana podczas poprzedniej, jubileuszowej edycji festiwalu, krótko po swojej śmierci. Polsat przygotował wówczas specjalne upamiętnienie. 

Mimo to, w okresie pierwszej rocznicy jej odejścia, krótki i subtelny gest nie byłby powtórzeniem. Byłby świadectwem pamięci i klasy środowiska, które tak wiele zawdzięcza artystce Hrabi.

Nie chowajmy problemu za lokalną dumą

Koszalin ma prawo być dumny z festiwalu organizowanego od ponad trzech dekad. To marka rozpoznawalna w całej Polsce i wydarzenie kojarzone z miastem równie mocno jak Festiwal „Młodzi i Film”.

Lokalna duma nie może jednak oznaczać bezkrytycznego zachwytu. Przeciwnie – właśnie dlatego, że to „nasz” Kabareton, powinniśmy wymagać od niego więcej.

Organizatorzy powinni jednak wsłuchać się w reakcje publiczności. Nie po to, aby festiwal pogrzebać, lecz żeby go odświeżyć. Być może potrzebna jest odważniejsza selekcja wykonawców, silniejsza redakcja tekstów i odejście od przekonania, że wystarczy kilka politycznych nazwisk oraz zestaw ogranych stereotypów.

Koszaliński Kabareton zasługuje na kolejną edycję. Ale nie na kolejną taką samą.

„Minuta śmiechu to dzień życia dłużej”. W tym roku na tę minutę wielu widzów czekało zdecydowanie za długo.