Koszalin, Poland
wydarzenia

Wóz bez woźnicy, sklep bez sprzedawcy. „Jabłkomat” ruszył w podkoszalińskim Skrzeszewie

Autor Art, fot. Sad Skrzeszewo 10 Września 2026 godz. 16:30
Były już ziemniakomaty i warzywomaty, a teraz czas na jabłkomat. W Skrzeszewie w gminie Będzino stary wóz konny zamienił się w samoobsługowy punkt sprzedaży owoców prosto z sadu. Nie potrzebuje prądu, ekranu dotykowego ani kasjera. Najważniejszym elementem całego systemu jest zaufanie.

Pomysł jest prosty, a przy tym wyjątkowo sympatyczny. Na wozie czekają worki ze świeżymi jabłkami. Kupujący wybiera jeden z nich, a następnie zostawia 30 zł w przygotowanej skarbonce lub płaci BLIK-iem na telefon.

Bez kolejki do kasy, bez pytania o kartę lojalnościową i bez komunikatu: „proszę położyć produkt w strefie pakowania”. Jest za to stary wóz, plon i uczciwa umowa między sprzedającym a klientem.

Analogowy sklep z cyfrową płatnością

Choć nazwa „jabłkomat” kojarzy się z automatem pełnym elektroniki, rozwiązanie w Skrzeszewie jest znacznie prostsze. Rolę automatu pełni zabytkowo wyglądający wóz konny, a cały zakup można zamknąć w trzech krokach: wybrać jabłka, zabrać worek i zapłacić.

Gotówka trafia do skarbonki, a osoby preferujące nowocześniejszą formę rozliczenia mogą skorzystać z BLIK-a. Można więc powiedzieć, że wiejska tradycja spotkała się tu z bankowością mobilną i, najwyraźniej dobrze się dogadują.

Wóz działał już w poprzednim sezonie i spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem. Dlatego wraz z tegorocznymi zbiorami ponownie pojawił się w Skrzeszewie. W miarę dojrzewania owoców oferta będzie się zmieniać, a na wozie mają pojawiać się kolejne odmiany jabłek.

 

 

Wóz za niewielkie pieniądze czy profesjonalny ziemniakomat?

Samoobsługowa sprzedaż może wyglądać bardzo różnie. Na jednym końcu skali znajduje się stary wóz, zadaszona budka albo drewniana skrzynia ze skarbonką. Na drugim – profesjonalny automat vendingowy z osobnymi skrytkami, elektronicznym systemem płatności i mechanizmem wydawania produktów.

Różnica w kosztach jest znacząca. Według orientacyjnych cen podawanych dla takich urządzeń używany automat może kosztować około 20 tys. zł. Za nową, bardziej rozbudowaną maszynę trzeba zapłacić przeważnie około 35–40 tys. zł, a przy większym wyposażeniu nawet więcej.

 

Alternatywą dla zakupu może być leasing lub dzierżawa. Szacunkowa miesięczna opłata wynosi około 700–1200 zł, zależnie od wartości maszyny, długości umowy, wpłaty początkowej i wyposażenia. Są to kwoty orientacyjne – ostateczna cena zależy od konkretnego modelu i warunków finansowania.

Na tym tle wóz w Skrzeszewie reprezentuje model wyjątkowo ekonomiczny. Nie ma chłodzenia, wyświetlacza ani skomplikowanego systemu wydawania towaru. Ma za to klimat, BLIK i zabezpieczenie znane od pokoleń: ludzkie sumienie.

Jak wyglądają sprawy podatkowe?

Przy samoobsługowej sprzedaży owoców i warzyw trzeba pamiętać, że brak sprzedawcy na miejscu nie oznacza braku obowiązków. Znaczenie ma między innymi forma prowadzenia sprzedaży, pochodzenie produktów, ich przetworzenie oraz status producenta.

Sprzedaż owoców i warzyw pochodzących z własnego gospodarstwa może odbywać się w ramach rolniczego handlu detalicznego. RHD obejmuje zarówno produkty nieprzetworzone, takie jak świeże jabłka, ziemniaki czy marchew, jak i przetwory. Prowadzący taką sprzedaż powinien dokonać bezpłatnej rejestracji we właściwej stacji sanitarno-epidemiologicznej oraz właściwie oznaczyć punkt sprzedaży.

Często przywoływany limit 100 tys. zł zwolnienia z podatku dochodowego dotyczy przychodów ze sprzedaży produktów roślinnych i zwierzęcych przetworzonych w sposób inny niż przemysłowy, przy spełnieniu ustawowych warunków. Po przekroczeniu limitu opodatkowaniu podlega nadwyżka, a jedną z możliwości jest ryczałt w wysokości 2 proc. 

Nie należy więc automatycznie odnosić progu 100 tys. zł do każdego worka świeżych jabłek lub ziemniaków. W przypadku nieprzetworzonych płodów rolnych zasady rozliczenia zależą od okoliczności prowadzenia sprzedaży. Każdy producent powinien ocenić swoją sytuację indywidualnie.

Czysto matematycznie, przy cenie 2 zł za kilogram, uzyskanie 100 tys. zł przychodu oznaczałoby sprzedaż 50 ton ziemniaków. To sporo worków – nawet dla ziemniakomatu, który nigdy nie bierze urlopu.

Najważniejszy alarm? Własne sumienie

Samoobsługowe punkty z lokalną żywnością stają się coraz bardziej rozpoznawalne. Klient sam wybiera produkt i pozostawia należność, a rolnik może sprzedawać swoje plony bezpośrednio odbiorcom.

Taki system jest szybki i wygodny, ale stanowi również mały test społecznego zaufania. Nie ma ochroniarza ani bramki przy wyjściu. Jest przekonanie, że osoba zabierająca towar uczciwie za niego zapłaci.

Jak trafić do jabłkomatu?

Samoobsługowy wóz z jabłkami znajduje się w Skrzeszewie w gminie Będzino. Aby do niego dotrzeć, należy zjechać z drogi krajowej nr 11 w Słowienkowie.

Na miejscu nie trzeba szukać sprzedawcy. Wystarczy wypatrzyć stary wóz konny pełen jabłek. Reszta zależy już od apetytu – i uczciwości.