Pomysł jest prosty, a przy tym wyjątkowo sympatyczny. Na wozie czekają worki ze świeżymi jabłkami. Kupujący wybiera jeden z nich, a następnie zostawia 30 zł w przygotowanej skarbonce lub płaci BLIK-iem na telefon.
Bez kolejki do kasy, bez pytania o kartę lojalnościową i bez komunikatu: „proszę położyć produkt w strefie pakowania”. Jest za to stary wóz, plon i uczciwa umowa między sprzedającym a klientem.
Choć nazwa „jabłkomat” kojarzy się z automatem pełnym elektroniki, rozwiązanie w Skrzeszewie jest znacznie prostsze. Rolę automatu pełni zabytkowo wyglądający wóz konny, a cały zakup można zamknąć w trzech krokach: wybrać jabłka, zabrać worek i zapłacić.
Gotówka trafia do skarbonki, a osoby preferujące nowocześniejszą formę rozliczenia mogą skorzystać z BLIK-a. Można więc powiedzieć, że wiejska tradycja spotkała się tu z bankowością mobilną i, najwyraźniej dobrze się dogadują.
Wóz działał już w poprzednim sezonie i spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem. Dlatego wraz z tegorocznymi zbiorami ponownie pojawił się w Skrzeszewie. W miarę dojrzewania owoców oferta będzie się zmieniać, a na wozie mają pojawiać się kolejne odmiany jabłek.

Samoobsługowa sprzedaż może wyglądać bardzo różnie. Na jednym końcu skali znajduje się stary wóz, zadaszona budka albo drewniana skrzynia ze skarbonką. Na drugim – profesjonalny automat vendingowy z osobnymi skrytkami, elektronicznym systemem płatności i mechanizmem wydawania produktów.
Różnica w kosztach jest znacząca. Według orientacyjnych cen podawanych dla takich urządzeń używany automat może kosztować około 20 tys. zł. Za nową, bardziej rozbudowaną maszynę trzeba zapłacić przeważnie około 35–40 tys. zł, a przy większym wyposażeniu nawet więcej.

Alternatywą dla zakupu może być leasing lub dzierżawa. Szacunkowa miesięczna opłata wynosi około 700–1200 zł, zależnie od wartości maszyny, długości umowy, wpłaty początkowej i wyposażenia. Są to kwoty orientacyjne – ostateczna cena zależy od konkretnego modelu i warunków finansowania.
Na tym tle wóz w Skrzeszewie reprezentuje model wyjątkowo ekonomiczny. Nie ma chłodzenia, wyświetlacza ani skomplikowanego systemu wydawania towaru. Ma za to klimat, BLIK i zabezpieczenie znane od pokoleń: ludzkie sumienie.
Przy samoobsługowej sprzedaży owoców i warzyw trzeba pamiętać, że brak sprzedawcy na miejscu nie oznacza braku obowiązków. Znaczenie ma między innymi forma prowadzenia sprzedaży, pochodzenie produktów, ich przetworzenie oraz status producenta.
Sprzedaż owoców i warzyw pochodzących z własnego gospodarstwa może odbywać się w ramach rolniczego handlu detalicznego. RHD obejmuje zarówno produkty nieprzetworzone, takie jak świeże jabłka, ziemniaki czy marchew, jak i przetwory. Prowadzący taką sprzedaż powinien dokonać bezpłatnej rejestracji we właściwej stacji sanitarno-epidemiologicznej oraz właściwie oznaczyć punkt sprzedaży.
Często przywoływany limit 100 tys. zł zwolnienia z podatku dochodowego dotyczy przychodów ze sprzedaży produktów roślinnych i zwierzęcych przetworzonych w sposób inny niż przemysłowy, przy spełnieniu ustawowych warunków. Po przekroczeniu limitu opodatkowaniu podlega nadwyżka, a jedną z możliwości jest ryczałt w wysokości 2 proc.
Nie należy więc automatycznie odnosić progu 100 tys. zł do każdego worka świeżych jabłek lub ziemniaków. W przypadku nieprzetworzonych płodów rolnych zasady rozliczenia zależą od okoliczności prowadzenia sprzedaży. Każdy producent powinien ocenić swoją sytuację indywidualnie.
Czysto matematycznie, przy cenie 2 zł za kilogram, uzyskanie 100 tys. zł przychodu oznaczałoby sprzedaż 50 ton ziemniaków. To sporo worków – nawet dla ziemniakomatu, który nigdy nie bierze urlopu.
Samoobsługowe punkty z lokalną żywnością stają się coraz bardziej rozpoznawalne. Klient sam wybiera produkt i pozostawia należność, a rolnik może sprzedawać swoje plony bezpośrednio odbiorcom.
Taki system jest szybki i wygodny, ale stanowi również mały test społecznego zaufania. Nie ma ochroniarza ani bramki przy wyjściu. Jest przekonanie, że osoba zabierająca towar uczciwie za niego zapłaci.
Samoobsługowy wóz z jabłkami znajduje się w Skrzeszewie w gminie Będzino. Aby do niego dotrzeć, należy zjechać z drogi krajowej nr 11 w Słowienkowie.
Na miejscu nie trzeba szukać sprzedawcy. Wystarczy wypatrzyć stary wóz konny pełen jabłek. Reszta zależy już od apetytu – i uczciwości.