Zdaniem pana Aleksandra intensywne koszenie trawników przynosi więcej szkód niż pożytku. Jak zauważa, trawa oraz tworzące się naturalnie łąki są schronieniem dla owadów i drobnych zwierząt, pomagają utrzymywać wilgoć w glebie, a do tego gdy zakwitną mogą być prawdziwą ozdobą miasta.

Czytelnik zwraca uwagę, że problemem nie jest samo porządkowanie zieleni, ale sposób, w jaki często jest ono prowadzone. W jego ocenie koszenie bywa zbyt intensywne, a trawa ścinana jest niemal do samej ziemi. W efekcie, po nadejściu słonecznych dni, zamiast zielonych pasów pojawiają się brązowo-rdzawe placki. Podczas deszczu taki mocno przesuszony i zniszczony trawnik słabiej chłonie wodę, przez co traci jedną ze swoich najważniejszych funkcji.
Pan Aleksander wskazuje także na inny problem: koszenie terenów, na których wcześniej nie uprzątnięto śmieci. W takich sytuacjach kosiarki mielą plastik, butelki i inne odpady, rozrzucając ich fragmenty po okolicy. Zamiast poprawy estetyki pojawia się więc dodatkowy bałagan.
Mieszkaniec przypomina, że kilka lat temu w sezonie wiosenno-letnim wiele terenów zielonych w Koszalinie koszono znacznie rzadziej. Jego zdaniem pokazuje to, że inne podejście jest możliwe. Proponuje, aby ograniczyć koszenie przede wszystkim do miejsc przy ciągach pieszych i komunikacyjnych, gdzie niższa trawa jest potrzebna ze względów praktycznych i bezpieczeństwa.
„Wystarczy lekko przycinać przy ciągach pieszo-komunikacyjnych” — pisze pan Aleksander, podkreślając, że w pozostałych miejscach można pozwolić zieleni rozwijać się bardziej naturalnie.
Według Czytelnika środki zaoszczędzone dzięki rzadszemu koszeniu mogłyby zostać przeznaczone na inne działania związane z poprawą jakości miejskiej przestrzeni. Wśród propozycji wymienia prawdziwe nasadzenia drzew oraz skuteczniejsze sprzątanie miasta.
Apel mieszkańca wpisuje się w coraz szerszą dyskusję o tym, jak miasta powinny zarządzać zielenią w czasie zmian klimatu. Naturalne łąki, wyższa trawa i ograniczenie koszenia mogą wspierać bioróżnorodność, poprawiać mikroklimat, zatrzymywać wodę w glebie i tworzyć przyjazną przestrzeń dla owadów zapylających. Z drugiej strony mieszkańcy często oczekują także uporządkowanej, bezpiecznej i zadbanej przestrzeni publicznej.
Kluczowe wydaje się więc znalezienie rozsądnego kompromisu: tam, gdzie wymaga tego bezpieczeństwo i funkcjonalność, trawniki powinny być regularnie utrzymywane. W innych miejscach warto rozważyć pozostawienie wyższej roślinności, tworzenie miejskich łąk kwietnych i ograniczenie koszenia do kilku terminów w roku.
List pana Aleksandra pokazuje, że temat miejskiej zieleni budzi emocje i zasługuje na poważną rozmowę. Koszalin, podobnie jak wiele innych miast, stoi dziś przed pytaniem, jak łączyć estetykę, wygodę mieszkańców i realną troskę o przyrodę.