Koszalin, Poland
wydarzenia

Handlarze opanowali parkingi w Koszalinie?

Autor Art, fot. Dominik Wasilewski godzinę temu
Na koszalińskich parkingach znów wraca temat, który regularnie rozgrzewa mieszkańców: samochody wystawiane na sprzedaż tygodniami zajmują miejsca postojowe, które w założeniu miały służyć kierowcom załatwiającym codzienne sprawy. Coraz częściej słychać głosy, że handel autami „rozlewa się” po kolejnych lokalizacjach, a służby nie potrafią skutecznie zareagować.

Wskazywane przez mieszkańców miejsca to m.in. okolice ul. Szczecińskiej, gdzie część handlarzy miała przenieść się z rejonu Gnieźnieńskiej, a także okolice ul. Połczyńskiej „koło Komfortu”, gdzie problem ma mieć podobny charakter.

 

„Auta stoją za darmo, a miejsca brakuje”

Zarzuty stawiane w komentarzach i zgłoszeniach są powtarzalne. Mieszkańcy zwracają uwagę, że auta ustawiane są w jednym miejscu w liczbie sugerującej działalność handlową, rotacja na parkingu spada, bo część samochodów stoi długo i nie „pracuje” dla mieszkańców, w godzinach szczytu trudno o wolne miejsca, a kierowcy muszą krążyć po okolicy oraz pojawia się pytanie o sens: czy publiczna przestrzeń ma służyć jako „darmowy plac” do sprzedaży aut? W emocjonalnych wpisach przewija się też argument nierówności: „ktoś płaci za plac, wynajem czy ogłoszenia, a ktoś inny wykorzystuje parkingi jak prywatną giełdę”.

Luki prawne i bezradność? Skąd bierze się problem

W praktyce sprawa jest bardziej złożona niż mogłoby się wydawać. Samochód zaparkowany zgodnie z przepisami (w miejscu dozwolonym, bez naruszeń) nie zawsze daje podstawę do interwencji. Trudność polega na tym, że sama kartka „sprzedam” nie jest automatycznie wykroczeniem, jeśli auto ma ważne badania i ubezpieczenie oraz stoi legalnie, służby mają ograniczone pole działania, często brakuje narzędzi, by szybko udowodnić, że to regularna działalność prowadzona w przestrzeni publicznej. To  tzw. „luki prawne”. Obecne przepisy w wielu miastach w Polsce sprawiają, że zjawisko „parkingowych komisów” wraca jak bumerang.

Czy służby mogą coś zrobić?

Mogą, choć nie zawsze szybko i nie zawsze jednym ruchem. Wśród realnych działań, które stosują samorządy, są m.in.:

1) Strefy ograniczonego postoju i rotacja

Wprowadzenie krótszych limitów postoju w newralgicznych miejscach (np. 2 godziny) i egzekwowanie rotacji. To rozwiązanie działa, ale wymaga konsekwentnej kontroli.

 

2) Zmiana organizacji ruchu i oznakowania

Tam, gdzie to uzasadnione, można przestawić funkcje parkingu (np. strefy dla klientów, mieszkańców, czasowe zatoki). To jednak wymaga analiz i decyzji.

 

3) Kontrole pod kątem porzucania pojazdów / „wraków”

Jeśli część aut jest niesprawna, bez badań, zajmuje miejsce miesiącami istnieją procedury usuwania. Problem w tym, że handlarze zwykle pilnują formalności, by uniknąć podstaw do interwencji.

 

4) Uchwały i regulaminy dla konkretnych terenów

Jeżeli mowa o parkingach miejskich lub należących do jednostek miejskich, możliwe jest wprowadzenie regulaminu użytkowania (np. limit postoju, abonamenty, zakaz określonych form działalności), o ile zostanie to przygotowane zgodnie z prawem.

 

5) Współpraca z zarządcami terenów prywatnych

Część parkingów bywa prywatna, ale używana jak publiczna. W takich przypadkach potrzebna jest współpraca oraz jednoznaczne zasady (np. ograniczenia dla długiego postoju).

 

Miejsca parkingowe to dziś dobro deficytowe

Koszalin, jak wiele innych miast mierzy się z rosnącą liczbą samochodów. Każdy dodatkowy „martwy” postój wpływa na codzienny komfort: dojazd do pracy, zakupy czy wizytę u lekarza. Dlatego emocje mieszkańców są zrozumiałe: gdy parking zaczyna działać jak „plac handlowy”, cierpią ci, którzy naprawdę go potrzebują.