Owszem podczas sesji, były sprawy poważne i wielkie pieniądze. Ale pojawił się też wątek, który natychmiast przeszedł do miejskiego folkloru: cheerleaderka jako kwalifikacja profesjonalnej znajomości sportu i półfinalistka Miss Polski jako argument w dyskusji. I, uwaga to wcale nie był żart. To było na serio. Serio-serio.
„Pani była cheerleaderką? A pani była?”
Zaczęło się od kąśliwej uwagi Krystyny Kościńskiej (KO), że można było powołać w poprzedniej radzie na przewodniczącą komisji edukacji i sportu osobę, która z edukacją miała tyle wspólnego, że… chodziła do szkoły, a fakt bycia cheerleaderką ma potwierdzać znajomość sportu. Odpowiedź była impulsywna i błyskawiczna, w tempie kontrataku NBA:
– Tak, byłam cheerleaderką. A pani była?
I jeszcze dorzut:
– Byłam też półfinalistką Miss Polski.
I w tym momencie instynktownie spojrzałem w sufit, sprawdzając, czy nie ma tam kamery ze „Szkła kontaktowego, Kwiatów Polski" czy innego podobnego programu satyryczno-publicystycznego Ale nie, nie było. To była tylko zwykła sesja. Żachnąłem się, a ja bez popcornu...
Wiktor Kamieniarz: płomienne wystąpienie i „jedynka z logiki”
A wszystko zaczęło się od płomiennego wystąpienia Wiktora Kamieniarza, bo to właśnie on przestał być członkiem Komisji Edukacji, Sportu i Turystyki. Został odwołany. Nie była to informacja, którą przyjął z cichym „dziękuję za współpracę”.
Kamieniarz mówił długo, emocjonalnie, czasem jakby jednocześnie prowadził monolog, autopolemikę i konferencję prasową. W jego narracji radni KO „próbowali podważyć jego autorytet”, uzasadnienie odwołania było „śmieszne”, a jego autor zasługuje na:
„jedynkę z wiedzy o społeczeństwie i jedynkę z logiki”.
To piękne, bo w samorządzie rzadko pojawia się ocenianie prac domowych, a tu proszę, nagle rada miasta stała się dziennikiem elektronicznym.
Kamieniarz poszedł dalej: mówił o zaufaniu, które jego zdaniem zostało zawiedzione. Opowiadał o rozmowie z prezydentem Koszalina Tomaszem Sobierajem, po której miał wrócić do domu i powiedzieć żonie: „Coś się w Koszalinie zmieni… Będzie merytorycznie, bez układów”. A potem dodał z rozczarowaniem, że jednak nie. Bo okazało się, że w polityce czasem wystarczy… dostarczyć głosów, a reszta już bez znaczenia. Kamieniarz wypowiedział też zdanie, które w tej sesji brzmiało jak manifest:
– Nie jestem radnym swojego klubu, jestem radnym Koszalina.
I tu trudno się nie zgodzić. Tylko że polityka to taka dyscyplina sportowa, w której sędzią jest głosowanie, a drużynę ma klub. Mecze wygrywa nie ten, kto ma rację, tylko ten, kto ma większość.
Opozycja w obronie: „gdzie są argumenty?”
W obronie Kamieniarza stanęli radni opozycyjni: Błażej Papiernik (Wspólnie dla Koszalina) oraz Oliwia Skórka i Artur Wiśniewski (PiS). Ich argument był klasyczny: uzasadnienie odwołania jest zbyt ogólne, brakuje w nim merytoryki, faktów, konkretów.
I wtedy na scenę weszła Krystyna Kościńska (KO), wiceprzewodnicząca rady, z ripostą w stylu „pamiętacie, jak było wcześniej?”. Przypomniała, że w poprzedniej kadencji odwołania przewodniczących komisji miały uzasadnienia w stylu:
„zmienił się układ sił w radzie”.
I podarowała nam anegdotę o tym, że Papiernik miał do niej podejść i powiedzieć: „Krystyna, musiałem”.
Na co Papiernik odpowiedział, że czuje się „zwolniony z bycia grzecznym”, ale sprostować musi, bo w czasie COVID głosowano online, więc on fizycznie nie mógł „podejść”. A Wiśniewski dołożył swoje: że on takich słów "cheerleaderka" o koleżance nie używa, więc to pewnie fejk.
W pewnym momencie radna Aneta Urbaniak przypomnienie, że w poprzedniej radzie odwoływano też przewodniczącą Barbarę Grygorcewicz (obecnie posłanka) i wiceprzewodniczącego Jakuba Kowalika (dziś wicemarszałka). Czyli klasyczna polska zasada demokracj: kto ma większość, ten rozdaje krzesła.
Wezgraj: „nie tylko fachowość, ale i relacje”
Na koniec nie byłby sobą, gdyby nie podał radnym „pigułkę porządku” Artur Wezgraj. Przewodniczący rady powiedział, że owszem, profesjonalizm Kamieniarza jest bezsporny, ale w życiu publicznym potrzeba też umiejętności społecznych, budowania relacji i współpracy. A tego miało zabraknąć. Dodał również, że szczegółowe historie nie trafiły do uzasadnienia, bo tylko eskalowałyby spór.
I wtedy, jak w filmie, rozległ się z sali głos Kamieniarza:
– Pan przewodniczący kłamie!
Po chwili jednak padły przeprosiny za emocje, bo został doprowadzony do „maksymalnego stanu wrzenia”.
Finał: 11 głosów i koniec pewnej roli
Ostatecznie głosami 11 radnych Koalicji Obywatelskiej Wiktor Kamieniarz został odwołany. Z komisji. Z funkcji. Z roli.
I tu doszliśmy do puenty. Jest lekko ironiczna, ale prawdziwa: w samorządzie można być świetnym merytorycznie, można mieć rację, można nawet zasługiwać na piątkę z logiki, ale jeśli nie ma się większości, to i tak w dzienniku pojawi się adnotacja: „odwołany”.
A Koszalinianie? Koszalinianie znów dostali lekcję samorządu: cheerleaderka, półfinalistka Miss Polski czy dyrektor szkoły wszystko to miłe dodatki do CV. Ale przewodniczącego komisji robi nie życiorys, tylko 11 podniesionych rąk w odpowiednim momencie.
