Koszalin, Poland
wydarzenia

Sesja, na której edukacja spotkała Miss Polski, a logika… dostała jedynkę

Autor eWok, fot. archiwum 3 godziny temu
To była ta chwila w życiu, kiedy człowiek myśli: „Dobrze, że płacę abonament za internet, bo nie chciałbym przegapić tego odcinka”. Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Koszalinie była właśnie takim odcinkiem. Z tych, które zaczynają się jak zwykła procedura („punkt 6, projekt uchwały…”) a kończą jak program rozrywkowy, w którym nikt nie wie, czy jest na antenie, czy jeszcze w przerwie reklamowej.

Owszem podczas sesji, były sprawy poważne i wielkie pieniądze. Ale pojawił się też wątek, który natychmiast przeszedł do miejskiego folkloru: cheerleaderka jako kwalifikacja profesjonalnej znajomości  sportu i półfinalistka Miss Polski jako argument w dyskusji. I, uwaga to wcale nie był żart. To było na serio. Serio-serio.

„Pani była cheerleaderką? A pani była?”

Zaczęło się od kąśliwej uwagi Krystyny Kościńskiej (KO), że można było powołać w poprzedniej radzie na przewodniczącą komisji edukacji i sportu osobę, która z edukacją miała tyle wspólnego, że… chodziła do szkoły, a fakt bycia cheerleaderką ma potwierdzać znajomość sportu. Odpowiedź była impulsywna i  błyskawiczna, w tempie kontrataku NBA:

– Tak, byłam cheerleaderką. A pani była?

I jeszcze dorzut:

– Byłam też półfinalistką Miss Polski.

I w tym momencie instynktownie spojrzałem w sufit, sprawdzając, czy nie ma tam kamery ze „Szkła kontaktowego, Kwiatów Polski" czy innego podobnego programu satyryczno-publicystycznego Ale nie, nie było. To była tylko zwykła sesja. Żachnąłem się, a ja bez popcornu...

Wiktor Kamieniarz: płomienne wystąpienie i „jedynka z logiki”

A wszystko zaczęło się od płomiennego wystąpienia Wiktora Kamieniarza, bo to właśnie on przestał być członkiem Komisji Edukacji, Sportu i Turystyki. Został odwołany. Nie była to informacja, którą przyjął z cichym „dziękuję za współpracę”.

Kamieniarz mówił długo, emocjonalnie, czasem jakby jednocześnie prowadził monolog, autopolemikę i konferencję prasową. W jego narracji radni KO „próbowali podważyć jego autorytet”, uzasadnienie  odwołania było „śmieszne”, a jego autor  zasługuje na:

„jedynkę z wiedzy o społeczeństwie i jedynkę z logiki”.

To piękne, bo w samorządzie rzadko pojawia się ocenianie prac domowych, a tu proszę, nagle rada miasta stała się dziennikiem elektronicznym.

Kamieniarz poszedł dalej: mówił o zaufaniu, które jego zdaniem zostało zawiedzione. Opowiadał o rozmowie z prezydentem Koszalina Tomaszem Sobierajem, po której miał wrócić do domu i powiedzieć żonie: „Coś się w Koszalinie zmieni… Będzie merytorycznie, bez układów”. A potem dodał z rozczarowaniem, że jednak nie. Bo okazało się, że w polityce czasem wystarczy… dostarczyć głosów, a reszta już bez znaczenia. Kamieniarz wypowiedział też zdanie, które w tej sesji brzmiało jak manifest:

– Nie jestem radnym swojego klubu, jestem radnym Koszalina.

I tu trudno się nie zgodzić. Tylko że polityka to taka dyscyplina sportowa, w której sędzią jest głosowanie, a drużynę ma klub. Mecze wygrywa nie ten, kto ma rację, tylko ten, kto ma większość.

Opozycja w obronie: „gdzie są argumenty?”

W obronie Kamieniarza stanęli radni opozycyjni: Błażej Papiernik (Wspólnie dla Koszalina) oraz Oliwia Skórka i Artur Wiśniewski (PiS). Ich argument był klasyczny: uzasadnienie odwołania jest zbyt ogólne, brakuje w nim merytoryki, faktów, konkretów.

I wtedy na scenę weszła Krystyna Kościńska (KO), wiceprzewodnicząca rady, z ripostą w stylu „pamiętacie, jak było wcześniej?”. Przypomniała, że w poprzedniej kadencji odwołania przewodniczących komisji miały uzasadnienia w stylu:

„zmienił się układ sił w radzie”.

I podarowała nam anegdotę o tym, że Papiernik miał do niej podejść i powiedzieć: „Krystyna, musiałem”.

Na co Papiernik odpowiedział, że czuje się „zwolniony z bycia grzecznym”, ale sprostować musi, bo w czasie COVID głosowano online, więc on fizycznie nie mógł „podejść”. A Wiśniewski dołożył swoje: że on takich słów "cheerleaderka" o koleżance nie używa, więc to pewnie fejk.

W pewnym momencie radna Aneta Urbaniak przypomnienie, że w poprzedniej radzie odwoływano też przewodniczącą Barbarę Grygorcewicz (obecnie posłanka) i wiceprzewodniczącego Jakuba Kowalika (dziś wicemarszałka). Czyli klasyczna polska zasada demokracj: kto ma większość, ten rozdaje krzesła.

Wezgraj: „nie tylko fachowość, ale i relacje”

Na koniec nie byłby sobą, gdyby nie podał radnym „pigułkę porządku” Artur Wezgraj. Przewodniczący rady powiedział, że owszem, profesjonalizm Kamieniarza jest bezsporny, ale w życiu publicznym potrzeba też umiejętności społecznych, budowania relacji i współpracy. A tego miało zabraknąć. Dodał również, że szczegółowe historie nie trafiły do uzasadnienia, bo tylko eskalowałyby spór.

I wtedy, jak w filmie, rozległ się z sali głos Kamieniarza:

– Pan przewodniczący kłamie!

Po chwili jednak padły przeprosiny za emocje, bo został doprowadzony do „maksymalnego stanu wrzenia”.

Finał: 11 głosów i koniec pewnej roli

Ostatecznie głosami 11 radnych Koalicji Obywatelskiej Wiktor Kamieniarz został odwołany. Z komisji. Z funkcji. Z roli.

I tu doszliśmy do puenty. Jest lekko ironiczna, ale prawdziwa: w samorządzie można być świetnym merytorycznie, można mieć rację, można nawet zasługiwać na piątkę z logiki, ale jeśli nie ma się większości, to i tak w dzienniku pojawi się adnotacja: „odwołany”.

A Koszalinianie? Koszalinianie znów dostali lekcję samorządu: cheerleaderka, półfinalistka Miss Polski czy dyrektor szkoły wszystko to miłe dodatki do CV. Ale przewodniczącego komisji robi nie życiorys, tylko 11 podniesionych rąk w odpowiednim momencie.