Koszalin, Poland
wydarzenia

Awans, który stał się obciążeniem. Wojewoda Rudawski w zarządzie partii, gdy partia się sypie

Autor Wojciech Kukliński, fot. Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki/FBPaulina Hennig-Kloska godzinę temu
W polskiej polityce są funkcje, które udają administrację, a w rzeczywistości są barometrem układu sił. Wojewoda należy do tej kategorii bez żadnych złudzeń. Adam Rudawski został powołany na wojewodę zachodniopomorskiego 20 grudnia 2023 r. – nominację wręczył mu wiceszef MSWiA Tomasz Szymański. Od tej chwili mógł opowiadać o „sprawnym państwie w regionie”, o koordynacji służb, o dialogu z samorządami. I pewnie część tej opowieści byłaby prawdziwa. Tylko że wojewoda, nawet najbardziej kompetentny, nie jest w Polsce figurą z gabinetu technokratów. Jest figurą z talii koalicyjnej.

To, co wydarzyło się później, wciągnęło Rudawskiego w grę dużo twardszą niż zarządzanie kryzysowe i przecięcia wstęg. Po wyborze Katarzyny Pełczyńskiej Nałęcz na szefową partii, Rudawski znalazł się w zarządzie Polski 2050, czyli w samym centrum decyzyjnym ugrupowania. Na spokojne czasy byłby to awans i wzmocnienie. Potwierdzenie, że jest kimś więcej niż tylko lokalnym nominatem, że ma wpływ na kierunek ugrupowania. Ale polityka lubi ironie. Dziś, gdy Polska 2050 przeżywa rozpad i frakcyjną wojnę, ten sam awans działa jak miecz obosieczny. Rudawski nie stoi już „obok” sporu. On stoi „w środku”,  a to zmienia wszystko.

Kiedy kończy się opowieść o eksperckości

RudawskipPrzez 17 lat pracował w publicznym Radiu Szczecin, łącząc tę pracę z pasją nauczyciela akademickiego.  Jest ekspertem partii Polska 2050 i autorem podcastu video „ONE PAGER” opowiadającego o rynku medialnym. Napisał dla ugrupowania program naprawy publicznych spółek medialnych. W normalnych warunkach można jeszcze "sprzedawać" go jako „menedżera państwa w terenie”. Człowieka, który pilnuje procedur, trzyma w ryzach administrację, koordynuje służby, rozmawia z samorządami. Tyle że w momencie, gdy taka osoba formalnie wchodzi do partyjnego kierownictwa, kończy się przestrzeń na półtony. Trudniej przekonywać, że to rola „ponadpartyjna”, skoro podpisuje się pod polityczną linią ugrupowania, i to nie z tylnego siedzenia, tylko z przedniego fotela.

Innymi słowy: Rudawski przestaje być jedynie nominatem Polski 2050, a staje się jednym z jej liderów. A liderzy, niezależnie od tego, czy ich wina jest bezpośrednia płacą za kryzys bardziej niż szeregowi działacze czy sympatycy. Bo polityczny rachunek wystawia się nie za dobre chęci, tylko za efekty: kto wygrał, kto przetrwał, kto ma większość, kto ma stabilność.

Brutalna prawda procedur: wojewodę odwołuje premier

Jeśli ktoś szuka w tej historii dramatyzmu, to niech spojrzy na najprostszy mechanizm: wojewodę powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów (na wniosek ministra właściwego do spraw administracji). Koniec. Kropka. To nie jest stanowisko, które wymaga „afery”, „komisji” albo „wyroku”. Czasem wystarczy jedno zdanie o „zmianach organizacyjnych”, „nowym otwarciu” czy „przeglądzie kadr”. W realiach koalicyjnych bywa jeszcze prościej: wystarczy, że zmieni się proporcja wpływów.

Dlatego przyszłość Rudawskiego zależy nie tylko od tego, czy dobrze współpracuje z samorządami albo czy nie zalicza wpadek administracyjnych. Zależy przede wszystkim od tego, czy Polska 2050 pozostanie realnym współudziałowcem władzy, takim, którego innych koalicjantów opłaca się traktować poważnie. Bo w polityce rządowej „poważnie” znaczy: „masz siłę, żeby postawić warunek i go utrzymać”.

Rozpad w Warszawie: mniej szabel, mniej ochrony

I tu dochodzimy do sedna. W środę 18 lutego 2026 r. z Polski 2050 odeszła duża grupa parlamentarzystów. Mówi się  o 18 osobach (15 posłów i 3 senatorów),  zapowiadając budowę nowego klubu. To jest moment, w którym kończy się etap deklaracji i zaczyna się etap liczenia.

Gdy partia traci ludzi w Sejmie i Senacie, traci też twardy argument w rozmowach koalicyjnych: „to nasze stanowisko, nasza odpowiedzialność, nie ruszać”. Wraz z kurczącą się liczbą mandatów kurczy się jej zdolność do obrony personalnych decyzji. A w koalicji stanowiska w terenie  to jedna z pierwszych walut: nie dlatego, że są najważniejsze, tylko dlatego, że są relatywnie łatwe do wymiany, a jednocześnie symbolicznie pokazują, kto rozdaje karty.

Dodatkowo konflikt w Polsce 2050 ma wymiar nie tylko „kto ile ma posłów”, ale też „kto kontroluje partię”. Jeśli dojdzie do przetasowań w kierownictwie albo do powstania konkurencyjnych ośrodków, nominaci powiązani z konkretnym układem, a Rudawski jest już w zarządzie mogą zostać potraktowani jako element do przestawienia. Nie dlatego, że są słabi. Tylko dlatego, że są czytelni.

Trzy scenariusze dla Rudawskiego: od przetrwania po „odpolitycznienie” regionu

Co dalej? Najbardziej realistyczne są trzy warianty, każdy zależy od tego, jak głęboki okaże się rozpad i jak zareaguje koalicja.

1) Przetrwanie mimo burzy (stabilność koalicji najważniejsza).

Rząd może uznać, że w Zachodniopomorskiem nie warto robić roszad: po co dokładać sobie chaosu, jeśli wojewoda działa sprawnie, a region jest wymagający. W tym wariancie Rudawski zostaje, bo administracja ma działać, a nie być polem pokazowej wymiany.

2) Wymiana w ramach renegocjacji wpływów (łatwy ruch, mocny sygnał).

Jeśli układ parlamentarny realnie się przeliczy, koalicjanci mogą chcieć „porządkowania” sytuacji, i wojewoda może stać się prostym komunikatem: „zmieniła się waga partnera, zmieniły się nominacje”. To typowy ruch, gdy polityka potrzebuje symbolu, a nie wielomiesięcznej wojny.

3) Presja wynikająca z partyjnej identyfikacji (pierwszy do „odpolitycznienia”).

Wejście do zarządu sprawia, że Rudawski jest bardziej kojarzony z linią i kierownictwem partii. Jeśli Polska 2050 słabnie, a władza potrzebuje narracji o „odpartyjnieniu” lub „uspokojeniu” właśnie takie nazwiska mogą pójść na stół jako pierwsze.

Wojewoda jako papier lakmusowy koalicji

Los wojewody Rudawskiego może stać się papierkiem lakmusowym, czy Polska 2050 ma jeszcze realny wpływ na rząd, czy już tylko logo i sentyment. Bo jeśli partia traci parlamentarzystów, traci też narzędzia obrony swoich ludzi. A gdy traci narzędzia, zaczyna tracić ludzi jeszcze szybciej. To mechanizm samonapędzający się.

Właśnie dlatego wejście Adama Rudawskiego do zarządu, które miało być politycznym wzmocnieniem, teraz staje się ryzykiem. W polskiej polityce nie ma próżni. Jeśli słabnie parasol partyjny, deszcz zaczyna padać dokładnie na tych, którzy stoją najwyżej. Rudawski – wojewoda i członek kierownictwa, stoi dziś bardzo wysoko. I właśnie dlatego w czasie rozpadu Polska 2050 jego pozycja może okazać się jedną z pierwszych, które koalicja zechce „ułożyć na nowo”.