Koszalin, Poland
wydarzenia

Wąski tor, szerokie znaczenie. Pomorze Zachodnie dosypuje pieniędzy do kolejowych perełek

Autor Art za WZP godzinę temu
Są takie inwestycje, które nie wyglądają spektakularnie w tabelkach, bo nie kończą się przecięciem wstęgi na nowym wiadukcie ani otwarciem kolejnego ronda. A jednak to one często robią „robotę” w regionie – budują markę, przyciągają ludzi, karmią lokalną gospodarkę i cementują wspólnotę pasjonatów. Koleje wąskotorowe na Pomorzu Zachodnim to właśnie taki przypadek. I dlatego decyzja sejmiku o wsparciu ich utrzymania nie jest tylko sympatycznym gestem wobec atrakcji turystycznej. To decyzja o tym, czy region traktuje swoje perełki serio.

Podczas piątkowej sesji radni województwa poparli propozycję Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego: po 150 tys. zł dotacji dla gmin Manowo i Rewal – na prace i naprawy niezbędne do bezpiecznej eksploatacji dwóch działających w regionie sieci: Koszalińskiej i Nadmorskiej Kolei Wąskotorowej.

Turystyka, która nie jest sezonową dekoracją

Wąskotorówki nie są „atrakcją na pocztówkę” odpalanym tylko w lipcu i sierpniu. Owszem, latem przeżywają oblężenie, ale coraz częściej jeżdżą także poza sezonem – w ferie, święta, weekendy. I to nie jest drobiazg: region, który chce mieć turystykę całoroczną, musi pielęgnować produkty, które pracują dłużej niż przez kilka upalnych tygodni.

W Polsce funkcjonuje 26 sieci kolei wąskotorowych, które rocznie przewożą ponad 900 tys. pasażerów. W tej liczbie aż ponad 170 tys. przypada na dwie zachodniopomorskie: koszalińską i nadmorską. To wynik, którego nie da się zignorować – zwłaszcza że obie linie utrzymywane są przez gminy i działają dzięki społecznikom oraz pasjonatom.

 

„Ważny produkt turystyczny” – ale produkt kosztuje

Marszałek województwa Olgierd Geblewicz podsumował sprawę jasno:

– Koleje wąskotorowe to jedne z ważniejszych produktów turystycznych Pomorza Zachodniego. Powinny dysponować środkami wystarczającymi do utrzymania swojego majątku i prowadzenia działalności na odpowiednim poziomie – podkreślił, uzasadniając potrzebę wsparcia dla dwóch atrakcji „rozsławiających region”.

To zdanie warto przeczytać bez sentymentalnych okularów. „Produkt turystyczny” to nie slogan. To infrastruktura, bezpieczeństwo, przeglądy, podkłady, torowisko, fachowcy i części, które nie tanieją tylko dlatego, że mamy do czynienia z zabytkiem.

 

Koszalin–Rosnowo: kolejka, która rośnie, ale torów nie da się „zaklaskać”

Koszalińska Kolej Wąskotorowa to historia odbudowy krok po kroku. Pierwsze jazdy próbne po reaktywacji na fragmencie linii Koszalin–Manowo odbyły się w 2008 roku. W ostatnich latach gmina wraz z Towarzystwem Koszalińskiej Kolei Wąskotorowej rewitalizuje trasę, dzięki czemu organizowane są przejazdy do Rosnowa – latem, w ferie, w święta. Jest nawet możliwość bezpłatnego transportu rowerów, co w turystyce lokalnej jest detalem, który robi różnicę.

Efekt? Zainteresowanie rośnie. W 2025 roku składy przewiozły około 20 tys. pasażerów. Problem w tym, że pasażerowie nie naprawią torowiska. A to właśnie torowisko – zwłaszcza odcinek na terenie gminy Manowo – wymaga dziś najwięcej pracy i pieniędzy.

 

Od 2020 roku sejmik udzielał Manowu pomocy w wysokości 80 tys. zł rocznie. Dzięki temu dało się łatać najbardziej zużyte odcinki i wymieniać podkłady. Tyle że inflacja zrobiła swoje: zakres prac, który dało się wykonać za tę kwotę kilka lat temu, dziś „nie dowozi nawet połowy” tego samego efektu. Stąd wniosek gminy z listopada 2025 r. o zwiększenie dotacji do 150 tys. zł i mocny argument: bez wieloletniego, stabilnego wsparcia trudno mówić o stałym i bezpiecznym użytkowaniu trasy.

 

Rewal–Gryfice: 30 kilometrów historii, 150 tysięcy powodów do realizmu

Nadmorska Kolej Wąskotorowa jest „żelaznym” symbolem wybrzeża – szczególnie na odcinku Gryfice–Trzęsacz, liczącym 30 km, łączącym Gryfice z gminą Rewal. W sezonie kursy odbywają się regularnie od 1 maja do 30 września, a po sezonie także w wybrane weekendy i święta. Skala? Ponad 150 tys. pasażerów rocznie.

I tu pojawia się twarda prawda: utrzymanie 30 km zabytkowej linii kolejowej nie jest tanie – ani w pieniądzu, ani w kadrach. Ten odcinek był remontowany sukcesywnie, ale nigdy nie przeszedł kompleksowej rewitalizacji w całości. Gmina Rewal przeprowadziła za to w latach 2007–2014 ogromny projekt z województwem: wymiana torowiska na 10 km, remonty i budowa dworców, modernizacja taboru – ponad 50 mln zł w pierwszym etapie. W drugim etapie, realizowanym obecnie, modernizowany ma być zabytkowy dworzec w Niechorzu za ok. 9 mln zł.

 

Przed gminą kolejne wyzwania: remont parowozowni i zagospodarowanie terenu w Gryficach oraz naprawy torów na kluczowym odcinku Gryfice–Trzęsacz. W budżecie gminy na 2026 rok są ujęte remonty cząstkowe i utrzymanie linii, ale wniosek z grudnia 2025 r. pokazuje, że bez wsparcia z poziomu województwa bezpieczna eksploatacja będzie coraz trudniejsza.

 

150 tysięcy – dużo czy mało?

Publicystycznie najuczciwiej odpowiedzieć: i dużo, i mało. Dużo, bo to konkret, który pozwala działać tu i teraz – wymieniać podkłady, naprawiać newralgiczne miejsca, zabezpieczać przejazdy. Mało, bo przy rosnących kosztach materiałów i robocizny to raczej ratunek „na utrzymanie standardu”, a nie przepustka do wielkiej modernizacji.

Najważniejsze jest jednak coś innego: sejmik i zarząd województwa pokazali, że traktują wąskotorówki jak element infrastruktury i produktu regionalnego, a nie jak muzealną dekorację. Bo wąskotorówka, żeby była romantyczna, musi być najpierw bezpieczna.

 

Region, który dba o swoje perełki, dba o własną opowieść

Koszalińska i Nadmorska Kolej Wąskotorowa to nie tylko wagony i szyny. To historia, ludzie, wolontariusze, miejsca pracy, a przede wszystkim – doświadczenie, które turyści pamiętają i polecają. Jeśli Pomorze Zachodnie chce być regionem nie tylko „ładnym na weekend”, ale też sprawnie zarządzanym i konsekwentnym w budowaniu atrakcji, to takie decyzje są testem wiarygodności.

Dotacje po 150 tys. zł dla Manowa i Rewala są więc czymś więcej niż wsparciem dla „turystycznej ciekawostki”. To sygnał: wąski tor ma tu szerokie znaczenie.