Koszalin, Poland
sport

Z Bałtyku do Wiecznego Miasta

Autor Art, fot. FB/TRansfery Piłkarskie 2 godziny temu
Za 4,5 mln euro + bonusy nawet do ok. 7 mln euro. Adrian Przyborek, wychowanek KKPN Bałtyk Koszalin trafia do Lazio Rzym. To transfer, który pokazuje, że z lokalnej akademii można wejść prosto na salony Serie A.

Jedni widzą w nim największy talent pomorskiej piłki ostatniej dekady, inni ostrzegają, by nie powtórzył losu wielu młodych Polaków, którzy zginęli w gęstwinie europejskich akademii. Jedno jest pewne: Adrian Przyborek, wychowanek KKPN Bałtyk Koszalin, jest dziś na ustach całego piłkarskiego środowiska. W styczniu włoskie i polskie media podały, że Lazio Rzym i Pogoń Szczecin osiągnęły porozumienie w sprawie transferu 19‑letniego pomocnika. Jak do tego doszło i co to oznacza dla polskiego futbolu?

Od Sianowa przez Bałtyk do Pogoni.

Adrian Przyborek urodził się 1 stycznia 2007 r. w Koszalinie i mierzy 184 cm wzrostu. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w SAS Sianów, a w wieku 10 lat przeniósł się do Bałtyku Koszalin, z którym związany był w latach 2016–2020. Na początku 2021 r. dołączył do akademii Pogoni Szczecin, skąd błyskawicznie awansował do drużyny rezerw. Debiut w Ekstraklasie zaliczył 18 lutego 2023 roku w wygranym 3:1 meczu z Wartą Poznań; jako 16‑latek, 1 miesiąc i 17 dni, został drugim najmłodszym debiutantem w historii klubu, co później podkreślał także jego macierzysty Bałtyk.

Kariera rozwijała się błyskawicznie. W sezonie 2023/2024 wywalczył miejsce w pierwszym składzie „Portowców”, a jego kreatywność i drybling zwróciły uwagę skautów z całej Europy. Dzisiaj Przyborek ma na koncie 66 ligowych występów i trzy bramki, a regularnie występuje w reprezentacji Polski U‑19. Trenerzy z Bałtyku nie kryją dumy, że ich wychowanek w tak młodym wieku został powołany do narodowej kadry, bo w 2022 r. znalazł się w kadrze na turniej 4 Nations.

Oferta, która zmieni krajobraz polskich transferów

27 stycznia 2026 r. portal Meczyki ujawnił, że Lazio Rzym złożyło Pogoni Szczecin ofertę w wysokości 4,5 miliona euro plus wysokie bonusy, które mogą podnieść kwotę transferu do około 7 milionów euro. Dodatkowo włoski klub proponuje 15–20 proc. zysku przy kolejnym transferze zawodnika. Jak informuje SportoweFakty (powołując się na Tomasza Włodarczyka), Pogoń negocjuje zwiększenie kwoty, ale Lazio nie zamierza już podbijać stawki, a okienko transferowe we Włoszech zamyka się 2 lutego.

Włoskie źródła dodają, że po wstępnym odrzuceniu oferty Biancocelesti podwyższyli propozycję, w efekcie czego strony doszły do porozumienia: stałe 4,5 mln € plus około 2,5 mln € w bonusach oraz 20‑proc. klauzulę od przyszłej sprzedaży. Przyborek ma pojawić się w Rzymie na badaniach medycznych i podpisać wieloletni kontrakt. Doniesienia potwierdza serwis TransferFeed, dodając, że transfer jest niemal sfinalizowany.

Wychowanek Bałtyku w Serie A to powód do dumy czy raczej znak zapytania?

Transfer Adriana Przyborka do Lazio Rzym byłby jednym z najgłośniejszych polskich ruchów ostatnich lat. Dla Bałtyku Koszalin oznacza to, że kolejny ich wychowanek przebija się do wielkiego świata. Klub spodziewa się solidarnościowego ekwiwalentu za wyszkolenie i ogromnej promocji. To impuls dla młodych piłkarzy z regionu: ciężka praca w lokalnych akademiach naprawdę może prowadzić na stadiony Serie A.

Dla Pogoni Szczecin, klubu który w ostatnich latach stał się kuźnią talentów  sprzedaż Przyborka może być drugim najwyższym transferem w historii po odejściu Kacpra Kozłowskiego (także wychowanek Bałtyku Koszalin) do Brighton. 7 milionów euro to kwota znacznie przewyższająca transfer Oskara Pietuszewskiego do FC Porto. Takie wpływy pozwolą „Portowcom” rozwijać akademię i skuteczniej rywalizować na krajowym rynku, choć kibice zastanawiają się, czy utrata młodego playmakera nie osłabi drużyny w walce o europejskie puchary.

Co to oznacza dla samego zawodnika? 19‑latek opuszcza bezpieczne środowisko, w którym od dawna jest „twarzą projektu”, i przenosi się do włoskiego giganta, który w tabeli Serie A zajmuje obecnie środek stawki. Warto przypomnieć, że w 2019 r. do Lazio trafił Patryk Dziczek, jednak nie przebił się i wrócił do Polski. Serie A to liga taktycznie wymagająca, a Maurizio Sarri rzadko daje szanse nastolatkom. Przyborek będzie musiał przestawić się z roli „dziesiątki” na bardziej box‑to‑boxową, by wpasować się w system 4‑3‑3. Z drugiej strony, zaplecze treningowe, jakość rywali i perspektywa gry na słynnym Stadio Olimpico mogą przyspieszyć jego rozwój.

Marzenia i odpowiedzialność

Wychowanek KKPN Bałtyk Koszalin idzie ścieżką, o której marzy wielu młodych piłkarzy. Jego historia to opowieść o talencie, ciężkiej pracy i odwadze, by mierzyć się z najlepszymi. Ale transfer do Lazio to także test odpowiedzialności i to zarówno dla zawodnika, jak i dla jego nowego klubu. Włosi kupują zawodnika „na przyszłość” i będą oczekiwać, że stopniowo zastąpi kreatywnego lidera zespołu. Przyborek powinien pamiętać, że regularna gra jest kluczem do rozwoju; lepiej być ważnym graczem w Ekstraklasie niż rezerwowym w Serie A.

Jedno jest pewne: Koszalin, Szczecin i całe środowisko piłkarskie będą z uwagą śledzić każdy jego występ, a młodzi adepci futbolu z Bałtyku Koszalin zyskali wymierny dowód, że ciężka praca w lokalnej szkółce może otworzyć drzwi do największych aren. Jeśli Adrian sprosta oczekiwaniom i wykorzysta swoje niewątpliwe atuty takie jak drybling, wizję gry i odwagę może zapisać się w historii nie tylko jako kolejny „eksportowy talent”, lecz jako zawodnik, który przetarł szlak dla następnych pokoleń.

Czytaj też

Dwie piłkarskie historie, jedno miasto. Koszalin znów na piłkarskiej mapie Europy

eWok, fot. FB/Igor Gosik.Michał Rosiak - 28 Listopada 2025 godz. 22:25
Gdy w latach 90. na stadionie przy ulicy Fałata kibice Gwardii Koszalin żyli golami Gochy i Głaza, nikt nie przypuszczał, że po trzech dekadach wspomnienia o tamtych czasach wrócą w tak niezwykły sposób. Nie za sprawą dawnych gwiazd, lecz ich synów — młodych, ambitnych i już dziś wzbudzających emocje w sztabach szkoleniowych Polski, Norwegii oraz w klubach z europejskiej czołówki. To historia, którą rzadko pisze polski futbol. Dwóch rodzin, dwóch ojców — Arkadiusza Gosika i Mariusza Rosiaka — którzy przed laty kopali razem piłkę w Gwardii Koszalin, później trafiając do polskiej ekstraklasy: jeden do Petrochemii Płock, drugi do Dyskobolii Grodzisk Mazowiecki. I dwóch synów, którzy dziś stoją u progu wielkiej kariery.   Igor Gosik: między Norwegią a Polską, między sercem a pragmatyzmem Igor Gosik — 18-letni napastnik Molde FK, w klubie, w którym grał obecny gwiazdor Manchester City i reprezentacji Norwegii Erling Braut Haaland. Igor jest wysoki, szybki i skuteczny: 10 goli w 19 meczach rezerw jednej z najlepszych drużyn w Norwegii. Ostatnio regularnie powoływany do reprezentacji Norwegii U-18, a także zabrany jako rezerwowy na mistrzostwa świata U-20 w Chile. A jednak jego serce bije po polsku. — Gdybym miał wybierać między Polską a Norwegią, wybrałbym Polskę — mówi bez wahania. To zdanie, wypowiedziane spokojnie, bez patosu, ale z ogromnym przekonaniem, jest deklaracją, którą rzadko słyszy się od zawodnika wychowanego całkowicie poza krajem. Igor pierwsze piłkarskie kroki stawiał na norweskiej wyspie Midsund. Miał cztery lata, gdy wraz z mamą (byłą piłkarką ręczną AZS Politechniki Koszalińskiej, Kamilą Sudnik) dołączył do ojca pracującego w firmie rybnej. Piłka stała się jego codziennością, miejscem, które łączyło dwa światy: norweski — oswojony, i polski — ten z rozmów w domu, rodzinnych wspomnień i opowieści taty o Gwardii, o piłce... Dziś ten drugi świat znów się o Igora upomina. Sebastian Mila — obecnie koordynator indywidualnego szkolenia w PZPN, a przed laty junior Bałtyku Koszalin — zadzwonił do rodziny Gosików. — Obserwowaliśmy Igora. Chcemy go w polskich barwach — usłyszeli. Czy powołanie przyjdzie w marcu 2026? Jeśli tak, decyzja będzie należała do Igora. On sam twierdzi, że odpowiedź ma w głowie od dawna. — Polska to mój kraj — powtarza.   Michał Rosiak: od niedzielnej ligi w Anglii, przez Arsenal, po seniorski debiut w Śląsku Druga historia jest zupełnie inna — bardziej angielska, bardziej filmowa, ale równie koszalińska jak ta pierwsza. Michał Rosiak tak jak jego tato jest wychowankiem Głazu Tychowo.  Opuścił Koszalin jako 10-latek, gdy jego rodzice wyjechali do pracy w Wielkiej Brytanii. Grając w niedzielnej, amatorskiej lidze szkolnej, został zauważony przez skautów Arsenalu. Niedługo później włożył koszulkę jednej z największych akademii świata. Trenował z Declanem Rice’em, Bukayo Saką, Martinem Ødegaardem. Znalazł się obok Jakuba Kiwiora w kadrze meczowej Arsenalu na Santiago Bernabéu podczas Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt. Grał w młodzieżowej Premier League, zdobywał bramki, rozwijał się krok po kroku. A jednak zrozumiał, że czas zrobić ruch, którego wielu młodych zawodników się boi: zostawić wygodę wielkiej akademii i wejść w seniorski futbol. Wybrał Śląsk Wrocław. Wrócił do Polski, by grać, nie czekać. — Chciałem regularnej gry w seniorach. Arsenal nie mógł mi tego dać — mówi Rosiak. Niedawno zadebiutował też w reprezentacji Polski U-20. Wszedł na boisko w meczu z Czechami i pomógł wygrać 4:1. W szatni Gwardii Koszalin do dziś pamiętają jego ojca — świetnego napastnika z charakterem do gry. Dziś to Michał może dokończyć historię, której Mariusz nie zdążył napisać. I  paradoks — w momencie, gdy koszalińska piłka seniorska musi występować na lokalnych boiskach znów o niej jest głośno w Polsce i w Europie. Koszalin znów pojawia się w rozmowach ludzi futbolu: w Oslo, Londynie, Warszawie, Molde i w PZPN. Czy Koszalin doczeka się dwóch reprezentantów Polski? Na miarę Mirosława Okońskiego, Piotra Rzepki czy Mirosława Trzeciaka. Bardzo możliwe. Dziś waleczność dwóch młodych chłopaków przypomina, że z boisk nawet takich jak przy Fałata droga może prowadzić naprawdę daleko — na największe europejskie stadiony. I wygląda na to, że ta historia dopiero się zaczyna... Materiał powstał w oparciu o artykuły: Polska może odzyskać wielki talent. "Połączenie Lewandowskiego z Haalandem" Premier League. Michał Rosiak podpisał profesjonalny kontrakt z Arsenalem. Kim jest utalentowany 17-latek?

Euro 2024: Kacper Kozłowski najmłodszym zawodnikiem turnieju finałowego mistrzostw Europy

eWok, fot. FB/KKPN Bałtyk Koszalin - 12 Czerwca 2024 godz. 11:12
Wychowanek Bałtyku Koszalin, Kacper Kozłowski jest najmłodszym zawodnikiem, jaki kiedykolwiek wystąpił na finałach UEFA EURO. Na zdjęciu: Kozłowski w towarzystwie Dariusza Płaczkiewicza, prezesa KKPN Bałtyk Koszalin podczas niedawnego meczu rozegranego w Koszalinie. Kozłowski został najmłodszym piłkarzem UEFA Euro po tym jak wyszedł na boisko w meczu przeciwko Hiszpanii (1:1). Urodzony w Koszalinie piłkarz zastąpił Mateusza Klicha, a miał wówczas zaledwie 17 lat i 246 dni. Tym samym polski pomocnik pobił rekord ustanowiony zaledwie sześć dni wcześniej przez Anglika Jude Bellinghama (17 lat i 349 dni). Kozłowski na tegoroczne finały nie pojechał. A rekord Kozłowskiego może jednak zostać zagrożony przez hiszpańskiego skrzydłowego Lamine Yamala, który będzie miał zaledwie 16 lat i 338 dni, gdy jego zespół już w pierwszym meczu zmierzy się z Chorwacją. Najmłodsi piłkarze EURO 17 lat 246 dni: Kacper Kozłowski (Hiszpania 1-1 Polska, 19.06.2021) 17 lat 349 dni: Jude Bellingham (Anglia 1:0 Chorwacja, 13.06.2021) 18 lat 71 dni: Jetro Willems (Holandia 0:1 Dania, 09.06.2012) 18 lat i 115 dni: Enzo Scifo (Belgia 2:0 Jugosławia, 13.06.1984) 18 lat 117 dni: Jamal Musiala (Niemcy 2-2 Węgry, 23.06.2021)   Najmłodszy bramkarz, który się pojawił José Ángel Iribar (21 lat i 108 dni) Młodsi bramkarze trafiali do składów na EURO – Iker Casillas na UEFA EURO 2000 i Igor Akinfeev na UEFA EURO 2004 – ale Iribar zapisał się w składzie jako najmłodszy bramkarz podczas zwycięstwa Hiszpanii 2:1 z Węgrami 17 czerwca 1964 roku. Cztery dni później został także najmłodszym bramkarzem, który zwyciężył w EURO, gdy jego zespół pokonał ZSRR 2:1.   Najmłodszy zawodnik, który strzelił gola Johan Vonlanthen (18 lat i 141 dni) Nastoletni pomocnik zadebiutował w finale UEFA EURO 2004, w dniu, w którym Wayne Rooney został najmłodszym strzelcem w historii EURO, zdobywając dwa gole przeciwko szwajcarskiej drużynie Vonlanthen.      Najmłodszy zawodnik, który wystąpił w finale Renato Sanches (18 lat i 328 dni) Pomocnik Renato Sanches przybył na UEFA EURO 2016 świeżo po dołączeniu do Bayernu z Benfiki. Wystąpił w finale, w którym Portugalia zwyciężyła drużyne gospodarzy, Francję.   Najmłodszy zawodnik, który strzelił gola w finale Pietro Anastasi (20 lat i 64 dni) Huknął prawą nogą z woleja. Kto?  Włoch Pietro Anastasi. Miał wówczas 20 lat i 64 dni, a Włosi w powtórzonym meczu finałowym 1968 roku (pierwszy zakończył się remisem 1:1) pokonali Jugosłowian 2:0. Na dodatek, gdy w 1968 roku przeszedł z  Varese do Juventusu został najdroższym zawodnikiem świata. UEFA, fot. FB/KKPN Bałtyk Koszalin