Mocne brzmienia i energia od startu
Set był zbudowany tak, że publiczność nie miała kiedy złapać oddechu. Ciężar gitar, konkretna perkusja i świetnie sklejony sound zrobiły robotę. Wszystko brzmiało selektywnie, a jednocześnie miało tę koncertową dzikość, której się oczekuje od mocnych brzmień na żywo. Zespół dobrze czytał salę: kiedy trzeba było docisnąć, dociskali; kiedy warto było zostawić przestrzeń, też potrafili.
Ogromnym plusem była piękna scenografia i światła, które nie były tylko tłem, ale budowały nastrój. W połączeniu z muzyką tworzyło to spójny obraz: momentami surowy i intensywny, momentami bardziej filmowy, wręcz hipnotyczny. Widać, że ktoś dopilnował detali.
Clubu105 żył tym koncertem. Było czuć wspólne „tu i teraz” — ten rodzaj energii, kiedy każdy riff i każdy mocniejszy akcent wraca z sali jak echo. Kontakt zespołu z publiką działał naturalnie, bez sztuczności, a reakcje ludzi mówiły same za siebie: to był występ, na który się czekało i z którego się wychodzi z uśmiechem (i lekkim dzwonieniem w uszach).
Co tu pisać: to był świetny koncert: mocne brzmienia, dobra dynamika, dopracowana oprawa i atmosfera, którą Clubu105 potrafi zrobić jak mało kto. Jeśli ktoś jeszcze ANHER na żywo nie widział po tym wieczorze odpowiedź brzmi: warto.