Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Koszalin wydał 5,5 mln złotych na „deformę” oświaty

2019-05-22 11:38:00 eWok, źródło: Raport NIK
10 największych miast w Polsce wzywa żąda zapłaty za „deformę” oświaty. W „kolejce” stoją następne samorządy. NIK w swoim raporcie na reformie nie zostawia suchej nitki.

Prezydenci największych miast, zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich, złożyli w Ministerstwie Finansów wezwania do zapłaty na ponad 103 mln zł poniesionych przy dostosowaniu szkół do zmian oświatowych. Chodzi o likwidację i przekształcenia gimnazjów, wprowadzenie do szkół podstawowych siódmej oraz ósmej klasy.

„Wprowadzone w niecałe dziewięć miesięcy zmiany w systemie oświaty zostały nierzetelnie przygotowane i wdrożone. Minister nie dokonał rzetelnych analiz finansowych i organizacyjnych skutków reformy. Subwencja oświatowa, z której miały być sfinansowane zmiany, wzrosła o 6 proc, a wydatki samorządów na szkoły powiększyły się o 12 proc” – stwierdza z kolei w swoim najnowszym raporcie Najwyższa Izba Kontroli. Wątpliwości NIK budzi także proces przygotowania nowych podstaw programowych. Już teraz cześć dyrektorów szkół wskazuje na potrzebę ich zmiany, bo nie są one dostosowane do możliwości uczniów. Reforma spowodowała pogorszenie warunków nauczania w części szkół - lokalowych, czy wyposażenia sal w pomoce dydaktyczne. Z powodu konieczności przyjęcia do szkół tzw. podwójnego rocznika przed ogromnym wyzwaniem postawiono powiaty i dyrektorów szkół ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych. Od września br. naukę w nich ma rozpocząć ponad 705 tys. uczniów, czyli dodatkowo prawie 370 tys. absolwentów VIII klas szkół podstawowych.

 

 

"Dodatkowo zmiany w systemie oświaty oraz likwidacja tzw. godzin karcianych, czyli jednej (szkoły ponadgimnazjalne) lub dwóch (szkoły podstawowe i gimnazja) godzin pracy nauczyciela na rzecz uczniów, spowodowała w wielu szkołach ograniczenie oferty zajęć pozalekcyjnych. W połowie szkół objętych kontrolą w roku szkolnym 2018/2019 było ich mniej niż w roku szkolnym 2016/2017.

 

W latach 2016-2018 liczba nauczycieli w szkołach prowadzonych przez samorządy wzrosła z 413 tys. do 417 tys. Największe zmiany dotyczyły nauczycieli gimnazjów (spadek o 78 tys.) oraz szkół podstawowych (wzrost o 87 tys.)" - czytamy w raporcie NIK. Jego prezentacja znajduje się  TU.

- Rządowa "deforma" oświaty to przykład skrajnej niegospodarności. Środki, które samorządy wydały na wdrożenie tych zmian, to pieniądze publiczne i powinny zostać przeznaczone na inwestycje potrzebne mieszkańcom. Jako samorządowcy nie możemy godzić się na to, by mieszkańcy naszych miast ponosili koszty kolejnych szkodliwych pomysłów rządu – mówi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania. 

- Wezwania do zapłaty są pierwszym krokiem naszego ubiegania się o zwrot wydanych przez samorządy pieniędzy na "deformę" oświaty. Kolejny krok to pozew. Nie zgadzamy się na obarczanie naszych mieszkańców kosztami złych zmian wymyślonych przez rząd - powiedział podczas konferencji prasowej Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy.

Koszalin podobnie jak inne 312 samorządy należące do Związku Miast Polskich (organizacja powstała by wspierać idee samorządu terytorialnego oraz bronić i promować interesy i potrzeby miast) na razie nie wysłał przedsądowego wezwania do zapłaty. – Uzgodniliśmy, że najpierw największe polskie aglomeracje ubiegać się będą o zwrot poniesionych kosztów – mówi Robert Grabowski, rzecznik prezydenta Koszalina. – Zobaczymy, jak zareaguje ministerstwo, a później być może i sąd. Korzystne dla samorządów rozstrzygnięcie otworzy drzwi przed podobnymi roszczeniami dla członków Związku Miast Polskich. Koszalin, a dokładniej koszalinianie na reformę wydali co najmniej 5,5 mln złotych i o zwrot takiej właśnie kwoty będziemy ewentualnie zabiegać – dodaje rzecznik prezydenta. 

Samorządowcy uważają, że z budżetu państwa nie zostały zapewnione środki na:

– utworzenie lub doposażenie pracowni przedmiotowych w szkołach podstawowych (np. fizycznych, chemicznych, biologicznych),

– doposażenie i adaptacje w szkołach podstawowych (np. świetlic, łazienek, stołówek),

– utworzenie placów zabaw, świetlic, powiększenie stołówek, doposażenie sal w budynkach po gimnazjach, w których teraz są szkoły podstawowe.

– Dziś podejmujemy odważny krok upominania się o pieniądze, które należą się każdej gminie w Polsce. Wezwanie do zapłaty dotyczy 2017 roku. Kiedy środki za 2018 rok zostaną zaksięgowane i policzone – pójdziemy z kolejnym wezwaniem. W 2018 r. nasze wydatki w Gdańsku na przystosowanie szkół podstawowych, sal warsztatowych, budowę nowych świetlic, budowę placów zabaw – wyniosły ponad 30 mln zł podkreśla Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska.

O dodatkowe środki na „deformę” oświaty samorządy mogły ubiegać się w ramach 0,4% rezerwy części oświatowej na 2017 rok. Wysokość tych środków była jednak iluzoryczna. Przykładowo: na wdrożenie zmian w oświacie Warszawa otrzymała z MEN 3,5 mln zł. Oznacza to, że środki z ministerstwa pokryły tylko nieco ponad 5% poniesionych wydatków. Warszawa wydała w 2017 r. na dostosowanie szkół do zmian oświatowych 60 mln zł, czyli rząd jest miastu winien 56,5 mln zł.

– Tylko w ostatnich dwóch latach nasze miasta zrzeszone w Unii Metropolii Polskich dopłaciły 12,8 mld zł do oświaty – za te pieniądze mogłoby powstać ok. 1300 żłobków i przedszkoli czy 54 tys. mieszkań komunalnych. To niedobra tendencja wzrastania kosztów. Chcemy uświadomić rządzącym, że powinni odpowiadać za zadanie oświatowe, a nie je przerzucać na barki i tak bardzo mocno już obciążonych samorządów podkreśla Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku.

Samorządy terytorialne borykają się z problemem niewystarczającego finansowania zadań oświatowych z budżetu państwa. Subwencja oświatowa nie pokrywa nawet podstawowych kosztów funkcjonowania szkół, a w większości samorządów nie wystarcza na wynagrodzenia i pochodne dla pracowników sektora oświaty. Przykładowo, Warszawa w tym roku do wynagrodzeń nauczycieli i pracowników obsługi będzie musiała dołożyć z własnego budżetu blisko 800 mln zł. W tym roku stolica wyda na edukację 4,9 mld zł, w tym subwencja to zaledwie niecałe 2 mld zł.

 

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

III liga: Kasa zamiast walkowerów

13 Czerwca 2019 godz. 5:47 Art
Na boisku ograli rywala. Oba koszalińskie kluby: Bałtyk i Gwardia pokonały Chemika Bydgoszcz po 2:1. Zwycięstwa koszalińskich zespołów znacznie przyczyniły się do tego, że drużyna Chemika znajduje się w trzecioligowej tabeli na spadkowej pozycji. Działacze Chemika znaleźli jednak sposób na uratowanie klubu: żądają ukarania walkowerami Bałtyku i Gwardii. Działacze klubu z Bydgoszczy wnieśli  do Wydziału Dyscypliny Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej  oficjalne pismo, w którym poinformowali organ prowadzący rozgrywki o swoich zastrzeżeniach. Dziś Wydział Dyscypliny Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej w Szczecinie podjął w tej sprawie decyzję. Gwardia ukarana została karą 20 tys. zł w zawieszeniu na 2 lata, a Bałtyk karą 30 tys. zł w zawieszeniu na 2 lata. Skąd te kary? Bydgoszczanie uważają, że trener Wojciech Polakowski, który w Gwardii zastąpił Tadeusza Żakietę i prowadził zespół w meczach od 28. do 32.kolejki nie miał do tego prawa.  Polakowski wcześniej - w końcówce rundy jesiennej i na początku wiosennej (do 10 kwietnia) - pracował w Świcie Skolwin. Chemik powoływał się na art. 9 Uchwały nr X II/189 z dnia 12.12.2014 Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, dotyczący zasad regulujących stosunki pomiędzy klubem sportowym a trenerem piłki nożnej. Mówi on, że „trener może w trakcie jednej rundy sezonu piłkarskiego świadczyć usługi trenerskie lub z nimi związane tylko w jednym klubie występującym w tej samej klasie  rozgrywkowej” uważa, że doszło do rażącego naruszenia prawa związkowego, co podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej, a także skutkuje wstrzymaniem licencji trenerskiej (na okres 1 roku). Chemik był przekonany, że tym samym Gwardia w meczach z Pogonią II (0:5), Chemikiem (2:1), Górnikiem Konin (1:0), Wierzycą Pelplin (1:0) i Świtem (0:5) złamała przepisy PZPN w sprawie licencji trenerskich i powołując się na regulamin rozgrywek III ligi, wnioskował o nałożenie kar finansowych 10 i 20 tys. zł za dwa pierwsze mecze oraz o zweryfikowanie jako walkowery na niekorzyść Gwardii trzech pozostałych spotkań.   Chemik miał także uwagi do "papierów" trenera Bałtyku Mariusza Lenartowicza, który w pięciu wiosennych meczów nie miał ważnej licencji trenerskiej. Działacze Bałtyku wyjaśniają, że co prawda Lenartowicz w tym okresie nie posiadał wymaganej licencji, ale podczas tych spotkań na ławce przebywali klubowi szkoleniowcy z wymaganą licencją UEFA A. Później Lenartowicz uzyskał już ważną licencję.    ...
 

Unieście wśród topowych wakacyjnych kierunków na Travelist.pl

14 Czerwca 2019 godz. 1:44 Ala za Biuro Prasowe Travelist
Marzysz o wakacjach z dala od tłumu turystów? Szukasz miejsc, w których poczujesz błogi spokój i oderwiesz się od codzienności? Travelist przekonuje, że Polska to idealna lokalizacja na beztroski urlop. Jak wynika z danych serwisu, Polacy coraz chętniej wybierają zaciszne miejscowości zgodne z trendem slow travel. Portal przedstawia listę ukrytych perełek na turystycznej mapie kraju, które zdobywają coraz większe zainteresowanie wyjeżdżających. W zeszłoroczne lato aż 73 proc. Polaków spędziło wakacje w kraju, w ponad połowie przypadków wybierając miejscowości nadbałtyckie[1]. Oznacza to, że w ścisłym sezonie na polskim wybrzeżu mogło wypoczywać nawet do 15 milionów turystów. Przy takiej liczbie urlopowiczów  trudno uciec od tłumów. Podczas szukania skrawka miejsca na plaży lub stania w długiej kolejce do baru często zamiast odpoczynku pojawiają się nerwy i frustracja. W efekcie coraz bardziej popularny staje się trend slow travel - spokojny i kontemplacyjny styl podróżowania odrzucający zdobycze masowej turystyki. Tak zwany slow travelpreferuje miejsca z dala od utartych szlaków, zachęca do częstszego bycia ‘offline’, łączności z naturą i zanurzenia się w lokalną kulturę miejsca, w którym wypoczywamy.   Wakacje w Polsce to nie tylko Sopot, Mikołajki, Zakopane i inne popularne kurorty. Na mapie kraju znajdziemy wiele nieodkrytych, mało oczywistych miejsc, które oferują znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Co ciekawe, w dobie wiecznego zabiegania, Polacy coraz częściej doceniają spokój, które gwarantują ustronne miejscowości. Trend ten potwierdzają dane serwisu rezerwacyjnego Travelist. Portal przedstawia listę nietypowych destynacji wakacyjnych w Polsce, które pod względem liczby rezerwacji na sezon wakacyjny powoli zaczynają wygrywać z popularnymi kurortami.      1.Przechlewo na Kaszubach   Kaszuby to jeden z najbardziej zacisznych regionów Polski, choć często niedoceniany. Urokliwa miejscowość Przechlewo, łączy zaś w sobie wszystko co w Kaszubach najlepsze: malownicze jeziora, bujne lasy inajpiękniejsze szlaki kajakowe. Oprócz bogatej warstwy przyrodniczej okolica tchnie też najdawniejszą historią. Zwiedzający odnajdą tu pozostałości wczesnośredniowiecznej osady rycerskiej, starą siedzibę kasztelani szczycieńskiej na wyspie Jeziora Szczytno czy prehistoryczne cmentarzysko kurhanowe ludności kultury wielbarskiej. Urok Przechlewa dostrzegli również użytkownicy Travelist, którzy dokonali w tym miejscu ponad 40 proc. rezerwacji więcej w porównaniu do ubiegłego sezonu.   2. Jarnołtówek w Górach Opawskich   U podnóża gór Opawskich, w dolinie Złotego Potoku leży niewielka miejscowość o nazwie Jarnołtówek. To kolejny unikat w ofercie Travelist, który zanotował o 1/4 więcej wykupień wyjazdów niż w ubiegłe wakacje. Górzyste krajobrazy, liczne szlaki turystyczne i leśne kąpielisko to wymarzona sceneria dla amatorów ciszy i bliskiego kontaktu z naturą. Jednak i zwolennicy aktywnego wypoczynku nie będą tu zawiedzeni. Serwis poleca szczególnie wycieczkę na najwyższy masyw Gór Opawskich - Biskupią Kopę, na której szczycie znajduje się 18-metrowa kamienna wieża, skąd podziwiać można wspaniałe górskie panoramy.   3. Kowary w Karkonoszach   Fenomenalny, bo niemal 90 procentowy wzrost rezerwacji serwis Travelist zanotował również w malowniczym miasteczku Kowary na Dolnym Śląsku. Miejscowość położona jest w Kotlinie Jeleniogórskiej u podnóża Karkonoszy i Rudaw Janowickich. Oprócz klimatycznej starówki i bliskości górskich szlaków oferuje wiele nietypowych atrakcji. Jedną z nich jest Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska, w którym obejrzeć można miniaturowe konstrukcje najpiękniejszych budowli architektonicznych z obszaru całego województwa. Ciekawą propozycją są również Sztolnie Kowary z robiącą wrażenie podziemną trasą turystyczną o długości 1200 m. W Kowarach spragnieni relaksu urlopowicze mogą zregenerować się także w rekreacyjnym kompleksie Jelenia Struga, od którego odchodzi podziemne przejście do jedynego w Polsce Inhalatorium Radonowego (w dawnej Kopalni Uranu). Kowary to zdecydowanie miejsce z kategorii ‘must see’ na liście Travelistowych perełek.   4. Romantyczne Turzno pod Toruniem   Kolejna przepiękna miejscowość, zainteresowanie którą wzrosło niemal dwukrotnie, to Turznopołożone w województwie kujawsko-pomorskim pod Toruniem. Zachwyca dziewiętnastowiecznym pałacem zbudowanym w stylu eklektycznym, według projektu cenionego architekta Henryka Marconiego. Co ciekawe, przed laty w tym miejscu przebywał i tworzył sam Fryderyk Chopin. Sielankową atmosferę XIX-wiecznej rezydencji dopełnia zabytkowy park w angielskim stylu rozciągający się na przestrzeni aż 16 hektarów. Na terenie kompleksu znajdują się rozległe stawy oraz liczne alejki spacerowe o łącznej długości 6 km. Uroku temu niezwykłemu miejscu dodaje niewielki zameczek ukryty wśród drzew oraz prowadząca do pałacu klimatyczna Aleja Kasztanowa. Turzno to oaza spokoju idealna dla miłośników romantycznych scenerii  i długich spacerów na łonie natury.   5. Unieście koło Mielna   Największym tegorocznym hitem Travelista jest Unieście, w którym serwis zanotował aż 30-krotny wzrost liczby rezerwacji na okres wakacyjny. Położone w sąsiedztwie rozrywkowego Mielna ma zupełnie inny charakter. Mimo bliskości kurortowych atrakcji jest tu cicho i spokojnie. Jedna z najstarszych plaż w Polsce, szeroka i otoczona wydmami to idealna lokalizacja na wypoczynek dla rodzin z dziećmi i zwolenników pieszych wędrówek. Oprócz nadmorskich spacerów wypoczywający tutaj mogą również skorzystać z wód jeziora Jamno, po którym kursuje wodny tramwaj. W okolicach akwenu skorzystać można z wyciszającej, pełnej pięknych krajobrazów trasy uwielbianej przez spacerowiczów i rowerzystów. Prawdziwie morski klimat miejsca da się poczuć w znajdującej się tu przystani morskiej, gdzie można podziwiać tradycyjne rybackie łodzie i przyglądać się pracy rybaków. W pobliskich knajpkach warto zaś skosztować świeżych ryb. Historię lokalnych rybaków można też poznać bliżej w tutejszym skansenie – Muzeum Rybactwa Morskiego.   Lista naszych wakacyjnych bestsellerów od lat jest niemal niezmienna. W czołówce znajdują się najpopularniejsze kurorty takie jak Gdańsk, Kołobrzeg, Ustka czy Zakopane. Obserwujemy jednak stopniowy wzrost zainteresowania mniej oczywistymi destynacjami, oferującymi bardziej zaciszne możliwości wypoczynku. Użytkownicy Travelist coraz bardziej cenią sobie również alternatywne formy zakwaterowania jak odrestaurowane pałace czy zamki.- mówi Agata Prosińska, Director of Sales & Planning w Travelist- Cieszymy się, że nasi klienci sięgają po niestandardowe oferty, co motywuje nas do jeszcze większego różnicowania propozycji miejsc i obiektów prezentowanych w naszym serwisie- dodaje.   Travelist udowadnia, że wakacje w Polsce nie muszą się ograniczać do Gdańska czy Zakopanego. Urlop w nietypowych miejscach to szansa na poznanie kraju z zupełnie innej strony, zdobycie nowych doświadczeń, a także... zaoszczędzenie pieniędzy. Zaciszne miejscówki bywają bowiem bardziej korzystne cenowo, niż najbardziej rozchwytywane kurorty, w których ceny w ścisłym sezonie potrafią być wygórowane. Serwis inspiruje swoich klientów do podróży po Polsce tworząc zestawienia najpiękniejszych i najbardziej ciekawych zakątków, które publikuje w autorskim magazynie Travelist, jak również przesyła swoim użytkownikom specjalne,  spersonalizowane  oferty zachęcające do odkrywania nowych miejsc.   [1]Badanie SW Research Agencji Badania Rynku i Opinii, sierpień 2018 ...
 

Koszalin: Protest pracowników Inspekcji Weterynaryjnej

10 Czerwca 2019 godz. 10:26 Ala, fot. Piotr Walendziak
40 mln zł na podwyżki obiecanych przez ministra Ardanowskiego domagają się pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej. Jeśli nie dostaną pieniędzy, planują zaostrzenie protestu. Dziś ich "Czarny poniedziałek". Prawie połowa pracowników Inspekcji Weterynaryjnej podpisała się pod wnioskami o podwyżki adresowanymi do premiera Mateusza Morawickiego. Dokumenty zostały złożone dzisiaj w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jeśli żądania płacowe nie zostaną spełnione, Inspekcja Weterynaryjna nie wyklucza zaostrzenia protestu.      – Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nie dojdzie do zaostrzenia protestu, a także masowych wypowiedzeń pracowników IW - mówi Sara Meskel przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej. Inspekcja Weterynaryjna stara się od dłuższego czasu uświadomić społeczeństwo i rząd, że jest instytucją odpowiedzialną za zdrowie ludzi i zwierząt, bezpieczeństwo wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego oraz wielomiliardowy rynek rolniczy i eksport polskiej żywności.   Absolwenci Wydziałów medycyny Weterynaryjnej po 5,5 letnich studiach mogą liczyć  na pensje w wysokości 2,5 tys. zł brutto.  OZZPIW uważa, że pensja powinna wynosić co najmniej tyle ile średnia krajowa, a w przypadku wykwalifikowanych pracowników z dłuższym stażem pracy oraz zdobytymi specjalizacjami 1,5 średniej krajowej.    – Bez szybkich i odważnych decyzji decydentów grozi nam poważny kryzys. Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej odchodzą z pracy, a nowi nie chcą się zatrudniać z powodu niskich pensji – czytamy dalej w informacji OZZPIW.   Treść listu otwartego pracowników Inspekcji Weterynaryjnej znajduje się  TU....
 

Cztery złota judoków Gwardii Koszalin na Judo Baltic Cup 2019

6 Czerwca 2019 godz. 13:31 Art za SJ Gwardia Koszalin
W gdańskiej Hali Widowiskowo Sportowej AWFiS odbył się Judo Baltic Cup. - Impreza była dla zawodników mocny startem pod kątem międzynarodowej obsady, a na dodatek były to zawody Pucharu Polski dla grup wiekowych młodzik, junior młodszy i junior - mówi Cezary Wojniusz, trener KS Judo Gwardia Koszalin.  W zawodach startowało ponad 800 judoków z Europy, w których nie zabrakło judoków z Koszalina. Na Judo Baltic Cup wystartowało 6 reprezentantów KSJ Gwardia Koszalin i jeden z Samuraja Koszalin. W piątek, na pierwszy ogień poszli najmłodsi U12- U14. Walczyli superi zdobyli  trzy medale: Julia Sienkiewicz - I miejsce w kat.35 kg, U12,  II miejsce w kat .U-14 łącznie wygrała 6 walk przed czasem w rewelacyjnym stylu; Jagoda Grońska III miejsce w kat.34 kg U12. wygrała trzy walki przed czasem. W grupie młodzików bezkonkurencyjny okazał się gwardzista  Kamil Kustrzycki który wygrał kat.50 kg pokonując wszystkich zawodników przed czasem. W drodze do złota pokonał Eryka Zdanowskiego z Sochaczewa, Marcina Jewtucha z Olimpii Poznań, Oskara Krzynówek z Galeonu Gdynia, Oskara Walkiewicza z Wierzchowic oraz Kamila Michna z Czarni Bytom. Drugi złoty medal dla Gwardii wywalczyła Zuzia Mikołajczak w kat.70 kg wygrywając trzy walki przed czasem i pokonując kolejno: Maję Wileńską z Yuko Józefów, Martynę Miotek z Olimpii Grudziądz oraz Zuzie Litwińską z Torunia.Ponadto VII miejsce zdobyła Agnieszka Sosnowska z Gwardii, która wygrała dwie walki. Kolejny złoty medal dla podopiecznych trenerów Cezarego Wojniusza  i Mariana Standowicza wywalczyła Aleksandra Szulc w kat.48 kg, która pokonała aktualną Mistrzynie Polski Zuzię Wożniak z klubu Yuko Józefów oraz Martynę Ihas z SP Dębna, Olę Wybrańską z Sosnowca i Agatę Syska z AWF -AZS Gdańsk. Kolejny medal wywalczył Filip Bieliński który zmienił kategorie wagową do 60 kg o walce o brązowy medal pokonał przed czasem Grzegorza Babireckiego z Samuraja Koszalin. Filip wygrał trzy walki przed czasem przegrał wejście do finału na kary za nie poprawianie judogi bez gestu sędziego (nowy przepis). W tej kategorii V miejsce wywalczył w/w tj Grzegorz Babirecki z Samuraja, który walczył bardzo dobrze i wygrał cztery pojedynki....