Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
Koszalin, Poland
kultura

Groteska w czerni i bieli

Autor Robert Kuliński/ fot. M. Hueckel 12 Czerwca 2015 godz. 11:43
Troje wspaniałych aktorów ujęło publiczność kolejnego wieczoru Koszalińskich Konfrontacji Młodych „m- teatr”. Spektakl „Jakobi i Leidental” był groteskowym studium poszukiwań sedna przyjaźni, miłości i sensu codziennego życia.

Zanim jednak  widzowie zasiedli na widowni, przed Bałtyckim Teatrem Dramatycznym odbył się żenujący happening wykonaniu młodych z Teatru „Na Bosaka” działającego przy ZS nr 2 im. S. Lema w Koszalinie. Akcja zatytułowana „Teatralna promocja” miała być prześmiewczą  ilustracją  konsumenckiej eskapady po produkty w wyimaginowanym sklepie, które zostały przecenione. Niestety nie udało się  uzyskać zamierzonego efektu. Happenig był eskalacją chaosu i wydawało się, jakby był przygotowany z konieczności uczestnictwa amatorskiej grupy aktorskiej w „m- tearze”. Całe szczęście porażka marnego przedsięwzięcia, nie odcisnęła piętna na dalszej części wieczoru.

Sztuka „Jakobi i Leidental”  Hanocha Levina w wizji młodego reżysera  Marcina Hycnara, nabrała fantastycznej dynamiki oraz wyrazistości. Nie sposób też pominąć doskonale przemyślanej scenografii. Skrzynie zbudowane na zasadzie scyzoryka, przeistaczały się w rozmaite wnętrza, w których odbywała się akcja. 


Jednak główną atrakcją dla oka, pod względem wyrazistości wizualnej, były kostiumy, makijaże i ekspresja. Czerń i biel połączona z energiczną  motoryką aktorów, przypominała pierwsze nieme filmy. Komizm scenicznych wydarzeń, był zarysowany grubą kreską slapsticku. Pomysł reżysera  na zaczerpnięcie formy z lamusa, sprawdził się fantastycznie i świadczy o ogromnej odwadze. Rzadko we współczesnym teatrze humor pojawia się w tak dosadnej formie.

Aktorzy świetnie wykorzystywali swoje naturalne predyspozycje cielesne. Wysoki  Michał Sitarski, zarzucający swoimi długimi nogami w  spazmatycznych atakach złości oraz w kontraście niski Jacek Braciak, kulący się pod ciężarem przemyśleń swojego bohatera, stworzyli duet klasycznie komiczny. Jednak to Edyta Olszówka przykuwała uwagę widza brawurową grą, nieudolnej, histerycznej femme fatale o niespełnionych aspiracjach artystycznych.


Nie był to jednak spektakl typowo rozrywkowy i  lekki. Pomimo dopracowania wszelkich elementów mających rozśmieszyć widza, to był to śmiech, który nieznacznie osładzał  sączącą się ze sceny gorycz.

Historia w rezultacie wyłoniła obraz, który poraża aktualnością spojrzenia. Samotność bohaterów pogłębia się z każdą  pokraczną próbą jej pokonania. Leidental, Jakobi i Rut Szahasz porzucają nawet swój egoizm rozpaczliwie łaknąc bliskości, jednak owo poświęcenie staje się przysłowiowym gwoździem do trumny, który pogrąża trio w odmętach smutku i pustki.

Widzowie nagrodzili aktorów  potężną owacją. Nie inaczej było też na spotkaniu po spektaklu. Oklaski zadudniły równie mocno w teatralnym foyer, jak  na widowni.  

Poprzedni artykuł

Czytaj też

Konfrontacje za nami

Robert Kuliński - 14 Czerwca 2015 godz. 21:44
Zakończył się koszaliński festiwal Konfrontacji Młodych „m- teatr”. Poznaliśmy laureatów nagród przyznanych przez publiczność oraz grono jury. Podczas odczytu werdyktu, Artur Liskowacki podzielił się z widzami zgromadzonymi na widowni Bałtyckiego Teatru Dramatycznego, gorzką refleksją. Publiczność tytuł  najlepszej aktorki Konfrontacji przyznała Beacie Niedzieli, za rolę Jokasty w produkcji rodzimego teatru „Edyp Cię kocha” Cezarego Ibera. Aktorka zdobyła piętnaście głosów i wygrała  3 tys. zł ufundowane przez Bałtycki Bank Spółdzielczy oraz pobyt w  ośrodku wypoczynkowym "Edyp Cię Kocha" reż. C. Iber, fot. I. Rogowska. Fala 1 w Łazach.Z kolei za najlepszego aktora, widzowie - sumą dwudziestu dwóch głosów - uznali Piotra Kaźmierczaka, który w spektaklu „Spowiedź masochisty” wcielił się w rolę Pana M.  Artysta również otrzymał 3 tys. zł ufundowane przez Miejską Energetykę Cieplną oraz wczasy w Łazach.Decyzja  publiczności dotycząca wyboru najlepszego spektaklu nikogo nie zaskoczyła. W kuluarach tytuł „Spowiedź masochisty” w reż. Aline Negra Silva z teatru Dramatycznego im. A. Fredry w Gnieźnie, typowany był jako „czarny koń” festiwalu. Reżyserka, tak jak aktorzy, zdobyła 3 tys. zł. tym razem ufundowane przez "Spowiedź masochisty" reż A. N. Silva, fot. D. Stube. koszaliński oddział Totalizatora Sportowego oraz pobyt  nad morzem we wspomnianych już wcześniej Łazach. Na przedstawienie zagłosowało dwudziestu trzech widzów.  Łącznie w plebiscycie publiczności oddano 96 głosów z czego 15 było nieważnych.Nagrodę jury, czyli 7 tys. zł  ufundowane przez prezydenta Koszalina oraz niezapomniane chwile w nadmorskich Łazach, zdobyła Katarzyna Szyngiera, za spektakl oparty na sztuce Tadeusza Różewicza „Świadkowie albo nasza mała stabilizacja”. Przedstawienie zostało zrealizowane przez zespół Teatru Współczesnego w Szczecinie. "Świadkowie albo nasza mała stabilizacja" reż. K. Szyngiera, fot. P.Nykowski. Zanim Artur Liskowacki, przedstawiciel jury, odczytał werdykt podzielił się z widzami gorzką refleksją członków komisji, której skład w tym roku dopełnili Agnieszka Korytkowska – Mazur oraz Witold Mrozek: „Jury wyraża satysfakcje z założeń koncepcyjnych festiwalu. Równocześnie zwraca uwagę na zanik poszukiwań twórczych młodych reżyserów. Jury apeluje o uważniejszą selekcję spektakli festiwalowych.” W kuluarach rozniosła się wieść, że jurorzy otwarcie  wyrażali swoje niezadowolenie z poziomu artystycznego spektakli konkursowych. Jednym z zarzutów było to, że u młodych reżyserów jest coraz mniej odwagi do krytycznej diagnozy rzeczywistości.  - Wybór tekstu Różewicza, był dla mnie oczywisty, gdyż jestem wielką admiratorką jego twórczości - wyjaśnia laureatka nagrody głównej Katarzyna Szyngiera. - Pomimo zarzutów, że jest nieco zakurzonym dramaturgiem, to akurat „Świadkowie albo nasza mała stabilizacja”  w moim odczuciu, jest niebywale współczesny. Trudno mi odnieść się do komentarza jury. Moim zdaniem po to robi się teatr, aby mówić o rzeczywistości, ale nie należę do fanek teatru stricte publicystycznego. Dlatego właśnie tekst Różewicza zainteresował mnie przez swoją poetycką formę.Obecnie laureatka Koszalińskich Konfrontacji „m- teatr” rozpoczyna pracę w Bydgoszczy nad sceniczną adaptacją reportażu o rzezi wołyńskiej. Natomiast w przyszłym sezonie na deskach Teatru Współczesnego we Wrocławiu, Szyngiera zajmie się dramatami Helmuta Kajzara.