Koszalin, Poland

Niemen wraca do Bramy Wysokiej. Białogard otworzy izbę pamięci legendy i lokalnych twórców

2026-10-06 10:25:00 Ala, film: FB/Emilia Bury
Białogard tworzy kolejne miejsce poświęcone Czesławowi Niemenowi. W piątek, 9 października 2026 roku, o godz. 13.00 w Bramie Wysokiej przy ul. Grottgera 4 zostanie otwarta Izba Pamięci Czesława Niemena i Białogardzkich Twórców. Na uroczystość zapraszają burmistrz Białogardu Emilia Bury, Centrum Kultury i Spotkań Europejskich oraz Klub Przyjaciół Piwnicy pod Papugami.

Pamiątki, archiwalia i spotkanie z córką artysty

Nowa izba ma nie tylko przypominać o jednym z najważniejszych twórców w historii polskiej muzyki, lecz także prezentować dorobek artystów związanych z Białogardem. W ten sposób Brama Wysoka stanie się miejscem opowieści o szerszym dziedzictwie kulturalnym miasta.

Uroczystość rozpocznie oficjalne przecięcie wstęgi i otwarcie ekspozycji przez burmistrz Emilię Bury. Goście zobaczą unikalne pamiątki oraz materiały archiwalne. W programie znalazły się również wspomnienia o Czesławie Niemenie i białogardzkich twórcach, spotkanie z córką artysty Marią Gutowską, rozmowy przy muzyce oraz słodki poczęstunek.

Czesław Niemen i jego białogardzki rozdział

Czesław Niemen, właściwie Czesław Juliusz Wydrzycki, urodził się w 1939 roku w Starych Wasiliszkach koło Nowogródka. W 1958 roku przyjechał z rodziną do Polski i początkowo zamieszkał w Białogardzie. Później przeniósł się do Gdańska, gdzie rozpoczął naukę w szkole muzycznej, natomiast w Białogardzie pozostały jego matka i siostra Jadwiga.

Artysta odwiedzał bliskich, dlatego miasto zajmuje szczególne miejsce w jego biografii. Dla wielu mieszkańców Niemen nie jest wyłącznie legendą polskiej estrady, lecz także postacią trwale wpisaną w lokalną historię.

Mural, pomnik i pamięć pielęgnowana przez lata

O związkach muzyka z Białogardem przypomina mural przy ul. Grunwaldzkiej. Dzieło zaprojektowane i wykonane przez Samuela Królaka powstało w 2010 roku na ścianie budynku, w którym mieszkała matka artysty.

Kolejnym symbolem jest pomnik Czesława Niemena na placu Wolności, odsłonięty 29 czerwca 2019 roku. Jego powstanie wsparli fani muzyka z różnych stron świata oraz Miasto Białogard. Rzeźba stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów centrum i miejscem spotkań podczas rocznic oraz wydarzeń poświęconych twórczości artysty.

Otwarcie izby w Bramie Wysokiej rozbudowuje tę miejską opowieść. Tym razem pamięć otrzyma stałą przestrzeń, w której będzie można zobaczyć pamiątki, poznać historie związane z Niemenem i odkrywać dorobek lokalnych twórców. To miejsce ma łączyć przeszłość z teraźniejszością oraz pokazywać, że kulturalne dziedzictwo Białogardu pozostaje żywe.

Czytaj też

Emilia Bury obala bzdury, czyli polityka w czasach rolki

eWok, film: FB/Marek Subocz, Emilia Bury - 2 Kwietnia 2026 godz. 9:10
W lokalnej polityce od dawna wiadomo jedno: można nie zbudować drogi, nie przepchnąć uchwały, nie doprowadzić do zgody, ale za to koniecznie trzeba zdążyć z klipem do internetu. Dziś bowiem racja coraz częściej nie leży po żadnej stronie sporu. Racja leży tam, gdzie lepiej się klika. I tak oto Białogard doczekał się kolejnego odcinka serialu pod roboczym tytułem: „emocje na sesji, oburzenie w sieci, komentarze bez czytania, udostępnienia bez myślenia”. Poseł PiS, Marek Subocz z właściwą sobie pewnością diagnozuje rzeczywistość krótko i dosadnie: „brak kultury, arogancja, buta”. Zestaw klasyczny, wręcz dyżurny. Taki polityczny gotowiec, który można wyjąć z szuflady przy każdej okazji, gdy przeciwnik podniesie głos, przewróci oczami albo po prostu przestanie mówić tonem szkolnej akademii.   Tymczasem sama burmistrz Emilia Bury odpowiada, że owszem, temperatura była wysoka. I trudno się specjalnie dziwić. Samorząd nie jest już dziś miejscem statecznej wymiany zdań nad losem miasta przy aromacie kawy i szelescie dokumentów. Coraz częściej przypomina ring, na którym mniej chodzi o meritum, a bardziej o to, kto komu skuteczniej podstawi nogę, najlepiej w obecności kamery. Bo kamera, jak wiadomo, kocha konflikt. Zwłaszcza lokalny. Jest tani, dostępny i daje natychmiastowe emocje.   Najciekawsze w tej historii nie jest jednak samo nagranie. Nagrania są dziś wszędzie. Najciekawsze jest to, jak błyskawicznie współczesna debata publiczna redukuje wszystko do jednego kadru. Kilkanaście sekund. Jeden grymas. Podniesiony ton. I już, wyrok wydany. Charakter oceniony. Kompetencje podważone. Psychologia, etyka i diagnoza osobowości w gratisie, najlepiej w komentarzu pisanym jedną ręką podczas obiadu. A przecież prawdziwy problem wcale nie polega na tym, że burmistrz zareagowała emocjonalnie. Problem polega na tym, że wszystkich bardziej interesuje moment reakcji niż to, co tę reakcję wywołało. Znów wygrała forma. Treść, jak zwykle, może sobie spokojnie poczekać pod ścianą. Emilia Bury mówi wprost: od miesięcy obserwuje celowe próby blokowania rozwoju miasta, polityczne gierki, zaczepki, zamienianie rozmowy o pieniądzach, sporcie i inwestycjach w personalne widowisko. Brzmi znajomo? Oczywiście. To przecież samorządowa codzienność w wielu miejscach w Polsce. Tyle że zwykle opowiada się o niej półgębkiem, językiem grzecznych oświadczeń i urzędowych okrągłości. Tu mamy wersję mniej wygładzoną. I właśnie to tak bardzo oburza. Bo w Polsce od kobiet w polityce wciąż oczekuje się rzeczy niemal nadprzyrodzonych. Mają być skuteczne, ale nie za twarde. Stanowcze, ale nie za ostre. Zdecydowane, ale broń Boże nie emocjonalne. Najlepiej, żeby jednocześnie walczyły o swoje, nikogo nie uraziły, nikomu nie weszły w słowo i jeszcze na końcu przeprosiły, że w ogóle zabrały głos bardziej zdecydowanie, niż przewiduje to lokalny kodeks dobrych manier. Mężczyzna w polityce, gdy mówi ostro, bywa „charakterny”, „konkretny”, „bezkompromisowy”. Kobieta w polityce bardzo szybko staje się „arogancka”, „pyskata” albo „histeryczna”. Stary repertuar, tylko kanały dystrybucji nowocześniejsze. Oczywiście, można powiedzieć: emocje w samorządzie nie pomagają. I to prawda. Najlepiej byłoby, gdyby każda sesja przypominała seminarium oksfordzkie z udziałem ludzi, którzy naprawdę chcą rozwiązywać problemy. Ale skoro już wszyscy udajemy dorosłych, to udawajmy do końca. Nie opowiadajmy, że problemem jest sam ton wypowiedzi, jeśli wcześniej miesiącami toleruje się prowokacje, polityczne szpilki i festiwal złośliwości w garniturach. W całej tej historii najbardziej wzrusza mnie to nieustanne udawanie, że polityka lokalna to wyłącznie troska o dobro wspólne. Owszem, czasem jest. Ale równie często to mały teatr wielkich ambicji, urazów, porachunków i prób pokazania przeciwnika w jak najgorszym świetle. Jedni robią to bardziej elegancko, inni mniej. Jedni przez uchwały, inni przez komentarze. Jeszcze inni przez starannie dobrane fragmenty nagrań, które mają żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. I właśnie dlatego słowa Emilii Bury o „show przed kamerami” brzmią tak celnie. Bo być może najuczciwszą diagnozą współczesnej polityki nie jest dziś żaden raport, żadna analiza i żaden sondaż. Jest nią krótka obserwacja, że dla wielu osób kamera stała się ważniejsza niż miasto. Ujęcie ważniejsze niż ustalenie. Viral ważniejszy niż wynik. Można oczywiście nie lubić stylu pani burmistrz. Można uważać, że powinna była ugryźć się w język, policzyć do dziesięciu, napić się wody i odpowiedzieć z lodowatym spokojem. To wszystko brzmi bardzo rozsądnie, zwłaszcza z pozycji widza. Znacznie trudniej zachować tę elegancję komuś, kto codziennie siedzi w środku lokalnej wojny podjazdowej i jeszcze odpowiada za to, żeby miasto mimo wszystko jechało do przodu. Dlatego zamiast po raz setny analizować mimikę, ton i poziom oburzenia, może warto zadać pytanie banalne, ale najwyraźniej niemodne: kto tu naprawdę pracuje dla Białogardu, a kto tylko gra Białogardem w kolejnym odcinku politycznego TikToka? Bo jeśli istotnie „łączy nas Białogard”, jak mówi burmistrz, to dobrze byłoby, żeby zaczął łączyć choć odrobinę bardziej niż możliwość wrzucenia przeciwnika na rolkę z podpisem „proszę bardzo, oceńcie sami”. W przeciwnym razie zostanie nam już tylko polityka kadru. A w niej, jak wiadomo, zawsze wygrywa nie ten, kto ma rację, lecz ten, kto lepiej wygląda na zatrzymanym screenie.

W Koszalinie powstał film o Niemenie

Ekoszalin z mat. informacyjnych - 2 Lipca 2019 godz. 18:28
Dwaj studenci II roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej nakręcili film wspomnieniowy o Czesławie Niemenie. Film miał swój debiut podczas niedawnego ogólnopolskiego spotkania wielbicieli twórczości Niemenaw Białogardzie. I spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. „Dziennikarskie pisanie o historii” to tytuł zajęć, które na Wydziale Humanistycznym Politechniki Koszalińskiej prowadzidr hab. Elżbieta Juszczak-Maraszkiewicz. Studenci poznają podstawy realizacji filmów, uczą się też, jak ciekawie opowiadać o przeszłości. A potem sami przygotowują dokument filmowy. W ten sposób powstały filmy m.in. o przeszłości Jamna, o historii szpitala w Koszalinie i o dziejach nadbałtyckiego kompleksu wojskowego w Bagiczu. –Były też fascynujące opowieści o historii pojedynczych wsi. Ktoś nakręcił wspomnienia babci, która w Chojnicach przeżyła początek drugiej wojny światowej -dodaje wykładowca.     Kiedy kilka miesięcy temu okazało się, że w Białogardzie jest organizowane spotkanie miłośników twórczości Czesława Niemena, dwaj studenci –Hubert Bielicki i Kamil Zdrowski –postanowili przygotować film poświęcony artyście. –To był wokalista światowego formatu –tłumaczy dr hab. E. Juszczak-Maraszkiewicz. –Podczas zajęć przygotowujących do realizacji materiału przybliżyłam studentom twórczość Niemena i jego zakorzenienie w kulturze kresowej. Mówiłam też o wybitnych postaciach kultury pochodzących ze wschodnich terenów dawnej Polski.   W filmie „Kochana moja Polska” artystę i jego rodzinę wspominają bliscy: siostra Jadwiga Bortkiewicz-Wydrzycka i brat stryjeczny Jerzy Wydrzycki. Opowiadają o życiu rodziny na Kresach, o późnej repatriacji w 1958 roku io pierwszych latach życia w zachodniej Polsce.   O swojej fascynacji Niemenem mówi Wiesław Kubasik, właściciel lokalu artystycznego „Piwnica pod papugami” w Białogardzie, inicjator budowy pomnika artysty w tym mieście. Wspominają go także Anna i Ignacy Knade, właściciele białogardzkiej cukierni, którzy w młodości poznali Czesława Niemena.   -Studenci odwiedzili nie tylko Białogard, ale też Kołobrzegi Świebodzin, gdzie stryj Niemena po wojnie kierował szkołą –wspomina dr hab. Elżbieta Juszczak-Maraszkiewicz. –Przygotowali ten film w oparciu o minimalne środki techniczne. Właściwie nakręcili go telefonem komórkowym.   Skarbnicą wiedzy o artyście okazał się Wiesław Kubasik. Wsparcia technicznego udzielił absolwent naszej uczelni, Maciej Mostowski.   Film został zaprezentowany w Centrum Kultury i Spotkań Europejskich w Białogardzie, w sobotę (29 czerwca br.) tuż przed zakończeniem XV zjazdu wielbicieli twórczości artysty. Widownia nagrodziła twórców oklaskami. Studenci zapowiadają, że przygotują większy materiał o artyście.