Jak zaznaczył senator, celem projektowanych przepisów nie jest osłabienie ochrony gatunkowej, lecz stworzenie realnych narzędzi do reagowania w sytuacjach, w których obecność dzikich zwierząt może stanowić zagrożenie dla ludzi.
Chronić zwierzęta, ale nie zapominać o człowieku
W swoim wystąpieniu senator Gawłowski przypomniał, że wiele gatunków zwierząt objętych jest ochroną nie tylko w Polsce, ale również na świecie. Dotyczy to m.in. niedźwiedzi, które znajdują się na listach gatunków zagrożonych. Jak podkreślił, międzynarodowa wspólnota przyjęła zasadę ochrony takich zwierząt i Polska nie może tego ignorować. Jednocześnie wskazał, że ochrona gatunkowa nie może oznaczać bezradności państwa wobec sytuacji niebezpiecznych dla ludzi.
Według niego omawiana ustawa po raz pierwszy daje szansę na uporządkowanie działań mających chronić człowieka przed gatunkami ściśle chronionymi, takimi jak wilk, niedźwiedź czy żubr. Nie chodzi więc o likwidowanie ochrony tych zwierząt, ale o stworzenie procedur pozwalających reagować tam, gdzie dochodzi do realnego zagrożenia.
Praktyki znane od lat
Gawłowski zwrócił uwagę, że projektowane rozwiązania nie wprowadzają zupełnie nowych metod. Odwołują się do praktyk, które w Polsce są już znane i stosowane od lat. Jako przykład podał Tatrzański Park Narodowy, gdzie płoszenie niedźwiedzi odbywa się od dziesięcioleci. Jak mówił, gawry znajdują się tam często bardzo blisko szlaków turystycznych, a mimo to niedźwiedzie nie wchodzą na trasy uczęszczane przez ludzi, ponieważ są skutecznie odstraszane odpowiednimi metodami. W ocenie senatora podobne narzędzia mogą być potrzebne także w innych regionach kraju, szczególnie tam, gdzie problem kontaktów ludzi z dużymi drapieżnikami narasta.
Bieszczady i problem, którego nie można ignorować
Gawłowski podkreślił, że problem dotyczący wilków i niedźwiedzi jest szczególnie widoczny m.in. w Bieszczadach. Jak zaznaczył, mówią o tym przedstawiciele rządu, resortu środowiska oraz instytucji odpowiedzialnych za ochronę przyrody. Zdaniem senatora najważniejsze jest to, że obecnie podejmowana jest próba rozwiązania sprawy, która przez lata pozostawała bez wystarczającej reakcji.
W jego ocenie krytycy projektu powinni pamiętać, że wcześniej również mieli możliwość działania, ale nie doprowadzili do systemowego rozwiązania problemu. Dlatego należy dać szansę tym, którzy chcą jednocześnie chronić gatunki objęte ochroną i zapewnić bezpieczeństwo ludziom.
Prawo do obrony koniecznej
W wystąpieniu senator odniósł się także do pytania, co ma zrobić człowiek w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ze strony zwierzęcia. Przypomniał, że polskie prawo reguluje kwestię obrony koniecznej.
Jak mówił, jeśli życie człowieka jest zagrożone, ma on prawo się bronić, również przed zwierzęciem. W skrajnej sytuacji może to oznaczać nawet zabicie zwierzęcia, jeśli jest to konieczne do ratowania życia.
Gawłowski wskazywał, że nie należy przedstawiać tej sprawy w sposób uproszczony. Ustawa ma służyć temu, aby państwo dysponowało narzędziami zapobiegania zagrożeniom, zanim dojdzie do tragedii.
Nie likwidować gatunków, tylko mądrze zarządzać konfliktem
Senator mocno sprzeciwił się pomysłom radykalnym, które mogłyby prowadzić do eliminowania chronionych gatunków. Podkreślił, że śmierć człowieka w wyniku kontaktu z dzikim zwierzęciem jest tragedią, ale nie może być pretekstem do myślenia o likwidowaniu całych gatunków.
Porównał to do sytuacji, w której pojedyncza tragedia z udziałem myśliwego nie może oznaczać postulatu likwidacji całego łowiectwa. Jego zdaniem w sprawach bezpieczeństwa potrzebne są rozsądek, proporcje i odpowiedzialność, a nie emocjonalne hasła. Gawłowski zaznaczył, że ochrona przyrody i ochrona człowieka nie muszą się wykluczać. Wręcz przeciwnie, dobrze skonstruowane przepisy powinny pozwalać na pogodzenie obu tych wartości.
Ludzie weszli na tereny zwierząt
Ważnym elementem wystąpienia senatora była refleksja nad przyczynami coraz częstszych konfliktów między ludźmi a dzikimi zwierzętami. Jak zauważył, często nie jest tak, że zwierzęta „przychodzą do ludzi”. W wielu przypadkach to ludzie weszli na tereny, które wcześniej były naturalnym środowiskiem dzikich gatunków.
Rozbudowa domów, osiedli i infrastruktury ograniczyła przestrzeń życia zwierząt. W efekcie dziki, łosie, wilki czy niedźwiedzie coraz częściej pojawiają się w miejscach zamieszkanych przez ludzi. Zdaniem senatora to proces, którego nie da się całkowicie zatrzymać, ale można nim mądrze zarządzać.
„Ta ustawa wymaga poparcia”
Senator Stanisław Gawłowski podsumował swoje stanowisko jednoznacznie: jego zdaniem ustawa wymaga poparcia, ponieważ służy ochronie ludzi przed realnymi zagrożeniami. Projekt nie jest wymierzony w ochronę przyrody. Ma raczej pomóc w sytuacjach, w których państwo musi reagować na styku dwóch ważnych wartości: bezpieczeństwa człowieka i ochrony gatunków zagrożonych. - Poparcie ustawy oznacza odpowiedzialne podejście do problemu, który będzie narastał wraz ze zmianami w środowisku, rozwojem zabudowy i coraz częstszym kontaktem ludzi z dziką przyrodą.