Na tylnej części pojazdu znalazły się między innymi napisy: „przymus szczepień jest bezprawiem”, „segregacja sanitarna narusza naszą wolność” oraz „kiedy terror staje się prawem, opór staje się obowiązkiem”.
To już nie tylko krytyka polityki zdrowotnej. Użycie słów takich jak „terror” i „opór” nadaje przekazowi radykalny charakter. Nie oznacza jednak automatycznie, że właściciel pojazdu dopuścił się wykroczenia lub przestępstwa.
W Polsce obowiązek poddawania się określonym szczepieniom ochronnym wynika z ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Szczegółowe zasady określają również przepisy wykonawcze oraz Program Szczepień Ochronnych. Informuje o tym między innymi Główny Inspektorat Sanitarny.
Określenie „przymus szczepień” jest zatem publicystycznym uproszczeniem. Prawo ustanawia obowiązek, a w przypadku jego niewykonania przewiduje możliwość zastosowania środków egzekucji administracyjnej. Nie oznacza to natomiast, że każdą osobę można siłą poddać szczepieniu.
Hasło głoszące, że „przymus szczepień jest bezprawiem”, należy więc traktować jako opinię polityczno-prawną, sprzeczną z obecnie obowiązującym porządkiem prawnym, a nie jako rzetelny opis stanu prawnego.
Obowiązek szczepień był przedmiotem postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym. W wyroku z 9 maja 2023 roku Trybunał zakwestionował sposób, w jaki terminy i liczba dawek były określane w komunikacie Głównego Inspektora Sanitarnego zamiast w rozporządzeniu ministra.
Orzeczenie nie zniosło jednak ustawowego obowiązku szczepień. Dotyczyło formy regulowania szczegółowego harmonogramu, a nie samego istnienia obowiązku. Treść rozstrzygnięcia dostępna jest na stronie Trybunału Konstytucyjnego.
Konstytucja RP gwarantuje każdemu wolność wyrażania poglądów oraz rozpowszechniania informacji. Ochrona ta obejmuje również wypowiedzi ostre, kontrowersyjne, a nawet niezgodne z aktualną wiedzą naukową.
Wolność słowa nie jest jednak nieograniczona. Odpowiedzialność prawna może pojawić się wtedy, gdy przekaz zawiera groźbę, znieważenie, pomówienie albo konkretne nawoływanie do popełnienia czynu zabronionego. Publiczne nawoływanie do przestępstwa zostało uregulowane między innymi w art. 255 Kodeksu karnego.
Zdanie „opór staje się obowiązkiem” jest radykalne, ale jednocześnie bardzo ogólne. Samo w sobie nie wskazuje, na czym miałby polegać ten opór, ani nie zawiera bezpośredniego wezwania do przemocy. Jego prawna ocena zależałaby od całego kontekstu oraz ewentualnych dodatkowych wypowiedzi lub działań.
To pytanie ma dwa wymiary: prawny i społeczny. Z punktu widzenia prawa kontrowersyjna opinia może być prezentowana publicznie, dopóki nie przekracza granic określonych w ustawach. Nie można uznać wypowiedzi za przestępstwo wyłącznie dlatego, że jest radykalna, nieprawdziwa lub wywołuje oburzenie.
Czym innym jest jednak społeczna odpowiedzialność za słowo. Porównywanie regulacji dotyczących zdrowia publicznego do „terroru” zaostrza debatę, buduje atmosferę zagrożenia i może podważać zaufanie do medycyny. Zwłaszcza gdy przekaz pozbawiony jest danych, argumentów i informacji o rzeczywistym stanie prawnym.
Demokracja musi pozostawiać miejsce na krytykę władz, przepisów i polityki zdrowotnej. Jednocześnie odbiorcy mają prawo odpowiadać na radykalne slogany faktami oraz domagać się rzetelnej debaty. Najlepszą odpowiedzią na kontrowersyjne hasło nie zawsze jest zakaz. Często skuteczniejsze są wiedza, spokojna rozmowa i jednoznaczne reagowanie dopiero wtedy, gdy opinia zmienia się w groźbę albo konkretne nawoływanie do łamania prawa.
A gdzie, Waszym zdaniem, powinna przebiegać granica wolności słowa w przestrzeni publicznej?