Jak napisała, coraz częściej słychać o tym, że stare obiekty „znikają” w wyniku pożarów, cichych rozbiórek albo zwykłego pozbywania się problemu. To mocny głos i zarazem ważny sygnał alarmowy. Czy jednak rzeczywiście mamy do czynienia z falą pożarów stodół w Jamnie?
Po przeanalizowaniu dostępnych informacji można stwierdzić, że skala takich zdarzeń nie wydaje się duża. W ostatnim czasie odnotowywano pożary budynków gospodarczych i mieszkalnych w rejonie Koszalina i okolic, ale nie potwierdza się obraz masowego „płonięcia stodół” w samym Jamnie. Najbardziej aktualny przypadek dotyczy pożaru stodoły przy ulicy Starowiejskiej w Koszalinie. Do zdarzenia doszło w czwartek, 2 kwietnia 2026 roku, około godziny 13. W akcji gaśniczej brało udział pięć zastępów straży pożarnej. Nie odnotowano ofiar ani poważnych obrażeń. W innych przypadkach częściej paliły się domy i budynki użytkowe niż same zabytkowe stodoły. To ważne rozróżnienie, które nie zmienia jednak faktu, że problem znikającej dawnej zabudowy istnieje, nawet jeśli nie zawsze przybiera formę spektakularnych pożarów.
Bo istota sprawy leży gdzie indziej. Jak wskazują mieszkańcy, problem ma bardzo konkretny wymiar ekonomiczny. Chodzi o wysokie podatki od stodół, traktowanych jako budynki związane z działalnością gospodarczą. Stawka wynosi 35,53 zł za 1 m², co przy dużych powierzchniach oznacza roczne opłaty sięgające nawet od 2 do 5 tysięcy złotych. Dla wielu starszych mieszkańców Jamna to koszt zwyczajnie nie do uniesienia.
W praktyce oznacza to, że historyczne budynki, które mogłyby być częścią lokalnego dziedzictwa i turystycznej wizytówki miasta, stają się ciężarem. Zamiast wsparcia pojawia się bezradność, a wraz z nią pokusa, by problem po prostu zniknął. A kiedy znika stodoła, szopa czy dawny budynek gospodarczy, nie znika tylko kawałek muru czy drewna. Znika fragment historii miejsca, którego nie da się już odtworzyć.
W innych samorządach podobne problemy próbowano rozwiązywać inaczej. Władze miały świadomość, że stare budynki gospodarcze to nie tylko problem techniczny czy podatkowy, ale także wartość kulturowa. Dlatego decydowano się na ulgi, zwolnienia albo inne formy wsparcia dla właścicieli. Dzięki temu możliwe było zachowanie obiektów, które dziś stanowią o charakterze miejscowości, budują jej rozpoznawalność i przyciągają odwiedzających.
Jako przykład mieszkańcy wskazują Smołdzino, gdzie udało się zachować dawną zabudowę nie tylko w obrębie muzealnej ekspozycji. Tam dziedzictwo potraktowano jako atut, a nie przeszkodę. W efekcie wypromowano region, zorganizowano wydarzenia przyciągające gości z całej Polski i zadbano o zaplecze – parkingi, przestrzeń dla odwiedzających, podstawową infrastrukturę.
W Jamnie nadal brakuje takiego kompleksowego myślenia. Zagroda Jamneńska pozostaje ważnym miejscem na mapie kultury regionu, ale trudno uznać, że dziś jest przygotowana na większy ruch turystyczny. Problemem jest brak wygodnej infrastruktury parkingowej, brak szerszego planu obsługi odwiedzających i niewykorzystanie prostych rozwiązań organizacyjnych. Jednym z pomysłów mogłoby być choćby uruchomienie bezpłatnego autobusu, który dowoziłby chętnych z okolic ulicy Władysława IV czy pobliskich terenów działkowych. Dziś wielu ludzi po prostu przejeżdża obok. Nie zatrzymują się, nie korzystają z oferty, nie poznają miejsca.
Wątpliwości budzi również dostępność kościoła w Jamnie, wyremontowanego ze środków unijnych, a mimo to wciąż trudno dostępnego dla zwiedzających. Obecnie zwiedzanie odbywa się sezonowo, z przewodnikiem, jedynie we wtorki i czwartki. To zdecydowanie zbyt mało, jeśli myślimy o stworzeniu żywej i atrakcyjnej oferty turystycznej. Skoro Zagroda Jamneńska działa latem od 1 lipca do 31 sierpnia, od wtorku do niedzieli w godzinach 10:00–18:00, naturalne wydaje się oczekiwanie, że również kościół jako jeden z najcenniejszych elementów lokalnego dziedzictwa powinien być wtedy dostępny szerzej.
Jamno ma ogromny potencjał. Ma historię, ma niepowtarzalną kulturę, ma zabudowę, którą wciąż można ocalić. Ma miejsca, które mogłyby przyciągać mieszkańców i turystów. Ale ten potencjał nie obroni się sam. Bez wsparcia dla właścicieli dawnych budynków, bez inwestycji w infrastrukturę i bez realnego otwarcia na zwiedzających może zostać bezpowrotnie stracony.
Trzeba to powiedzieć jasno: promocja kultury jamneńskiej nie może kończyć się na hasłach, folderach i okazjonalnych wydarzeniach. Jeśli naprawdę chcemy chronić i rozwijać to dziedzictwo, potrzebne są konkretne decyzje. Potrzebny jest system ulg lub wsparcia dla właścicieli historycznych obiektów. Potrzebna jest infrastruktura. Potrzebny jest plan. Inaczej zamiast dumy z lokalnej wyjątkowości zostanie tylko gorzkie pytanie, dlaczego po raz kolejny pozwoliliśmy historii cicho zniknąć.
Jamno nie potrzebuje dziś tylko wspomnień i deklaracji. Potrzebuje realnej troski o swoją przyszłość – zanim będzie za późno.