Bo jak wiadomo, na meczach piłkarskich obok emocji, dopingu i nerwowego spoglądania na zegarek często obecny jest jeszcze jeden nieformalny uczestnik widowiska, słonecznik. Skubany z zaangażowaniem niemal takim samym jak analiza taktyki przeciwnika, to od lat nieodłączny towarzysz wielu kibiców. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy po meczu zostaje po nim coś więcej niż tylko wspomnienie dobrze przeżutego popołudnia.
Mowa oczywiście o łupinkach, które potrafią rozsiać się po trybunach z precyzją godną najlepszego rozgrywającego. A że ich sprzątanie nie należy do najłatwiejszych, stadionowi gospodarze postanowili wziąć temat… do pojemnika.
Tak narodził się pomysł na specjalne wiadereczka na łupinki. Prosty, praktyczny i, nie ukrywajmy, trochę genialny. Kierownik obiektów Gwardia i Bałtyk, Wojciech Polakowski, przekazał je Arturowi Karasińskiemu, dyrektorowi Akademii Piłkarskiej Gwardia Koszalin, oraz Dariuszowi Płaczkiewiczowi, prezesowi KKPN Bałtyk Koszalin.
Zasada działania jest prosta i piękna w swojej prostocie: kibic bierze wiadereczko przy wejściu na trybuny, skubie słonecznik z godnością i precyzją, a po meczu wyrzuca łupinki do kosza i oddaje pojemnik. Bez rozsypywania, bez bałaganu, bez pozostawiania po sobie „słonecznikowego pola bitwy”.
To rozwiązanie, które śmiało można nazwać małą rewolucją w kulturze kibicowania. Bo przecież stadion to wspólna przestrzeń. Miejsce radości, dopingu, sportowych wzruszeń i czasem także teatralnych gestów po nietrafionym karnym. Warto więc zadbać, by po ostatnim gwizdku na trybunach zostawały emocje, a nie sterty łupinek.
Pomysł ma w sobie coś ujmującego. Z jednej strony jest praktyczny, z drugiej pokazuje, że nawet tak drobna sprawa jak sposób jedzenia słonecznika może stać się elementem wspólnej troski o porządek. Bo nowoczesny kibic to nie tylko człowiek, który wie, kiedy krzyknąć „sędzia!”, ale też taki, który potrafi po sobie posprzątać.
Można więc powiedzieć, że futbol w Koszalinie wchodzi na wyższy poziom cywilizacyjny. Już nie tylko walka o punkty, nie tylko trening, strategia i doping, ale też eleganckie zarządzanie łupinką.
A to, umówmy się, jest poziom, którego nie powstydziłby się nawet VAR.
Dlatego, drodzy kibice: na mecz zabierzcie emocje, głos do dopingu i apetyt na sportowe widowisko. A jeśli koniecznie musi być słonecznik, to teraz już wiadomo: z wiadereczkiem. Nie po to, co mogłoby nam zostać po wyjątkowo nerwowej końcówce meczu, ale po to, by stadion po ostatnim gwizdku nadal wyglądał jak stadion, a nie jak plantacja po przejściu huraganu.
Bo sportowe emocje są bezcenne. Ale porządek na trybunach też gra w pierwszym składzie.