Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Hurra! Wakacje! Oddech dla naszych portfeli...

2022-06-24 17:18:00 Ala z mat. inf.
Dziś zakończył się rok szkolny. Uczniowie rozpoczęli wakacje. Jaki był to rok szkolny? Trudny. Dla uczniów i...naszych portfeli.

Co czwarty uczeń zapracował na oceny na świadectwie pobierając korepetycje, pokazuje badanie przeprowadzone dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Rodzice –  widząc, że nauka zdalna spowodowała braki w wiedzy dzieci – byli gotowi płacić za dodatkowe zajęcia coraz więcej. Średni poziom wydatków na ten cel w zakończonym właśnie roku szkolnym wynosił aż 293 zł miesięcznie. Pandemia dała się we znaki wszystkim. Ucierpiały finanse rodziców, ale także placówek edukacyjnych. Zaległości prywatnych firm związanych z edukacją zwiększyły się w czasie pandemii o ponad 38 mln zł.

 

Korepetytorzy cieszą się dobrą passą, a ostatnie dwa lata perturbacji związanych z pandemią sprawiły, że popłynął do nich jeszcze szerszy strumień pieniędzy. Zdalna nauka przełożyła się na zaległości i problemy z opanowaniem bieżącego materiału, a przestraszeni sytuacją rodzice chętniej wysyłali dzieci na dodatkowe lekcje. Na pytanie: “Czy Pana(i) dzieci w mijającym roku szkolnym korzystały z korepetycji - zajęć odpłatnych w celu nadrobienia braków w wiedzy, problemów z nadążeniem za programem szkolnym?” twierdząco odpowiedział co czwarty rodzic dziecka w wieku szkolnym od 1. klasy szkoły podstawowej do ostatniej klasy szkoły średniej. Dwóch na trzech opiekunów płacących za korepetycje, stwierdziło również, że teraz wydawali na nie więcej niż przed pandemią, wynika z badania zrealizowanego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

 

Wydatki na korepetycje w roku szkolnym 2021/2022 w porównaniu z okresem przed pandemią

 

 

– Rzeczywiście obserwuję rosnące zainteresowanie korepetycjami. Oczywiście najwięcej uczennic i uczniów to osoby z ósmych klas, ale coraz częściej trafiają do mnie siódmo-, a nawet szóstoklasiści/stki. Na korepetycje nie chodzą wyłącznie uczniowie z największymi brakami – spora część moich uczniów/uczennic i bez dodatkowych lekcji dostawała w szkole trójki i czwórki; wiele osób chce po prostu rozwijać swoje zainteresowania; ćwiczyć pisanie, rozmawiać o książkach – niekoniecznie lekturach - komentuje Aneta Korycińska, autorka bloga „Baba od polskiego”. – Odnoszę także wrażenie, że korepetycje weszły do koszyka podstawowych potrzeb, są czymś tak oczywistym, jak opłacenie prądu czy wykupienie obiadu w szkole. Co ciekawe, często nie chodzi nawet o przerobienie materiału, lecz o poświęcenie uwagi, ćwiczenie uważności, podawanie wiedzy w innej formie niż w szkole. W przepełnionych klasach z przeładowanym programem nauczyciele pędzą z materiałem i młodzi ludzie są zostawieni sami sobie ze wszystkimi innymi sprawami, a rodzice nie wiedzą, jak z nimi rozmawiać czy pomóc im zrozumieć wiele zagadnień, więc decydują się na korepetycje – dodaje Aneta Korycińska.

Połowa wydaje więcej niż 200 zł miesięcznie

 

 Jak rodzice podsumowali wydatki w roku szkolnym 2021/2022? – Z przeprowadzonego dla nas badania wynika, że średni miesięczny koszt ponoszony na ten cel wynosił 293 zł. Największa grupa płacących za korepetycje rodziców wydawała na nie między 101 a 200 zł (35 proc.), jednak dla połowy ankietowanych było to już ponad 200 zł miesięcznie. Minimalna zadeklarowana kwota wydatków to 40 zł, a maksymalna to aż 1000 zł na miesiąc – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor, prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

 

Średnie wydatki na korepetycje w roku szkolnym 2021/2022

 

Kto korzysta z zajęć dodatkowych? Przeprowadzane w ostatnich latach analizy i badania wskazują, że na decyzję o posłaniu dzieci na korepetycje wpływa przede wszystkim poziom wykształcenia rodziców. Im jest on wyższy, tym możliwości dzieci na korzystanie z takich zajęć są większe. Badanie to potwierdza. W minionym roku szkolnym największą szansę na zajęcia poprawiające wiedzę m.in. z matematyki, chemii czy języka polskiego miały te dzieci, których rodzice legitymują się wyższym i średnim wykształceniem. O korzystaniu z takich możliwości mówi odpowiednio 29 i 27 proc. z nich. Jeśli chodzi o rodziców z wykształceniem podstawowym i zawodowym, to na korepetycje wysyłało swoje pociechy 7 proc. ankietowanych.

 

…nawet gdy na koncie nie ma pieniędzy

 

W przypadku odpłatnego dokształcania wtórne znaczenie ma fakt, jak wyglądają finanse rodziny. Okazuje się, że nawet w domach, w których trzeba odmawiać sobie wielu rzeczy, aby pieniędzy wystarczyło na życie, na korepetycje posyła dzieci 27 proc. mam i ojców. Tam, gdzie wychowuje się najwięcej dzieci, czyli w rodzinach którym nie brakuje na codzienne wydatki, ale już nie ma pieniędzy na większe zakupy, na dodatkowe zajęcia znajduje pieniądze co piąty rodzic. Gdy jednak komfort finansowy jest większy i udaje się nie tylko wiązać koniec z końcem, ale także odkładać, na korepetycje chodzi już 37 proc. dzieci. W środowisku uznającym się za zamożne, w dodatkowe zajęcia, angażuje swoje potomstwo 33 proc. badanych. Jednak tam, gdzie brakuje grosza nawet na najpilniejsze potrzeby o korepetycjach nie ma mowy. 

 

– Opiekunowie są pod tym względem wyjątkowo zdeterminowani. Niemal 30 proc. pytanych chce zapewnić swoim dzieciom dodatkowe zajęcia, mimo że wiąże się to dla nich z koniecznością oszczędzania w innych obszarach – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

 

A gdzie korepetycje cieszą się największą popularnością? Przede wszystkich w małych miastach liczących do 20 tys. mieszkańców, ale również w tych największych powyżej 0,5 mln mieszkańców. Na odpłatne dokształcanie uczęszcza tam odpowiednio 54 proc. i 33 proc. uczniów.

 

Finanse edukacji pociągnęła w dół pandemia, ale nie tylko

 

Pandemia nie dość, że utrudniła naukę, to również zwiększyła koszty działania, zmuszając zarówno szkoły, jak i uczniów do wydatków na sprzęt do zdalnego nauczania. Działalność niektórych placówek na wiele miesięcy zamroziła. Pandemia wszystkim dała się mocno we znaki i widać to nie tylko po zwiększonych wydatkach na korepetycje, ale również po zmianie poziomu nieopłaconego w terminie zadłużenia, jaki wobec banków i dostawców mają prywatne przedsięwzięcia związane z edukacją. Z danych, zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, jednoznacznie wynika, że zaległości prywatnych firm prowadzących działalność wychowawczo-edukacyjną w ostatnich dwóch latach mocno wzrosły. W marcu 2020 r., czyli w okresie przed wybuchem pandemii, saldo zadłużenia 2,9 tys. podmiotów (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) opiewało na ponad 170 mln zł. Rok później było to już 179 mln zł, a liczba niesolidnych dłużników przekroczyła 3 tys. Na koniec kwietnia br. kwota zaległości niemal 3,5 tys. dłużników wynosiła już 208 mln. Przez dwa lata podwyższyła się niemal dwa razy bardziej niż w przypadku ogółu przedsiębiorstw. Jakie mogą być przyczyny tej sytuacji?

 

– Stało się tak, mimo że pojawiało się wiele głosów mówiących, że szkoły powinny odrobić straty podczas trwania pandemii i nauki zdalnej. Nic bardziej mylnego. Placówki, choć w ograniczonym zakresie, musiały w tym czasie funkcjonować i utrzymywać miejsca pracy. Należy też jednak zauważyć, że pandemia to nie jedyna bezpośrednia przyczyna pogorszenia się sytuacji finansowej. Jest to bowiem również m.in. wzrost cen energii elektrycznej czy gazu, a także inflacja– mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Optymizmem napawa fakt, że coraz więcej jednostek decyduje się na skorzystanie z odnawialnych źródeł energii, co w dłuższej perspektywie pozwoli im na duże oszczędności.

 

Kolejną istotną kwestią jest nauczanie indywidualne, którego potrzebuje coraz większa liczba uczniów. Zwiększyło się również zapotrzebowanie na specjalistów z dziedzin takich jak pedagogika i psychologia. Uczniowie, po długiej przerwie od regularnych kontaktów z rówieśnikami, potrzebują wyjątkowych rozwiązań. A to wszystko kosztuje.

 

Poza tym coraz mniej młodych ludzi decyduje się na podjęcie pracy w szeroko pojętej edukacji. W konsekwencji większość kadry to pedagodzy z ogromnym doświadczeniem i w związku z tym wyższym wynagrodzeniem. Przewaga specjalistów z wieloletnim stażem jest ogromną wartością dla młodych, jednak generuje też duże koszty.

 

Z podobnymi problemami mierzą się zarówno placówki prywatne, jak i publiczne. – Mimo wszystko dalecy jesteśmy od przewidywania zapaści finansowej polskiego szkolnictwa. Jednostki państwowe mają określone budżety, które są wystarczające na pokrycie wszystkich wydatków związanych z potrzebami nauczycieli, uczniów i rodziców. A w przypadku nieprzewidzianych wydatków dyrektor może zwrócić się do organu prowadzącego z prośbą o przekazanie jednostce dodatkowych środków – mówi Urszula Makowska, Dyrektor Zespołu Szkół nr 1 w Mławie.

 

– Nie ulega wątpliwości, że pandemia, a potem również wzrost cen energii i inflacja, wpłynęły negatywnie na finanse zarówno firm związanych z edukacją, jak i rodziców. Ci pierwsi muszą mierzyć z koniecznością wprowadzania nowych i kosztownych rozwiązań, wzrostem cen i brakami kadrowymi. Ci drudzy, chcąc zrekompensować swoim dzieciom straty poniesione w trakcie nauki on-line, decydują się na wydawanie niemałych sum na korepetycje. Kto zyskał? Z pewnością korepetytorzy, a wraz z nimi pośredniczące między uczącymi a uczniami internetowe platformy – mówi Sławomir Grzelczak.

 

Badanie Quality Watch przeprowadzone metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, na próbie reprezentatywnej ze względu na wiek, płeć i wielkość miejsca zamieszkania, 1055 osób. Termin realizacji: 3 – 6 czerwca 2022

 

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Amfiteatr: W oczekiwaniu na tragedię

4 Sierpnia 2022 godz. 13:22 Ala, fot. archiwum
Koncert Korteza, którego muzyka jest pełna emocji, a teksty poezji wzbudzają wielkie poruszenie. Nic dziwnego, że do koszalińskiego amfiteatru ściągnął on ponad dwutysięczną widownię. Niestety, nie tylko ze względu na znakomity występ tego piszącego w gimnazjum miniatury fortepianowe kompozytora, wokalisty i gitarzysty występ koszalinianie zapamiętają go na długo. Strach w oczach towarzyszący opuszczaniu amfiteatru zapadnie w pamięci chyba na znacznie dłużej… Koncert Korteza zgromadził w koszalińskim amfiteatrze ponad dwutysięczną widownię. Impreza była znakomita. Nie znamy nikogo, kto by żałował, że zdecydował się wziąć udział w tym widowisku muzycznym. Problemem okazało się jednak opuszczenie po koncercie amfiteatru. Wówczas o włos nie doszło do tragedii, w której mogło uczestniczyć kilkadziesiąt, a nawet kilkaset osób! Organizatorzy koncertu zdecydowali bowiem, że widzowie muszą opuścić amfiteatr jedynie wyjściami górnymi. Jest ich tam osiem, i w zasadzie nie tworzą tzw. „wąskiego gardła”. Umożliwiają dość swobodne wyjście. Problemem jest jednak to, że następnie większość widzów musi zejść schodami wzdłuż płotu amfiteatru, by np. dostać się do pozostawionych na parkingu aut. A tam czekało na nich nie lada wyzwanie! Musieli bowiem schodzić po słabo, by nie rzec niemal w ogóle nie oświetlone schodach… W takich warunkach o tragedię było o nietrudno! Chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe! Gdyby jednemu z schodzących podwinęła się noga, lub zahaczyłby o stopę poprzedzającego go schodzącego człowieka wówczas na tych schodach powstałby efekt domina: jedni ludzie spadając wpadaliby na innych! Na szczęście do takiej sytuacji nie doszło.  Tym razem się udało. Wniosek jest jeden`; musimy poprawić – i to natychmiast - kwestię bezpieczeństwa widzów amfiteatru,. Zarządzający amfiteatrem nie zrobili w tym temacie zbyt wiele. Jedno „światełko” bowiem jaskółki nie czyni… Namawianie organizatorów, do otwierania znajdujących się na dole amfiteatru dwóch szerokich bram to także zdecydowanie za mało. Przecież, z pewnością nie zawsze, ze względów technicznych (np. wozy transmisyjne tv, itd.) nie będzie można z nich korzystać. Dlatego wzywamy szefów koszalińskiego CK 105 oraz prezydenta Koszalina do tego, by problem oświetlenia „ciemnych schodów” rozwiązali. I to natychmiast! Nie czekajmy, aż dojdzie do tragedii!   ...
 

Zatrzymani organizatorzy gry w „trzy kubki”

28 Lipca 2022 godz. 16:24 Ala za KMP Koszalin
Słoneczna pogoda sprzyja wypoczynkowi nad morzem, niestety urlopową beztroskę bezwzględnie wykorzystują oszuści. Ich celem są turyści namawiani do pozornie niewinnej gry "w trzy kubki". W rzeczywistości gra jest tylko pretekstem do wyciągnięcia od grającego wszystkich jego pieniędzy. W tej grze wygrani są tylko jej organizatorzy. Policjanci Komisariatu Policji w Mielnie podczas swoich działań doprowadzili do zatrzymania mężczyzn, którzy urządzali grę hazardową w tzw. trzy kubki oraz nawoływali chętnych do udziału. Ponadto mundurowi zabezpieczyli akcesoria służące do organizowania gry w trzy kubki. Po przeprowadzeniu czynności z mężczyznami, funkcjonariusze skierowali wniosek o ukaranie do sądu. Na czym polega gra w trzy kubki? W proceder zaangażowana jest grupa osób. Jedna z nich zaprasza przechodniów do obstawiania, za pieniądze, w którym z trzech  kubków znajduje się piłeczka. Reszta tworzy tłum wykazujący zainteresowanie i głośno kibicujący graczom. Odgadnięcie kubka, to wygrana postawionych pieniędzy. Osoba prowadząca grę przestawia kubki myląc uczestników, a pozostałe osoby grają role aktywnych obserwatorów lub innych jej uczestników. Z reguły „trzy kubki” kończą się przegraną osoby zaproszonej do gry, bądź wygraną osoby podstawionej przez jej organizatora, co ma uprawdopodobnić potencjalną wygraną innym przyglądającym się osobom. Nie daj się skusić na pozornie łatwą wygraną, gdyż możesz stracić wszystkie postawione w grze pieniądze. Osoba przystępująca do gry nie ma szans na wygraną, a organizatorzy nielegalnych gier są doskonale zorganizowani i bezwzględni. Widząc grających naciągaczy najlepiej powiadom Policję....
 

Koszalin: Tłumy w Parku Wodnym, a z budowy wodnego placu zabaw zrezygnowano

27 Lipca 2022 godz. 13:39 Ala, fot. arc hiwu, FB/Park Wodny Koszalin
Gdy warunki pogodowe uniemożliwiają plażowanie nad Bałtykiem w koszalińskim Parku Wodnym pojawiają się tłumy! W środę także trzeba było swoje odstać, by skorzystać z wodnych propozycji aquaparku. Przed czterema laty planowano wzbogacić Park Wodny o kolejną atrakcję: liczący 606 m2 wodny plac zabaw... Z braku finansowania projekt znalazł się na bocznym torze. W marcu 2018 roku ekoszalin.pl informował, że Park Wodny Koszalin będzie miał kolejną atrakcję. Miał zyskać wodny plac zabaw dla najmłodszych klientów . Koncepcję projektową przedstawiło nawet wybrane w postępowaniu ofertowym Biuro Architektoniczne Metropolis ze Szczecina. Według niej Park Wodny miał zyskać m.in. nieckę o powierzchni ok. 606 m2 z osobną stacją uzdatniania wody. Inwestycja miała obejmować budowę dużego wodnego placu zabaw z atrakcjami dla najmłodszych. Budowa niecki basenowej o powierzchni ok. 606 m/2 z osobną stacją uzdatniania wody. Miały powstać trzy strefy zabaw: Water playground - konstrukcja ze zjeżdżalniami i mostkami, Water play table - konstrukcja dla „małych naukowców” (dzieci mogą obserwować i eksperymentować z przelewającą się specjalnymi rynnami i naczyniami wodą), Belly slide – tor do ślizgów. Poza tym na całym placu zabaw miały pojawić się armatki wodne, tunel, strugi wody, wiadra przelewowe, fontanny itp. Miały... Ale nie pojawią się, bo ze względów finansowych projekt znalazł się w "miejskiej zamrażarce". Dziś okazuje się jak bardzo ta inwestycja wzbogaciłaby ofertę naszego aquaparku. Zamiast powrócić do tego projektu władze Koszalina zdecydowały się na promowanie nowych inwestycji na terenach Góry Chełmskiej: drogi, parkingu i stadionu rekreacyjnego z miejscem do piknikowania...      ...
 

Koszalin: Zieloni za darmową komunikacją publiczną

27 Lipca 2022 godz. 2:54 Ala za Środkowopomorskie Koło Partii Zieloni
"Uważamy, że w interesie środowiska naturalnego, a tym samym ogółu mieszkańców byłoby umożliwienie mieszkańcom Koszalina darmowych przejazdów autobusami komunikacji miejskiej, zaś mieszkańcom województwa darmowego przejazdu kolejami regionalnymi" napisali w liście, który skierowali do marszałka województwa zachodniopomorskiego, prezydenta Koszalina oraz przewodniczący Rady Miejskiej w Koszalinie członkowie Środkowopomorskiego Koła Partii Zieloni. . Oto treść tego listu: "Niedawno w Koszalinie podwyższono ceny biletów MZK. Oczywiste jest, że rosną koszty, chociażby w postaci paliwa, a władze municypalne starają się zarządzać miastem w sposób gospodarny.  Jednak miasto to nie przedsiębiorstwo, a w dobie ocieplenia klimatu w naszym wspólnym interesie jest zachęcanie mieszkańców, żeby w mniejszym zakresie korzystali z samochodów osobowych, a w większym z rowerów i komunikacji publicznej. Ruch samochodowy jest przecież jednym ze źródeł gazów cieplarnianych.  Niestety, podwyżki biletów MZK raczej zniechęcają niż zachęcają do korzystania z autobusów. Tymczasem w Europie trend jest raczej odwrotny – kolejne miasta decydują się na darmową komunikację miejską. Europejskim prekursorem był w tym przypadku estoński Tallinn, zaś polskim – górnośląskie Żory. W ostatnim czasie w sąsiednich Niemczech wprowadzono też miesięczny bilet za symboliczne 9 euro, umożliwiający przejazdy autobusami, tramwajami i pociągami w ramach komunikacji lokalnej i regionalnej. Ideą jest właśnie zachęcenie mieszkańców do podróżowania komunikacją publiczną zamiast samochodami. Także w Hiszpanii od września br. darmowy ma być przejazd pociągami podmiejskimi i średniodystansowymi. W związku z powyższym uważamy, że w interesie środowiska naturalnego, a tym samym ogółu mieszkańców byłoby umożliwienie mieszkańcom Koszalina darmowych przejazdów autobusami komunikacji miejskiej, zaś mieszkańcom województwa darmowego przejazdu kolejami regionalnymi. Lub chociażby przejazdu kolejami regionalnymi w symbolicznej cenie 50 zł za trzy wakacyjne miesiące. To ostatnie jest z pewnością możliwe po zawarciu przez Zachodniopomorski Urząd Marszałkowski stosownej umowy ze spółką POLREGIO. Przypomnijmy w tym miejscu, że w ubiegłym roku Pan Marszałek gorąco zachęcał do korzystania z podróży kolejami regionalnymi".  ...
 

Licealiści i studenci ogłaszają upadłość konsumencką. Zatrważające historie ze Szczecina

27 Lipca 2022 godz. 2:51 Ala z mat. inf. fot. pixabay.com
Nie mają pracy, nie mogą zatem liczyć na bankowy kredyt. Żeby kupić wymarzonego smartfona idą po szybkie kredyty gotówkowe tzw. chwilówki i po kilku miesiącach budzą się z długami, których spłacić się nie da. Młodzież coraz częściej popada w ogromne problemy finansowe i ratunkiem wydaje się tylko upadłość konsumencka. - Problemy zaczynają się na etapie edukacji i niestety w domach, młodzi ludzie nie znają rynku finansowego, a bankowość to jedynie teoria – wyjaśnia Katarzyna Rogoźnicka, ekspert ds. restrukturyzacji. – Oglądając reklamy szybkich i prostych pożyczek gotówkowych uważają, że to świetna okazja. Zaciągają swoje pierwsze zobowiązania w chwilówkach, których nie są w stanie spłacić – dodaje. Zaczyna się niewinnie. Osiemnastolatkowie odbierają dowód osobisty, swój dokument dojrzałości. Od tej pory mogą sami decydować o swoim losie i decydują… idą kupić wymarzonego smartfona. Presja środowiska, chęć posiadania najnowszego modelu, fascynacja technologiami – motywacja bywa różna.  W banku na kredyt gotówkowy licealiści liczyć nie mogą, ponieważ nie mogą wykazać źródła dochodów. Idą zatem do parabanków po chwilówkę. Po pieniądze na smartfona, czasami na laptopa lub kamerę, marząc o karierze youtubera. Wydaje się, że spłata tych kilku tysięcy złotych będzie prosta. Nic bardziej mylnego, bez stałego źródła dochodów okazuje się, że regulowanie zobowiązań stanowi niemały kłopot. Po kilku, kilkunastu miesiącach dług urasta czasem do kilkunastu tysięcy złotych. Nie zdajemy sobie sprawy, że takie zobowiązania mogą być obarczone dużymi karami za opóźnienia w spłacie. Bywa, że naliczane są dodatkowymi koszty, które są zapisane w umowie, ale których nie mieliśmy czasu przeczytać podpisując umowę np. przez telefon.  Kiedy rodzice dowiadują się o problemach swoich nastolatków, zwykle dług jest już tak duży, że jest niemożliwy do spłaty nawet dla dorosłego, posiadającego etat. - Nie można w takim wypadku czekać, problem sam się nie rozwiąże, może jedynie przybrać na sile w postaci coraz większego zadłużenia – mówi Katarzyna Rogoźnicka. – Często jedynym rozwiązaniem jest ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Na szczęście nowelizacja przepisów w tym zakresie daje większe możliwości zadłużonym – wyjaśnia. Jeszcze kilka lat temu sąd mógł oddalić wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności lub istotnie zwiększył jej stopień umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. W takim wypadku młodzi ludzie narażali się na ogromne problemy, wszak brak wiedzy czy zrozumienia podpisywanej umowy mogły być dla sądu przesłanką do oddalenia wniosku o ogłoszenia upadłości. - Obecnie zadłużeni konsumenci mogą liczyć na większą przychylność sądów. W wyniku postępowania upadłościowego dłużnicy docelowo mogą zyskać umorzenie swoich zobowiązań – tłumaczy Katarzyna Rogoźnicka. - Sąd może również ustalić plan spłat np. na trzy, cztery lata, a po wykonaniu planu spłaty umorzyć zobowiązania nieobjęte tymże planem.  Konsument posiadający majątek (np. mieszkanie) musi liczyć się z tym, że będzie zlicytowany. Dodatkowo traci on  prawo do zarządzania swoim majątkiem, a zostaje on przekazany syndykowi. Bez względu na ostateczną decyzję sądu, upadłość konsumencka jest często jedynym rozwiązaniem od ucieczki od ogromnego zadłużenia – dodaje. Ekspertka zaznacza natomiast, że tego typu przykrych doświadczeń można uniknąć. Przede wszystkim ważne są relacje rodziców z dziećmi, by w porę dostrzec finansowe kłopoty. Po drugie istotna jest edukacja. Jeśli młodzi ludzie będą mieli świadomość zagrożenia, jakie niesie ze sobą korzystanie z drogich pożyczek gotówkowych, to prawdopodobnie by się nie decydowali na takie kroki. Niestety reklamy mówiące „oddasz ile pożyczyłeś” bardzo rzadko mają pokrycie w praktyce, a częściej dają złudne poczucie bezpieczeństwa transakcji. - Taka profilaktyka i wiedza o mechanizmach finansowych powinna być podstawą nauki o ekonomii w szkołach, jak również w domu rodzinnym. Sęk w tym, że nawet dorośli nabierają się na drogie pożyczki opakowane w reklamę taniego zobowiązania i wpadają w spiralę długów. Od kogo zatem mają się uczyć odpowiedzialności ich dzieci? – pyta retorycznie Katarzyna Rogoźnicka.    ...
 

GDDKiA: Drogi S11 i S6 w budowie

27 Lipca 2022 godz. 3:28 Ala za GDDkiA
W III kwartale tego roku planowane jest podpisanie umów na realizację odcinków S6 Koszalin-Słupsk o długości 46 km. Wykonawcy będą musieli jeszcze przygotować projekty wykonawcze, ale decyzje ZRID są już uzyskane i w tym roku pierwsze, wstępne prace będą mogły już się rozpocząć. S11 Koszalin Bobolice - trwa budowa 48 km nowej drogi Droga S11 połączy w przyszłości Kołobrzeg i Koszalin z Poznaniem i dalej aglomeracją górnośląską. Na terenie Pomorza Zachodniego realizacja tej trasy jest już dość zaawansowana, w ostatnich latach została oddana obwodnica Szczecinka i odcinek wspólny z S6 i S11 od Kołobrzegu do Koszalina.   W lutym i marcu 2020 roku GDDKiA podpisała umowy na zaprojektowanie i budowę trzech odcinków S11 między Koszalinem i Bobolicami, o łącznej długości 48 km i wartości 1,5 miliarda złotych. Wykonawcy zrealizowali prace projektowe zgodnie z terminami kontraktowymi, co pozwoliło w połowie ubiegłego roku uzyskać decyzję o  o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID).   Dzięki temu w lipcu ubiegłego roku ruszyły roboty budowlane na wszystkich trzech odcinkach. Obecnie na całej inwestycji trwają intensywne prace budowlane prowadzone przez ponad 1000 pracowników przy użyciu 500 jednostek sprzętu. Powstają obiekty mosty i wiadukty, dla większości z nich prace konstrukcyjne są już mocno zaawansowane. Postępują też prace drogowe, na odcinku Koszalin-Zegrze Pomorskie wykonano już 7 km warstw bitumicznych na obu jezdniach, natomiast na odcinku Zegrze Pomorskie - Kłanino 11 km. Inwestycja obejmuję budowę m.in. pięciu węzłów drogowych i dwóch par Miejsc Obsługi Podróżnych Dargiń Północ i Południe oraz Niekłonice Zachód i Wschód oraz Obwód Utrzymania Drogi Bobolice. Zakończenie inwestycji planowane jest na drugą połowę 2023 r.   Dokończenie obwodnicy Koszalina i SianowaW sierpniu ubiegłego roku ruszyły prace przy dokończeniu obwodnicy Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6. Na odcinku o długości 7,9 km pomiędzy węzłem Koszalin Wschód i Sianowem wystąpiły odmienne od wcześniej stwierdzonych warunki geologiczne, co wymusiło zmiany w projekcie drogi. Obecnie na inwestycji wykonywane są prace związane ze wzmocnieniem podłoża, trwają również pozostałe prace drogowe. Wykonywane są obiekty mostowe, w tym posadowienie podpór estakady na przecięciu S6 z linią kolejową. Powstaje również nowy węzeł Sianów Zachód. W drugiej połowie przyszłego roku inwestycja powinna zostać zakończona. Sieć dróg krajowych ciągle się rozwija, co jest związane z sukcesywną realizacją rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych. Naszym celem jest powstanie pełnego układu autostrad i dróg ekspresowych zgodnie z rozporządzeniem określającym docelowy układ dróg oraz niezbędnych obwodnic. Docelowo w województwie ma być około 650 km dróg ekspresowych i autostrad. Obecnie mamy 325 km takich dróg, także jesteśmy na półmetku realizacji tego celu. W budowie mamy teraz odcinki dróg S3, S6 i S11 o łącznej długości 89 km. W ciągu najbliższych 2 lat planowane jest zakończenie tych inwestycji. Kolejne 46 km drogi S6 Koszalin-Słupsk jest w przetargu. W realizacji są również obwodnice o łącznej długości 14 km oraz tunel w Świnoujściu, którego inwestorem zastępczym jest GDDKiA.   ...
 

Koszalin: Centrum miasta pustoszeje

6 godzin temu Ala, fot. archiwum
Wiadomość o zamknięciu produkcji w koszalińskim browarze nie jest dobra ani dla miasta ani dla nas, mieszkańców. Nie tylko dlatego, że pracę straci blisko 80 pracowników. W centrum Koszalina pojawi się kolejny nieużywany obiekt... Kolejny charakterystyczny dla Koszalina obiekt będzie stał pusty. Tym razem to zabytkowy obiekt, w którym do tej pory znajdował się od 1868 roku browar. Tylko przez okres 15 lat po wojnie koszaliński browar był wykorzystywany jako magazyny Armii Czerwonej.  Teraz czeka go niepewny los. Choć władze Van Pur zapewniają, że " naszym celem jest, by unikalne, zabytkowe budynki browaru z 1874 roku, mogły jednak, choć w innej formie, nadal jak najlepiej funkcjonować w miejskiej tkance Koszalina" to  konkretnych planów na jego przyszłość nie ma.  Całkiem niedawno koszalinianie dowiedzieli się, że inny, jakże charakterystyczny dla miasta obiekt zostanie wyłączony z działalności. Do końca bieżącego miesiąca wszyscy najemcy "Związkowca" muszą opuścić budynek. Teraz niewiadomo jaki los czeka wybudowanego w 1972 roku koszalińskiego "drapacza chmur". Mówi się nawet, że może zostać wyburzony... Od pięciu lat przy ul. Zwycięstwa znajduje się inny pustostan - Empik. To obiekt, w którym znajdował się najpierw Klub Międzynarodowej Prasy i Książki, a przez kolejne ćwierć wieku była to jedna z najważniejszych placówek kulturalnych w mieście. Gdy go zamykano, zapewniano, że  budynek po remoncie i przebudowie  ma zafunkcjonować jako… apartamentowiec. Miało tam powstać 21 mieszkań na trzech kondygnacjach, z balkonami i zewnętrzną windą. Przyziemie i parter miały pozostać handlowe. Miały... Dziś to rudera, w której okolicach urządzono sobie toaletę i śmietnik, a władze miasta bezradnie rozkładają ręce nie mogąc wyegzekwować od właścicieli utrzymana obiektu w należytym stanie. ...