Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Paweł Spisak: Z Banderasem po medal igrzysk

2021-07-19 09:04:00 Art a Arskom
Igrzyska olimpijskie w Tokio będą dla naszego najlepszego jeźdźca, Pawła Spisaka, już piątą imprezą tej rangi. Lider naszej kadry wierzy w zdobycie medalu i udany występ reprezentacji Polski, która po raz pierwszy od 17 lat wystartuje drużynowo we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego. Ze Spisakiem rozmawiamy także o współpracy z najlepszym zawodnikiem w historii, Adamie Małyszu i… przyjaźni z Banderasem, czyli koniem, na którym pojedzie w Japonii.

Niedawno otrzymał pan z rąk prezesa Polskiego Związku Jeździeckiego piątą nominację olimpijską w życiu. Serce mocniej zabiło czy to był kolejny dzień w biurze?

 

Paweł Spisak: Zdecydowanie mocniej zabiło. Nie po to w ostatnich latach bardzo ciężko pracowałem, żeby teraz obeszło się bez emocji. To bardzo miłe i fajne, że znalazłem uznanie w oczach trenera.

 

Do Tokio jedzie inny Paweł Spisak niż 17 lat temu do Aten? 

 

Gdyby nie to samo imię i nazwisko, powiedziałbym, że jadą dwie zupełnie inne osoby. Byłem wtedy bardzo młody i gniewny. Wydawało mi się, że świat stoi przede mną otworem i tak naprawdę każdy rywal jest do pokonania, każdy cross jest łatwy. Miałem kubeł zimnej wody wylany na głowę, ale dużo więcej uczymy się przez porażki niż sukcesy. To doświadczenie z pierwszych igrzysk bardzo mnie zmotywowało. Wiele zmieniłem w mojej drodze sportowej i dzisiaj na pewno przystąpię do igrzysk z zupełnie innym doświadczeniem i innym nastawieniem. Myślę też, że z innymi możliwościami i umiejętnościami.

 

Gdyby miał pan teraz rywalizować z 23-letnim sobą, co byłoby pana największą przewagą nad młokosem?

 

Zupełnie inna głowa, świadomość, doświadczenie. Jeździectwo jest trochę specyficznym sportem w porównaniu z innymi dyscyplinami pod tym względem, że nie wszystko zależy tutaj od nas, ale również od konia. Najlepszy zawodnik bez niego nie znaczy nic i odwrotnie. 

 

Czyli liczy się nie tylko doświadczenie jeźdźca, ale też konia?

 

Zdecydowanie. On też jest zawodnikiem i musi zdobyć doświadczenie na wielkich imprezach, na dużych arenach. Atmosfera, trudność i ranga robi dla niego różnicę. Przez te pięć lat od Rio zwiedziliśmy z Banderasem pół świata, startowaliśmy w wielu naprawdę poważnych imprezach. Również poza kontynentem, dzięki czemu mamy doświadczenie w startach po długich podróżach. Jestem prawie pewny, że to będzie miało znaczenie i przyniesie pozytywny efekt.

 

Banderas nie wspomina chyba Rio najlepiej. Zakończył występ potłuczony po groźnie wyglądającym upadku.

 

Na pewno jest bardzo waleczny i ambitny. Na pewno nie jest rzemieślnikiem. To trudny koń, ale jeżeli tę trudność potrafi się dobrze ukierunkować, to staje się ona atutem. Po Rio szybko się pozbierał. Bardzo często poważny upadek później mocno przekłada się na to, jak konie startują. Od zawodów w Rio nie popełniliśmy ani jednego błędu na crossie, przez pięć lat. To świadczy o tym, że wyciągnęliśmy wnioski, ale też o świetnej formie Banderasa, jeżeli chodzi o próbę terenową. Oby ten cross był w Tokio bardzo trudny, bo to nasza najmocniejsza strona.

 

Z punkty widzenia sportowca z Pana dyscypliny, bliżej chyba koniowi do członka rodziny niż sprzętu sportowego. To dużo więcej niż rakieta dla tenisisty.

 

Absolutnie tak. Banderas to mój kumpel, naprawdę jeden z lepszych. Bardzo dużo czasu spędza w Niemczech, przez to, że trenuję z niemieckim trenerem. Dojeżdżam do niego, aby go nie męczyć niepotrzebnymi podróżami. Więc jak przyjeżdżam, to zawsze mówię „Siemasz kumplu, zaczynamy robotę!”. My, jeźdźcy, jesteśmy takimi trochę trenerami personalnymi od wytrzymałości, techniki, psychologami dla tych koni. Musimy naprawdę świetnie poznać te zwierzaki, bo one nie potrafią nam powiedzieć co jest nie tak. Dlatego tak ważne jest obserwowanie ich na co dzień. Kiedy to wszystko połączymy w jedną całość, możemy doprowadzić konia do wysokiej formy i on odda nam to, co w nim najlepsze.

 

Jak będzie wyglądała podróż Banderasa do Tokio?

 

To zawsze wzbudza dużo zainteresowania, a wbrew pozorom jest świetnie opracowane. Konie od lat poruszają się drogą lotniczą i naprawdę odbywa się to bardzo płynnie. Często lepiej znoszą podróż lotniczą niż długie podróże samochodem, bo gdy nie ma zbyt dużych turbulencji, samolot porusza się bardzo płynnie. Mają komfortowe warunki, są transportowane w wygodnych kontenerach. Dodatkowo, specjalnie na potrzeby Igrzysk Olimpijskich, w kontenerze, w którym normalnie umieszcza się trzy konie w boksach, teraz będą tylko dwa, aby zapewnić im jeszcze więcej miejsca i przestrzeni. Banderas będzie leciał samolotem już czwarty raz, wcześniej za każdym razem dolatywał na miejsce w dobrej formie i nigdy nie było z tym problemu.

 

Zdarzały się sytuacje, kiedy najlepsi jeźdźcy tracili szansę na medale przez to, że koń był zbyt zmęczony lotem? 

 

Niestety zdarzało się tak, ale myślę, że to nie jest kwestia samego lotu, tylko długiej podróży. Podczas ostatnich mistrzostw świata w USA, Szwedka Algotsson jechała świetnie przygotowana, ale finalnie koń niestety nie wystartował, bo po podróży się bardzo źle czuł. Takie rzeczy się zdarzają, ale mogą wystąpić także w przypadku długich transportów samochodem. W samolocie jest jedna świetna sprawa, że temperatura jest stała, a w samochodzie jest ją bardzo trudno utrzymać. Dlatego dużym atutem transportu lotniczego jest to, że po zapakowaniu koni do samolotu nic się już nie zmienia, nie pocą się, nie mają za zimno, są też na pokładzie osoby, które odpowiednio się nimi zajmują. 

 

Powiedział pan, że jeździec jest trochę trenerem personalnym konia. Czy da się określić jaki procent sukcesu należy do jeźdźca, a ile zależy od zwierzęcia?

 

Uważam, że to jest 50-50, bo nawet najlepszy zawodnik na świecie bez dobrego konia niewiele może zdziałać. Na zawodach niższej rangi pewne rzeczy możemy zrekompensować. Super jeździec na gorszym koniu jest w stanie dodać tej jakości i odwrotnie, świetny koń na zawodach łatwiejszych jest w stanie pomóc jeźdźcowi. Natomiast na najwyższym poziomie liczą się detale – ułamki sekundy na każdym okrążeniu robią olbrzymią różnicę, jak w Formule 1. Przez to każdy błąd ma znaczenie, bo czołówka jest bardzo wyrównana.

 

Które z igrzysk były dla pana najciekawszą przygodą?

 

Priorytetem dla mnie są wyniki sportowe, więc Pekin najgłębiej mi został w głowie, a zaraz za tym Ateny, bo udział w pierwszych igrzyskach to spełnienie marzeń każdego chyba każdego sportowca. Ale Pekin jest na pierwszym miejscu z dwóch przyczyn. Po pierwsze – wynik sportowy, po drugie – lokalizacja. Każda impreza w Europie jest dla nas troszeczkę mniej fascynująca niż takie imprezy, które są dużo dalej, w miejscach oryginalnych, fascynujących i takie też były dla mnie Chiny. Tokio też byłoby wspaniałą imprezą, ale wiemy, że ograniczenia pandemiczne sprawią, że igrzyska będą bardziej smutne, bez udziału publiczności, albo tylko z tą miejscową. My jako zawodnicy nie mamy szansy zwiedzania okolicy, będziemy się tylko poruszać między terenami zawodów, a wioską olimpijską. To przykre, ale cóż, pozostaje się skupić na wynikach sportowych.

 

W Rio mieliście niebezpieczny upadek, a w Londynie musiał pan się wycofać przez kontuzję konia. Tokio będzie szczęśliwsze?

Jest bardzo mały odsetek przypadków, kiedy coś faktycznie jest zdarzeniem losowym, a nie kwestią przygotowania. W Londynie była szansa na przyzwoity wynik, no i zdarzyła się kontuzja konia. Trudno tu jednak mówić o pechu, bo miałem świadomość, że to koń z ogromnymi możliwościami, ale lata fizycznej świetności były za nim. Ryzyko, że to się wydarzy, powinno być wkalkulowane. Co do Rio, cały rok przygotowań był zły. Banderas był bardzo młody i niedoświadczony, zmieniliśmy szkolenie i trenera. Nic nie grało tak jak powinno. Gdyby wszystko wyszło, trzeba by to było rozpatrywać w kategoriach farta. Teraz przez pięć lat przygotowuję się z super trenerem, w dobrej atmosferze, wiele dobrych startów za mną, mam duże doświadczenie. I myślę, że po zawodach nie będziemy już mówić o żadnym pechu. 

 

Jak wygląda pana proces przygotowań do igrzysk? Jak wpłynęła na niego pandemia?

Dla mnie przełożenie igrzysk o rok jest wielkim szczęściem. 2019 rok miałem bardzo dobry. Sezon przedolimpijski miał być zwieńczony mistrzostwami Europy, a tydzień przed nimi nabawiłem się kontuzji, która wyłączyła mnie ze sportu na pół roku. Jak wróciłem w siodło, powrót do formy był bardzo mozolny. Zeszły rok nie był dobry sportowo i dopiero w ostatnim starcie, w mistrzostwach Polski w Baborówku, udało się wygrać. Dzięki pandemii miałem dużo więcej czasu na przygotowanie do najważniejszej imprezy, wszystko wróciło teraz na dobre tory, spędziłem dużo czasu z trenerem w Niemczech. 

 

No właśnie, pana trenerem jest Michaelem Jung, z którym będziecie rywalizować w Tokio o medale.

To najlepszy zawodnik WKKW w historii, zdobywca trzech złotych medali olimpijskich. Przyjaźnimy się i bardzo mi pomaga. 

 

Czego się pan od niego nauczył?

To wielka postać w skali całego sportu. Trzy lata temu, kiedy tuż przed startem w mistrzostwach świata jego koń nabawił się kontuzji i nie mógł wystartować, i tak wsiadł w samolot, żeby mnie wspierać jako szkoleniowiec. To pokazuje wielkość człowieka. I jeszcze jedna ważna rzecz – zawsze mi się wydawało, że Banderas nie jest najlepszy, jeśli chodzi o konkurs skoków. Michael powiedział mi: „Pomyśl sobie o tym tak, że on nie jest słaby, tylko wystarczająco dobry”. Ma zupełnie inne spojrzenie, które normalnie daje psycholog sportu. To cudowne, że mogę z tego korzystać.

 

Podkreślał pan, że celem na igrzyska jest medal. Myślał pan o rywalizacji indywidualnej, czy drużynowej, w której Polska po raz pierwszy od 17 lat weźmie udział?

Jeździectwo to sport bardzo indywidualny. Trudno tutaj mówić o drużynie, zespołem jest bardziej koń z zawodnikiem, którzy tworzą zgrany duet. Ale jeśli każdy z nas ma optymalne warunki do najlepszego przygotowania się, to z tych indywidualnych sukcesów, powstaje sukces zespołowy, bo wyniki indywidualne liczą się do klasyfikacji zespołów. Ja patrzę na to troszeczkę samolubnie, ale dzięki temu mogę dać więcej koleżankom i kolegom z drużyny. Nie jadę do Tokio na wycieczkę, bo gdybym chciał, to bym sobie po prostu zaoszczędził i kupił bilet. 

 

W WKKW drużynowo zdobywaliśmy medale na IO w Amsterdamie (1928) i Berlinie (1936). Dawno. Na czym kibice mogą opierać optymizm przed tegorocznym występem?

Warunki do przygotowań się poprawiły, przede wszystkim przez to, że otworzyliśmy się na świat. Po upadku Żelaznej Kurtyny trzeba było lat, żeby coś się zaczęło zmieniać. Kiedy pojawiło się więcej świadomości i pieniędzy, wyniki poszły do przodu. W zawodach międzynarodowych startuje coraz więcej Polaków, a za ilością zawsze idzie jakość. Po raz pierwszy od Aten jedziemy całym zespołem, dla wszystkich moich kolegów i koleżanek to będzie debiut. Dzięki temu doświadczeniu będzie można się rozwijać. Moje rady dla innych? Niech robią swoje, nie dając się zjeść nerwom. W tym roku zmieniły się przepisy i po raz pierwszy występ każdego z trojga zawodników będzie się liczył do wyniku kadry, wcześniej najsłabszy rezultat był nieważny. Przez to każdy błąd eliminuje drużynę z walki o medale. A z drugiej strony ci najlepsi muszą ryzykować, żeby mieć szanse indywidualnie. I otwierają się szanse dla tych ciut słabszych zespołów. Taktyka będzie bardzo ważna. I trenerów czekają trudne decyzje. 

 

Dla innych zespołów to też nowość.

Tak, również dla wspaniałych Niemców, Anglików, Nowozelandczyków czy Amerykanów. Zawsze było tak, że pierwsza para jechała pewnie i bezpiecznie, niekoniecznie walcząc o medal indywidualnie. Miała dać spokój reszcie drużyny, tak żeby kolejne mogły ryzykować. W tym momencie jak pierwsza pojedzie słabiej, to nie wiadomo jak do tego podejść. Bardzo mnie ciekawi, jak to będzie wyglądało taktycznie.

 

Dużą rolę będzie miał trener reprezentacji, Marcin Konarski.

Oczywiście. Bardzo duże znaczenie ma rozstawienie, czy będę jechał pierwszy, drugi czy trzeci. Im później jedziemy, tym lepszy mamy przegląd sytuacji. Wiemy na jakie ryzyko możemy sobie pozwolić.

 

Przed wojną jeździectwo w Polsce było jednym ze sportów narodowych. Da się coś zrobić, żeby znów było tak popularne?

Żartując trochę – powoływać więcej ludzi do wojska! Jeździectwo w Polsce było na wysokim poziomie, kiedy opierało się na armii. Mówię też półserio, bo we Włoszech jeździectwo opiera się na służbach mundurowych, zawodnicy reprezentują wojsko, policję, a nawet lotnictwo czy pocztę. Dzięki temu łatwiej im o pieniądze na starty, za którymi idą sukcesy. I u nich taki model daje co parę lat medale na dużych imprezach. Ciekawym przypadkiem są też skoki narciarskie.

 

W jakim sensie?

Był taki czas, kiedy raptem kilka osób siadało przed telewizorami, żeby patrzeć, jak Polacy spadają na bulę. Później przyszły sukcesy Adama Małysza, za którymi przyszły bardzo duże pieniądze i wszystko się zmieniło. W każdym sporcie potrzebujemy takiego Małysza, którego sukcesy pociągną za sobą naród. Potrzebujemy bohaterów, z którymi możemy się utożsamiać, niezależnie czy startują w jeździectwie, saneczkarstwie, czy tańczą na rurze. Kochamy sportowców, którzy wygrywają.

 

Będzie pan dla polskiego jeździectwa takim Adamem Małyszem, który przebije sufit?

Biję w ten sufit od 20 lat. Najwyższy czas, żeby kolejne uderzenia go skruszyły.

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Koszalin wśród 10 najlepszych miast do życia w Polsce

19 Lipca 2021 godz. 17:52 Ala z mat. inf.
Koszalin został sklasyfikowany na 9 miejscu wśród 50 miast na prawach powiatu w Rankingu Polskich Miast Zrównoważonych 2021 przygotowanego przez firmę Arcadis we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz Uniwersytetu Zielonogórskiego. Zdaniem ekspertów "Miasto może poszczycić się wysokim udziałem terenów zieleni, w tym terenów leśnych, co sprawia, że postrzegane jest jako zielone i przyjemne miejsce do mieszkania. Szczególnie wyróżnia się las Góry Chełmskiej położony we wschodniej części miasta, w obrębie którego znajduje się wiele ścieżek spacerowych, park linowy oraz wieża widokowa. Kolejne cztery parki zlokalizowane są w centralnej części miasta. Niewątpliwym atutem miasta jest dobra, w porównaniu z innymi miastami z pierwszej dziesiątki, jakość powietrza, co przekłada się zarówno na korzystne warunki życia mieszkańców, jak również przyciąga turystów. Aktywnemu spędzaniu czasu w mieście służy rozbudowana sieć ścieżek rowerowych i liczne szlaki piesze, umożliwiające czynny wypoczynek w bliskości natury. Koszalin to również miasto, w którym można poczuć się bezpiecznie z uwagi na niski wskaźnik przestępczości i niewielką liczbę osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Duża liczba miejsc w żłobkach oraz przedszkolach plasuje miasto w gronie miast postrzeganych jako przyjazne dla rodzin z dziećmi." W stosunku do poprzedniej edycji Rankingu Koszalin awansował z 18 pozycji wyprzedzając takie ośrodki jak Szczecin, Gdynia czy Wrocław....
 

S11: We wtorek rozpoczęto budowę. S6: Podpisano umowy na na dokończenie obwodnicy Koszalina i Sianowa

20 Lipca 2021 godz. 3:23 Ala za GDDKiA
We wtorek odbyły się dwa wydarzenia drogowe. Rozpoczęto budowę S11 i to na aż trzech odcinkach oraz podpisano umowy na dokończenie realizacji obwodnicy Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6. O godz. 13:00 nastąpiła inauguracja budowy drogi ekspresowej S11 na odcinkach: Koszalin-Zegrze Pomorskie Zegrze Pomorske-Kłanino Kłanino-Bobolice W Delegatura Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Koszalinie nastąpi podpisanie umowy na dokończenie realizacji obwodnicy Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6.   S11 Koszalin Bobolice - budowa 48 km nowej drogi  W lutym i marcu ubiegłego roku GDDKiA podpisała umowy na zaprojektowanie i budowę trzech odcinków S11 między Koszalinem i Bobolicami, o łącznej długości 48 km. Wykonawcy zrealizowali prace projektowe i zgodnie z terminami kontraktowymi złożyli wnioski o wydanie decyzji ZRID.  Inwestycje te przechodzą z fazy projektowania do etapu robót budowlanych. W drugiej połowie czerwca, dla wszystkich odcinków, Wojewoda Zachodniopomorski wydał decyzje ZRID. Dziś ruszą prace. W pierwszej kolejności zostanie przeprowadzone rozpoznanie saperskie terenu i niezbędne inwentaryzacje.  W zakresie inwestycji  budowa obejmie m.in. pięć węzłów drogowych i dwie pary Miejsc Obsługi Podróżnych Dargiń Północ i Południe oraz Niekłonice Zachód i Wschód oraz Obwód Utrzymania Drogi Bobolice. Zakończenie inwestycji planowane jest na drugą połowę 2023 r  Przeprojektowany odcinek S6 to 7,9 km pomiędzy węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód.  Obwodnica Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6 ma łączną długość 21,1 km. Od jesieni ubiegłego roku funkcjonują odcinki o łącznej długości około 13 km, od węzła Bielice do węzła Koszalin Wschód, połączenie z ulicą Szczecińską (S11) oraz końcowy fragment obwodnicy od węzła Sianów Wschód. Rozprowadzają one ruch z nowej drogi S6, jednak nie dają możliwości ominięcia Koszalina i Sianowa przez ruch tranzytowy. Dlatego konieczne jest dokończenie całości obwodnicy.  Przypomnijmy, na odcinku obwodnicy Koszalina i Sianowa, między węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód (km 6,4 – km 14,3), wystąpiły skomplikowane warunki gruntowe, odmienne od wcześniej stwierdzonych. Podłoże, ze względu na bardzo specyficzną i rzadko spotykaną budowę związaną z występowaniem drugiego poziomu wód gruntowych pod ciśnieniem, nie nadawało się do zastosowania pierwotnie przewidzianej technologii budowy. Jak wyjaśnia GDDKiA, problemem były również samowypływy (wypływy artezyjskie), w których zwierciadło wody stabilizowało się nawet 2 m powyżej poziomu terenu.Próby zastosowania nasypu przeciążeniowego i mikrowybuchów nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Wykonano również szereg ekspertyz i badań podłoża, które prowadził między innymi Państwowy Instytut Geologiczny. Wobec braku porozumienia z dotychczasowym wykonawcą, odcinek między węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód został wyłączony z pierwotnego kontraktu na budowę obwodnicy.  W roku 2019 rozpoczęło się opracowywanie aktualizacji dokumentacji projektowej dla obwodnicy, gdzie wzięto pod uwagę wyniki poszerzonych badań podłoża. W toku opracowywania dokumentacji przeanalizowano szereg rozwiązań, w szczególności przy obszarze Góry Chełmskiej i przecięcia z linią kolejową Koszalin – Słupsk. Ostatecznie zadecydowano o całkowitej zmianie rozwiązań projektowych w tym miejscu. Zamiast przejścia drogi pod linią kolejową i co za tym idzie zagłębienia się w skomplikowany geologicznie obszar, została zaprojektowana estakada o długości niemal 800 metrów. Obiekt ten będzie przechodził nad linią kolejową i obszarem o skomplikowanej strukturze podłoża. W grudniu tego roku została uzyskana nowa decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID) i zmieniona wcześniejsza. Zakończenie dokumentacji i uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych umożliwiło przeprowadzenie przetargu na dokończenie robót na tej inwestycji. W przetargu złożonych zostało pięć ofert. Najkorzystniejszą złożyło konsorcjum firm Polbud Pomorze (lider), Miejskie Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów oraz Wibra Recycling (partnerzy). Oferta opiewa na 448,87 mln zł, a czas przewidziany na realizację to 19 miesięcy (z wyłączeniem okresów zimowych). Dziś nastąpi podpisanie umowy, a zakończenie prac na tym odcinku przewidywane jest natomiast na początek 2023 roku.     ...
 

Uwaga na zły kierunek

19 Lipca 2021 godz. 1:39 Ala za GDDKiA
W kilku miejscach, przy drogach szybkiego ruchu zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, ustawiliśmy charakterystyczne tablice informacyjne z ostrzeżeniem przed wjazdem pod prąd. To początek naszych działań. Analizujemy wszystkie potencjalne miejsca, a w pierwszej kolejności tablice pojawią się tam, gdzie kierowcy wjeżdżają pod prąd na drogę szybkiego ruchu. Kierowco - patrz na znaki, nie łam przepisów   Często słyszymy o przypadkach poruszania się po drogach szybkiego ruchu pod prąd. Mimo stosownego oznakowania i samego układu jezdni, która wymusza prawidłową jazdę, niektórzy kierujący pojazdami łamią przepisy i stwarzają ogromne zagrożenie w ruchu drogowym, dla innych jak i samych siebie. Zwracaliśmy już uwagę na ten problem – czytaj tutaj.    Podjęliśmy konkretne działania. Nowe tablice już są   Skorzystaliśmy z rozwiązań stosowanych w Austrii, Niemczech, Słowacji i Chorwacji. Charakterystyczne duże żółte tablice z napisem STOP Zły kierunek i symbolem dłoni z umieszczonym na niej piktogramem znaku zakaz wjazdu, ustawiono już na łącznicy węzła Głogów Południe na S3, a także na węźle Świlcza na S19. Nowe tablice pojawiły się również na autostradzie A4 na węzłach Opole Zachód, Rzeszów Północ i Przemyśl oraz przed granicą Polski z Ukrainą w Korczowej, gdzie zaobserwowano kierowców oczekujących na odprawę i zawracających przed granicą.     Ustawione tablice informacyjne nie są znakiem drogowym, a mają służyć jako wzmocnienie obowiązującej organizacji ruchu. Przypomnijmy, że umieszczanie znaków drogowych reguluje tzw. „czerwona książka”, która jest rozporządzeniem Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz. U. z 2019 r. poz. 2311 z późn. zm.).   Wkrótce kolejne tablice   W najbliższym czasie takie tablice informacyjne pojawią się między innymi na węźle Patriotów na S2 w Warszawie, na węzłach Wypędy, Paszków i Mszczonów na S8, na większości węzłów na S3 pomiędzy Szczecinem i Zieloną Górą, na obwodnicy Wałcza w ciągu S10, a także na kilku węzłach na S1 i S52 w okolicy Bielska-Białej. ...
 

Polsat pokaże XXVI Festiwal Kabaretu w Koszalinie

15 Lipca 2021 godz. 14:43 Ala z mat. inf.
Po rocznej przerwie spowodowanej epidemią wraca jedna z najbardziej rozpoznawalnych imprez kabaretowych w kraju: 26. Festiwal Kabaretu w Koszalin. 31 lipca w Amfiteatr w Koszalinie wystąpią m.in.: Neo-Nówka, Kabaret Młodych Panów, Smile, Kabaret Skeczów Męczących. Jak zawsze gospodarzem festiwalu będzie Kabaret Koń Polski. Polsat pokaże XXVI Festiwal Kabaretu w Koszalinie. Dwie edycje Festiwalu z 2018 i 2019 r. ze względu na modernizację amfiteatru musiały zostać przeniesione do Hali Widowiskowo-Sportowej w Koszalinie. Ta zaplanowana na 2020 r. nie doszła do skutku przez sytuację epidemiczną w kraju. Gdyby wykonawca robót w amfiteatrze nie zakończył ich przed czasem, również i zbliżająca się edycja Festiwalu mogłaby nie dojść do skutku. Podczas dzisiejszego spotkania z dziennikarzami Leszek Malinowski zapewnił, że nie zabraknie żartów covidowych, choćby w wykonaniu Kabaretu Koń Polski. „Jesteśmy kabareciarzami i staramy się obserwować tzw. otaczającą nas rzeczywistość i byłoby nienormalne, gdybyśmy nie zauważali pewnych zjawisk związanych z epidemią” – powiedział. Dodał, że jednak tematem przewodnim będzie „Stacja Pcim”. „W miejscowości Pcim nie ma torów i nie ma stacji. Stacja jest pewnego rodzaju alegorią, pretekstem do dyskusji na temat tej skądinąd przesympatycznej miejscowości. Myślę, że jest osoba, która spopularyzowała tę miejscowość, nie będę wymieniał jej nazwiska, ale ta osoba sprawiła, że Pcim stał się swojego rodzaju symbolem” – zaznaczył Malinowski i dodał, że Pcim będzie tylko pretekstem do rzeczywistości. Jak zapewnił Malinowski, oprócz żartów obyczajowych, pojawią się na pewno żarty polityczne. Tematem tegorocznego festiwalu jest STACJA PCIM, skąd mieszkańcy tłumnie ruszają w Polskę, żeby zrobić karierę i osiągnąć wielki sukces. Na stacji dojdzie do wielu zaskakujących wydarzeń i przewrotnego finału... Wystąpi czołówka polskiego kabaretu: Kabaret Neo-Nówka Kabaret Młodych Panów Kabaret Smile Kabaret Skeczów Męczących Kabaret Jurki Kabaret RAK Kabaret Chyba Kabaret Koń Polski - Gospodarze wydarzenia       ...
 

Nowa inwestycja w Mielnie

12 Lipca 2021 godz. 5:44 Ala z mat. inf.
Na mapie mieleńskich inwestycji budowlanych powstaje kolejna, tym razem z włoskimi ko-rzeniami, a co za tym idzie elegancją i stylem Made in Italy. Właśnie uroczyście wmurowano kamień węgielny pod Villa Verona Mielno - prestiżowy kompleks wielorodzinnych budyn-ków mieszkalnych. Inwestor odda je właścicielom do użytku w lutym 2023 roku. Niemal połowa apartamentów znalazła już swoich właścicieli. Uroczystość podpisania aktu erekcyjnego i wkopania kamienia węgielnego pod inwestycję odbyła się na działce przy ul. Pogodnej. Powstaną tu dwa mieszkalne budynki wielorodzinne, a w nich 49 apartamentów o powierzchni 39-99 m.kw. Do dyspozycji mieszkańców zostaną oddane części wspólne - komfortowy dziedziniec z altaną oraz nowoczesny i bezpieczny plac zabaw. Wszystko wykończone materiałami wysokiej jakości, z uwzględnieniem włoskiego designu. Za projekt odpowiada inż arch. Mateusz Manecki z krakowskiej Autorskiej Pracowni Projektowej Manecki.              Budując w Polsce od lat, w każdej inwestycji przemycamy odrobinę naszej włoskiej duszy i zamiłowania do designu, tego co estetyczne i wykonane z najlepszych materiałów - mówi Maurizio Sangalli, prezes zarządu Villa Verona Mielno sp. z o.o. - Tak samo jest tym razem, a Mielno zdaje się to doceniać. Wpisujemy się w zmiany zachodzące w tym mieście w ostatnich latach i liczymy, że wyznaczymy dalszy trend architektoniczny budowli estetycznych, wpisujących się w nowy krajobraz miasta.              Akt erekcyjny podpisali burmistrz Mielna, Olga Roszak-Pezała oraz Maurizio Sangalli w obecności kilkudziesięciu uczestników wydarzenia, w większości właścicieli powstających apartamentów Villa Verona Mielno oraz zainteresowancyh zakupem. Tradycyjnego wmurowania kamienia węgielnego wraz z aktem dokonali kierownik projektu Dominik Wójcik oraz przedstawiciel generalnego wykonawcy Arbud Plus, Jakub Jantoszak. Podczas 6-godzinnego eventu przyszli właściciele powstających apartamentów mieli okazję omówić wszelkie szczegóły z inwestorem i wykonawcą, podczas gdy najmłodsi korzystali z rozrywek przygotowanych w strefie animacji.              Nasze apartamenty w Mielnie już na tym etapie cieszą się dużym zainteresowaniem. Blisko połowa z nich została już zarezerwowana. - mówi Maurizio Sangalii - Jest to doskonała inwestycja dla osób z całej Polski, umożliwiająca z jednej strony spędzanie czasu w nadmorskim kurorcie we własnym apartamencie, a z drugiej - generowanie przychodu podczas nieobecności w Mielnie - dodaje.                Villa Verona Mielno to inwestycja, za którą stoi spółka wywodząca się i powiązana z doświadczonym na polskim rynku developerem Verona Building, budującym w Polsce od 2001 roku. Prezesem Zarządu spółki celowej  - Villa Verona Mielno Sp. z o.o. - jest Włoch Maurizio Sangalli, członek Zarządu Verona Building Sp. z o.o. ...