Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Cudowne dziecko i pracowite beztalencie – Murańka i Stękała znów są nadzieją polskich skoków

2020-11-29 09:04:00 Art za Arskom Group
Pierwszy debiutował w zawodach Zakopanem w wieku 13 lat 4 miesięcy i 24 dni. Był już wtedy srebrnym medalistą mistrzostw Polski. Od dziecka był poddawany olbrzymiej presji, z którą sobie nie radził. Wielki talent to przez lata było za mało, żeby zagościć w czołówce. Drugi sam o sobie mówi, że żadnego talentu nigdy nie miał, a szóste miejsce w szkolnych zawodach było największym młodzieńczym sukcesem. Klemensa Murańkę i Andrzeja Stękałę łączą arcydługie lata bez żadnych sukcesów, niechęć do Stefana Horngachera, i fakt, że wszystko wskazuje na to, iż rozpoczęty sezon będzie dla nich przełomowy. Dzieli wszystko inne.

Na pierwszy rzut oka miejsca na pograniczu drugiej i trzeciej dziesiątki w otwierających obecny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich zawodach w Wiśle, to nie jest żaden wielki powód do ekscytacji. A jednak dla 19. Stękały i 22. Murańki to olbrzymi zastrzyk optymizmu, który może napędzić ich na cały sezon. – Po prostu nie mogę, tak jestem zadowolony! Starałem się, ciężko trenowałem! – mówił zachwycony Stękała, który w ostatni weekend zapunktował w PŚ po raz pierwszy od 1710 dni. To jedna z dłuższych przerw wśród wszystkich zawodników. Dla skoczka z Dzianisza to były długie lata, w czasie których musiał pracować w karczmie, żeby związać koniec z końcem i utrzymać przy życiu umierające marzenia o sportowej wielkości. Nikt nie zrozumie go tak dobrze jak kolega z kadry, Klemens Murańka. Jego zakończona w zeszłym sezonie przerwa w punktowaniu trwała krócej – 1100 dni. W tym czasie o mało nie stracił wzroku. Ma za sobą bolesną utratę marzeń o występie na igrzyskach w Soczi, kiedy stracił miejsce w kadrze na ostatniej prostej, a także… epizod jako kierowca busa rozwożącego po Zakopanem wstawionych turystów z zabawy sylwestrowej. Działo się to w zeszłym roku, dokładnie w czasie, gdy Dawid Kubacki skutecznie walczył o wygraną w Turnieju Czterech Skoczni.

 

Na początku był patos

Był 2004 rok, Małyszomania w pełni. Na szczycie Wielkiej Krokwi usiadł niespełna dziesięcioletni chłopczyk z okrągłą buzią. Poleciał 135 metrów, tylko 4 metry krócej od rekordu skoczni należącego wówczas do Svena Hannawalda. Tak Polacy poznali Klimka Murańkę. Dzieciaka, którego media patetycznie ochrzciły „Małym Małyszem”. Chłopca, który jeszcze nie wiedział, że niebawem będzie się pod kołdrą chował przed dziennikarzami. Swoją cegiełkę do sterty kamieni, która przytłoczyła młodziutkiego skoczka z Zakopanego, dołożyli także działacze. Do kwalifikacji pierwszego konkursu o Puchar Świata – oczywiście na doskonale sobie znanej Wielkiej Krokwi, został zgłoszony, kiedy miał niespełna 13 i pół roku. Pogoń za rekordem i chęć pochwalenia się całemu światu wielkim talentem sprawiła, że nie wzięli pod uwagę olbrzymiej presji, na którą Murańka nie był gotowy. Spadł z progu, wylądował na buli i z odległością 88,5 metra z kretesem poległ w kwalifikacjach. Pierwsze punkty Pucharu Świata zdobył cztery lata później i w kolejnych sezonach wydawało się, że w końcu proroctwa o wielkim talencie zdają się potwierdzać. Wtedy jednak skrzydła podciął mu Łukasz Kruczek, wybierając – wbrew woli większości kibiców – Dawida Kubackiego jako ostatniego zawodnika do drużyny na igrzyska w Soczi. – Nie warto mieć marzeń – napisał 20-latek w mediach społecznościowych, paląc jednocześnie koszulkę z napisem „Soczi 2014”. Jego tata przyznał, że na wieść o tej decyzji szkoleniowca Klimek był załamany. – Popłakał się i stracił ochotę nawet na start w mistrzostwach świata juniorów – przyznał jego tata, Krzysztof. 

W kolejnych latach było coraz gorzej. Przede wszystkim dlatego, że Murańka skakał na ślepo, mając olbrzymie problemy ze wzrokiem, do czego nie przyznawał się trenerowi. Tylko talentowi i doświadczeniu zawdzięczał to, że w ogóle trafiał w próg i nie zrobił sobie krzywdy. Dziś skoczek ma już 26 lat, pięcioletniego synka, i największe problemy – chyba – za sobą. Po części wraca do punktu wyjścia – znów jest nadzieją na lepsze jutro polskich skoków. Nasza czołowa trójka: Kamil Stoch, Piotr Żyła i Dawid Kubacki, jest już po trzydziestce. Murańka na ich tle wciąż może uchodzić za rokującego juniora. 

 

234 metry szczęścia i lata rozpaczy

Andrzej Stękała sam o sobie mówi, że nigdy nie miał ani odrobiny talentu. W zawodach dla dzieci, kiedy mu szło był w środku stawki, w gorsze dni w jej ogonie. Jedyną nagrodą jaką trzymał w pokoju, była statuetka za szóste miejsce w Lidze Szkolnej. Dlatego też trenerzy z zakopiańskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego przecierali oczy ze zdumienia, kiedy mający już 20 lat Stękała w 2015 roku przebojem wdarł się do kadry, wykorzystując fatalną dyspozycję pozostałych zawodników w ostatnim sezonie pod wodzą Łukasza Kruczka. Jego umiejętność wykorzystania ruchów powietrza miała szczególne znaczenie na mamucich skoczniach. Lot Stękały na 235 metrów w kwalifikacjach do konkursu na Vikersundbakken był w 2016 roku drugim najdłuższym skokiem w historii polskich skoków. Wydawało się wówczas, że mamy większy problem z odnalezieniem formy pogubionego Kamila Stocha, niż ze wskazaniem jego potencjalnego następcy, bo skoczek z Dzianisza przez cały sezon imponował równą, wysoką formą i miał być jednym z tych, na bazie których następca Kruczka, Stefan Horngacher, zbuduje silną drużynę. Okazało się jednak, że zatrudnienie Niemca było fatalną decyzją z punktu widzenia młodych zawodników. 

– Staram się, ćwiczę, usiłuję dostosować się do nowych zasad, ale to dla mnie kompletnie nie działa. Te ćwiczenia są bardzo trudne. Mam wrażenie, jakbym miał się od nowa uczyć skakać – mówił Stękała na początku pracy z Niemcem. Później przyznał, że nie ufał mu i obaj za sobą nie przepadali. Rok po tym, jak Stękała przefrunął na nartach blisko ćwierć kilometra, znalazł się poza kadrami narodowymi, na totalnym zakręcie. 16 lutego 2017 roku, kiedy Maciej Kot po raz pierwszy wygrał konkurs PŚ, Andrzej na Wielkiej Krokwi spotkał się z dziennikarzami, żeby podzielić się wrażeniami z triumfu kolegi. O sobie nie miał za wiele do powiedzenia, poza tym, że musi poszukać pracy, bo z czegoś trzeba żyć. W wieku niespełna 22 lat nie miał z kim trenować, popadł w konflikt z trenerem i był w kompletnej rozsypce pod względem technicznym. Wtedy rękę wyciągnął do niego szkoleniowiec kadry B, Maciej Maciusiak, namawiając go do wspólnych treningów. W kolejnych latach pracował jako kelner w karczmie „Chata Zbójnicka”, trenując z doskoku. Gdyby nie upór i wiara w siebie, dawno porzuciłby marzenia, stając się kolejnym chłopakiem z Podhala, który opowiada kumplom o tym, jak blisko był wielkości. A Stękała wciąż ma na nią szansę. 

Puzzle z tysięcy elementów

Ani Murańka, ani Stękała nie zaczną z dnia na dzień wygrywać konkursów. Ale obaj za wiele przeszli, za długo czekali aż wszystkie tysiące elementów w złożonej układance jaką jest kariera skoczka narciarskiego wskoczą na miejsce, żeby nie wykorzystać tego, że wreszcie znów są w elicie. Według ekspertów z firmy bukmacherskiej Totolotek, faworytem do wygranej w nadchodzących zawodach w fińskiej Ruce będzie Markus Eisenbichler (za złotówkę postawioną na jego triumf można zarobić 3.5 minus podatek), a największe szanse z Polaków ma Dawid Kubacki. Kursy na Murańkę (1:80) i Stękałę (1:200) wskazują na to, że nie będą faworytami, obaj jednak znakomicie się jednak czują, atakując z drugiego szeregu. Przede wszystkim jednak renesans ich formy to fenomenalna informacja dla trenera Michala Doleżala, który przez cały poprzedni sezon borykał się z brakiem czwartego zawodnika do drużyny. Z takimi uzupełnieniami składu jak Klemens czy Andrzej, nasza kadra znowu powinna liczyć się w rywalizacji o Puchar Narodów.

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Koszalin wśród 10 najlepszych miast do życia w Polsce

19 Lipca 2021 godz. 17:52 Ala z mat. inf.
Koszalin został sklasyfikowany na 9 miejscu wśród 50 miast na prawach powiatu w Rankingu Polskich Miast Zrównoważonych 2021 przygotowanego przez firmę Arcadis we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz Uniwersytetu Zielonogórskiego. Zdaniem ekspertów "Miasto może poszczycić się wysokim udziałem terenów zieleni, w tym terenów leśnych, co sprawia, że postrzegane jest jako zielone i przyjemne miejsce do mieszkania. Szczególnie wyróżnia się las Góry Chełmskiej położony we wschodniej części miasta, w obrębie którego znajduje się wiele ścieżek spacerowych, park linowy oraz wieża widokowa. Kolejne cztery parki zlokalizowane są w centralnej części miasta. Niewątpliwym atutem miasta jest dobra, w porównaniu z innymi miastami z pierwszej dziesiątki, jakość powietrza, co przekłada się zarówno na korzystne warunki życia mieszkańców, jak również przyciąga turystów. Aktywnemu spędzaniu czasu w mieście służy rozbudowana sieć ścieżek rowerowych i liczne szlaki piesze, umożliwiające czynny wypoczynek w bliskości natury. Koszalin to również miasto, w którym można poczuć się bezpiecznie z uwagi na niski wskaźnik przestępczości i niewielką liczbę osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Duża liczba miejsc w żłobkach oraz przedszkolach plasuje miasto w gronie miast postrzeganych jako przyjazne dla rodzin z dziećmi." W stosunku do poprzedniej edycji Rankingu Koszalin awansował z 18 pozycji wyprzedzając takie ośrodki jak Szczecin, Gdynia czy Wrocław....
 

S11: We wtorek rozpoczęto budowę. S6: Podpisano umowy na na dokończenie obwodnicy Koszalina i Sianowa

20 Lipca 2021 godz. 3:23 Ala za GDDKiA
We wtorek odbyły się dwa wydarzenia drogowe. Rozpoczęto budowę S11 i to na aż trzech odcinkach oraz podpisano umowy na dokończenie realizacji obwodnicy Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6. O godz. 13:00 nastąpiła inauguracja budowy drogi ekspresowej S11 na odcinkach: Koszalin-Zegrze Pomorskie Zegrze Pomorske-Kłanino Kłanino-Bobolice W Delegatura Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Koszalinie nastąpi podpisanie umowy na dokończenie realizacji obwodnicy Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6.   S11 Koszalin Bobolice - budowa 48 km nowej drogi  W lutym i marcu ubiegłego roku GDDKiA podpisała umowy na zaprojektowanie i budowę trzech odcinków S11 między Koszalinem i Bobolicami, o łącznej długości 48 km. Wykonawcy zrealizowali prace projektowe i zgodnie z terminami kontraktowymi złożyli wnioski o wydanie decyzji ZRID.  Inwestycje te przechodzą z fazy projektowania do etapu robót budowlanych. W drugiej połowie czerwca, dla wszystkich odcinków, Wojewoda Zachodniopomorski wydał decyzje ZRID. Dziś ruszą prace. W pierwszej kolejności zostanie przeprowadzone rozpoznanie saperskie terenu i niezbędne inwentaryzacje.  W zakresie inwestycji  budowa obejmie m.in. pięć węzłów drogowych i dwie pary Miejsc Obsługi Podróżnych Dargiń Północ i Południe oraz Niekłonice Zachód i Wschód oraz Obwód Utrzymania Drogi Bobolice. Zakończenie inwestycji planowane jest na drugą połowę 2023 r  Przeprojektowany odcinek S6 to 7,9 km pomiędzy węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód.  Obwodnica Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6 ma łączną długość 21,1 km. Od jesieni ubiegłego roku funkcjonują odcinki o łącznej długości około 13 km, od węzła Bielice do węzła Koszalin Wschód, połączenie z ulicą Szczecińską (S11) oraz końcowy fragment obwodnicy od węzła Sianów Wschód. Rozprowadzają one ruch z nowej drogi S6, jednak nie dają możliwości ominięcia Koszalina i Sianowa przez ruch tranzytowy. Dlatego konieczne jest dokończenie całości obwodnicy.  Przypomnijmy, na odcinku obwodnicy Koszalina i Sianowa, między węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód (km 6,4 – km 14,3), wystąpiły skomplikowane warunki gruntowe, odmienne od wcześniej stwierdzonych. Podłoże, ze względu na bardzo specyficzną i rzadko spotykaną budowę związaną z występowaniem drugiego poziomu wód gruntowych pod ciśnieniem, nie nadawało się do zastosowania pierwotnie przewidzianej technologii budowy. Jak wyjaśnia GDDKiA, problemem były również samowypływy (wypływy artezyjskie), w których zwierciadło wody stabilizowało się nawet 2 m powyżej poziomu terenu.Próby zastosowania nasypu przeciążeniowego i mikrowybuchów nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Wykonano również szereg ekspertyz i badań podłoża, które prowadził między innymi Państwowy Instytut Geologiczny. Wobec braku porozumienia z dotychczasowym wykonawcą, odcinek między węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód został wyłączony z pierwotnego kontraktu na budowę obwodnicy.  W roku 2019 rozpoczęło się opracowywanie aktualizacji dokumentacji projektowej dla obwodnicy, gdzie wzięto pod uwagę wyniki poszerzonych badań podłoża. W toku opracowywania dokumentacji przeanalizowano szereg rozwiązań, w szczególności przy obszarze Góry Chełmskiej i przecięcia z linią kolejową Koszalin – Słupsk. Ostatecznie zadecydowano o całkowitej zmianie rozwiązań projektowych w tym miejscu. Zamiast przejścia drogi pod linią kolejową i co za tym idzie zagłębienia się w skomplikowany geologicznie obszar, została zaprojektowana estakada o długości niemal 800 metrów. Obiekt ten będzie przechodził nad linią kolejową i obszarem o skomplikowanej strukturze podłoża. W grudniu tego roku została uzyskana nowa decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID) i zmieniona wcześniejsza. Zakończenie dokumentacji i uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych umożliwiło przeprowadzenie przetargu na dokończenie robót na tej inwestycji. W przetargu złożonych zostało pięć ofert. Najkorzystniejszą złożyło konsorcjum firm Polbud Pomorze (lider), Miejskie Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów oraz Wibra Recycling (partnerzy). Oferta opiewa na 448,87 mln zł, a czas przewidziany na realizację to 19 miesięcy (z wyłączeniem okresów zimowych). Dziś nastąpi podpisanie umowy, a zakończenie prac na tym odcinku przewidywane jest natomiast na początek 2023 roku.     ...
 

Uwaga na zły kierunek

19 Lipca 2021 godz. 1:39 Ala za GDDKiA
W kilku miejscach, przy drogach szybkiego ruchu zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, ustawiliśmy charakterystyczne tablice informacyjne z ostrzeżeniem przed wjazdem pod prąd. To początek naszych działań. Analizujemy wszystkie potencjalne miejsca, a w pierwszej kolejności tablice pojawią się tam, gdzie kierowcy wjeżdżają pod prąd na drogę szybkiego ruchu. Kierowco - patrz na znaki, nie łam przepisów   Często słyszymy o przypadkach poruszania się po drogach szybkiego ruchu pod prąd. Mimo stosownego oznakowania i samego układu jezdni, która wymusza prawidłową jazdę, niektórzy kierujący pojazdami łamią przepisy i stwarzają ogromne zagrożenie w ruchu drogowym, dla innych jak i samych siebie. Zwracaliśmy już uwagę na ten problem – czytaj tutaj.    Podjęliśmy konkretne działania. Nowe tablice już są   Skorzystaliśmy z rozwiązań stosowanych w Austrii, Niemczech, Słowacji i Chorwacji. Charakterystyczne duże żółte tablice z napisem STOP Zły kierunek i symbolem dłoni z umieszczonym na niej piktogramem znaku zakaz wjazdu, ustawiono już na łącznicy węzła Głogów Południe na S3, a także na węźle Świlcza na S19. Nowe tablice pojawiły się również na autostradzie A4 na węzłach Opole Zachód, Rzeszów Północ i Przemyśl oraz przed granicą Polski z Ukrainą w Korczowej, gdzie zaobserwowano kierowców oczekujących na odprawę i zawracających przed granicą.     Ustawione tablice informacyjne nie są znakiem drogowym, a mają służyć jako wzmocnienie obowiązującej organizacji ruchu. Przypomnijmy, że umieszczanie znaków drogowych reguluje tzw. „czerwona książka”, która jest rozporządzeniem Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz. U. z 2019 r. poz. 2311 z późn. zm.).   Wkrótce kolejne tablice   W najbliższym czasie takie tablice informacyjne pojawią się między innymi na węźle Patriotów na S2 w Warszawie, na węzłach Wypędy, Paszków i Mszczonów na S8, na większości węzłów na S3 pomiędzy Szczecinem i Zieloną Górą, na obwodnicy Wałcza w ciągu S10, a także na kilku węzłach na S1 i S52 w okolicy Bielska-Białej. ...
 

Polsat pokaże XXVI Festiwal Kabaretu w Koszalinie

15 Lipca 2021 godz. 14:43 Ala z mat. inf.
Po rocznej przerwie spowodowanej epidemią wraca jedna z najbardziej rozpoznawalnych imprez kabaretowych w kraju: 26. Festiwal Kabaretu w Koszalin. 31 lipca w Amfiteatr w Koszalinie wystąpią m.in.: Neo-Nówka, Kabaret Młodych Panów, Smile, Kabaret Skeczów Męczących. Jak zawsze gospodarzem festiwalu będzie Kabaret Koń Polski. Polsat pokaże XXVI Festiwal Kabaretu w Koszalinie. Dwie edycje Festiwalu z 2018 i 2019 r. ze względu na modernizację amfiteatru musiały zostać przeniesione do Hali Widowiskowo-Sportowej w Koszalinie. Ta zaplanowana na 2020 r. nie doszła do skutku przez sytuację epidemiczną w kraju. Gdyby wykonawca robót w amfiteatrze nie zakończył ich przed czasem, również i zbliżająca się edycja Festiwalu mogłaby nie dojść do skutku. Podczas dzisiejszego spotkania z dziennikarzami Leszek Malinowski zapewnił, że nie zabraknie żartów covidowych, choćby w wykonaniu Kabaretu Koń Polski. „Jesteśmy kabareciarzami i staramy się obserwować tzw. otaczającą nas rzeczywistość i byłoby nienormalne, gdybyśmy nie zauważali pewnych zjawisk związanych z epidemią” – powiedział. Dodał, że jednak tematem przewodnim będzie „Stacja Pcim”. „W miejscowości Pcim nie ma torów i nie ma stacji. Stacja jest pewnego rodzaju alegorią, pretekstem do dyskusji na temat tej skądinąd przesympatycznej miejscowości. Myślę, że jest osoba, która spopularyzowała tę miejscowość, nie będę wymieniał jej nazwiska, ale ta osoba sprawiła, że Pcim stał się swojego rodzaju symbolem” – zaznaczył Malinowski i dodał, że Pcim będzie tylko pretekstem do rzeczywistości. Jak zapewnił Malinowski, oprócz żartów obyczajowych, pojawią się na pewno żarty polityczne. Tematem tegorocznego festiwalu jest STACJA PCIM, skąd mieszkańcy tłumnie ruszają w Polskę, żeby zrobić karierę i osiągnąć wielki sukces. Na stacji dojdzie do wielu zaskakujących wydarzeń i przewrotnego finału... Wystąpi czołówka polskiego kabaretu: Kabaret Neo-Nówka Kabaret Młodych Panów Kabaret Smile Kabaret Skeczów Męczących Kabaret Jurki Kabaret RAK Kabaret Chyba Kabaret Koń Polski - Gospodarze wydarzenia       ...