Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Cudowne dziecko i pracowite beztalencie – Murańka i Stękała znów są nadzieją polskich skoków

2020-11-29 09:04:00 Art za Arskom Group
Pierwszy debiutował w zawodach Zakopanem w wieku 13 lat 4 miesięcy i 24 dni. Był już wtedy srebrnym medalistą mistrzostw Polski. Od dziecka był poddawany olbrzymiej presji, z którą sobie nie radził. Wielki talent to przez lata było za mało, żeby zagościć w czołówce. Drugi sam o sobie mówi, że żadnego talentu nigdy nie miał, a szóste miejsce w szkolnych zawodach było największym młodzieńczym sukcesem. Klemensa Murańkę i Andrzeja Stękałę łączą arcydługie lata bez żadnych sukcesów, niechęć do Stefana Horngachera, i fakt, że wszystko wskazuje na to, iż rozpoczęty sezon będzie dla nich przełomowy. Dzieli wszystko inne.

Na pierwszy rzut oka miejsca na pograniczu drugiej i trzeciej dziesiątki w otwierających obecny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich zawodach w Wiśle, to nie jest żaden wielki powód do ekscytacji. A jednak dla 19. Stękały i 22. Murańki to olbrzymi zastrzyk optymizmu, który może napędzić ich na cały sezon. – Po prostu nie mogę, tak jestem zadowolony! Starałem się, ciężko trenowałem! – mówił zachwycony Stękała, który w ostatni weekend zapunktował w PŚ po raz pierwszy od 1710 dni. To jedna z dłuższych przerw wśród wszystkich zawodników. Dla skoczka z Dzianisza to były długie lata, w czasie których musiał pracować w karczmie, żeby związać koniec z końcem i utrzymać przy życiu umierające marzenia o sportowej wielkości. Nikt nie zrozumie go tak dobrze jak kolega z kadry, Klemens Murańka. Jego zakończona w zeszłym sezonie przerwa w punktowaniu trwała krócej – 1100 dni. W tym czasie o mało nie stracił wzroku. Ma za sobą bolesną utratę marzeń o występie na igrzyskach w Soczi, kiedy stracił miejsce w kadrze na ostatniej prostej, a także… epizod jako kierowca busa rozwożącego po Zakopanem wstawionych turystów z zabawy sylwestrowej. Działo się to w zeszłym roku, dokładnie w czasie, gdy Dawid Kubacki skutecznie walczył o wygraną w Turnieju Czterech Skoczni.

 

Na początku był patos

Był 2004 rok, Małyszomania w pełni. Na szczycie Wielkiej Krokwi usiadł niespełna dziesięcioletni chłopczyk z okrągłą buzią. Poleciał 135 metrów, tylko 4 metry krócej od rekordu skoczni należącego wówczas do Svena Hannawalda. Tak Polacy poznali Klimka Murańkę. Dzieciaka, którego media patetycznie ochrzciły „Małym Małyszem”. Chłopca, który jeszcze nie wiedział, że niebawem będzie się pod kołdrą chował przed dziennikarzami. Swoją cegiełkę do sterty kamieni, która przytłoczyła młodziutkiego skoczka z Zakopanego, dołożyli także działacze. Do kwalifikacji pierwszego konkursu o Puchar Świata – oczywiście na doskonale sobie znanej Wielkiej Krokwi, został zgłoszony, kiedy miał niespełna 13 i pół roku. Pogoń za rekordem i chęć pochwalenia się całemu światu wielkim talentem sprawiła, że nie wzięli pod uwagę olbrzymiej presji, na którą Murańka nie był gotowy. Spadł z progu, wylądował na buli i z odległością 88,5 metra z kretesem poległ w kwalifikacjach. Pierwsze punkty Pucharu Świata zdobył cztery lata później i w kolejnych sezonach wydawało się, że w końcu proroctwa o wielkim talencie zdają się potwierdzać. Wtedy jednak skrzydła podciął mu Łukasz Kruczek, wybierając – wbrew woli większości kibiców – Dawida Kubackiego jako ostatniego zawodnika do drużyny na igrzyska w Soczi. – Nie warto mieć marzeń – napisał 20-latek w mediach społecznościowych, paląc jednocześnie koszulkę z napisem „Soczi 2014”. Jego tata przyznał, że na wieść o tej decyzji szkoleniowca Klimek był załamany. – Popłakał się i stracił ochotę nawet na start w mistrzostwach świata juniorów – przyznał jego tata, Krzysztof. 

W kolejnych latach było coraz gorzej. Przede wszystkim dlatego, że Murańka skakał na ślepo, mając olbrzymie problemy ze wzrokiem, do czego nie przyznawał się trenerowi. Tylko talentowi i doświadczeniu zawdzięczał to, że w ogóle trafiał w próg i nie zrobił sobie krzywdy. Dziś skoczek ma już 26 lat, pięcioletniego synka, i największe problemy – chyba – za sobą. Po części wraca do punktu wyjścia – znów jest nadzieją na lepsze jutro polskich skoków. Nasza czołowa trójka: Kamil Stoch, Piotr Żyła i Dawid Kubacki, jest już po trzydziestce. Murańka na ich tle wciąż może uchodzić za rokującego juniora. 

 

234 metry szczęścia i lata rozpaczy

Andrzej Stękała sam o sobie mówi, że nigdy nie miał ani odrobiny talentu. W zawodach dla dzieci, kiedy mu szło był w środku stawki, w gorsze dni w jej ogonie. Jedyną nagrodą jaką trzymał w pokoju, była statuetka za szóste miejsce w Lidze Szkolnej. Dlatego też trenerzy z zakopiańskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego przecierali oczy ze zdumienia, kiedy mający już 20 lat Stękała w 2015 roku przebojem wdarł się do kadry, wykorzystując fatalną dyspozycję pozostałych zawodników w ostatnim sezonie pod wodzą Łukasza Kruczka. Jego umiejętność wykorzystania ruchów powietrza miała szczególne znaczenie na mamucich skoczniach. Lot Stękały na 235 metrów w kwalifikacjach do konkursu na Vikersundbakken był w 2016 roku drugim najdłuższym skokiem w historii polskich skoków. Wydawało się wówczas, że mamy większy problem z odnalezieniem formy pogubionego Kamila Stocha, niż ze wskazaniem jego potencjalnego następcy, bo skoczek z Dzianisza przez cały sezon imponował równą, wysoką formą i miał być jednym z tych, na bazie których następca Kruczka, Stefan Horngacher, zbuduje silną drużynę. Okazało się jednak, że zatrudnienie Niemca było fatalną decyzją z punktu widzenia młodych zawodników. 

– Staram się, ćwiczę, usiłuję dostosować się do nowych zasad, ale to dla mnie kompletnie nie działa. Te ćwiczenia są bardzo trudne. Mam wrażenie, jakbym miał się od nowa uczyć skakać – mówił Stękała na początku pracy z Niemcem. Później przyznał, że nie ufał mu i obaj za sobą nie przepadali. Rok po tym, jak Stękała przefrunął na nartach blisko ćwierć kilometra, znalazł się poza kadrami narodowymi, na totalnym zakręcie. 16 lutego 2017 roku, kiedy Maciej Kot po raz pierwszy wygrał konkurs PŚ, Andrzej na Wielkiej Krokwi spotkał się z dziennikarzami, żeby podzielić się wrażeniami z triumfu kolegi. O sobie nie miał za wiele do powiedzenia, poza tym, że musi poszukać pracy, bo z czegoś trzeba żyć. W wieku niespełna 22 lat nie miał z kim trenować, popadł w konflikt z trenerem i był w kompletnej rozsypce pod względem technicznym. Wtedy rękę wyciągnął do niego szkoleniowiec kadry B, Maciej Maciusiak, namawiając go do wspólnych treningów. W kolejnych latach pracował jako kelner w karczmie „Chata Zbójnicka”, trenując z doskoku. Gdyby nie upór i wiara w siebie, dawno porzuciłby marzenia, stając się kolejnym chłopakiem z Podhala, który opowiada kumplom o tym, jak blisko był wielkości. A Stękała wciąż ma na nią szansę. 

Puzzle z tysięcy elementów

Ani Murańka, ani Stękała nie zaczną z dnia na dzień wygrywać konkursów. Ale obaj za wiele przeszli, za długo czekali aż wszystkie tysiące elementów w złożonej układance jaką jest kariera skoczka narciarskiego wskoczą na miejsce, żeby nie wykorzystać tego, że wreszcie znów są w elicie. Według ekspertów z firmy bukmacherskiej Totolotek, faworytem do wygranej w nadchodzących zawodach w fińskiej Ruce będzie Markus Eisenbichler (za złotówkę postawioną na jego triumf można zarobić 3.5 minus podatek), a największe szanse z Polaków ma Dawid Kubacki. Kursy na Murańkę (1:80) i Stękałę (1:200) wskazują na to, że nie będą faworytami, obaj jednak znakomicie się jednak czują, atakując z drugiego szeregu. Przede wszystkim jednak renesans ich formy to fenomenalna informacja dla trenera Michala Doleżala, który przez cały poprzedni sezon borykał się z brakiem czwartego zawodnika do drużyny. Z takimi uzupełnieniami składu jak Klemens czy Andrzej, nasza kadra znowu powinna liczyć się w rywalizacji o Puchar Narodów.

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Jest umowa na realizację S6 Koszalin - Sławno i wybrano ofertę dla Sławno - Słupsk

30 Września 2022 godz. 14:31 Ala za GDDKiA
Dziś GDDKiA podpisała umowę na realizację drogi ekspresowej S6 na odcinku Koszalin - Sławno. Inwestycję zrealizuję konsorcjum firm Kobylarnia i Mirbud, a wartość kontraktu to 657,9 mln zł. Nowa trasa będzie dwujezdniową drogą ekspresową o dwóch pasach ruchu w każdym kierunku i długości 23,2 km. Zakończenie inwestycji przewidziane jest na koniec sierpnia 2025 roku. Dzisiaj również wybrano najkorzystniejszą ofertę w przetargu na realizację sąsiedniego odcinka S6 Sławno - Słupsk. Jest to oferta firmy Stecol o wartości 701,6 mln zł. Pozostali wykonawcy mają 10 dni na ewentualne odwołania od wyboru oferty. Roboty budowlane i projekty wykonawcze dla S6 Koszalin - Sławno Wykonawca będzie miał za zadanie przygotować projekty wykonawcze oraz zrealizować roboty budowalne, a także uzyskać decyzję o pozwoleniu na użytkowanie. Na opracowanie projektów przewidziano 10 miesięcy, natomiast na same prace budowlane 19 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych. Dla inwestycji została już w sierpniu ubiegłego roku uzyskana decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID). W ciągu 30 dniu od podpisania umowy wykonawcy zostanie przekazany plac budowy. W pierwszym etapie będą prowadzone prace przygotowawcze - sprawdzenie saperskie, prace geodezyjne i wycinki. Zasadnicze roboty rozpoczną się po przygotowaniu i zatwierdzeniu projektów wykonawczych. Odcinek Koszalin - Sławno Odcinek rozpoczyna się tuż za obwodnicą Koszalina i Sianowa, a kończy przed miejscowością Sławno. W ramach inwestycji przewidziano budowę czterech węzłów drogowych (Kawno, Malechowo, Karwice, Bobrowice), Obwodu Utrzymania Drogi, pary Miejsc Obsługi Podróżnych (Karwice Północ i Południe) oraz 20 obiektów mostowych, w tym 5 obiektów będzie pełniło funkcję przejść dla zwierząt. Trasa będzie wygrodzona od otaczającego terenu siatkami i wyposażona w bariery energochłonne. Zadanie obejmuje także przebudowę dróg poprzecznych, krzyżujących się z nowo zaprojektowaną drogą ekspresową oraz budowę dróg dojazdowych. Odcinek Sławno - Słupsk Odcinek o długości 22,9 km omija Sławno częściowo od strony południowej i biegnie do Słupska, znajdującego się już w województwie pomorskim. W ramach umowy, podobnie jak w przetargu na odcinek Koszalin - Sławno, wykonawca przygotuje projekty wykonawcze oraz zrealizuje roboty budowlane wraz z uzyskaniem decyzji o pozwoleniu na użytkowanie. W ramach tego zadania oprócz trasy głównej powstaną cztery węzły drogowe (Sławno, Warszkowo, Września i Sycewice) oraz infrastruktura towarzysząca. W planach jest m.in przebudowa dróg krzyżujących się z nową „eską”, budowa dróg dojazdowych, a także awaryjnych wjazdów czy przejazdów. ...
 

Koszalin: Drastyczna oferta na prąd

20 Września 2022 godz. 11:54 Ala, fot. pixabay.com
"Ciemność! Widzę ciemność! Ciemność widzę..." Ten słynny cytat z filmu "Seksmisja" wkrótce może w Koszalinie stać się rzeczywistością! Dziś otwarto oferty, a dokładniej jedną, jedyną ofertę na zakup energii elektrycznej dla Gminy Miasto Koszalin wraz z jednostkami organizacyjnymi, instytucjami kultury, spółkami miejskimi oraz innymi podmiotami. Złożyła ją Enea Poznań S.A. jest blisko 450% droższa, od tegorocznej! - Cztery i pół razy więcej będziemy musieli zapłacić za prąd w przyszłym roku - mówi Robert Grabowski, rzecznik ratusza. Przypomnijmy, w tym roku ratusz za energię elektryczną zapłaci 15 mln 536 tysięcy złotych. Otwarta dziś oferta opiewa na kwotę 63 mln 37 tysięcy złotych! Jest to niemal 47,5 miliona złotych więcej! Ponad czterokrotny wzrost cen rok do roku! - Prezydent dał sobie dwa tygodnie na konsultacje i podjęcie decyzji w tej sprawie. To na pewno największa sytuacja kryzysowa w jakiej znalazło się miasto w ostatnich trzydziestu latach - dodaje rzecznik. Jak już informowaliśmy w przyszłorocznym miejskim budżecie na prąd "przygotowano" 38 mln 90 tysięcy złotych. Skąd wziąć brakujące blisko 25 milionów? Do przetargu wraz z Urzędem Miejskim przystąpiły wszystkie placówki miejskie, szkoły, przedszkola oraz Powiatowy Urząd Pracy i Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna. Podwyżka dosiągnie każdy z tych podmiotów! Największe wzrosty wydatków na energię elektryczną poniosą ci, którzy prądu - co jest logiczne - zużywają najwiecej. I tak miejskie wodociągi w tym roku za prąd zapłacą ok. 13 mln, a w przyszłym roku 22 mln, ZOS, który zarządza m.in. Parkiem Wodnym do tej pory płacił za prąd 7 mln, a w 2023 roku będzie musiał wydać 12 mln złotych. Zaciskania pasa zatem nie unikniemy.  Drenowanie miejskich budżetów trwa od 2019 roku. Najpierw musiały one ulec zmianie ze względu na niekorzystne zmiany w systemie podatkowych, a teraz poprzez zwiększenie cen kosztów energii, gazu i węgla. Przypomnijmy, że od 1 sierpnia br. Miejska Energetyka Cieplna podniosła woje taryfy.  W 2021 roku za paliwa MEC musiała zapłacić 17 mln zł, a za uprawnienia emisyjne 23 mln złotych. W bieżącym roku za paliwa MEC będzie musiała zapłacić 55 mln zł, a za uprawnienia emisyjne 29 mln złotych. I są to kwoty netto. to kolejne kwoty, które najprawdopodobniej w większej części będzie musiał zaspokoić także miejski budżet. ...
 

Jarosław Kaczyński przyjedzie do Koszalina

27 Września 2022 godz. 12:27 Ala, fot. PiS
 

ALDI otwiera pierwszy sklep w Koszalinie

20 Września 2022 godz. 8:21 Ala za ALDI
W środę 21 września o godzinie 6:00 swoje progi dla klientów otworzy pierwszy sklep ALDI w Koszalinie, który zlokalizowany będzie przy ul. Morskiej 49. W związku z otwarciem sieć zaplanowała specjalne promocje sięgające nawet do 50%, ponadto w dniu otwarcia pojawi się foodtruck z poczęstunkiem. Sieć zatrudniła kilkunastu pracowników na potrzeby nowo otwartej lokalizacji. Klienci, którzy odwiedzą sklep ALDI w Koszalinie będą mieli okazję skorzystać z atrakcyjnych promocji na wszystkie produkty marek własnych ALDI. Z kolei po zakupach, w godzinach od 10.00 do 17.00 przed sklepem na odwiedzających ALDI czekać będzie bezpłatny poczęstunek z foodtrucka, w którym za okazaniem paragonu będzie można odebrać „COŚ” na wynos!  - Każde otwarcie sklepu ALDI to dla nas ogromny sukces, jest to potwierdzenie naszego rozwoju. Jako sieć jesteśmy dziś obecni w każdym województwie i chcemy także zagościć w większości polskich domów. Nasi klienci wiedzą, że w ALDI znajdą lokalne i międzynarodowe produkty wysokiej jakości, ponieważ ALDI ma to coś, czego nie ma nigdzie indziej, po co warto wracać do nas, zgodnie z myślą Raz ALDI, zawsze COŚ z ALDI. Wierzymy, że klienci naszej nowej lokalizacji w Koszalinie znajdą również to „coś” i zyskają przekonanie, że ALDI to pewność udanych zakupów.”  – mówi Kinga Abramik, Kierownik Sprzedaży ALDI w Polsce. Sklep w Koszalinie przygotowany jest zgodnie z nowym konceptem wizualnym marki, którego motywem przewodnim jest świeżość, widoczna zarówno w sposobie aranżacji przestrzeni, jaki i asortymentu oraz jego ekspozycji. Łączna powierzchnia nowego ALDI wynosi ok.1530 m2. Sieć zadbała również o dodatkowe udogodnienia dla klientów. Sklep wyposażony jest bowiem w krajalnicę do chleba i małe wózki zakupowe dla najmłodszych klientów. Tuż przy wejściu na klientów czeka komfortowy parking z uwzględnieniem dedykowanych miejsc dla rodzin z dziećmi, a także osób niepełnosprawnych. Sklep otwarty będzie od poniedziałku do soboty w godzinach od 6:00 do 22:00, a w niedziele handlowe od 9:00 do 20:00, a w pozostałe niedziele od 10:00 do 17:30. Sieć zatrudniła kilkunastu pracowników na potrzeby nowo otwartej lokalizacji.   *** O ALDI ALDI w Polsce posiada 218 sklepów i zatrudnia ponad 3700 pracowników. Spółka stawia na długotrwałe, sprawiedliwe i niezawodne relacje handlowe z dostawcami oraz spełnianie wymogów firmy odpowiedzialnej społecznie. W najnowszej kampanii hasło marki brzmi: „Raz ALDI, zawsze COŚ z ALDI”, bo po ulubione produkty chętnie się wraca i zawsze można znaleźć COŚ w ALDI: coś na obiad, coś słodkiego, coś na deser, czy coś dla domu. ALDI Polska jest częścią grupy przedsiębiorstw ALDI Nord – jednego z wiodących międzynarodowych detalistów. Spółka oferuje klientom w dziewięciu krajach europejskich wysokiej jakości produkty w najniższej możliwej cenie. Kluczem do sukcesu Grupy ALDI Nord jest zespół ponad 77 000 pracowników zatrudnionych w Belgii, Danii, Francji, Niemczech, Luksemburgu, Niderlandach, Polsce, Portugalii i Hiszpanii....
 

Koszalin: Obłuda i kłamstwo. Polityczny ping pong trwa

27 Września 2022 godz. 16:39 Ala, fot. UM Koszalin
Niewiele czasu potrzebował Piotr Jedliński, by odpowiedzieć atakiem na krytyczne słowa wypowiedziane pod jego adresem przez senatora Stanisława Gawłowskiego. Przypomnijmy, senator Gawłowski podczas poniedziałkowego spotkania z dziennikarzami w ostrych słowach skrytykował niechcianej przez koszalinian realizację budowy drogi na Górze Chełmskiej i związanej z nią wycinki ponad 300 drzew. W pewnym momencie swojej wypowiedzi reagując emocjonalnie powiedział:  "Piotr (Jedliński), kończ, wstydu oszczędź".  Nie trzeba było długo czekać na reakcję ratusza. Jedliński na swoim fanpejdżu   zaatakował senatora:    Cały post przeczytacie klikając tu. Gawłowski dość szybko ripostował:    Wywołała się całkiem spora dyskusja. W komentarzach pojawiały się głosy za i przeciw. Jednak chyba najbardziej trafnie skomentował obecną sytuację Jacek Wezgraj, który od dawna jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych: Tu musimy przypomnieć Jedlińskiemu o innym jego pomyśle związanym z Górą Chełmska. Promował go w swojej kampanii wyborczej. Chodzi o... kolejkę linową mającą połączyć Górę Chełmską z Mielnem. Pomysł na turystyczną atrakcję doskonały, ale... Ile drzew trzeba by było wyciąć na Górze Chełmskiej, by utorować przejazd kolejce? Link do oficjalnej informacji zamieszczonej na stronie UM Koszalin znajduje się tu: "Koszalin jeszcze bliżej morza". Na tej konferencji pojawił się także były wicemarszałek województwa Andrzej Jakubowski... Obłuda i kłamstwo!...
 

Góra Chełmska: Ruszyła wycinka drzew pod budowę drogi

21 Września 2022 godz. 8:15 Ala, fot. FB/Jakub Kowalik
W ruch poszły piły motorowe. Rozpoczęła się wycinka ponad 330 drzew na Górze Chełmskiej w ramach budowy drogi od ul. Słupskiej do wieży widokowej, stadionu oraz Sanktuarium Maryjnego. To obecnie najbardziej kontrowersyjna inwestycja w mieście. Spowodowała duży obywatelski sprzeciw. Kategoryczny brak zgody wyrażają m. in. przedstawiciele grupy Zielony Koszalin, KOD Koszalin, czy radni Koalicji Obywatelskiej, a pod petycją skierowaną do prezydenta miasta, Piotra Jedlińskiego podpisało się blisko tysiąc osób. – Ta droga ma sięgać do byłego stadionu, który od lat nie jest używany. Jest on dzisiaj świetnym miejscem do tego, aby odwiedzały go dzikie zwierzęta. Od początku tej kadencji Koszalin ma niedobrą tendencję dotyczącą drzew, bo wycięto ich około 14 tysięcy –  mówił podczas spotkania z dziennikarzami senator Stanisław Gawłowski, nazywając plany władz miasta dotyczące budowy drogi do starego stadionu zbędnym zabiegiem.  - To jakiś absurd, budowanie w środku lasu drogi i placu zabaw - dodaje Tomasz Sobieraj, szef koszalińskiej PO. Z kolei były wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Jakub Kowalik (PO) mówi wprost: "To inwestycja wstydu".  A jeszcze do jutra (włącznie) koszalinianie mogą wziąć udział w przygotowanej przez radnych Koalicji Obywatelskiej ankiecie " Koszalin przyszłości" i wyrazić swoją opinie na temat nie tylko przyszłorocznego miejskiego budżetu ale i budowie drogi na Górze Chełmskiej.   Przypomnijmy, w ramach tej inwestycji miałaby powstać droga z tzw. starobruku o długości 990 metrów i szerokości 7 m oraz oświetlenie, pętla autobusowa i parking na 60 miejsc dla samochodów osobowych, a także 2 miejsca postojowe dla autobusów.. Wymagany termin realizacji zamówienia to 15 miesięcy od dnia zawarcia umowy. Wykonawcą jest firma  STRABAG Sp. z o.o., Pruszków, koszt inwestycji to  5.605.303,97 złotych, a termin realizacji 15 miesięcy od daty podpisania umowy.    ...
 

Hiszpan, który szkoli polskich piłkarzy: „Kocham żurek i ciężką pracę”

22 Września 2022 godz. 13:34 Art za Arskom
Corrida, tapasy, flamenco, słońce i futbol na najwyższym poziomie – to pierwsze skojarzenia, kiedy myślimy o Hiszpanii. Jose Morales Exposito w andaluzyjskiej Cordobie od lat uczy futbolu młodych i starszych adeptów futbolu, ale jego ulubionym czasem jest lato, kiedy… przyjeżdża do Polski. – Od siedmiu lat mam okazję co roku pracować z młodymi Polakami. Czuję się tu jak w domu, a w niektórych piłkarskich elementach Hiszpanie mogą się od was uczyć – podkreśla szkoleniowiec, który współpracuje z fundacją Polish Soccer Skills. Kiedy przyjeżdżamy do Centralnego Ośrodka Sportu w Spale, Jose Morales Exposito jest właśnie w trakcie ósmego turnusu z rzędu, na którym pracuje z młodymi Polakami, przybliżając im piłkarską filozofię, która doprowadziła La Roja do mistrzostw świata i Europy. Z nieba leje się żar, ale dla mieszkającego na co dzień w Cordobie Jose, 34 stopnie to igraszka. – U nas latem nie da się wyjść na boisko, bo byś się usmażył. Wiesz, ile stopni dzisiaj jest w Cordobie? 43. To, co dzisiaj macie w Polsce, to miłe ciepełko – śmieje się. Pod jego okiem w każdym tygodniu blisko setka dzieciaków, które w małych, czteroosobowych zespołach szlifują pod okiem ekspertów różne elementy piłkarskiego rzemiosła. Jose odpowiada za technikę, małe gry, drybling, ale też odpowiednie ustawianie się na boisku. – Fundacja Polish Soccer Skills ma motto „From passion to perfection” [„od pasji do perfekcji”, przyp. red.]. Bardzo mi się podoba. W piłce nożnej nie da się doskonalić, nie będąc jej pasjonatem, dlatego staram się obdarzyć swoją pasją wszystkich podopiecznych – uśmiecha się hiszpański szkoleniowiec, który od siedmiu lat spędza okres wakacyjny nad Wisłą.   Żurek i druga rodzina Zanim Jose Morales Exposito został uznanym w Andaluzji specjalistą od szkolenia młodych piłkarzy i zanim otrzymał zaproszenie do Polski, którą pokochał jak własną ojczyznę, życie go nie rozpieszczało. – Znam wartość ciężkiej pracy, wiem ile wysiłku kosztuje na przykład wielogodzinna praca przy zbiorach oliwek, żeby zarobić na chleb. Dlatego w futbolu kluczowe są dla mnie skromność i pracowitość. Wy, jako naród, macie to mocno zakorzenione, pewnie dlatego tak dobrze mi się tu pracuje. Lubicie ciężką pracę, a tego brakuje bardzo wielu moim rodakom, również na treningach piłkarskich – opowiada Hiszpan.    Kiedy siedem lat temu po raz pierwszy trafił na obóz Polish Soccer Skills, nie wiedział o naszym kraju zbyt wiele, ale szybko nadrobił braki. Okazało się, że nie tylko potrafi przekazać młodym piłkarzom i piłkarkom wiedzę dotyczącą tego, jak celnie kopnąć futbolówkę, czy jak mądrze ustawiać się na boisku. Jose swoją pasją i optymizmem zaraża wszystkich, z miejsca stając się ulubionym trenerem. Sam również traktuje szansę pracy w Polsce jako dar od niebios. – Wybrałem wasz kraj, bo uwierzyłem, że moja wiedza o futbolu może was naprawdę zaciekawić. Od siedmiu lat jestem tu co roku i błyskawicznie zakochałem się w Polsce i Polakach. Podziwiam waszą siłę, waszą pracowitość i zdolność do poświęceń. Wysiłek ostatecznie zawsze zostaje nagrodzony. Na boisku tak samo jak w życiu. Patrzę na przygodę z polskim futbolem jak na prezent od życia. Czuję się, jakbym miał tutaj drugą rodzinę. Jestem dumny i wdzięczny za szansę poznania Polski – uśmiecha się szkoleniowiec, który odnalazł w sobie pierwiastek polskości również przy stole: jego ulubioną zupą został żurek.   Zdjęcie z fanem Bielsy Jeszcze ja! Jeszcze ja! Mogę prosić o zdjęcie? – dziesięcioletni Bartek to kolejny z uczestników obozu, który mimo upału i zmęczenia całym tygodniem treningów, ostatniego dnia obozu w Spale po treningu ustawia się w kolejce do zdjęcia z trenerem Jose. Pamiątkowa fotografia z Hiszpanem ląduje po kolei w pamięci telefonów przynajmniej połowy uczestników, z których część w przyszłości może zagrać w reprezentacji Polski. W takich samych zgrupowaniach Polish Soccer Skills brali udział Karol Linetty, Jakub Kiwior, Kamil Jóźwiak i wielu innych zawodników, którzy dzisiaj odgrywają wiodącą rolę w naszym futbolu. Czy dzieciaki, które przez tydzień korzystały w Spale z wiedzy ekipy Polish Soccer Skills pójdą w ich ślady? Jose ma wielką nadzieję, że tak się stanie.    – Moim idolem jest Marcelo Bielsa, Argentyńczyk, który może nie ma pełnej gabloty trofeów, ale wielu trenerów i piłkarzy traktuje go jako swojego najważniejszego nauczyciela. To człowiek, który naprawdę żyje futbolem, uwielbia dzielić się wiedzą. Jest przy tym niezwykle skromny i stąpa twardo po ziemi. A przede wszystkim każdą chwilę swojego życia podporządkowuje piłce nożnej. Kiedy jeszcze pracował w Newell’s Old Boys, szefowie klubu wyznaczyli mu zadanie wyszukania młodych talentów do klubu, które w przyszłości będą wzmocnieniami pierwszego zespołu. Zaznaczył na mapie 70 miejsc, wsiadł w samochód i zaczął objazd kraju. Kiedy dojeżdżał do danego miasteczka, pytał miejscowych o utalentowane dzieciaki, patrzył jak sobie radzą i, jeśli przekonały go swoją grą, podpisywał z nimi kontrakt. W ten sposób do jego klubu trafił 13-letni Mauricio Pochettino. Była trzecia nad ranem, kiedy zapukał do drzwi jego rodziców, żeby przekonać ich do transferu – opowiada ze śmiechem hiszpański specjalista od pracy z młodzieżą.   Od Bielsy Morales Exposito z pewnością wziął dbałość o szczegóły. Pierwszy dzień obozu to dla niego nauka blisko stu różnych imion dzieciaków. Komunikacja to podstawa i oznaka szacunku do podopiecznych. – To jest fundament całej naszej pracy. W ten sposób trener pokazuje, że czuje bliskość ze swoimi uczniami – podkreśla. Nauczył się również piłkarskiego polskiego, a młodzi wyjeżdżają z obozów ze znajomością podstaw języka hiszpańskiego. Poza komunikacją, czteroosobowe zespoły pod jego okiem ćwiczą zachowanie w różnych boiskowych sytuacjach: grę 1 na 1 czy 2 na 2, szybkie przejścia z fazy ataku do obrony i odwrotnie, a także błyskawiczne podejmowanie decyzji na boisku. – Moje treningi musza być intensywne i dynamiczne. Przygotowanie motoryczne jest bardzo istotne, bo w dzisiejszych czasach w piłkę nożną gra się dużo szybciej, niż jeszcze niedawno. Piłkarze muszą zwracać uwagę na kwestie fizyczne. W Polsce to naturalne. Jesteście silni, szybcy, wysocy. Musicie popracować nad szybkością podejmowania decyzji na boisku i nad kilkoma innymi elementami. Ale myślę, że gdyby skrzyżować najlepsze cechy hiszpańskiego i polskiego piłkarza, to otrzymalibyśmy gracza kompletnego, który byłby nie do zatrzymania – uśmiecha się Jose. Tak też postrzega swoją misję na polskich boiskach. Współpraca z fundacją Polish Soccer Skills daje mu szansę na skrzyżowanie piłkarskich DNA dwóch zakochanych w futbolu nacji i robi wszystko co w jego mocy, żebyśmy już niebawem mogli w reprezentacji oklaskiwać „iberyjskich” Polaków. A że przy okazji może zjeść żurek i cieszyć się rześką, wynoszącą zaledwie 35 stopni Celsjusza temperaturą? To dla mieszkańca spalonej słońcem Kordoby, w której kibice do dziś wspominają bramkarskie popisy Pawła Kieszka, tylko część z dodatkowych powodów do uśmiechu.  ...
 

Ustawa o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej: nowa wersja, nowe treści?

29 Września 2022 godz. 8:25 Ala za Fundacja Batorego
Przekazano do publicznych konsultacji, przygotowaną w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, nową wersję projektu ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej. W obecnym kształcie ustawa w mniejszym stopniu ogranicza samodzielność samorządu, choć nadal jego zadania i kompetencje nie są respektowane, co stoi w sprzeczności z konstytucyjną zasadą pomocniczości. W obecnym projekcie utrzymana została – nieznana Konstytucji RP – konstrukcja stanów quasi-nadzwyczajnych: zagrożenia i pogotowia, na której opiera się cała koncepcja ustawy – pisze prof. Hubert Izdebski w analizie dla forumIdei Fundacji Batorego. Prof. Hubert Izdebski analizował dla forumIdei Fundacji Batorego także poprzednią wersję ustawy. W swojej nowej analizie porównuje projekt przekazany do konsultacji publicznych (określany w tekście jako „Projekt 31.8") z poprzednim („Projekt 14.2") noszącym datę 14 lutego 2022 roku. W związku z powyższym autor nie powtarza oceny poprzedniego projektu ustawy w całym jej zakresie.Prof. Izdebski zastanawia się, na ile obecny projekt – choć może służyć także uporządkowaniu stanu prawnego – jest wynikiem zamiaru kontynuowania zmiany ustroju bez zmiany Konstytucji.„ Analiza tego projektu pod kątem konstytucyjnych praw człowieka i obywatela oraz decentralizacji władzy publicznej i tym samym samodzielności jednostek samorządu terytorialnego, potwierdza ogólną tendencję dokonywania od 2015 roku drogą legislacyjną i pozalegislacyjną zmian ustroju Rzeczypospolitej bez, niemożliwej ze względu na skład parlamentu, zmiany Konstytucji" – uważa prof. Hubert Izdebski.Stany quasi-nadzwyczajne: zagrożenia i pogotowiaW swojej obecnej wersji projekt nadal może budzić istotne wątpliwości natury konstytucyjnej ze względu na podtrzymanie stopniowania szczególnych opisanych w nim stanów: pogotowia (obowiązującego również organy samorządu, jak i przedsiębiorców), zagrożenia i klęski żywiołowej. Oznacza to propozycję wprowadzenia dwóch, nieznanych Konstytucji RP stanów quasi-nadzwyczajnych.Prof. Izdebski przypomina uzasadnienie wyroku z 21 kwietnia 2009 roku dotyczącego ustawy o zarządzaniu kryzysowym, w którym Trybunał Konstytucyjny podkreślił: „Konstytucja wyznacza granice między stanami nadzwyczajnymi (art. 228 Konstytucji) a «normalnym» funkcjonowaniem państwa. [...] Konstytucja rozróżnia wyłącznie zagrożenie zwykłe i zagrożenie szczególne dla państwa i jego obywateli. Nie zawiera natomiast przepisów zezwalających na wyróżnianie specyficznego stanu narastania zagrożeń («sytuacji kryzysowej»), usytuowanego pomiędzy zwykłymi zagrożeniami bezpieczeństwa państwa (dla likwidacji bądź ograniczenia których wystarczają zwykłe środki konstytucyjne) a zagrożeniami szczególnymi, uzasadniającymi prowadzenie jednego ze stanów nadzwyczajnych".   Eksperci, samorządowcy i eksperci od bezpieczeństwa wyrażają zasadnicze zastrzeżenia dotyczące zaproponowanych rozwiązań, w tym ich zgodności z konstytucją RP. 30 września (piątek) w godz. 13.30-15:30 zapraszamy na debatę online poświęconą projektowi ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej „Skuteczne zarządzanie kryzysowe czy ograniczanie autonomii samorządu?".  Do udziału w debacie zaprosiliśmy ekspertki i eksperta: prawnego, od spraw bezpieczeństwa, samorządowców oraz odpowiedzialnego za projekt ustawy - Sekretarza Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji – Macieja Wąsika. Udział w debacie potwierdzili dotychczas: Hubert Izdebski (SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny, Zespół Ekspertów Samorządowych Fundacji Batorego) Antoni Podolski (b. wiceminister MSWiA, Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie) Michał Domaradzki (dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, Urząd m.st. Warszawy) Arkadiusz Adam Nowalski (burmistrz Miasta Sejny) Prowadzenie: Edwin Bendyk (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).     ...