Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
Koszalin, Poland
wydarzenia

Apel do rządu o bezpieczny powrót do pracy

Autor Ala za ZPP 9 Kwietnia 2020 godz. 5:31
Rząd musi natychmiast rozbudować Tarczę Antykryzysową o spójny program powrotu do pracy. Bez tego zaprzepaścimy nie tylko pieniądze przeznaczone na pomoc, ale też dorobek całego pokolenia Polaków.
  • Tarcza Antykryzysowa musi być uzbrojona w program wybudzania gospodarki,
  • 220 mld pomocy dla firm zagrożone,
  • Duński program reaktywizacji firm możliwy do wprowadzenia w Polsce. 

Polski rząd, za przykładem innych państw, przyjął pakiet antykryzysowy, mający chronić firmy i ich pracowników przed skutkami epidemii koronawirusa. Program ma jednak sporo mankamentów i jest niewystarczający, dlatego potrzebna jest Tarcza Antykryzysowa 2. Za konieczne uważamy przede wszystkim zwolnienie na 3 miesiące z ZUS wszystkich działalności MSP oraz pakiet płynnościowy uruchamiany na weksel dla wszystkich firm do 15% ich ubiegłorocznego obrotu (gwarantowany przez NBP). Wszystko to należy i można sfinansować długiem i rezygnacją z nowych programów socjalnych (poza 500+ na drugie+ dziecko).

Jednak obecne (oraz przyszłe) programy nic nie dadzą – jeśli nie powrócimy do pracy. Państwo nie ma żadnych własnych pieniędzy i długo nie wytrzyma odcięte od wpływów podatkowych. Podatki same się nie płacą. Podatki płacą pracujący ludzie i firmy. Musimy wrócić do pracy. Inaczej zbankrutujemy – niezależnie od podatków, jakie zostaną wymyślone i nałożone oraz od deklarowanych programów pomocowych dla firm i pracowników.

Grozi nam zaprzepaszczenie 30 lat odbudowy Polski.

Doceniamy wysiłki i otwartość rządu, ale plan bez strategii wyjścia z kryzysu nie jest planem tylko doraźną próbą obrony. Kryzys nie skończy się z dniem wygaszenia epidemii, ale z dniem kiedy większość Polaków wróci do pracy, a firmy będą mogły w miarę normalnie funkcjonować. Dlatego potrzebujemy ścieżki dojścia, kompleksowego programu, który nakreśli nam kroki jakie musimy podjąć żeby uruchomić nasze firmy i zapewnić miejsca pracy, ludziom niepewnym jutra. Mamy świadomość, że nic nie dzieje się z dnia na dzień. Wiemy, że trudno jest przewidzieć jak rozwijać się będzie epidemia, jednak niepewność i brak perspektywy zabije dużo więcej firm niż to wynikałoby z prostego bilansu strat. 

Przedsiębiorcy potrzebują przybliżonych ram czasowych, a jeżeli nie ram czasowych, to warunków w których mogą na powrót wybudzać swoje firmy z letargu. Tak jak planujemy krzywe zachorowań i zgonów, tak też powinniśmy planować krzywą powrotu do pracy. Przy jakich zmiennych możemy rozważać otwarcie firmy. W ten sposób stworzymy mapę , która nie tylko powie nam ile osób zmarło i jak bardzo się z dnia nadzień pogrążamy, ale da nam też jakieś perspektywy wyjścia z zapaści. Dla przedsiębiorców stojących dziś przed decyzją zwalniać pracowników czy walczyć o przetrwanie, to mogą być informacje ratujące setki tysięcy miejsc pracy i nadzieję na normalność – najbardziej dziś deficytowy produkt na mieście. 

Za wzór może nam posłużyć Dania. Kraj, który podobnie jak Polska śmiertelnie poważnie potraktował zagrożenie epidemią. Kilka godzin przed nami zamknął wszystkie granice, szkoły przedszkola i większość aktywności, które wiązały się z bezpośrednim kontaktem ludzi. Dziś w tym samym duchu odpowiedzialności, rząd przymierza się do stopniowego znoszenia restrykcji i wybudzania firm. 

Duński program antykryzysowy, był dogłębnie przemyślany i skoncentrowany na ochronie krytycznej tkanki społecznej jaką są relacje pracownika z pracodawcą. Duńczycy działali szybciej od polskiego rządu, agresywniej i na nieporównanie większą skalę jeżeli chodzi za równo o skale wsparcia finansowego jak i wprowadzanie zakazów. Udało się. Pracownicy utrzymali miejsca pracy, wirus słabnie. Teraz najważniejsze, żeby z powrotem firmy zaczęły na siebie zarabiać. W innym razie cała pomoc pójdzie na marne.

Program powrotów musi być integralną częścią Tarczy Antykryzysowej. Miliardy jakie wydaliśmy i wydamy na ochronę polskich pracowników starczą na kilka tygodni. Po świętach będziemy z powrotem w tym samym miejscu, tyle tylko, że biedniejsi o wydane pieniądze. Jeżeli nie zaczniemy wybudzać naszej gospodarki, to 10 proc. naszego PKB pójdzie w gwizdek. Żadnych korzyści ekonomicznych, same straty polityczne dla tych, którzy obiecywali stabilizację. 

Zachowując konieczną elastyczność i wszystkie środki bezpieczeństwa, powinniśmy odwrócić dotychczasowy schemat myślenia i zakazać działalności jedynie firmom, które pod żadnym warunkiem nie mogą zacząć działalności. Pozostałe, tak długo jak są w stanie zachować odpowiednie środki bezpieczeństwa powinny mieć prawo do stopniowego uruchamiania swojej dzielności. Skoro większość sklepów spożywczych nauczyło się funkcjonować w tych trudnych warunkach, to z cała pewnością działać może większość biur, urzędów, nie mówiąc o usługach gdzie kontakt z klientem jest znacznie bardziej ograniczony. 

Zarzut o przedkładanie interesu firm ponad bezpieczeństwo i życie Polaków, uważamy za szczególnie cyniczny i nie trafiony. Polacy podobnie jak Duńczycy, o czym mówiła premier Helle-Thorning-Schmidt, nigdy nie będą bezpieczni zamknięci w domach, jeżeli nie będą mieli do czego wrócić. To oczywiście dotyczy nas wszystkich, choć nie wszystkich w równym stopniu. Najmocniej przestoje odczuwają osoby i firmy wprost dotknięte obowiązkiem zachowywania odległości, ograniczeniem bezpośrednich kontaktów, podróży, zamknięciami granic. W przeważającej większości są to małe i średnie firmy transportowe, restauracji, warsztaty, salony kosmetyczne, salony sprzedaży, branża odzieżowa, zakłady fryzjerskie, punkty usługowe i setki innych. Łącznie.10 mln którzy nie mogą polegać na stałej pensji, rządowych etatach. Jeśli nie powrócimy do pracy – tych ostatnich też wkrótce może jej nie być.

Z szacunków OECD, wynika, że 4 tygodnie paraliżu polskiej gospodarki, to koszt równy 28 proc. naszego rocznego dochodu narodowego. Każdy kolejny tydzień to cofanie się w czasie, do epoki dwucyfrowego bezrobocia, pauperyzacji znacznej części społeczeństwa i przekreślonych szans kolejnego pokolenia młodych ludzi. Wirus w końcu zostanie pokonany i znakomita większość społeczeństwa nigdy nie znajdzie się nawet w grupie podwyższonego ryzyka. Większość nauczy się je minimalizować. Recesja natomiast zostanie w pamięci społecznej po wszech czasy jako symbol rządów obecnej formacji politycznej.

 

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców