Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

NIK: Wąskiej drogi!

2019-04-15 10:43:00 Ala za NIK, fot. sławno.pl
Źle zorganizowane prace drogowe, brak skoordynowanego systemu zarządzania ruchem i informowania kierowców o utrudnieniach na drogach ekspresowych i autostradach - to najważniejsze, choć nie jedyne przyczyny tego, że Polska stoi w korkach również poza miastem. Główną winę ponosi Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA).

Zatory to nie tylko uciążliwość, ale też koszty - straconego czasu, zużytego paliwa, a w związku z tym także zanieczyszczenia środowiska. Niekiedy tylko przez złą organizację prac drogowych podróż wydłuża się nawet o kilkadziesiąt minut. A liczba pojazdów na polskich drogach rośnie: według danych Policji na koniec 2016 r. było ich ponad 28,6 mln, a półtora roku później - blisko 29,7 mln. 

W ocenie NIK, podejmowane przez Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad działania na rzecz ograniczenia zatorów na drogach krajowych były niewystarczające.

Generalny Dyrektor DKiA opracował dla oddziałów terenowych zasady i wytyczne nt. zmniejszania uciążliwości drogowych prac utrzymaniowych oraz remontowych, jednak nie stworzył tu mechanizmów monitorowania i kontroli wewnętrznej. Co więcej, pozostawił daleko idącą swobodę w ich stosowaniu, ograniczając się do regularnego ponawiania zaleceń bez weryfikacji ich wykonania. Dlatego nie zmniejszyło się znacząco natężenie utrudnień na drogach krajowych.

Prace drogowe organizowano nie zawsze zgodnie z ww. zasadami, i to już na etapie zawierania umów z wykonawcami bieżącego utrzymania dróg. Na 39 analizowanych umów utrzymaniowych (w tym kompleksowych) aż w niemal 77% nie uwzględniono wytycznych Generalnego Dyrektora DKiA, zawierających zalecenia takiej organizacji wykonywania prac utrzymaniowych, by minimalizować utrudnienia w ruchu (w tym prace w nocy). Nie określano czasu ich realizacji, od wykonawców nie wymagano informowania oddziałów GDDKiA o przewidywanym terminie i godzinach prowadzenia prac drogowych. Zobowiązania wykonawców co do uciążliwości robót były sformułowane w umowach nader ogólnikowo. Wskutek tego GDDKiA nie mogła należycie egzekwować wymagań w zakresie niskiej uciążliwości robót.

Oddziały GDDKiA w Poznaniu, Krakowie i Łodzi nie respektowały wytycznych Generalnego Dyrektora DKiA co do pory zlecanych prac drogowych, tj.  koszenia trawy, montażu barier energochłonnych i naprawy betonowych elementów odwodnienia. W skrajnym przypadku - 29 maja 2018 r. - zator spowodowany koszeniem trawy w pasie rozdziału na A2 w kierunku z Warszawy do Łodzi w szczytowym momencie, tj. w godz. 16.00-17.00, wyniósł ponad 14 km. Pokonywanie tego odcinka trwało ponad 29 minut, a więc czterokrotnie dłużej niż w warunkach normalnych. Prace gwarancyjne przeprowadzane 7 czerwca 2018 r. na autostradzie A2 niedaleko węzła Skierniewice spowodowały utrudnienia - zator 4 km - dla kierowców jadących w kierunku Poznania.

 

W sytuacji tworzenia się zatorów drogowych zarządca dróg krajowych woj. łódzkiego nie zwracał się do wykonawców o natychmiastowe zaprzestanie prac jednostki kontrolowanej, choć był zobligowany do bieżącego monitorowania sytuacji drogowej, szczególnie w momencie wykonywania prac w pasie drogowym. Pracownicy GDDKiA dopiero w trakcie oględzin NIK, w których uczestniczyli, wydali wykonawcom telefoniczne polecenie o konieczności natychmiastowego zakończenia prac i przełożenia ich na inną porę - w tym na porę nocną. Wcześniej ten problem zdawał się być niedostrzegany i bagatelizowany. Działania te były więc spóźnione, a nadzór niewystarczający.

Dobrym przykładem zachowania bezpieczeństwa na drogach ekspresowych i autostradach są Niemcy. Zamiast typowej w Polsce trawy, w Niemczech w pasie rozdziału dróg przeważnie nasadza się krzewy, które w razie wypadku amortyzują zderzenie, ponadto chronią przed światłami pojazdów jadących z naprzeciwka, nie wymagają cyklicznego przycinania oraz ograniczają wegetację traw. Oczywiście ogranicza to zdecydowanie konieczność wykonywania prac związanych z utrzymaniem zieleni w tych miejscach.

W Polsce nie funkcjonuje sprawny system zarządzania ruchem, którego działanie mogłoby przyczyniać się do zwiększenia przepustowości i przejezdności newralgicznych odcinków dróg, zwiększania bezpieczeństwa ruchu drogowego, zapobiegania powstawaniu zatorów drogowych, czy kierowania na trasy alternatywne. Pojedyncze elementy systemu (detektory ruchu, kamery monitorujące, tablice zmiennej treści i stacje pogodowe), zainstalowane na 9 odcinkach dróg krajowych, nie pomagają skutecznie monitorować ruchu drogowego.

 

Tablice zmiennej treści w założeniach miały służyć do przekazywania kierowcom bieżących informacji. Kontrolerzy stwierdzili, że były one słabo powiązane z sytuacją na drodze i nie były wykorzystywane zgodnie z ich zakładanym przeznaczeniem. Najczęściej wyświetlano komunikat o warunkach pogodowych i o numerze telefonu do Punktu Informacji Drogowej. Sporadycznie zarządca informował o robotach drogowych i o zatorach drogowych. Na wielu tablicach nie wyświetlano żadnych komunikatów. W skrajnym przypadku - na drodze ekspresowej S8 woj. łódzkiego 55 tablic zmiennej treści przez blisko 6 lat nie wyświetlało żadnych komunikatów, gdyż zarządca drogi nie włączył ich do eksploatacji pomimo dokonania odbioru od wykonawcy.

 

Zarządca dróg krajowych nie miał precyzyjnych informacji o sytuacji na drogach nawet w miejscach wyposażonych w system zarządzania ruchem, zatem nie zawsze ostrzegał na czas przed utrudnieniami. Nie analizował miejsca zdarzenia ani przyczyny powstania „korka”.

Przykłady:

Na odcinku autostrady A4 (wyposażonym w elementy systemu zarządzania ruchem) w dniu 25 lipca 2018 r. zarządca drogi przy pomocy tablic zmiennej treści błędnie podał odległość od wypadku drogowego pomiędzy Legnicą a Wrocławiem, nie poinformował o skali utrudnień, nie wprowadził ograniczenia prędkości pojazdów, by uniknąć ryzyka najeżdżania z tyłu na pojazdy stojące w „korku” oraz by spowolnić budowanie się „korka”. A utworzony „korek” miał ponad 20 km.

Na drodze ekspresowej S8 w Warszawie w dniu 23 października 2018 r. tablice nie informowały kierowców o zatorze drogowym, który rozciągał się od węzła z Wisłostradą za węzeł Bemowo, a który to zator spowodował wystąpienie „korka” również na Al. Prymasa Tysiąclecia. Na tablicach - mimo utrudnień - wyświetlany był jedynie komunikat o numerze telefonu do informacji drogowej.

Dyrektorzy oddziałów GDDKiA w Krakowie, Łodzi i w Warszawie nie wykorzystywali wielu tablic zmiennej treści, z uwagi m.in. na ich uszkodzenia, awarie czy niewłączenie do eksploatacji, pomimo dokonania odbioru od wykonawcy. Na terenie woj. małopolskiego od 2015 r. nie funkcjonowało prawidłowo 11 tablic, na terenie woj. łódzkiego od 2012 r. - 55 tablic, a na terenie woj. mazowieckiego od marca 2018 r. - 14 tablic.

Dlatego nie można było należycie monitorować ruchu drogowego i warunków pogodowych ani na bieżąco informować kierowców o ewentualnych utrudnieniach na drodze.

Kierownicy tych jednostek nie podejmowali na czas nowych, planowanych do wdrożenia rozwiązań jako przyczynę podając wysoki koszt naprawy i konserwacji tablic zmiennej treści oraz inne priorytetowe naprawy. Ponadto, część tablic na drodze S8 pomimo braku możliwości ich użytkowania uległa uszkodzeniu. Należy szczególnie podkreślić, że na wszystkie urządzenia minął okres gwarancji, a obecny koszt ich naprawy oszacowano na 580.191 zł. Zaniechanie przez kierownictwo Oddziału GDDKiA w Łodzi czynności związanych z uruchomieniem i prawidłowym funkcjonowaniem tablic, NIK ocenia jako niegospodarne.

System zarządzania ruchem w Polsce jest mało efektywny zarówno dla zarządcy dróg krajowych, jak i dla samych kierowców.

Dla zaplanowania podróży najistotniejsze są informacje o warunkach ruchu i o ew. utrudnieniach. Zastrzeżenia NIK budzi kompletność podawanych przez GDDKiA informacji na stronie internetowej, forma i jakość przekazywanych treści o planowanych lub realizowanych pracach remontowo-utrzymaniowych na drogach krajowych. Serwis GDDKiA jest mało przydatnym narzędziem dla kierowców. W jednej czwartej analizowanych przypadków zarządca drogi nie informował na bieżąco kierowców o pracach drogowych, zamieszczone na stronie internetowej komunikaty nie wskazywały na faktyczne utrudnienia. Brakowało również informacji o miejscach utrudnień i o ich wpływie na warunki ruchu. GDDKiA na stronie internetowej prezentowała czasy przejazdów tylko na trasie Kraków-Zakopane, ale dotyczyły one jedynie dwóch jej fragmentów (łącznie 55 km). Czasy przejazdu środkowym 40-km odcinkiem pomiędzy Lubniem  i Nowym Targiem nie były podawane.

Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła dobre praktyki w zakresie stosowanych narzędzi, za pomocą których GDDKiA przekazywała użytkownikom dróg informacje o warunkach drogowych:

  • Oddział GDDKiA w Gdańsku, informując użytkowników dróg o zaistniałych sytuacjach na drogach na terenie województwa pomorskiego, wykorzystywał dodatkowo znaki drogowe, które umieszczał przy drogach krajowych A1, S6 i S7, informujące o częstotliwości nadawania publicznego Radia Gdańsk, w celu zwiększenia dostępności dla kierowców informacji o sytuacji na drogach.
  • Oddział GDDKiA w Krakowie korzystał z możliwości przekazania podróżnym głosowych komunikatów o warunkach ruchu za pośrednictwem siedmiu urządzeń CB. Nadajniki zamontowane były wzdłuż autostrady A4 (4 szt.) oraz „zakopianki” (3 szt.). Komunikaty - przekazywane co 5-8 min. - informowały o wypadkach i kolizjach drogowych, podając w treści komunikatu m.in. nr drogi, miejsce zdarzenia, pikietaż, długość zatoru, sugerowany objazd i ewentualne zwężenie drogi.

NIK negatywnie oceniła stan prac nad Krajowym System Zarządzania Ruchem Drogowym (KSZRD). Do najważniejszych usług Systemu należą m.in.: informacje o warunkach ruchu i czasach podróży, o sieci drogowej, o zdarzeniach, zarządzanie ruchem, dynamiczne wyznaczanie objazdów.

Jednak zaplanowane przedsięwzięcia systemu nie zostały w ogóle podjęte bądź realizowano je z ponadrocznym opóźnieniem. Z zaplanowanych działań zawarto jedynie (z ponadrocznym opóźnieniem) umowy z: konsultantem prawnym, inżynierem kontraktu i partnerem technicznym. NIK zwraca uwagę, że terminy poszczególnych prac były parokrotnie zmieniane, przez co termin uruchomienia KSZRD zamiast już w IV kw. 2016 r. przewidziany jest na 31 grudnia 2020 r.

 

 

 

Na wdrożenie i uruchomienie do końca 2020 r. Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem Drogowym, Generalna Dyrekcja ma do wydatkowania ponad 645.541 tys. zł. Na koniec grudnia 2018 r. GDDKiA wydała jedynie 3.019,1 tys. zł (tj. 0,47%) , pomimo że był on budowany od 2012 r.

We wrześniu 2018 r. projekt był nadal na etapie opracowania wymagań techniczno-organizacyjnych. Opóźnienie w realizacji harmonogramu przedsięwzięć i bardzo niewielkie wykorzystanie środków finansowych stwarza ryzyko niedotrzymania ostatecznego terminu wykonania, uruchomienia i wdrożenia KSZRD, a w konsekwencji niewykorzystania środków unijnych. Znacznie niższy od zakładanego postęp prac grozi, zdaniem NIK, nadmierną ich koncentracją pod koniec 2020 r., a w konsekwencji dużymi utrudnieniami dla kierowców.

Negatywny wpływ na warunki ruchu na drogach mają tzw. „wąskie gardła”, do których należą m.in. punkty poboru opłat (PPO) na płatnych odcinkach autostrad. Przy wzmożonym ruchu (nawet w dni powszednie) szybko tworzą się tam zatory (w dni powszednie czas podróży na odcinkach z PPO może być średnio trzykrotnie dłuższy, zaś w weekendy - nawet dziewięciokrotnie).

 

 

Problem jest nienowy, ale GDDKiA nie pracowała w tym okresie nad bardziej efektywnymi rozwiązaniami zbierania opłat, dzięki którym kierowcy mogliby łatwiej zapłacić za przejazd i uniknąć kolejek na bramkach. Stosowany system poboru opłat nie był nawet przedmiotem analiz jego wpływu na przejezdność i przepustowość dróg szybkiego ruchu.

Swoistym „wąskim gardłem” jest nieczynny od 2012 r. (tj. od otwarcia autostrady A2) PPO w Pruszkowie. Od ponad 6 lat kierowcy przejeżdżający przez PPO - z ograniczeniem prędkości do 40 km/h - naprowadzani są żółtymi tymczasowymi pasami i plastikowymi barierkami ochronnymi. Ruch wyjazdowy samochodów z Warszawy w kierunku Poznania ma tu bardzo duże natężenie. Nieczynny PPO powodował załamanie warunków ruchu i znaczny spadek prędkości jazdy samochodów o prawie 100 km/h. W ciągu godziny przejeżdżało o blisko 1000 samochodów mniej niż w warunkach ruchu bez zaburzeń. Negatywnie wpływał również na odcinki wcześniejsze. W krytycznym okresie, tj. w godz. 15.15-17.00, tysiące samochodów stało w 20-km „korku”, który rozpoczynał się już na węźle Bemowo. Nie bez znaczenia pozostają tu również koszty społeczne (tj. koszty czasu stania w korku): ekspert oszacował, że jedna godzina „korka” to koszt na poziomie ok. 100 tys. zł, natomiast rocznie - od kilku do kilkunastu milionów zł.

W trakcie kontroli NIK Minister Infrastruktury zapowiedział likwidację nieczynnego PPO Pruszków do 2019 r., tj. demontaż wysp, odtworzenie nawierzchni, wykonanie oznakowania poziomego, co ma zwiększyć przepustowość i płynność ruchu.

 

Dobry przykład wobec powyższego stanowi stworzenie przez koncesjonariusza autostrady A1 nowej formy płatności „AmberGo” (na odcinku Rusocin-Nowa Wieś) z wykorzystaniem technologii automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych pojazdów. Planowane wprowadzenie w lipcu 2019 r. pełnej funkcjonalności tego systemu w założeniach ma przyczynić się do zwiększenia przepustowości PPO o 280 pojazdów/godz. na bramce wjazdowej i aż o 420 pojazdów/godz. na bramce zjazdowej. Obecnie system AmberGo powinien obsłużyć po ok. 400 aut/godz. przy założeniu obsługi systemu na bramkach wjazdowych i zjazdowych. Wdrożenie systemu usprawni przejazd pojazdów przez bramki i zmniejszy zatory w czasie największego natężenia ruchu. Może też zostać wykorzystany do wprowadzenia odcinkowej kontroli prędkości.

 

Duży wpływ na płynny ruch na autostradach i drogach ekspresowych ma sposób organizacji i zarządzania ruchem ciężarowym. Najczęstszymi obostrzeniami w ruchu ciężarowym na autostradach i drogach ekspresowych w Polsce są zakazy wyprzedzania i nakazy ograniczenia prędkości. Obecnie brak jest jednak powszechnie obowiązujących zakazów wyprzedzania przez samochody ciężarowe, bo te istniejące odnoszą się do określonych w ustawie Prawo o ruchu drogowym sytuacji (uprd) i do wszystkich pojazdów. Wiadomo, że manewry wyprzedzania przez pojazdy ciężarowe trwają bardzo długo (od 1 nawet do 5 min.) z uwagi na niewielką różnicę prędkości pomiędzy pojazdami. To powoduje spowolnienie jazdy pozostałych użytkowników dróg i stanowi bardzo duże zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu. Dlatego należałoby wprowadzić zakaz wyprzedzania przez samochody ciężarowe, czego może dokonać organ zarządzający ruchem (w tym wypadku GDDKiA) poprzez umieszczenie pionowego znaku drogowego B-26 „zakaz wyprzedzania przez samochody ciężarowe" - ale nie tylko w formie stałego oznakowania, ale przede wszystkim jego funkcjonowania podczas określonych warunków ruchu na danym odcinku drogi.

Ekspert w dziedzinie drogownictwa wskazał, że wiele rozwiązań - stosowanych w Niemczech dla przeciwdziałania zatorom drogowym - w Polsce nie funkcjonuje. System niemiecki służy jak najszybszemu reagowaniu na zagęszczanie się ruchu. W tym celu stosuje się m.in. dozowanie ruchu na wjazdach na autostradę, przydzielanie pasów ruchu przy pomocy tablic zmiennej treści czy przekształcanie pasa awaryjnego w pas ruchu. Ekspert wskazał, że takie rozwiązania skutkują wymiernie, np. zmniejszeniem liczby wypadków.

Współpraca pomiędzy służbami drogowymi a ratowniczym co do zasady układała się poprawnie, za wyjątkiem występujących jeszcze rozbieżności interpretacyjnych w zakresie ustalania, kto powinien usuwać elementy powypadkowe (w tym płyny eksploatacyjne) powstałe wskutek zdarzeń drogowych. Porozumienia zawarte na przełomie lat 2017-2018 uregulowały obowiązki służb drogowych i Państwowej Straży Pożarnej podczas zdarzeń drogowych, co ograniczyło spory między zarządcą dróg krajowych a PSP, co do tego, kto ma usuwać wycieki środków chemicznych z powierzchni drogi powstałe w wyniku zdarzeń komunikacyjnych.

W związku ze zdarzeniami na drodze w latach 2016-2018 (I półrocze) wystąpiły przypadki: braku kontaktu z zarządcą drogi, braku zarządcy drogi lub jego przedstawiciela na miejscu zdarzenia oraz odmowy zarządcy drogi przyjęcia miejsca zdarzenia. Służby ratownicze wskazały ponadto na niewłaściwe utrzymanie infrastruktury drogowej: uszkodzone bariery energochłonne, słupki przydrożne, włazy studzienek i oznakowanie drogowe; zanieczyszczone pasy jezdni i pobocza; oblodzoną nawierzchnię.

Wnioski

Najwyższa Izba Kontroli, mając na uwadze rozwiązania przeciwdziałające zatorom drogowym, w tym w ramach prowadzonych prac remontowo-utrzymaniowych, wnioskuje:

do Ministra Infrastruktury o:

  1. przeprowadzenie analiz organizacji ruchu na autostradach i drogach ekspresowych dla pojazdów ciężarowych w celu jej optymalizacji i poprawy bezpieczeństwa i warunków ruchu oraz doprecyzowanie przepisów regulujących warunki wyprzedzania przez samochody ciężarowe;
  2. prowadzenie edukacji, wspólnie z Generalnym Dyrektorem DKiA i z wojewódzkimi radami bezpieczeństwa ruchu drogowego, w zakresie prawidłowych zachowań kierowców dla zwiększenia bezpieczeństwa i poprawy przejezdności na drogach, zgodnie z art. 140c uprd;
  3. rozważenie zmiany systemu płatności na punktach poboru opłat dla usprawnienia przejazdu autostradami;
  4. objęcie nadzorem realizacji projektu „Krajowy System Zarządzania Ruchem Drogowym”, wdrażanego przez Generalnego Dyrektora DKiA w związku z ryzkiem niedotrzymania terminu jego wdrożenia i uruchomienia oraz utraty środków pochodzących z UE;

do Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad o:

  1. bieżące weryfikowanie i monitorowanie wykonywania przez oddziały GDDKiA zaleceń oraz wytycznych dotyczących minimalizowania utrudnień na drogach krajowych;
  2. doprecyzowanie standardów prowadzenia prac remontowych i utrzymaniowych na drogach szybkiego ruchu w celu minimalizowania utrudnień w ruchu i zapobiegania zatorom drogowym;
  3. rozważenie potrzeby opracowania projektu zasad oznakowania i zabezpieczenia miejsc prowadzenia prac remontowych i utrzymaniowych na drogach szybkiego ruchu w porze nocnej oraz przedstawienia go ministrowi właściwemu ds. transportu;
  4. podjęcie starań o terminowe wdrożenie i uruchomienie Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem Drogowym, zgodnie z założeniami umowy o dofinansowanie z dnia 9 listopada 2016 r.;
  5. zapewnienie racjonalnego wykorzystania urządzeń wchodzących w skład systemu zarządzania ruchem w celu zapobiegania zatorom drogowym i ostrzegania przed nimi;
  6. zapewnienie - w umowach zawieranych z wykonawcami bieżącego/kompleksowego utrzymania dróg - precyzyjnych zapisów o minimalizowaniu utrudnień w ruchu;
  7. rzetelne informowanie użytkowników dróg krajowych o sytuacji na drogach, w tym realizowanych pracach remontowo-utrzymaniowych oraz o zdarzeniach powodujących utrudnienia w ruchu;
  8. wprowadzenie innych niż obecne rozwiązań nasadzenia roślinności w pasach drogowych, szczególnie w pasach rozdziału, które nie będą wymagały koszenia lub będzie to robione stosunkowo rzadko, w celu ograniczenia kosztów utrzymania tej zieleni, minimalizowania zatorów drogowych oraz podniesienia bezpieczeństwa ruchu drogowego (o czym Najwyższa Izba Kontroli wskazywała w kontroli I/15/005 oraz P/15/086).

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Koszaliński grupa „SPEED” w akcji

8 Sierpnia 2019 godz. 15:07 Ala za KMP Koszalin
Od 19 lipca 2019 roku na terenie garnizonu zachodniopomorskiego rozpoczął swoją działalność zespół o nazwie „SPEED”, którego trzon stanowią policjanci ruchu drogowego z największym doświadczeniem. Zespół powstał, aby przeciwdziałać niebezpiecznym i agresywnym zachowaniom na drodze oraz w celu ograniczenia liczby wypadków drogowych. Decyzją Komendanta Głównego Policji, na terenie całego kraju we wszystkich województwach powstały zespoły „SPEED” mające na celu przeciwdziałanie niebezpiecznym i agresywnym zachowaniom na drodze. W Komendzie Miejskiej Policji w Koszalinie zespół "SPEED" tworzy czterech policjantów ruchu drogowego z największym doświadczeniem, którzy do służby wyjeżdżają radiowozami nieoznakowanymi z videorejestratorami, ale także oznakowanymi z laserowymi miernikami prędkości. Wczoraj mundurowi z koszalińskiego zespołu „SPEED” podczas działań kontrolno-pomiarowych na terenie naszego miasta wyeliminowali z ruchu dwóch nieodpowiedzialnych kierowców, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość w obszarze zabudowanym, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h. Pierwszy z nich, 28-latek jechał oplem z prędkością 104 km/h, natomiast drugi z mężczyzn, 64-latek jechał seatem z prędkością 105 km/h. W związku z popełnionym wykroczeniem policjanci zatrzymali mężczyznom prawo jazdy na trzy miesiące, wdrożyli postępowanie mandatowe oraz nałożyli punkty karne. Pamiętajmy! Na drodze nie ma miejsca na brawurę i nieodpowiedzialność, dlatego policjanci z całą stanowczością będą karać piratów drogowych....
 

"Jedynki" naszego okręgu wyborczego już znane

13 Sierpnia 2019 godz. 11:06 Ala, fot. FB/PKW
13 października, czyli za 60 dni wybierać będziemy nowych posłów i senatorów. W koszalińskim "40" okręgu będzie do objęcia osiem mandatów poselskich. Do wczoraj do Państwowej Komisji Wyborczej wpłynęło 12 zawiadomień o utworzeniu komitetu wyborczego. 7 spośród nich to komitety wyborcze partii politycznych. Pozostałe 4 komitety to komitety wyborcze wyborców, a 1 to koalicyjny komitet wyborczy. Znamy już "jedynki" najważniejszych ugrupowań politycznych. Niektórych zaskoczyła decyzja szefa Platformy Obywatelskiej, Grzegorza Schetyny, który na "jedynkę" listy Koalicji Obywatelskiej desygnował nie swojego kolegę Stanisława Gawłowskiego, a byłego asystenta ostatniego wojewody koszalińskiego, byłego europosła, a obecnie posła Sławomira Nitrasa. - Prowadzimy wojnę z PiS-em - wyjaśnia poseł Gawłowski. - I jak to na wojnie czasami zostaje się rannym. Ja jestem ranny, a na pierwszą linię walki wyszli nowi członkowie Platformy - dodaje Gawłowski. I rzeczywiście "dwójkę" otrzymał zupełny nowicjusz w walce o parlamentarny mandat, obecny sekretarz miasta Tomasz Czuczak. Kolejni na liście to: Elżbieta Karlińska, Paweł Suski, Barbara Grygorcewicz, Marek Hok, Tomasz Strząbała. Listę partii rządzącej, czyli PiS miał otwierać szef partii w regionie Paweł  Szefernaker. Miał, ale od czasu wizyty szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego na Pikniku Rodzinnym w Dygowie liderem listy został wyborczy weteran Czesław Hoc. Hoc, kołobrzeski lekarz w wyborach z 2015 roku uzyskał najlepszy wśród wszystkich kandydatów w okręgu koszalińskim wynik - 25 072 głosy. Jednak po powołaniu Marka Gróbarczyka w skład rządu, został w jego miejsce eurodeputowanym. Teraz wraca na "krajowe podwórko". Trzecia na liście będzie Małgorzata Golińska, czwarty Stefan Strzałkowski z Białogardu, a piąty wicewojewoda Marek Subocz. Ciekawie zapowiada się także walka na liście wyborczej PSL. Na jej czele znalazła się dwóch polityków, którzy nigdy nie należeli do tej partii. "Jedynką" został szczecinecki poseł Radosław Lubczyk, który 4 lata temu wchodził do Sejmu z list Nowoczesnej. Drugie miejsce zajął Stefan Romecki, który przed czterema laty do sejmu dostał się z listy Kukiz'15. Romecki w poprzednich wyborach uzyskał 7740 głosy, a Lubczyk 6236.  Dość zaskakująca dla koszalinian będzie także "jedynka" Lewicy. Po tym jak SLD, Wiosna i Razem porozumiały się "jedynką" w okręgu "40" będzie była dziennikarka TVP 3, współorganizatorka protestów na rzecz świeckiego państwa, praw kobiet, w obronie sądów i edukacji Małgorzata Prokop-Paczkowska z Wiosny. Wielu stawiało na doświadczonego (byłego wojewodę, który już trzykrotnie był wybierany na posła), obecnego członka zarządu Województwa Zachodniopomorskiego, Stanisława Wziątka.  13 października br. do "wzięcia" będzie w naszym okręgu osiem mandatów. W 2015 roku podział był następujący: PO - 3, PiS - 3, Kukiz'15 - 1, .Nowoczesna - 1.  ...
 

Podczele: Czworo spadochroniarzy spadło do Bałtyku. Dwie kobiety nie żyją. Prokuratura wszczęła śledztwo.

6 Sierpnia 2019 godz. 6:44 Ala, fot. pixabay
Do morza na wysokości Podczela wpadło czworo spadochroniarzy. Przez kilkadziesiąt minut trwała reanimacja dwóch osób. Niestety, nie udało się ich uratować. Do zdarzenia doszło po godz. 20 w poniedziałek na wysokości osiedla Podczele w Kołobrzegu. Na miejscu były cztery zastępy straży pożarnej, policja, pogotowie i ratownicy WOPR.  - Dwóm osobom udało się wydostać samodzielnie na brzeg - informuje Tomasz Kubiak z zachodniopomorskiej straży pożarnej. - Kolejne dwie wydobyto - dodaje. - Pilot obrał kurs nad morze, gdzie grupa czterech skoczków - dwie kobiety i dwóch mężczyzn - po wyskoczeniu miała utworzyć w powietrzu figurę akrobatyczną - mówi Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.  - Mieli stworzyć coś w rodzaju kręgu łapiąc się za ręce, a potem, już po rozdzieleniu, każdy miał samodzielnie wylądować na plaży. Niestety z jakiegoś powodu plan się nie powiódł. Skoczkowie wylądowali w morzu. Jeden z mężczyzn kilka metrów od brzegu. Drugi wprawdzie ok. 20 m za końcówką falochronu, ale miał szczęście trafić na mieliznę. Gdy tylko wyplątał się z lin spadochronu, ruszył na pomoc koleżance, która wpadła do morza ok. 100 metrów dalej. W jeszcze większej odległości od brzegu do wody dostała się druga z kobiet. - Panie, które zginęły miały za sobą około 100 skoków. Mężczyźni wylądowali bliżej brzegu, w płytkiej wodzie, więc mogli stanąć i wypiąć się z uprzęży. Kobiety wylądowały w głębszej wodzie i przypuszczam, że mogły zachłysnąć się wodą i stracić przytomność - wyjaśnia Tadeusz Królikowski, przedstawiciel zarządcy lotniska w Bagiczu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jedna z kobiet, by oddać właściwie skok, miała być dociążona specjalnym, kilkukilogramowym balastem. Jej szanse na utrzymanie się na powierzchni były więc jeszcze mniejsze. - Zabezpieczono ekwipunek spadochroniarski, w tym dwie mikrokamery. Być może odtworzenie nagrania pozwoli bliżej określić okoliczności tego zdarzenia - twierdzi z kolei Gąsiorowski.     ...
 

Darłówko: Sinice przyczyną zamknięcia kąpielisk

8 Sierpnia 2019 godz. 11:55 Ala za GIS, fot. FB/Gmina Darłowo
Główny Inspektorat Sanitarny dziś poinformował, że powodu zakwitu sinic w Darłówku zamknął sześć nadmorskich kąpielisk. Z powodu zakwitu sinic zamknięto następujące nadmorskie kąpieliska: Darłówko Zachodnie kąpielisko nr 6, Darłówko Zachodnie kąpielisko nr 5, Darłówko Zachodnie kąpielisko nr 4, Darłówko Zachodnie kąpielisko nr 3, Darłówko Zachodnie kąpielisko nr 2 i Darłówko Zachodnie kąpielisko nr 1 - podał na stronie internetowej GIS.  W województwie zachodniopomorskim kąpiel jest zabroniona też na 3 kąpieliskach śródlądowych: kąpielisku miejskim Stawek w Gryficach (ze względu na zakwit sinic), w kąpielisku przy plaży miejskiej w Choszcznie (z powodu skażenia wody nieznanym środkiem chemicznym) oraz w kąpielisku Wodna Dolina w Koszalinie (z powodu wykrycia enterokoków). Sinice (cyjanobakterie) taksonomicznie należą do bakterii i zaliczane są do najstarszych organizmów występujących na Ziemi. Większość sinic wykazuje dużą zdolność przystosowania się do warunków środowiska. Mogą osiedlać się w najbardziej niegościnnych ekosystemach. Występują w glebie, na skałach, na korze drzew, na lodowcach, a nawet w gorących źródłach, gdzie temperatura może dochodzić do 90°C. Występują zarówno w wodach słonych jak i śródlądowych, unosząc się swobodnie w toni wodnej pośród innych grup fitoplanktonu lub tworząc maty bentosowe na dnie zbiorników. Mogą wykorzystywać szerokie spektrum światła, są odporne na złe warunki tlenowe, tolerują wysokie wartości pH. Gdy zagęszczenie sinic w wodzie nie jest zbyt duże, są one - obok innych grup organizmów - ważnym składnikiem ekosystemów wód naturalnych. Ponadto produkują życiodajny tlen. Cyjanobakterie mogą być jednokomórkowe (np. Synechococcus), kolonijne (np. Microcystis, Woronichinia) lub wielokomórkowe w postaci trychomów i nici (np. Aphanizomenon, Nodularia) (Zdj. 1 A-B). Cechą specyficzną niektórych cyjanobakterii jest obecność w komórkach wakuol gazowych (aerotopów) - czyli pęcherzyków wypełnionych gazem o składzie podobnym do powietrza....
 

Chełmska Trails

12 Sierpnia 2019 godz. 5:54 Ala, fot. FB/Robert Grabowski
Dopiero co odbył się odbiór inwestorski singletracka na Górze Chełmskiej, a już ktoś ukradł kilka tabliczek informacyjnych! Pamiętajmy że to nasze wspólne dobro i dbajmy o nie razem,. Dzisiaj ktoś niestety ukradł już część tabliczek informacyjnych !! Chełmska Trails już jest! Zanim jednak wyruszymy na trasę tej malowniczej drogi rowerowej, której poziom trudności zwiększa się wraz z przejechanym dystansem musimy wiedzieć, że:  1. Oryginalne podłoże jest wzmocnione wapiennym kruszywem. 2. Kruszywo potrzebuje jeszcze 2-3 tygodnie, najlepiej z lekkimi opadami, żeby sie odpowiednio związać i żeby mogło zapewnić odpowiednią nośność. 3. Rozjeżdżanie trasy, oranie ostrym hamowaniem nie pomaga procesowi wiązania. 4. Z czasem kolor nawierzchni zmieni się na taki jak otoczenie i pobocze, ale potrzeba troszkę czasu. 5. Miejsca gdzie zbiera się woda będą poprawione ale musi popadać żeby można było to dobrze rozwiązać. 6. Oznakowanie będzie poprawione i uzupełnione. 7. Na wiosnę, wykonawca będzie dokonywał zagęszczenia nawierzchni w miejscach które tego będą wymagały. 8. Jak już będzie po jeżdżone i trasa będzie ujeżdżona będzie można dokonać potrzebnych korekcji. 9. Nawierzchnia na początku trasy jest najświeższa i dlatego jest najmniej stabilna. 10. Singiel jest jednokierunkowy i przeznaczony tylko dla rowerów. 11. Przy przecięciach singla z innymi drogami , przed "skrzyżowaniem" są zrobione szykany z kamieni mających zmusić do zwolnienia i zachowania ostrożności . 12. Do stojaka który stoi na początku trasy spokojnie wchodzą opony 2.6 - sprawdzone  Przy starcie singla stoi duża tablica z regulaminem, zachęcamy do zapoznania się z nim. Początkujący rowerzyści oraz Ci, którzy nie jeździli nigdy po singlach niech poświęcą troszkę czasu na doskonalenie techniki.  ...
 

Sprzedaż mieszkań hamuje

6 Sierpnia 2019 godz. 8:13 Newseria
Kupowanie nieruchomości w celach inwestycyjnych, szybki rozwój segmentu premium i ekopremium oraz wzrost marż deweloperów, którzy wprowadzają do sprzedaży mniej mieszkań – to główne trendy, które dominują obecnie na rynku mieszkaniowym. Jak podkreśla Marcin Gomoła, prezes Polnordu, to właśnie segment nieruchomości o wyższym standardzie i bardziej ekologicznych może być receptą deweloperów na spodziewane spowolnienie na rynku. Na razie jednak – mimo spadku sprzedaży – sytuacja pozostaje stabilna. – Po rekordowym 2017 roku nastąpiło pewne ochłodzenie i korekta, natomiast rynek wciąż jest na bardzo wysokich poziomach. Deweloperzy wprowadzają do sprzedaży mniej mieszkań, często windują marże na projektach. Natomiast w kolejnych latach na pewno segment premium i ekopremium będzie rozwijać się dużo bardziej dynamicznie niż ten podstawowy. My chcemy zostać w tym podstawowym segmencie, ale też bardzo intensywnie patrzymy w kierunku projektów lifestyle’owych, ekopremium i rewitalizacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Gomoła, prezes firmy deweloperskiej Polnord.   Jak podkreśla, ten segment jest odporny na ochłodzenie na rynku, a z tym liczą się wszyscy gracze. – Chcemy budować w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach i nietanio, ale pod bardzo zamożnego klienta, który nie podlega wahaniom rynkowym w takim stopniu jak klient, który kupuje mieszkanie na kredyt bądź jest to jego pierwsze lokum – mówi Marcin Gomoła. – Obserwujemy tendencje rozwoju rynku premium i ekopremium, czyli domów i mieszkań pasywnych, budowanych z ekologicznych materiałów w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach. Polnord ma bardzo dużo atrakcyjnie położonych działek, na których chcemy budować lifestyle’owe osiedla, takie jak Sopot czy Stogi, jako mieszkania wakacyjne, jako drugie mieszkania dla bardzo zamożnych klientów.   Jak ocenia, obok Warszawy najbardziej perspektywicznymi rynkami regionalnymi są obecnie Trójmiasto, które notuje wysoką dynamikę zwłaszcza w projektach premium zlokalizowanych blisko morza, Wrocław, Kraków, który jest postrzegany jako bardzo atrakcyjny przez potencjalnych inwestorów, oraz Poznań. Prezes Polnordu zwraca też uwagę na fakt, że na zakup nieruchomości w Polsce coraz częściej decydują się cudzoziemcy. – Wpływa na to wciąż bardzo atrakcyjna cena versus ceny nieruchomości w innych państwach Unii Europejskiej. Na to nakłada się bardzo dobre postrzeganie Polski na rynkach międzynarodowych. Bezpieczeństwo, stabilne perspektywy rozwoju, wysoki wzrost gospodarczy, możliwość robienia biznesu – to są czynniki, które decydują o osiedleniu się w Polsce bądź o inwestowaniu w nieruchomości na polskim rynku – mówi Marcin Gomoła. – Liczymy, że nasze trójmiejskie inwestycje będą sprzedawane również na rynkach zagranicznych. Kiedy już ogłosimy sprzedaż, będziemy testować rynek niemiecki i sprawdzać, czy inwestorzy z Niemiec będą zainteresowani zakupem wakacyjnych nieruchomości w Sopocie czy Gdańsku.   Jak podkreśla, jednym z najbardziej wyraźnych trendów na rynku jest w tej chwili kupowanie nieruchomości nie w celu zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych, lecz w celach inwestycyjnych. Ze względu na niskie stopy procentowe i niewielką opłacalność lokat Polacy coraz chętniej lokują kapitał na rynku mieszkaniowym. – Sektor wynajmu odgrywa coraz większą rolę, a więc poszukiwane są mieszkania, które łatwo wynająć bądź sprzedać, jedno- bądź dwu-, góra trzypokojowe w tym podstawowym segmencie mieszkań – mówi Marcin Gomoła.   Plany Polnordu na ten rok zakładają dalszą restrukturyzację kosztową spółki, spłatę zadłużenia oraz wprowadzenie do sprzedaży nowych projektów, w szczególności Heffnera w Sopocie, Żabi Kruk w Gdańsku oraz Smart na warszawskim Wilanowie.  – Liczymy się z możliwością wystąpienia ochłodzenia, ale również firmy budowlane, które z nami współpracują, wyhamowały swoje apetyty na zarobek i ich oferty w tej chwili są coraz bardziej rynkowe. Nie ma już takich galopujących cen wykonawstwa jak jeszcze ponad rok temu. Dlatego chcemy wykorzystać tę sytuację i kontraktować prace bliżej 2020 roku, żeby uzyskać lepsze ceny ­­– mówi prezes Polnordu.   Polnord planuje rozwój głównie w miastach takich jak Poznań czy Kraków – w tym ostatnim analizuje rynek pod kątem pozyskania możliwych do zakupu nieruchomości i budowy projektów w segmencie premium. Natomiast w Dopiewcu pod Poznaniem spółka ma w portfolio działkę, na której planuje większy, „miastotwórczy” projekt do realizacji po 2020 roku. – Popyt wciąż jest bardzo duży. Takich wzrostów jak w 2017 roku nie oczekujemy, ponieważ rynek już trochę się nasyca, ale wciąż jednak podaż jest jeszcze niedostosowana do popytu. Ludzie dalej kupują przysłowiową dziurę w ziemi, po pierwsze dlatego, że jest to dla nich możliwość zainwestowania wolnych środków, ale i z uwagi na kredyty. Niewielki koszt tych kredytów jest w tej chwili bardzo atrakcyjny – mówi Marcin Gomoła.   Jak wynika z raportu JLL, w drugim kwartale tego roku deweloperzy działający na 6 największych rynkach w Polsce sprzedali 15,1 tys. mieszkań, czyli o 8 proc. mniej niż w pierwszym kwartale. Odnotowano również wzrost cen, ale zdecydowanie wolniejszy, co pozwala utrzymywać marże na zadowalającym poziomie....