Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Bartosz Kurek: Nie potrzebuję do szczęścia rywalizacji o sławę

2018-10-12 11:57:00 Art za Wirtualna Polska, fot. PZPS
- Bez doświadczeń sprzed czterech lat nie byłbym tu, gdzie jestem teraz. Nie byłbym takim człowiekiem, jakim jestem dzisiaj - mówi w wywiadzie dla WP SportoweFakty Bartosz Kurek, siatkarski mistrz świata i MVP turnieju.

zakończeniu mistrzostw świata. Duży ma pan rozmiar buta?
Bartosz Kurek, siatkarz reprezentacji Polski: - Wystarczająco duży, by tych najgłośniejszych w nim zmieścić. W ostatnich latach oceniało mnie wiele osób, również radykalnie. Nikomu oczywiście nie zabraniam posiadać własnego zdania i publicznie go wyrażać. Sam jednak funkcjonuję według innych zasad. Nie krytykuję, nie oceniam.

Czuł się pan niesprawiedliwie traktowany?
Publikacje w gazetach, internecie albo po prostu zostawiane tam komentarze niespecjalnie mnie zajmują. Ale to prawda, z każdym mniej udanym występem dochodziły do mnie głosy, że takie niesprawiedliwe oceny się pojawiały. Jeśli ktoś do swojej wypowiedzi da twarz, ma jaja, by robić to pod nazwiskiem, a dodatkowo używa rzeczowych argumentów, które mogę rozważyć i ewentualnie przyjąć, bardzo chętnie wsłuchuję się w krytykę. Takich osób jest niewiele. Dlatego szczerze mówiąc, bardzo niedużo z tych krytycznych ocen mnie dotyka.

Znów zrobiło się o panu głośno, jak siedem - osiem lat temu. Czuje pan ten ciężar? Coś się zmieniło od tamtego czasu?

Tegoroczny sukces smakuje inaczej, niż mistrzostwo Europy z 2009 roku. Szczerze mówiąc nie do końca zdawałem sobie wówczas sprawę, do czego udało nam się dojść. Co udało się osiągnąć. I przede wszystkim, jak długo można później czekać na kolejny sukces. W reprezentacji gram od 11 lat. Mogliście mnie oglądać w różnych momentach kariery i, po prostu, mojego życia. W seniorskiej kadrze zaczynałem jako dzieciak, później stałem się zawodnikiem doświadczonym. Teraz, biorąc pod uwagę liczbę występów i wiek, jestem już weteranem. Dlatego pewne rzeczy układam sobie w głowie inaczej.
 
Czyli jak? Tytuł nie wywraca życia do góry nogami? Nie ma darmowych pomidorów na bazarze i przejazdów taksówkami?

Nawet tego nie oczekuję. Myślałem, że na ten sukces zareaguję mocniej. Jesteśmy mistrzami świata, rozegraliśmy super turniej, kibice nas doceniają, ale najbardziej gęba cieszy mi się na to, jak wspaniałą ekipę udało nam się stworzyć. Pewnie dopiero za kilka tygodni dotrze do mnie, co udało nam się osiągnąć. Że byłem częścią czegoś naprawdę wielkiego dla polskiego sportu.

Bardzo szybki debiut w seniorskiej siatkówce, mistrzostwa, osiągnięcia, popularność... Patrząc na pana karierę z dystansu i ścieżkę, którą pan przeszedł - nie ma pan wrażenia, że wtedy nie był pan na to wszystko gotowy?

 

Byłem przygotowany, bo sam sobie to wszystko wywalczyłem. Doszedłem do tego pracą. Nikt za mnie nie przychodził na halę i na siłownię, nie podnosił ciężarów. To, że teraz moje ciało wygląda tak, a nie inaczej, że mam konkretne problemy, to też efekt bardzo szybkiego wskoczenia na najwyższe obroty i na najwyższy poziom eksploatacji. Gdybyśmy popatrzyli na czas spędzony na treningach, trzeba by było powiedzieć, że kosztowało mnie to bardzo dużo, by znaleźć się w miejscu, w którym się znajduję. Ale z drugiej strony naprawdę to lubię. Lubię spędzać czas w hali, na siłowni, walczyć ze słabościami. To jest naprawdę ciężka robota, bo zdarzają się momenty, że trudno jest się ruszyć, wszystko cię boli. Ale dla mnie jest to mega satysfakcjonujące. Kilka sukcesów przydarzyło się na początku kariery, kilka później, teraz doszło mistrzostwo świata, ale na każdy z nich sobie zapracowałem. Nikt za darmo mi niczego nie dał.
 
Pana kariera to też bardzo ostre zakręty. Jak ten, gdy miał pan wyjechać do ligi japońskiej, ale ostatecznie do tego nie doszło. Wystosował pan oświadczenie, w którym pojawiły się zdania o wypaleniu, przemęczeniu, braku chęci grania w siatkówkę. 

Wszystko, co miałem do przekazania w tym temacie, zostało zawarte w wydanym wówczas oświadczeniu. Niektóre rzeczy wolę zostawić dla siebie. Kto ma bądź miał wtedy ze mną kontakt, doskonale wie, co wtedy przechodziłem. Doskonale mnie rozumie. Wydaje mi się, że nie wszyscy byli w stanie to zrozumieć. Nie ma co tego na nowo roztrząsać.

Jak wielkie znaczenie dla dalszego przebiegu pana kariery miał brak powołania na mistrzostwa świata w 2014 roku? Czego to wtedy pana nauczyło?

 Oczywiście, gdy zdałem sobie sprawę, że nie będzie mnie w kadrze na mistrzostwa świata w 2014 roku, miałem różne przemyślenia i uczucia. Bez doświadczeń sprzed czterech lat nie byłbym jednak tu, gdzie jestem teraz. Nie byłbym takim człowiekiem, jakim jestem dzisiaj. Potrafię spojrzeć na to wszystko z dystansem i widzę, ile motywacji do pracy dała mi tamta sytuacja.

Można powiedzieć, że całą młodość spędził pan w kinie.

Prawda, i to w bardzo dobrym! Warto wyjaśnić: stara hala w Nysie to był teatr, później zamieniono go właśnie w kino. A drużyna siatkarska rozgrywała tam swoje mecze. Muszę przyznać, że zawsze grali tam dobre spektakle, nie nudziłem się.

Pana pierwszy trener powiedział, że gdyby wybrał pan koszykówkę, dziś byłby pan na poziomie Marcina Gortata.
Nie znam się na tyle na koszykówce, by móc to jednoznacznie ocenić. Koszykówką interesuję się bardzo, szczególnie tą zza Oceanu, w której realizuje się Marcin. Poziom jest tam tak wyśrubowany, że szczerze mówiąc nie wiem, czy bym się tam dostał.

Jadąc na ten wywiad chcieliśmy znaleźć odpowiedź przede wszystkim na jedno pytanie: co się stało i jak to się stało, że z zawodnika, w którego większość przestała wierzyć, stał się pan gościem, który doprowadził kadrę do złota mistrzostw świata. Pomoże nam pan?

Bardzo nie lubię takiej optyki. Nie godzę się z gadaniem, że kadrę do czegoś doprowadziłem.

Przecież pana kumple z drużyny mówili tak po turnieju.

To kurtuazja. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z jednego: zapracowaliśmy na ten sukces wszyscy. Każdy dołożył cegiełkę. A jeśli chodzi o mnie - to się nie wydarzyło na mistrzostwach. Powiem więcej, ta przemiana nie nastąpiła nawet z momentem przyjścia do reprezentacji trenera Heynena. Oczywiście, trener pomógł mi niesamowicie, ale jeśli ktokolwiek zada osobom z mojego otoczenia pytanie, jak Kurek pracował w ostatnich latach, odpowiedzą: zmieniło się niewiele. Jako zawodnika można mnie oceniać różnie. Może do mnie przyjść każdy trener, dyrektor sportowy albo prezes i powiedzieć: jesteś słaby. Albo: jesteś dobry. Natomiast chcę, by zawsze każdy mógł powiedzieć: Kurek pracuje jak profesjonalista. I wiem, że tak jest. Możecie pójść do każdego trenera, z którym współpracowałem, albo prezesa. Wszyscy powiedzą wam to samo.

W takim razie: jaką rolę odegrał w tym wszystkim trener Heynen?
Zadzwonił do mnie po tym, jak został ogłoszony selekcjonerem. Rozmawialiśmy o pomyśle na reprezentacje, zapytał co chcę robić w wakacje i czy mam już jakoś zorganizowany czas. Powiedział też ważną rzecz: nadrzędnym celem w reprezentacji miało być to, żebyśmy za rok z niecierpliwością czekali na przyjazd na zgrupowanie. I rzeczywiście, w momencie, gdy rozstawaliśmy się przy autobusie w Warszawie, każdy z nas to powiedział. "Kur**, ale szkoda, że to się już kończy". Jeśli zdrowie dopisze i każdy będzie ciężko trenował, spotkamy się w podobnym składzie za rok. Natomiast teraz, w tej ekipie, moglibyśmy trwać długie miesiące. Trener Heynen osiągnął swój cel. Czuliśmy się w tej grupie fantastycznie, zawodnicy między sobą, ze sztabem. A w przyszłym roku będzie nam znacznie łatwiej, bo okres aklimatyzacji mamy już za sobą.

Na WP Sportowe Fakty ciąg dalszy wywiadu - o specyficznej więzi łączącej najbardziej doświadczonych zawodników siatkarskiej kadry, co Bartosz Kurek sądzi o powołaniu do reprezentacji Wilfredo Leona oraz porównywaniu siatkarzy do piłkarzy. 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Koszalin: Wszystkich Świętych

23 Października 2020 godz. 12:41 Ala za UM Koszalin
W związku ze zbliżającymi się Wszystkimi Świętymi zmieniona zostanie w tym okresie organizacja ruchu w okolicy koszalińskiego cmentarza. Zmiany dotyczą organizacji ruchu na ulicach Gnieźnieńskiej, Strażackiej, Kamieniarskiej i Paderewskiego od 30 października do 2 listopada br. Od godz. 5.00 31 października do godz. 12.00 2 listopada   1.       Do 30 km/h ograniczona zostaje prędkość na ul. Gnieźnieńskiej od ul. Komunalnej do do. Diamentowej oraz na ulicach Kamieniarskiej i Strażackiej. 2.       Na ul. Gnieźnieńskiej od ronda Solidarności do bram cmentarza obowiązuje zakaz zatrzymywania pojazdów – wyjątkiem będą okolice wjazdu na teren cmentarza, gdzie możliwe będzie zatrzymanie samochodu, by wysadzić pasażerów. 3.       Na ul. Gnieźnieńskiej – od ul. Hallera do ul. Diamentowej wydzielony zostanie jeden pas ruchu na parkowanie samochodów. 4.       W okolicy cmentarza możliwe będzie zaparkowanie samochodu na ul. Paderewskiego (wokół Atrium i Castoramy). 5.       Wjazd na parking naprzeciwko bramy cmentarza zostanie ograniczony do pojazdów osób niepełnosprawnych. 6.       Wjazd na ul. Kamieniarską, także dla osób niepełnosprawnych, odbywać się będzie od ul. Połczyńskiej, wjazd od ul. Gnieźnieńskiej będzie ograniczony.   Terminy   Ograniczenie parkowania na parkingu Gnieźnieńska/Kamieniarska – 26-29 października. Zamknięcie ul. Kamieniarskiej i parkingu Gnieźnieńska/Kamieniarska – od godz. 5.00 30 października do godz. 12.00 2 listopada     MZK   1.       Przystanek dla wysiadających będzie na placu między ul. Strażacką i Kamieniarską. Zlikwidowany tam będzie postój taxi. 2.       Przystanek dla wsiadających znajdować się będzie przy Castoramie. 3.       W okolicy cmentarza zainstalowane zostaną tablice informacyjne o lokalizacji przystanków. 4.       Szczegółowy rozkład jazdy podany zostanie na początku przyszłego tygodnia.   Kwesta na rzecz Hospicjum   Odbędzie się przy bardzo ograniczonej liczbie kwestujących. Z kwesty wyłączone będą osoby niepełnoletnie....
 

Pytanie do prezydenta Jedlińskiego: Czy popiera Pan protesty w obronie praw kobiet?

27 Października 2020 godz. 7:24 eWok, fot. FB/Piotr Jedliński
Aborcja w Polsce dziś jest najbardziej gorącym problemem. A przeglądając facebookowy fanpage Piotra Jedlińskiego, prezydenta Koszalina można odnieść wrażenie, że w mieście nie dochodzi do żadnych protestów. Nie ma takiego społecznego sporu.  Pan prezydent zdążył na nim  wypowiedzieć się i podjąć ważną decyzję w sprawie trudnej, covidowej sytuacji branży gastronomicznej. Złożył także jakże ważne życzenia urodzinowe Pracowni Pozarządowej. Ponadto wyraził swoją troskę związaną z dniem Wszystkich Świętych. Wsparł także pomagających w pandemii koszalińskim harcerzom. Jednak nie odniósł się w żaden sposób do najbardziej wyraźnego i pilnego problemu: protestu kobiet.  Można było by przyjąć "mowę milczenia" Piotra Jedlińskiego, gdyby przystąpił on do założonego w Gdańsku, w 40-lecie podpisania "Porozumień sierpniowych" stowarzyszenia "Tak! Samorządy dla Polski". Członkami tego gremium są m.in. Arkadiusz Klimowicz z Darłowa i Anna Mieczkowska z Kołobrzegu. Po tym jak Trybunał Konstytucyjny uznał przerywanie ciąży ze względu na ciężkie wady genetyczne płodu za sprzeczne z ustawą zasadniczą przez Polskę przelewają się fale protestów. I właśnie w tej sprawie głos  zabrało Stowarzyszenie Tak! Samorządy dla Polski: "My, Samorządowcy, my gospodarze naszych miast, miasteczek i wsi, małych i dużych. Wreszcie – my, zwykli obywatele, Polacy - mamy dość dzielenia ludzi, niszczenia wspólnot, zarówno tych lokalnych, które codziennie budujemy z mieszkańcami, jak i naszej wspólnoty narodowej. Mamy dość państwa, które zamiast chronić i pomagać, zmusza do wyjścia na ulice miliony osób w szczycie pandemii!" - czytamy w oświadczeniu stowarzyszenia. Proszę zatem Piotra Jedlińskiego, prezydenta Koszalina o wyrażenie swojego stanowiska i jasnej deklaracji w tej sprawie.    "Polki i Polacy ryzykują własnym bezpieczeństwem, aby bronić swoich podstawowych praw. Praw, które są nam systematycznie odbierane. W ich miejsce wprowadzany jest fundamentalizm i "jedyna słuszna ideologia państwa PiS" - napisano w dokumencie datowanym na 26 października 2020 roku....
 

W Polsce do lutego 2021 roku na COVID-19 umrze 35 277 osób

18 Października 2020 godz. 9:21 Ala za IHME, fot. pixalaby.com
Instytut Pomiarów i Oceny Stanu Zdrowia (IHME), który działa przy uniwersytecie waszyngtońskim przedstawił nowy model rozwoju epidemii koronawirusa w świecie. Według prognoz IHME w Polsce do lutego 2021 roku na COVID-19 umrze 35 277 osób. IHME opracowuje modele rozwoju pandemii na świecie od wiosny.  Tworząc te prognozy IHME stara się pomóc decydentom w planowaniu oraz podejmowaniu działań na rzecz zmiany przebiegu pandemii na lepsze. Opracował trzy różne scenariusze, które mogą pomóc władzom poszczególnych państw zrozumieć, jak różne decyzje polityczne mogą wpływać na trajektorię pandemii w ich lokalizacji.Dlaczego liczby się zmieniają?Naukowcy IHME starają się uwzględniać nowe fakty - te, które są dostępne - dzięki którym szacunki się zmieniają. Modele bowiem mają być jak najbardziej przydatne dla rządów i administratorów szpitali, którzy muszą wiedzieć, jak zmienia się sytuacja w czasie rzeczywistym, by podejmować  optymalne decyzje. Dlaczego infekcje i zgony rosną tak dramatycznie w krajach półkuli północnej, gdy zbliżamy się do zimowych miesięcy?Model IHME przewiduje duży wzrost liczby zakażeń i zgonów w wielu krajach na półkuli północnej jesienią i zimą z powodu sezonowych wzorców przenoszenia chorób  i spadku czujności (spadek używania maski i wzrost kontaktu z ludźmi).SCENARIUSZEJak powińmy interpretować różne scenariusze i jakie założenia zawierają?Scenariusz „Obecna prognoza” zakłada, że rygory utrzymywania dystansu społecznego będą ponownie nałożone na sześć tygodni, jeśli dzienna śmiertelność osiągnie 8 osób na milion. Scenariusz „złagodzenia rygorów” zakłada, że ​obostrzenia będą nadal znoszone i nie będą ponownie narzucane. Scenariusz „Maski uniwersalne” zakłada, że ​​noszenie masek osiągnie 95% w ciągu 7 dni, a rygor utrzymywania dystansu społecznego będzie nadal słabnąć, ale zostanie ponownie nałożony na sześć tygodni, jeśli dzienna śmiertelność osiągnie 8 osób na milion.Założenia dla każdego scenariusza są następujące: Dlaczego wybrałeś 8 zgonów dziennie na milion jako punkt, w którym rygory są ponownie nakładane?Okazuje się, że 90% lokalizacji, które badało IHME na początku tego roku, nałożyło te obostrzenia, gdy zgony osiągnęły poziom 8 dziennych zgonów na milion. Ponowne nałożenie ograniczeń w tym momencie ma kluczowe znaczenie dla upewnienia się, że Siecie szpitalne są dobrze przygotowane do obsługi dużego napływu pacjentów z COVID-19. Kiedy zgony osiągają ten poziom, szpitale zaczynają być przytłoczone przez pacjentów. Ponieważ jednak państwa walczą o utrzymanie swoich gospodarek, rygory mogą w ogóle nie zostać nałożone lub mogą mieć znacznie bardziej ograniczony zakres.Dlaczego prognozy dla wszystkich trzech scenariuszy wyglądają tak samo dla każdej lokalizacji?Zwykle ma to miejsce, gdy użycie masek w kraju jest wysokie i jeśli nie przewiduje się, że kraj nigdy nie osiągnie poziomu zgonów, w przypadku którego konieczne byłoby ponowne nałożenie nakazów dystansowania społecznego.Dlaczego scenariusz dotyczący nakazu noszenia maski jest tak ważny?  Maski zmniejszają ryzyko transmisji o co najmniej jedną trzecią, ale nie wystarczają do zatrzymania transmisji. Nakazy utrzymywania dystansu społecznego są skuteczniejsze w ograniczaniu infekcji niż maski. Obecne prognozy zakładają, że nakazy zapewniania dystansu społecznego obowiązują przez sześć tygodni, jeśli liczba zgonów dziennie osiągnie 8 na milion....
 

Koszalinianka, Aleksandra Szulc mistrzynią Polski w judo

25 Października 2020 godz. 13:42 Art za K Judo Gwardia Koszalin
Kolejny rewelacyjny start odnotowali judocy Gwardii Koszalin. W Zamościu, gdzie odbyła się Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży - Mistrzostwa Polski Juniorek i Juniorów Młodszych w Judo podopieczni trenerów Cezarego Wojniusza i Mariana Standowicza wywalczyli trzy medale. - Zawody stały na bardzo wysokim poziomie sportowym i organizacyjnym. Słowa uznania dla organizatorów za oprawę mistrzostw i zabezpieczenie pod kątem pandemii Covid -19 - mówi trener Wojniusz.  Mistrzostwo Polski w kat. 48 kg wywalczyła Aleksandra Szulc. Judoczka Gwardii wygrała trzy walki, a w finale pokonała przez efektowny rzut Zuzannę Wożniak z Yuko Józefów. Ola jest uczennicą II LO im.Władysława Broniewskiego w Koszalinie. - Serdecznie dziękujemy dyrekcji i gronie pedagogicznemu za współpracę, dzięki której Ola ma dobre wyniki nie tylko w sporcie ale i w nauce - dodał trener Wojniusz.  Drugi medal dla Gwardii zdobył Adam Małecki w kat.73 kg. Adam wygrał trzy walki, by w pojedynku o trzecie miejsce pokonać przed czasem Piotra Danieluka z KS Judo Ełk. - Adaś walczył super i również jest uczniem koszalińskiego "BRONKA" - mówi z kolei trener Standowicz. Trzeci medal zdobyła Zuzanna Mikołajczak, która walcząc w kat.+70 kg sięgnęła po brąz.  Zuzia wygrała dwie walki, a w starciu o brązowy medal pokonała przed czasem Kasię Mikołajczyk z Gryfa Słupsk. Jest to jej trzeci medal Mistrzostw Polski. Zuzia jest uczennicą Zespołu Szkół Nr 1  im. Mikołaja Kopernika klasie  2 L.  W zawodach również startowali Julia Wiśniewska kat.63 kg i Wojtek Szulc kat.+90 kg oboje wywalczyli VII miejsca walczyli dobrze lecz zabrakło szczęścia w szczególności Julia mogła być na podium dodają obaj trenerzy Gwardii. W Klasyfikacji medalowej kobiet Gwardia Koszalin zdobyła trzecie miejsce ,pierwsze miejsce Czarni Bytom, drugie Koka Jastrzębie Zdrój Warto dodać że cała trójka medalistów Mistrzostw Polski identyczne miejsca wywalczyła miesiąc temu na Pucharze Polski w Piasecznie .Brawo Gwardia Koszalin....