Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
23 Maj 2017 godz. 7:18 Ala  

Trzeszczące wieżowce

Ponad tysiąc osób musiało w pośpiechu opuścić swoje mieszkania. Wychodząc, nie wiedzieli czy do nich jeszcze wrócą. To nie były ćwiczenia służb ratowniczych. Takie chwile grozy wczoraj wieczorem rozegrały się w Koszalinie. Mieszkańcy trzech wieżowców przy ul. Władysława IV zostali ewakuowani na kilka godzin po tym, jak zauważyli przesuwające się meble w ich mieszkaniach. Dziwne ruchy, „chodzenie” budynków mieszkańcy odczuwali już od dłuższego czasu. Poinformowali nawet o tych swoich spostrzeżeniach spółdzielnię. Dopiero jednak telefon do straży pożarnej i stwierdzenie: „Czy musi wydarzyć się tragedia, byście zareagowali” spowodowało akcję straży pożarnej. Przybyłe na miejsce dwa zastępy straży pożarnej potwierdziły to zdarzenie. Strażacy nie odnotowali pęknięć zewnętrznych ścian, ale stwierdzili, że "budynek pracuje". Zarządzono ewakuację. - Proszę wszystkich ewakuowanych mieszkańców o to, by wsiedli do autobusów – nawoływał przez megafon Eugeniusz Rybakowski, szef zarządzania kryzysowego w Koszalinie. – Wyniki pomiarów sejsmiczanych, które były prowadzone we wszystkich klatkach schodowych nie wykazały zagrożenia – poinformował Tomasz Kubiak, oficer prasowy KW PSP w Szczecinie.  Niewykluczone, że drgania odczuwalne w wieżowcach są efektem prac prowadzonych na pobliskim placu budowy obwodnicy S6. Dziś od rana, gdy prowadzone są prace związane m. in. z zagęszczaniem terenu, badania sejsmiczne wznowiono. - Jeżeli zostaną stwierdzone drgania, wówczas roboty zostaną wstrzymane. Konieczne będzie zastosowanie innej, mniej inwazyjnej technologii – zapowiedział Bogdan Siudowski, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Koszalinie.  
22 Maj 2017 godz. 13:58 Ekoszalin z mat. informacyjnych  

Pociągiem nad morze

Po sześciu latach pociągi wracają na linię Sławno – Darłowo, będzie to duże ułatwienie dla turystów chcących dojechać nad Bałtyk i mieszkańców powiatu sławieńskiego. Od 24 czerwca powraca połączenie kolejowe Sławno-Darłowo na okres wakacji. W poniedziałek 22 maja br. w Darłowie podpisana została umowa w tej kwestii. Oznacza to, że pociągi będą znowu - po 6 latach - kursowały na linii Sławno-Darłowo. Będzie to połączenie okresowe, przewidziane na sezon wakacyjny i związanym z nim zwiększonym ruchem turystycznym. Przewozy będą realizowane dokładnie przez 72 dni od 24 czerwca do 3 września 2017 r. Wielkości pracy eksploatacyjnej jaka zostanie zrealizowana to ponad 12 mln pociągokilometrów.   - To, że wkrótce pociągi znowu wyjadą na tory między Sławnem i Darłowem pokazuje, jak wiele możemy osiągnąć, kiedy samorządy solidarnie współpracują. Połączenie będzie realizowane nowoczesnymi pojazdami i z pewnością stanowić będzie spore ułatwienie dla turystów kierujących się nad morze oraz mieszkańców okolicznych miejscowości – komentuje wicemarszałek Tomasz Sobieraj.   Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego zorganizuje połączenia z inicjatywy samorządów lokalnych. Koszty, łącznie ponad 187 tys. zł podzielą między siebie Powiat Sławieński (20%), Miasto Darłowo (50%), Miasto Sławno         (10%), Gmina Darłowo (10%), oraz Gmina Sławno (10%). Województwo Zachodniopomorskie podejmie się organizacji przewozów, rozszerzając zakres bieżącej umowy z Przewozami Regionalnymi.   W poniedziałek odbył się specjalny, otwarty przejazd na trasie Sławno-Darłowo-Sławno, w którym udział wziął wicemarszałek Tomasz Sobieraj oraz przedstawiciele pozostałych samorządów. W Darłowie, w przestrzeniach dworca kolejowego złożono podpisy pod umową.   Rozkład jazdy zakłada kursowanie 4 par pociągów od poniedziałku do piątku oraz 6 par pociągów w dni weekendowe.   - Warto wspomnieć, że od wielu lat uruchamiamy, także na okres wakacyjny, połączenie Koszalin-Mielno – zaznacza wicemarszałek Województwa Zachodniopomorskiego Tomasz Sobieraj. Także w tym przypadku lokalne samorządy dzielą się kosztami, a województwo organizuje połączenie.
22 Maj 2017 godz. 11:12 Ala, fot. Bogumiła Tiece  

Małe sarny – pomagać, czy nie pomagać?

W maju i czerwcu pojawiają się przypadki znajdowania w trawie koźląt. Zdarza się, że matka ginie i zostawia maluchy Co mamy zrobić, aby im pomóc i nie skazywać na życie w niewoli? Nie powinniśmy zbliżać się ani tym bardziej dotykać zwierzęcia. Musimy uzbroić się w cierpliwość i obserwować. Nawet przez kilka godzin.  Dopiero gdy o zachodzie słońca matka się nie pojawi, mamy prawo zastanowić się nad interwencja. Sytuacja zmienia się, gdy w wypadku komunikacyjnym - na naszych oczach -  ginie mama koźlaka lub inni ludzie już wzięli zwierzątko na ręce. Zapach człowieka może bardzo zaniepokoić łanię. Potem może ona porzucić swoje młode, a tym samym skazać je na śmierć.  Zdarzają się jednak nietypowe sytuacje. Oto relacja Bogumiły Tiece, inspektora TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie: "Otrzymałam  informacje, że na stacji BP,  pracownicy znaleźli  małą  sarenkę. Była zmarznięta i słaba, leżała przy dystrybutorze na betonie. Pracownicy wzięli ją na zaplecze, aby ogrzać. Odebrałam  malucha i  natychmiast  skontaktowałam się  z ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt.  Otrzymałam wytyczne co do tymczasowej opieki na zwierzaczkiem.  Był weekend.  Wieczorem  szukałam śladów matki w okolicach stacji, zostawiając na trawie sarnie dziecko na pewien czas i bacznie obserwując. To ruchliwe miejsce. Mieszkańcy wyprowadzają tam   psy a z drugiej strony pędzą auta. Całkiem  możliwe, że matka zginęła pod kołami auta a może ktoś przywiózł sarenkę na stacje nie wiedząc  jak  się  nią opiekować  po zabraniu z lasu,  może matka tak się spłoszyła , że nie wróci Było pewne, że nie mogę zostawić słaniającej się na nóżkach  maleńkiej , wychudzonej sarenki na pewną śmierć głodową lub rozszarpanie przez psy. Karmiłam ją przez weekend mlekiem kozim zgodnie z zaleceniami specjalistów z ośrodka dla dzikich zwierząt . W poniedziałek miała jechać do azylu dla dzikich zwierząt przy parku wolińskim. Gdy szykowałam malucha do drogi, weszli do mojego ogródka panowie z  inspekcji weterynaryjnej w asyście policji - z zarzutami , że przetrzymuję dzikie zwierze. Nie przetrzymuję, a niosę pomoc. Panów  nie interesował stan   zwierzaka, ani gdzie go wiozę. Zainteresowali się tym, jakim środkiem transportu mam zamiar zawieźć sarenkę. Ustawa o Ochronie Przyrody art. 52 zezwala na pomoc rannym  lub osłabionym zwierzętom  dzikim  w celu udzielenia im pomocy weterynaryjnej i przemieszczania ich do ośrodków rehabilitacji zwierząt.  Powiatowy lekarz weterynarii twierdzi, że zachowałam się niehumanitarnie. Według niego powinnam zostawić malutką  sarenkę gdzieś w lesie.  Nie wiemy  jednak co stało się z matką. Może ktoś malucha porwał z lasu i porzucił w mieście.  Weterynarz  powołuje się na zdjęcia chodzącej blisko lasu od strony giełdy  samochodowej sarny w czasie laktacji. Takich saren obecnie jest pełno. Przypominam, że mamy okres lęgowy.  Nie ma żadnej gwarancji, że owa sarna to  matka tej znalezionej  na BP.  Uważam, że powiatowy lekarz weterynarii zamiast podejmować takie bezzasadne interwencje powinien poświęcić więcej czasu na uświadomienie ludziom, jak powinni zachowywać się w takich sytuacjach. Korzystając z okazji powiem, że w sytuacji, w której znaleźliśmy sarenkę powinniśmy: nie podejmować zbyt pochopnie interwencji. Starać się jak najszybciej powiadomić specjalistę. Wskaże nam on działania, które zwiększą szanse na przeżycie zwierzęcia. nigdy nie biegnijmy za zwierzęciem. Jeżeli jest na tyle mocne, że ucieka, to długotrwały pościg szczególnie w upalny dzień skończy się jego śmiercią. Ucieczka w panice zwierzęcia to także narażenie go na dodatkowe niebezpieczeństwo urazu. podczas unieruchamiania sarny uważajmy na to, by zachowywać się spokojnie.  zawsze zakryjmy jej oczy. Oszczędzi jej to stresu, jakim jest bliski kontakt z człowiekiem".  
19 Maj 2017 godz. 11:28 ekoszalin za TOZ Koszalin  

TOZ: Psy i koty mają opiekę

Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce Oddział w Koszalinie oświadcza, że decyzja z dnia 12.05.2017 roku, wydana przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, dotycząca zakazu prowadzenia schroniska dla zwierząt w Koszalinie przez Oddział w Koszalinie, została doręczona TOZ w Polsce Oddział w Koszalin w dniu 16.05.2017r., w godzinach popołudniowych. Z całą mocą należy podkreślić, że przedmiotowa decyzja nie jest ani ostateczna, ani prawomocna. TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie oświadcza, że odwoła się od opisanej wyżej decyzji do Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii. Co najmniej do czasu rozpatrzenia odwołania, TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie jest w dalszym ciągu uprawniony prowadzić schronisko w Koszalinie na dotychczasowych zasadach.               Na marginesie należy podkreślić, iż w ostatnim czasie Powiatowy Lekarz Weterynarii kilkukrotnie wydawał niekorzystne dla TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie decyzje, które następnie były przez organ drugiej instancji uchylane. TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie ma nadzieję, że tak też będzie i w tym przypadku. Tym bardziej więc, na tym etapie postępowania (tj. przed rozpatrzeniem odwołania) nie można ferować zbyt pochopnych wyroków co do sposobu prowadzenia schroniska dla zwierząt w Koszalinie.               TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie przy tym wyraźnie zaznacza, że w marcu 2017 r. miała miejsce kompleksowa kontrola schroniska ze strony Urzędu Miasta. Kontrola ta nie wykazała nieprawidłowości. Ponadto, wszystkie doręczane TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie zalecenie Powiatowego Lekarza Weterynarii były na bieżąco realizowane, o czym świadczą protokoły z przeprowadzanych przez PIW kontroli (notabene tylko w tym roku były już 4 takie kontrole).                TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie obecnie przechodzi proces reorganizacji, zarówno na szczeblu oddziału, jak i w samym schronisku. Została zatrudniona nowa osoba na stanowisku p.o. kierownika, ze względu na to, że poprzednia kierownik przebywa obecnie na długotrwałym zwolnieniu lekarskim.   Nie można zapominać, że TOZ Koszalin prowadzi schronisko od 2009 roku. Przez ten okres Oddział TOZ w Koszalinie prowadził liczne działania edukacyjne w zakresie humanitaryzmu wobec zwierząt oraz interwencje dobrostanu zwierząt (w większość na terenach wiejskich). Inspektorzy TOZ przeprowadzają rocznie ponad 100 takich interwencji. TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie wspiera również społecznych opiekunów kotów, rozdając karmę i finansując sterylizację kotów. W tym roku, od stycznia do marca, wydano opiekunom kotów 700kg karmy, pochodzącej ze zbiórek oraz z darowizn uzyskanych od firmy ZOOPLUS.   Celem TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie zawsze jest dobro zwierząt. Wszystkie podejmowane przez TOZ działania zorientowane są właśnie na osiągnięcie powyższego celu. Co ważne, TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie również z w własnych środków pokrywa bieżące potrzeby schroniska. W tej sytuacji rozpowszechnianie, w ostatnim czasie, krzywdzących i nieprawdziwych informacji na temat działań TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie nie tylko narusza jego dobra osobiste, ale po prostu jest zwyczajnie krzywdzące i niesprawiedliwe.   Na zakończenie TOZ w Polsce Oddział w Koszalinie chciałby przedstawić podstawowe dane dotyczące schroniska w Koszalinie, które obrazują, z jednej strony jego zaangażowanie w opiekę nad zwierzętami, a z drugiej, realne efekty jego działań. I tak, od roku 2013 koszty funkcjonowania schroniska przedstawiają się w następujący sposób:     Rok Koszt całkowity zadania Udzielona dotacja Środki własne TOnZ w zł wg umowy   faktyczny w zł Wg umowy w zł Faktycznie wykorzystane w zł Wg umowy z Miastem w zł Faktycznie poniesione w zł 2013 724.000,00 725.892,00 700.000,00 699.785,00 24.000,00 26.107,00 2014 724.000,00 750.285,00 700.000,00 699.739,00 24.000,00 50.546,00 2015 724.000,00 811.481,00 700.000,00 699.731,00 24.000,00 111.750,00 2016 750.000,00 874.065,42 700.000,00 699.981,00 50.000,00 104.320,09   Odnośnie zakupu karmy na potrzeby schroniska, koszty te wynosiły:   Rok Koszt całkowity zakupu karmy w zł z dotacji w zł koszt TOZ  w zł Wartość karmy pozyskanej przez TOZ Koszalin w zł 2014 26.825,83 26.825,83 0 92.060,29 2015 13.956,01 6.999,93 6.956,47 145.314,74 2016 3.463,78 3.181,79 281,99 203.254,50   Koszty wynagrodzeń oraz koszty opieki weterynaryjnej wynosiły:   Rok Koszt wynagrodzeń na umowę o pracę Koszty opieki weterynaryjnej 2014 326.568,68 157.686,59 2015 356.224,52 169.754,32 2016 413.289,21 204.105,00     W 2016 roku do schroniska przyjęto łącznie 514 psów i 548 kotów. Na domy tymczasowe wydano 422 psy i  208 kotów, na domy stałe wydano zaś 271 psów i 72 koty. Jednocześnie, w tym okresie, wysterylizowano 119 suk oraz 165 kocic, wykastrowano 169 psów i 98 kocurów.
19 Maj 2017 godz. 10:05 Zdjęcia i tekst kpt. Jarosław Barczewski / oficer prasowy CS SP  

Strzelania podchorążych

Podchorążowie II roku studiów I stopnia Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu w dniach 24 kwietnia do 23 maja br. szkolą się w Centrum Szkolenia Sił Powietrznych. W pierwszej fazie szkolenia w Koszalinie podchorążowie pod okiem instruktorów Cyklu Sprzętu Obrony Przeciwlotniczej mł. chor. Mariusza Lemańczyka, mł. chor. Tomasza Szurgota i st. sierż. Piotra Tracza zgłębiali budowę i zasady użycia przeciwlotniczego sprzętu. W ramach pobytu w koszalińskim Centrum podchorążowie wzięli udział w konferencji naukowej „EDUKACJA WARUNKIEM BEZPIECZEŃSTWA W XXI WIEKU – Bezpieczeństwo publiczne wczoraj i dziś”, którą przeprowadzono przy wydatnej pomocy prof. dr. hab. inż. Mariana Kopczewskiego z Wydziału Nauk o Bezpieczeństwie WSO WL. Na konferencji z dynamiczną prezentacją „Współczesne bezzałogowe statki powietrzne, jako urządzenia wspomagające bezpieczeństwo” wystąpił kpr. pchor. Witold Pruchnicki. Zwieńczeniem szkolenia w murach Centrum było praktyczne wykonanie zadań ogniowych. W dniach 15-19.05.2017 r. na terenie Centralnego Poligonu Sił Powietrznych podchorążowie zrealizowali szereg strzelań z 23 mm armaty przeciwlotniczej ZU-23-2 oraz przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych PPZR GROM. Z postawionych zadań szkoleniowych słuchacze Uczelni oraz kadra dydaktyczna i dowódcza Centrum wywiązali się znakomicie. Dowódcą zgrupowania poligonowego była Komendant Ośrodka Szkolenia Specjalistycznego mjr Grażyna Wojewnik a nad przebiegiem i bezpieczeństwem zadań ogniowych czuwał mjr Edward Maluszycki. Szkolenie prowadzono na sprzęcie i przy udziale żołnierzy Dywizjonu Zabezpieczenia CS SP.