Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
18 Lutego 2017 godz. 4:02
Art za mat. prasowe
 

Zadaniem rodziców jest wspierać, ale nie przesadnie motywować

O niespodziewanym spotkaniu z Gianluigi Buffonem, swojej karierze, szkoleniu młodzieży i roli rodzica w rozwoju pasji swoich dzieci opowiada były reprezentant Polski, Marcin Adamski. W rozmowie towarzyszy mu młodszy syn i utalentowany następca, 13-letni Filip. Marcin Adamski: Od razu zaznaczę, że mam dwóch synów i obaj grają w piłkę. Jeżeli ktoś ten futbol bardzo lubi, ma talent i jest pracowity, to może coś w nim osiągnąć. Droga jest jednak długa i kręta. Wiemy jak dużo dzieci trenuje, a profesjonalnymi piłkarzami zostają tylko nieliczni. Wiadomo, że teraz priorytetem dla chłopaków są szkoła i nauka. Mimo że zakończył pan karierę już 5 lat temu, to ciągle jest pan związany z futbolem. Był pan ekspertem i komentatorem Polsatu, szkolił młodzież czy pracował jako dyrektor sportowy w GKS-ie Tychy. Bez futbolu nie da rady? - Teraz szczególnie, ponieważ niecały rok temu otworzyłem w rodzinnym Świnoujściu razem z dwoma kolegami akademię piłkarską. Cały czas się rozwijamy, każdego dnia tym żyjemy i staramy się jak najbardziej usprawnić funkcjonowanie akademii. Trenuje u nas już prawie 150 dzieci w różnych kategoriach wiekowych. Można więc powiedzieć, że nadal żyję piłką na co dzień. Ma pan dwóch synów, więc w domu piłkarskich dyskusji też pewnie nie brakuje… - Nie brakuje i to czasem głośnych, bo każdy ma swoje zdanie (śmiech). Młodszy Filip trenuje u nas w akademii, w najstarszym roczniku 2004. Dwa lata starszy Dawid szkoli się w niemieckim Greifswalder FC, gdzie dyrektorem jest - taka ciekawostka - Stefan Kroos, brat słynnego Toniego z Realu Madryt. To znana w Niemczech akademia, która wychowała wielu świetnych piłkarzy, m.in. samego Toniego. Jedyny mankament jest taki, że trzeba dojeżdżać na treningi. Ze Świnoujścia to 70 km. Dawid i Filip zarazili się pasją do futbolu. Wszyscy jesteście zapalonymi kibicami Realu Madryt. Jak to się zaczęło? - Ja Realowi kibicowałem od dziecka. Trudno powiedzieć, kiedy to się dokładnie zaczęło, ale pamiętam takich piłkarzy jak Fernando Hierro, Michel czy Emilio Butragueno. Może zostałem kibicem dzięki przewrotkom Hugo Sancheza? Gdyby zapytać synów, to pewnie powiedzą, że kibicowanie Królewskim to ich wybór też od małego. Ale tak naprawdę to na pewno dołożyłem trochę od siebie, bo jak człowiek oglądał te mecze Realu, to dzieci siłą rzeczy również. Pytanie do Filipa. Jak to w końcu było z tym Realem? Filip Adamski: Od zawsze lubię Real, chociaż na początku kibicowałem też Manchesterowi United, bo tam grał Cristiano Ronaldo. Jak Portugalczyk poszedł do Realu, to zacząłem jeszcze mocniej kibicować temu klubowi i tak już zostało. Rozumiem, że Ronaldo to Twój ulubiony piłkarz? Na kim jeszcze się wzorujesz? - Tak, z zagranicznych piłkarzy zdecydowanie Ronaldo. Jeżeli chodzi o Polaków, to bardzo cenię Lewandowskiego i Błaszczykowskiego. Wróćmy do taty. W wieku Filipa biegał pan za piłką po osiedlowych boiskach w Świnoujściu. Czasy się zmieniły i synowie mogą szkolić się w profesjonalnych akademiach. Zazdrości im pan tych możliwości? MA: Może nie zazdroszczę, ale faktycznie jest tak jak pan powiedział. Dziś przywiązuje się dużą wagę do takich rzeczy jak technika, koordynacja ruchowa, motoryka, prawidłowość w bieganiu czy ogólna sprawność. Teraz to wszystko kształtuje się od dziecka, a kiedyś człowiek był samoukiem, biegającym gdzieś tam po podwórkach. Ja zacząłem regularne treningi późno, bo dopiero w wieku 14-15 lat. Nie było sztucznych boisk, trenowało się na piaszczystym, bo główna murawa była zarezerwowana dla pierwszej drużyny. Biegało się więc w piachu po kostki i kształtowało inne cechy: charakter czy wytrwałość. Nie było też dowożenia dzieci na treningi, trzeba było być bardziej samodzielnym. Dzisiaj dzieci mają łatwiej. Jest wiele akademii, w których dba się o wszystkie szczegóły. Są wykwalifikowani trenerzy, dąży się do indywidualizacji zajęć, do każdego zawodnika podchodząc z osobna. To wielka zmiana na plus, bo nie można wszystkich mierzyć tą samą miarą. Zwłaszcza w wieku juniorskim. Z drugiej strony mówi się, że wraz z rozwojem infrastruktury sportowej spada zaangażowanie dzieciaków, które wolą spędzać czas przed ekranami smartfonów i komputerów. Synowie kochają piłkę, więc pan chyba nigdy nie musiał ich wyganiać z domu? - My mieliśmy z tym łatwiej, bo kiedy synowie mieli 3 lata i rok, to siedzieli w loży VIP na stadionie w Wiedniu i oglądali tatę w meczach Ligi Mistrzów. Żałuję, że to było tak dawno, byli tacy mali i niewiele mogą pamiętać z tych fajnych spotkań, które rozgrywałem. Teraz oczywiście dalej żyją piłką i oglądamy mecze w telewizji, a co jakiś czas staramy się obejrzeć na żywo reprezentację Polski czy europejskie puchary. Byliśmy na przykład na meczu Realu w Madrycie i może to był początek fascynacji chłopaków tym klubem i Cristiano Ronaldo? To był 2011 rok. Dzięki Jurkowi Dudkowi mieliśmy okazję wejść do centrum treningowego, poznać Ronaldo i osobiście z nim porozmawiać. Wracając do smartfonów i komputerów, kiedyś nie było takich „zagrożeń”. Teraz niektórym rodzicom faktycznie trudno wygonić dzieci sprzed telewizora, bo są inne rozrywki. Dobrze, że rodzice dostrzegają ten problem i decydują się zapisać dzieci choćby do takich akademii piłkarskich jak nasza. Rodzic wie, że lepiej jak jego pociecha spędzi 1,5 godziny na powietrzu niż w domu przed komputerem. Jedni rodzice w ogóle nie są zainteresowani sportowym rozwojem swoich dzieci, a inni wręcz przeciwnie. Wyobrażają sobie, że ich 6-letni Krzysiu to następca któregoś z piłkarzy Reprezentacji Polski i narzucają synowi wielką presję. Jak znaleźć złoty środek? - My w naszej akademii staramy się od początku uświadamiać rodziców. Już na samym początku zorganizowaliśmy spotkanie, na którym tłumaczyliśmy jaki jest cel tych treningów i jak należy podchodzić do sportowego rozwoju dziecka. Te dwa skrajne podejścia należy wypośrodkować. Trzeba umożliwiać dziecku aktywne spędzanie wolnego czasu, rozwój piłkarski, ale nie wolno wywierać niepotrzebnej presji. Być może niektórzy rodzice przenoszą na dzieci swoje niespełnione ambicje? Opiekunowie powinni pamiętać, że ich negatywne emocje błyskawicznie przenoszą się na najmłodszych. Dla dziecka sport to ma być zabawa, wynik na początkowym etapie nie może być najważniejszy. Zadaniem rodziców jest wspierać, ale nie przesadnie motywować, bo to może doprowadzić do zmęczenia nie tyle fizycznego, co psychicznego. Pamiętajmy, że nie każdy młody człowiek jest tak samo utalentowany, a do tego jedni dojrzewają wcześniej, a drudzy później. Na meczach czy turniejach często słychać też okrzyki typu „walcz”. Bardzo nie lubię tego słowa w kontekście rywalizacji dzieci. Im należy wszystko spokojnie tłumaczyć, a nie używać określeń związanych z walką czy wojną. Na to wszystko jeszcze przyjdzie czas. Nigdy nie ukrywał pan, że pańskie największe atuty piłkarskie były związane z motoryką i cechami wolicjonalnymi, a nie wyjątkowym wyszkoleniem technicznym. A jakimi piłkarzami są synowie? - Można powiedzieć, że u nich wygląda to całkowicie odwrotnie (śmiech). Zawsze, kiedy dziennikarze pytali o moje mocne strony, to te cechy, które pan wymienił, przychodziły do głowy jako pierwsze, bo taka też była prawda. Natomiast na chłopaków aż miło patrzeć - swoboda w operowaniu piłką, naturalna koordynacja ruchowa. Mogę tylko ubolewać, że w moich czasach nie było szkolenia na takim poziomie i wszystko opierało się na charakterze. Chłopak, który był bardziej wytrwały mógł coś osiągnąć, a ten bez odpowiednich cech charakteru rezygnował z gry w piłkę. Dzisiaj szkolenie wygląda zupełnie inaczej. Synowie wiedzą, co zrobić z piłką, potrafią zagrać wewnętrzną i zewnętrzną częścią stopy, swobodnie poruszają się po boisku. Kiedyś kolega z przodu krzyknął, to grało się byle do przodu, byle pod bramkę rywala. Dziś pracujemy nad boiskową inteligencją, uczymy dzieci jak najwięcej myśleć, przez co treningi piłkarskie to nie tylko rozwijanie umiejętności sprawnościowych, ale też kreatywności. To zapytam jeszcze samego zainteresowanego. Jakie są Twoje najmocniejsze strony? FA: Ja siebie nie oceniam, od tego są inni. I prawidłowo. Jak więc oceniają Cię inni? - Czasami słyszę, że jestem szybki. Czasami, że dobrze drybluję, a czasem, że potrafię strzelić ładną bramkę. Masz już na koncie swoje pierwsze piłkarskie sukcesy. W zeszłym roku zostałeś wybrany najlepszym piłkarzem wojewódzkich finałów turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” w Wielkopolsce. Jak wspominasz ten turniej i swój indywidualny sukces? Było bardzo fajnie. Zagraliśmy w finale, ale niestety przegraliśmy i nie awansowaliśmy do finału ogólnopolskiego rozgrywanego w Warszawie. Mimo tego wspomnienia są pozytywne i było to super doświadczenie. Zazdrościłeś finałowym rywalom wyjazdu do Warszawy i gry na Stadionie Narodowym? - No tak, trochę im zazdrościliśmy. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się jeszcze zagrać na tym stadionie. Panie Marcinie, przed rokiem podczas eliminacji do turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” mówił pan, że zazdrości takich imprez dzisiejszemu pokoleniu. Pan jako nastolatek mógł o udziale w takim turnieju tylko pomarzyć. MA: Dokładnie, kiedyś nie było turniejów jak ten. Za moich czasów takich imprez było zdecydowanie mniej i może dlatego doskonale pamiętam każdą z nich. To było ogromne przeżycie, turniej wiązał się z emocjami i często fajnym wyjazdem z rodzinnego miasta. Dziś okazji do rywalizacji z rówieśnikami jest dużo więcej. Dobrze, że istnieją takie rozgrywki dla dzieciaków, bo to frajda i odskocznia od codziennych treningów. Pana synowie to utalentowani 13- i 15-latek, ale już na początku rozmowy zaznaczył pan, że wciąż nie wiadomo czy w przyszłości pójdą pana śladem i zostaną profesjonalistami. - Dopóki cieszą się tym i sprawia im to frajdę, będziemy im umożliwiać trenowanie na odpowiednim poziomie. Jeżeli przestaną tym żyć, to nie będzie przymusu. Dziś najważniejsze są szkoła i odpowiedni kręgosłup moralny, czyli to, co najważniejsze być powinno. Sport jest bardzo fajny, kształtuje charakter i dobrze wpływa na zdrowie. W przyszłości chłopaki sami wybiorą, co będą chcieli robić w życiu. Zanim Dawid i Filip trafili do profesjonalnych akademii, ich pierwszym trenerem na pewno był tata, a boiskiem – podwórko czy ogródek przed domem. - I do dnia dzisiejszego tak jest! Starszy syn chodzi z piłką przy nodze nawet po domu. Mama się denerwuje, bo ściany od lat są wiecznie poobijane (śmiech). Wszyscy to znamy, ja też jestem bardziej wyrozumiały, bo sam tak postępowałem. Jeden z piękniejszych momentów w pana karierze to świetny występ w barwach Rapidu Wiedeń, kiedy mierzyliście się w Lidze Mistrzów z wielkim Juventusem. Jak wspominał pan w rozmowie z Weszlo.com, po tym meczu zgarnął pan pochwały od Fabio Capello i koszulkę od samego Zlatana Ibrahimovicia. Ta ostatnia jest największą relikwią w Waszym domu? - Może nie relikwią, ale akurat ostatnio ją odkurzyłem, bo razem z moim wspólnikiem Sebastianem Olszarem mieliśmy spotkanie z dziećmi z zaprzyjaźnionej szkoły podstawowej i dyrektor poprosił nas, żebyśmy przynieśli jakieś pamiątki. Ja nigdy wielkim kolekcjonerem nie byłem, ale oczywiście od razu pomyślałem o tej koszulce. To taka pamiątka, którą dostałem od bardzo znanego piłkarza, który widząc moje poświecenie na boisku podszedł po meczu, powiedział kilka miłych słów i wręczył swoją koszulkę. Może wtedy nawet tak tego nie doceniałem jak dziś. Trudno mi będzie się z tą koszulką rozstać, ale już kilka razy nosiłem się z zamiarem przekazania ją na jakąś aukcję charytatywną. Prędzej czy później tak to się pewnie skończy. Jak w takim futbolowym domu, z trzema piłkarzami radzi sobie mama? Sama jest kibicem czy ma już czasem tego wszystkiego dosyć? - Żona zrobiła zdecydowany postęp (śmiech). W tej chwili sama jest już kibicem piłki nożnej, dla świętego spokoju kibicuje też Realowi Madryt. Wiadomo, że jak Real wygra to jest w domu lepsza atmosfera. A jak dzieci są szczęśliwe, to mama też. Filip, a jak Ty widzisz swoją piłkarską przyszłość? Tata osiągnął naprawdę sporo: po 100 występów na boiskach ekstraklasy w Polsce i Austrii, mecze w Lidze Mistrzów, gra w reprezentacji Polski. Chciałbyś kiedyś pobić te osiągnięcia? FA: Mam nadzieję, że mi się uda. Moim największym marzeniem jest zagrać w Premier League w barwach Manchesteru United. Mogłaby być to też liga hiszpańska i Real, ale wolałbym chyba jednak ten Manchester. MA: Na koniec opowiem jeszcze jedną anegdotkę, która mi się przypomniała. Kiedyś wróciłem do Rapidu po meczu reprezentacji Polski z Estonią, w którym odniosłem kontuzję łydki. Nie mogłem zagrać w rewanżowym spotkaniu Ligi Mistrzów z Juventusem, więc usiadłem na trybunach stadionu w Wiedniu. Nagle widzę, że idzie jakiś wysoki facet, znajoma twarz, a wokół niego 15 też dosyć dużych gości. Nagle ten facet podchodzi do mnie, patrzę, a to sam Gianluigi Buffon! Raz w życiu mnie widział na boisku, a był na tyle taktowny, że podszedł i zapytał: „co słychać, dlaczego nie grasz?”. Bardzo mnie zaskoczyło, że taki znany piłkarz poznał gościa, przeciwko któremu zagrał raz w życiu. Wymieniłem z nim łamaną angielszczyzną kilka zdań, wytłumaczyłem, że mam kontuzję i zapytałem co to za ludzie wokół niego. To też fajna historia, bo powiedział, że to jego koledzy z podwórka, których zna od najmłodszych lat. Powiedział, że od lat jeżdżą na wszystkie mecze Juventusu. Byłem pod wrażeniem, że tak pamięta o ludziach, z którymi się wychował.  
16 Lutego 2017 godz. 15:52
ekoszalin za kalk-koszalin.pl
 

atom WBL: Zmowa czworga w ekstraklasie

W Ekstralidze trwa zwycięska passa pierwszej czwórki, która z dużym prawdopodobieństwem zagra o tytuł mistrzowski.   Wysoko wygrał Ces Koszalin z Betomexem i Leo z Globmetal AZS Fans Weterans, ale mieli oni znacznie ułatwione zadania ze względu na braki kadrowe rywali. Również obrońca tytułu Supon nie miał problemów w starciu z NMC. Ta wygrana jest serią bez porażki w rozgrywkach, która trwa już ponad rok czasu i dalej daje pozycje lidera tabeli. Świętoń pokonał Volcano, ale wygrana przyszła im po bardzo ciężkim boju dopiero w końcówce meczu. Zakończyła się faza zasadnicza w I i II Dywizji, którą należy ocenić dwoma słowami była super. Faza play-off zapowiada się interesująco. Ostatnie spotkania miały istotny wpływ na ustawienie par w dalszej rywalizacji. Dodatkowo w I Dywizji trwała walka o tytuł króla strzelców, klasyfikacje indywidualne kończą się bowiem po fazie zasadniczej. Znakomitym występem i rzutem na taśmę ten zaszczytny tytuł dzięki pomocy całej drużyny zdobył Paweł Czubak 47 pkt / 7x3 pkt/, co dało mu dodatkowo wygraną w klasyfikacji za 3 punkty. EKSTRALIGA Obrońca tytułu Supon po pierwszych dość niemrawych minutach opanował sytuacje i pewnie kontrolował mecz z NMC. Przewaga do przerwy 14 pkt systematycznie rosła i dała kolejne zwycięstwo. Tym samym Supon od ponad roku czasu nie zszedł z parkietu pokonany. Ces Koszalin rozgromił Betomex, co nie było trudnym zadaniem. Betomex przystąpił do gry bardzo osłabiony i głównym ich zadaniem było dogranie meczu. Również Globmetal AZS FANS Weterans w 5 - osobowym i osłabionym poważnie składzie byli skazani na porażkę z wicemistrzami z Leo. Pomimo to walczyli dzielnie z faworytem, który nie grał z pełnym zaangażowaniem. Sygnały o dobrej dyspozycji Volcano potwierdziły się w pojedynku ze Świętoniem. Po III kwartach Volcano prowadziło 1 pkt, ale większe doświadczenie rywala pozwoliło im w końcówce nieznacznie pokonać rywala. SUPON – NMC 74:51 (17:7; 18:14; 18:10; 21:20;) SUPON: G. Skoczyk 19 (1), K. Biełunos 13 (1), D. Grynkiewicz 12, R. Gibaszek 10 (2), P. Pakuszto 10, B. Baranowski 8 (1), M. Dudek 2, M. Witkowski 0, NMC: T. Radosz 24, W. Puzyrewski 11, M. Sugier 8 (2), M. Wróblewski 4, Z. Semenowicz 2, G. Hodun 2, M. Jesionczak 0, B. Wróblewski 0, M. Marcinowicz 0, CES KOSZALIN – BETOMEX 114:56 (29:11; 28:10; 30:6; 27:29;) CES KOSZALIN: M. Kamieniarz 52, P. Bartkiewicz 18, M. Korgiel 15 (1), M. Widz 11 (3), A. Kirejczyk 8, C. Tudruj 6, D. Kmita 4, BETOMEX: M. Rajkowski 21 (1), T. Dąbrowski 18 (1), O. Kucenko 10, K. Wierzbicki 4 (1), Z. Jasiński 3 (1), L. Bryzek 0, LEO – GLOBMETAL AZS FANS WETERANS 85:41 (14:11; 24:15; 30:6; 17:9;) LEO: P. Bogdan 20, P. Szałankiewicz 18, B. Domaszewicz 16, M. Stefanowski 9 (3), D. Lipigórski-Reichel 7, P. Polek 5 (1), K. Gibalski 5 (1), M. Waskan 5, GLOBMETAL AZS FANS WETERANS: L. Kasprzak 17 (5), P. Gawienowski 9 (2), K. Kubiszewski 8, I. Sławiński 4, M. Zieliński 3, ŚWIĘTOŃ – VOLCANO 86:79 (21:23;23:23;16:15; 26:18;) ŚWIĘTOŃ: Ł. Wróbel 28 (3), A. Kowalczuk 23 (3), B. Pachciarek 15, Ł. Berliński 9 (1), D. Jabłoński 7 (1), M. Stopera 4, VOLCANO: M. Strach 22, R. Grontkowski 18 (2), I. Janiszek 13, D. Sobolewski 13 (2), D. Zawiślak 7 (1), P. Kostecki 6, A. Spychalski 0,   I DYWIZJA Domar Tatów wygrał bardzo ważny mecz z Białogardem, będąc zdecydowanie lepszą drużyną. Zwycięstwo to, dało im 2 miejsce w tabeli oraz korzystną drabinkę w play-off. Białogard w tej fazie zdecydowanie zawiódł i zagra o utrzymanie. W meczu drużyn, które również zagrają o pozostanie w I Dywizji było dużo emocji i rywalizacja trwała do ostatnich sekund. Ostatecznie Surmet Koszalin ograł Super Geo 2 punktami. DOMAR TATÓW – BIAŁOGARD 77:63 (27:19; 14:17; 17:11; 19:16;) DOMAR TATÓW: P. Czubak 47 (7), Ł. Żak 14, D. Joskowski 12, P. Larwiński 2, P. Sulicki 2, P. Idziorek 0, Ł. Bielski 0, BIAŁOGARD: D. Jackiewicz 21 (6), K. Pietrzak 13, M. Ożygar 12 (1), M. Czajkowski 8, P. Strzelecki 5, T. Michalczyk 4, SUPER GEO – SURMET KOSZALIN 49:51 (12:13;10:10;12:13; 15:15;) SUPER GEO: K. Deka 13 (2), S. Szubstarski 13, M. Mendrygał 10, M. Deka 6, T. Staszkiewicz 4, D. Maszoński 3, SURMET KOSZALIN: J. Skibicki 13 (3), J. Dziennik 13 (1), M. Gaziński 9 (2), M. Babczyński 5, P. Podwalski 4, K. Blonkowski 3, K. Kunysz 2, M. Tomaszewski 2,     Play-off – I Dywizja - o miejsca 1 – 8 – do dwóch wygranych (1) Parkiety Presto.pl – (8) Leo GMK (2) Domar Tatów – (7) Piwiarnia Bumerang (3) Rokosowo – (6) Pantery (4) Tartak Sekwoja – (5) Wind Service II DYWIZJA Iron Wares od kilku spotkań gra wreszcie na miarę swoich możliwości. W meczu z Baumalem Składy Budowlane zagrał pewnie i skutecznie, a w fazie play-off będą bardzo groźni. Ostatnie dobre występu 100sio.pl pozwoliły im awansować do play-off. Podobnie było w konfrontacji z Mikoną/Ceranitem. Drabinka w dalszej fazie jest korzystna dla nich i mogą sprawić niespodziankę. Mikona/Cersanit w tym sezonie obniżył zdecydowanie loty i zagra o utrzymanie. IRON WARES – BAUMAL SKŁADY BUDOWLANE 79:66 (13:9;18:16;23:13;25:28;) IRON WARES: S. Knet 26, P. Baryła 16 (4), J. Grabias 15, M. Myśliński 13 (2), M. Felsztigier 9, D. Grabias 0, A. Gospodarczyk 0, BAUMAL SKŁADY BUDOWLANE: R. Wudarski 22, P. Radliński 16 (5), M. Zawadzki 14 (3), D. Zdrojewski 13, R. Kulik 1, W. Socha 0,   100sio.pl – MIKONA/CERSANIT 65:55 (18:18;16:11;10:13; 21:13;) 100sio.pl: A. Kadej 24 (6), Z. Abbas 22 (3), K. Stosio 12, R. Mielke 7, R. Berezowski 0, P. Janiak 0, P. Zięba 0, MIKONA/CERSANIT: M. Hampel 21, A. Skuza 17 (5), P. Kłósko 6, M. Pikur 5, T. Skuza 4, A. Steckiewicz 2, C. Wojciechowski 0, S. Kudosz 0,   Play-off – II Dywizja - o miejsca 1 – 8 – do dwóch wygranych (1) Przystanek Drzewiańska – (8) Baumal Składy Budowlane (2) Baywatch – (7) 100sio.pl (3) SKS Wicher – (6) PS Pożarna (4) Kontrabanda – (5) Iron Wares       III DYWIZJA Młodzież z Dubois przejęła kontrolę od I kwarty w pojedynku z MM TIMBER WINDOWS. Później systematycznie powiększała przewagę pokonując wysoko rywala. MM TIMBER WINDOWS – DUBOIS 45:66 (16:24; 5:8; 11:12; 13:22;) MM TIMBER WINDOWS: L. Żymierski 19, A. Nowak 10, P. Osiowy 5, A. Cichy 4, R. Fiszbak 3, D. Sawicki 2, M. Piórkowski 2, DUBOIS: I. Czeczotka 24 (5), A. Niziołek 14 (4), M. Pazdecki 12 (2), F. Lorek 10, K. Bobiński 4, F. Podgórski 2, P. Klasicki 0,      
16 Lutego 2017 godz. 4:47
Art, fot. archiwum
 

Energa AZS – AZS Łączpol: O moralne prawo

Energetyczne z Koszalina i Akademiczki z Gdańska walczą o prawo walki w gronie najlepszych sześciu zespołów w Polsce. Gdańszczanki mają punkt przewagi, ale to Energetyczne w sobotę podejmować będą w Koszalinie rywalki! Myli się jednak ten, kto uważa, że sobotnia rywalizacja rozstrzygnie o tym, która z tych drużyn znajdzie się w szóstce najlepszych krajowych ekip… Przypomnijmy system rozgrywek Superligi PGNiG w tym sezonie uległ zmianie.       Do końca zmagań drugiego etapu drużynom pozostało pięć kolejek. W tej najbliższej Energa AZS zmierzy się z AZS Łączpol AWFiS. W przypadku zwycięstwa koszalinianek to one będą miały punkt przewagi nad gdańszczankami i zdecydowanie „lepszy terminarz”. Energetyczne bowiem czekają jeszcze pojedynki z MKS Olimpia Beskid Nowy Sącz (w), MKS Selgros Lublin (d), UKS PCM Kościerzyna (w) i MKS Piotrcovia Piotrków Tryb. (d).  Gdańszczanki natomiast czeka jeszcze konfrontacja z: Kram Start Elbląg (d), Vistal Gdynia (w), MKS Olimpia Beskid Nowy Sącz (w) i MKS Selgros Lublin (d). Koszalinianki w tych meczach teoretycznie powinny „zgubić” punkty jedynie w  konfrontacji z mistrzem kraju, zespołem z Lublina. Gdańszczanki za to z pewnością nie będą faworytkami w pojedynkach ze Startem,  Vistalem i Selgrosem. Zatem sobotnie  bezpośrednie spotkanie Energa AZS z AZS Łączpolem AWFiS będzie istotne z innego punktu. Zwycięzca otrzyma moralne prawo gry o miejsca 1-6. Tym bardziej, że w pierwszym pojedynku w Gdańsku górą był AZS Łączpol, który wygrał 28:21(14:15). O triumfie gdańszczanek zadecydowały przede wszystkim cztery zawodniczki: Adrianna Górna (7 bramek), Roxana Cirjan (5), Karolina Siódmiak (5) i była zawodniczka Energa AZS Karolina Kalska (4). Przypomnijmy, że zgodnie z regulaminem o końcowej klasyfikacji w tabeli decydować będą:    
14 Lutego 2017 godz. 6:01
Art za mat. prasowe, fot. FB/Netto Cup
 

Netto Cup: Stelter, Grzejdak wśród zwycięzców

Już po raz dziewiętnasty, kilkuset badmintonistów z Polski i zagranicy uczestniczyło w wielkim święcie badmintona - turnieju Netto Cup. Tegoroczna edycja to kolejny rekord frekwencji naszej imprezy. Odwiedzili nas w tym roku zawodnicy niemal z wszystkich zakątków Polski, Niemiec, Danii, Norwegii, Rosji, Ukrainy, Estoni czy tak egzotycznych miejsc jak Indie oraz Mauritius. W sumie na grę w zdecydowało się ponad 330 zawodników. Tegoroczna edycja Netto Cup to także bardzo istotna zmiana – nowe miejsce rozgrywania turnieju. Dzięki gościnności Starostwa Powiatu Polickiego i ogromnej przychylności władz szkoły, zawody rozegrane zostały na nowej, znakomicie przygotowanej, hali sportowej przy zespole szkół im. Ignacego Łukasiewicza przy ulicy Siedleckiej w Policach. Zawodnicy nie mogli się nachwalić warunków, które zastali w tym roku w nowej lokalizacji. Sportowo, najważniejsza z kategorii, Open, kolejny rok z rzędy przebiegała pod dyktando młodych zawodników. Reprezentanci kraju i zawodnicy polskiej ligi potwierdzili tym samym wciąż rosnący poziom badmintona w Polsce, zapewniając licznym kibicom emocje na najwyższym poziomie. Netto Cup to jednak nie tylko kategoria Open. Badmintoniści rywalizowali ze sobą w kilkunastu kategoriach gier pojedynczych i podwójnych seniorów oraz amatorów. Tradycyjnie rozegraliśmy również turniej dla dzieci. 60 młodych adeptów badmintona rywalizowało ze sobą w Bene Sport Centrum. Rozegrano blisko 700 meczy, zużyto ponad 1000 lotek i wypito blisko 1000 litrów wody i izotoników. Sponsorem Tytularnym turnieju jest od lat firma Netto, a Sponsorem Głównym Babolat. Naszymi Partnerami byli w tym roku także: Starostwo Powiatowe w Policach, Decathlon, Fast Terminal, Alkon, Etcetera, Galeria Kaskada i Oshee. Organizatorami są Agencja Reklamowa Bono i Bene Sport.
13 Lutego 2017 godz. 8:32
Art za TKKF Koszalin Masters
 

Koszalinianie pływali na piątkę

Kolejne sukcesy w Poznaniu odnieśli zawodnicy TKKF Koszalin Masters. W rozegranych w ostatnią sobotę zawodach rangi Pucharu Polski 16-osobowa drużyna koszalińskich pływaków zdobywając 25 medali (11 złotych, 12 srebrnych 2 brązowe). zajęła w klasyfikacji łącznej 5 miejsce. Rywalizowało 49 zespołów. Zespół koszaliński wystartował w mocnym składzie z Marcinem Horbaczem - wywchowankiem koszalińskiej “Jedynki” i byłym olimpijczykiem z Aten (w pięcioboju olimpijskim) na czele. Nowy zawodnik koszalińskiej drużyny w swoim starcie na 200 m stylem klasycznym zbliżył się do rekordu Polski w kategorii D (zabrakło pół sekundy). Również pozostali członkowie koszalińskiej ekipy zaliczyli udane starty. Koszalinianki - Agnieszka Paziewska, Wioletta Pawliczek, Joanna Stankiewicz Majkowska i Małgorzata Markowska  świetnie wystartowały w sztafecie 4x100 zm zajmując pierwsze miejsce w kategorii C. Również w startach indywidualnych każda z Pań pływała wyśmienicie, zdobywając po 2 medale.   W konkurencjach mężczyzn Dariusz Huryń wygrał konkurencje 50m dowolnym, a drugie miejsce zajął kolejny koszalinianin - Michał Pieślak. Podobnie zakończył się wyścig na 50 m klasycznym w kat. D. Triumfował Marcin Horbacz, a Oskar Bogucki zajął 2 miejsce. Jarosław Winiarczyk startujący w kategorii E był pierwszy na 100 m stylem zmiennym oraz drugi na 50 m dow. Artur Rutkowski zajął pierwsze miejsce w jednym z najbardziej wymagających wyścigów - na 200 m stylem motylkowym, a Grzegorz Ćwikła w równie trudnym starcie na 800 m stylem dowolnym zajął drugie miejsce.   Koszalinianie wystartowali również w wyścigach sztafetowych 4 x 100 m zmiennym wygrywają  w kategori C.   Koszalińska drużyna startowała w składzie Agnieszka Paziewska, Joanna Stankiewicz - Majkowska, Wioletta Pawliczek, Małgorzata Markowska, Michał Pieślak, Romek Pieślak, Artur Rutkowski Stanisław Rutkowski, Rafał Rutkowski, Oskar Bogucki, Marcin Horbacz, Dariusz Huryń, Mariusz Janowski, Radosław Stępień, Jarosław Winiarczyk i Grzegorz Ćwikła.   Poznańskie zawody to zwykle dobry prognostyk na cały sezon startów. Dlatego koszalinianie z optymizmem przygotowują się do kolejnych zawodów, które zaplanowano na drugą połowę maja w Toruniu. Tymczasem Koszalińscy mastersi szlifują formę i zapraszają chętnych do przyłączenia się do wspólnych treningów - niedziela o 7.00 na “starym” basenie przy ul. Głowackiego.