Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
Wiki:                 baza noclegowa   dla dzieci  
30 Września 2014 godz. 11:43
Robert Kuliński/ fot. Artur Rutkowski/
 

Mocna sztuka Sceny

Galeria Scena zainaugurowała swoją działalność w nowej przestrzeni performance'em Oli Kozioł. Akcja pod tytułem „Szukam człowieka” była wielowymiarową manifestacją potrzeby odnalezienia harmonii między wymiarem ducha, ciała i natury. Scena obecnie mieści się w budynku Centrum Kultury 105, tym samym zmieniając profil swojej działalności. Jak poinformował Ryszard Ziarkiewicz - szef galerii - Brak własnej przestrzeni wystawienniczej zmusza do  skupienia się na działaniach performatywnych oraz projekcjach filmowych. Wydaje się, że nowy rozdział w historii Sceny jest dobrą drogą, gdyż brakuje w Koszalinie instytucji skupiającej się  właśnie na prezentacji tego rodzaju sztuki. Miniony performance był podkreśleniem zmiany w działaniach galerii. Ola Kozioł, absolwentka łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, wystąpiła w Clubie 105. Performance „Szukam człowieka” składał się z dwóch elementów. W tle emitowany był film nakręcony - o wczesnych godzinach porannych -  w koszalińskim parku, gdzie artystka śpiewała przyrodzie, która ją otaczała. Spotykała ludzi zmierzających do pracy, serdecznie ich pozdrawiając.   Przyroda odgrywa bardzo ważną rolę w sztuce Kozioł. Stanowi swego rodzaju klucz do uszanowania życia w każdym jego wymiarze. Tytułowe poszukiwanie człowieka w tym kontekście obrazuje jak daleko cywilizacja oddala jednostkę od korzeni, stwarzając stechnicyzowane monstrum, którego jaźń skupia się na egoistycznym zaspokajaniu własnych potrzeb. Artystka w ciekawy sposób nawiązała do tradycji kiedy to kultura i cywilizacja człowieka  stanowiły spójną triadę z naturą. Odwołała się do ludowych obrzędów oraz wizualnej symboliki protestu. Z kawałków transparentu z hasłem  „Szukam człowieka” utworzyła swoistą mandalę w której wnętrzu rozsypała popiół. Następnie niczym w transie, wyśpiewując  ludową melodię, nawoływała wzbijając tumany kurzu. W opisie akcji można wyczytać:  „Działanie wyrosło pod wpływem wydarzeń na Ukrainie, którą całym sercem kocham, i na Bliskim Wschodzie, silnego poczucia, że wisimy nad przepaścią. To jest mój akt desperacji.”  Siła przekazywanych emocji narastała. Wspomniana desperacja przyjęła maniakalny wymiar, poruszając chyba, nawet najbardziej opornych odbiorców. To nie było tylko wezwanie, ale wrzask pełen rozpaczy. Według prawideł tantrycznej medytacji, niszczenie mandali jest drogą, którą należy przejść w celu oczyszczenia. Paradoksalnie akt destrukcji w wykonaniu Kozioł sprawiał, że artystka pokryła się niemal całkowicie popiołem. Czyżby poszukiwanie człowieka spełzło na niczym? Czy jedyne co w dzisiejszych czasach można odnaleźć to brud i kurz? Druga część performance'u zatytułowana „Biesiada życia” miała zupełnie inny charakter. Nie jest rzeczą nową interakcja z odbiorcami, ale tak tradycyjna forma jaką zaproponowała artystka widywana jest bardzo rzadko. Kozioł, która w kłębach kurzu  wiła się wcześniej rozpaczliwie tęskniąc za prawdziwym człowiekiem w mgnieniu oka zmieniła się w uśmiechniętą  dziewczynę. Postanowiła wznieść toast tradycyjnym, ukraińskim trunkiem za życie uczestników. Po kolei podchodziła do każdego widza z kieliszkami śpiewając ludową pieśń kończąc słowami „Za to, że żyjesz”. Z jednej strony był to prosty i ciekawy zabieg na złagodzenie atmosfery, niezwykle napiętej po wcześniejszych poczynaniach artystki z drugiej jednak ludyczny infantylizm. Przy śpiewaniu i poczęstunku wygasły ekstremalne emocje jakie wywołała akcja „Szukam człowieka”. 
30 Września 2014 godz. 10:03
Paweł Kaczor / info. i fot. ZPSM w Koszalinie/Centrum Kultury 105 w Koszalinie
 

Zdolna koszalińska młodzież

Uczennica Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych – Julia Popławka – odniosła sukces w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym. Podopieczni Mini Studia Poezji i Piosenki z Centrum Kultury 105 zostali nagrodzeni w Festiwalu Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej „Gdynia Open 2014”. Ponadto reprezentantkę studia – Annę Grabarczyk – wyróżniono w festiwalu piosenki „O zielony liść lata”. Julia i profesorowie: Michał Szykulski i Antoni Brożek Młoda skrzypaczka – Julia Popławka – otrzymała II nagrodę w VIII Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym, który odbył się w Schloss Zell an der Pram w Austrii. Uczestnicy wydarzenia rywalizowali w 4 grupach wiekowych, a uczennica Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Koszalinie była najmłodszą uczestniczką konkursu. Julia Popławska uczy się w klasie IV OSM I stopnia na skrzypcach u mgr Olgi Borowskiej. Warto dodać, że jurorami konkursu byli profesorowie Konserwatoriów Muzycznych z Berlina i Wurzburga (m.in. Dan Talpan i Herwig Zack).   W Gdyni odbył się Festiwal Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej „Gdynia Open 2014”. W konkursie wzięło udział wielu uczestników z całego kraju. Jury przyznano nagrody m.in. podopiecznym Mini Studia Poezji i Dominika Kaźmierczak Piosenki z CK105. W kategorii 0-3 jedną z kilku „Złotych Rybek” (odpowiednik I miejsca) otrzymała Martyna Ćwik. Natomiast w starszych kategoriach wyróżnienia otrzymali: Dominika Kaźmierczak i Łukasz Wolski. Ponadto wśród 9 formacji w kategorii Gimnazja, zespół Mini Studia Poezji i Piosenki z Centrum Kultury 105 składający się z 7 wokalistów otrzymał wyróżnienie.   W trakcie trwania gdyńskiego festiwalu dla każdej z grup wiekowych odbyły się Warsztaty Teatralne. Ponadto młodzież miała okazję zwiedzić Centrum Nauki „Experyment”. Sukces odniosła również inna reprezentantka MSPiP z CK105 – Anna Grabarczyk – która wzięła udział w festiwalu piosenki „O Zielony Liść Lata”. Wydarzenie jest składnikiem dużej imprezy kulturalno-edukacyjnej „Naturalisko” organizowanej przez Dom Kultury w Łobżenicy. Anna Grabarczyk zajęła tam zaszczytne III miejsce.
30 Września 2014 godz. 6:53
Ekoszalin z mat. inf. / Zdjęcia: Karolina Pawłowska /Foto Gość
 

Pierwsza łopata wbita

Oficjalnie rozpoczęto budowę Centrum Pielgrzymkowo-Turystycznego przy Sanktuarium Przymierza na Górze Chełmskiej. Mszy św. z tej okazji przewodniczył bp Edward Dajczak. - Żyjemy w czasie, w którym z trudem przebijamy się w świat wiary. Ten świat chce długością i sprawnością ludzkiego umysłu załatwić całą trudną rzeczywistość naszego pokolenia i w konsekwencji wszystko ma naszą miarę. – powiedział  homilii bp Dajczak. Wspomniał też o tym, że Centrum Pielgrzymkowo-Turystyczne to dzieło, które będzie służyć człowiekowi. – Ono ma konkretny wymiar materialny, będzie musiało się opierać na ludzkim geniuszu, wyliczeniach, projekcie, pieniądzach – dodał biskup.   Po Mszy św. wszyscy przeszli na plac budowy, gdzie nastąpiło jego poświęcenie oraz wykopanie pierwszej łopaty pod budowę Centrum. Pierwszego wbicia łopaty na placu budowy dokonali bp Edward Dajczak i Piotr Jedliński, prezydent Koszalina. Swój udział w symbolicznej inauguracji prac miały także siostry-kustoszki sanktuarium oraz pielgrzymi.   Prace budowlane na Górze Chełmskiej potrwać mają ok. 7 lat, a Centrum do użytku oddawane będzie etapami. Do listopada powinien zakończyć się pierwszy etap: wzmocnienie wieży widokowej betonową palisadą. Koszt tych prac obliczany jest na ok. 500 tys. zł. 30 procent tej sumy siostry otrzymały z budżetu miasta. Centrum powstaje dzięki ofiarności samych pielgrzymów oraz ludzi z całej Polski, którzy włączają się w postanie tego dzieła. Można je wspomóc np. nabywając cegiełki: płyty z wizualizacją lub pamiątkowe medale.   Uroczystość była jednocześnie zakończeniem Roku Jubileuszowego Ruchu Szensztackiego i Diecezjalnym Dniem Przymierza.
29 Września 2014 godz. 15:27
Robert Kuliński/ fot. gł. ftb.pl
 

Roszada koszalińskich klubów

Niebawem na mapie koszalińskich klubów muzycznych nastąpi zmiana. Jeden z najpopularniejszych lokali w mieście już od dłuższego czasu żegna się ze swoimi klientami, jak się okazuje tylko na chwilę. Pojawiają się też informacje o nowym typowo hip - hopowym przybytku. Według informacji na stronie  klubu Plastelina już 2 października rozpoczyna się trzydniowa impreza pod hasłem That's all Folks. W zaproszeniu można wyczytać - Jak zapewne większość z Was już słyszała, niestety podjęliśmy decyzję o zamknięciu Plasteliny.  Wcześniej w lipcu, kultowa impreza klubu – Żuling, nosiła podtytuł „Ostatnie namszaczenie”. Nadchodzą zmiany. Hubert Wysocki - Planujemy otwarcie w grudniu. (fot. ftb.pl) Hubert Wysocki, właściciel Plasteliny, na razie niechętnie zdradza szczegóły, jednak wiadomo, że lokal  ma zmienić miejsce i profil działalności.  - Co do nowej lokalizacji to mogę tylko powiedzieć, że planujemy otwarcie w grudniu. - Mówi Wysocki. -  Na pewno będą zmiany, ale  poinformujemy o wszystkim w swoim czasie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nowa Plastelina - choć nie wiadomo czy nazwa pozostanie taka sama - prawdopodobnie usytuowana będzie w okolicach „trójkąta” ulic Pileckiego, Piłsudskiego i Kościuszki. Mielczarek - Skupienie lokali w jednym miejscu sprzyja urozmaiceniu oferty. (fot. Paweł Bułlo) Co na to właściciel pubu Graal, który od 13 lat funkcjonuje przy przy ul. Piłsudskiego 11 – 15. Byłbym zadowolony, gdyby Plastelina znalazła się w naszym sąsiedztwie. - Tłumaczy Wojciech Mielczarek. - Skupienie lokali w jednym miejscu sprzyja urozmaiceniu oferty imprezowej. Powoduje to naturalną migrację klientów, wtedy każdy z klubów na tym korzysta. Poza tym z Hubertem od lat wzajemnie pomagamy sobie w potrzebie. Sąsiedztwo ułatwiłoby niekiedy potrzebne wsparcie.         Kuzioła -Niewykluczone, że otworzę drugi pub.   Pomieszczenieprzy ul. Mickiewicza niebawem opustoszeje. Właścicielem tej przestrzeni jest Piotr „Beial” Kuzioła, który prowadzi  własny lokal Inferno Cafe słynący z koncertów metalowych. - Póki co nie mam żadnych planów związanych z lokalem przy ul. Mickiewicza. - Informuje Kuzioła. - Jeśli nikt  nie będzie zainteresowany to niewykluczone, że otworzę drugi pub.  Kilka dni temu na profilu facebokowym znanego koszalińskiego rapera, organizatora charytatywnej akcji Koszaliński Hip – Hop Koszalińskim Dzieciakom - Przemysława 4P Majewskiego pojawił się wpis następującej treści: „Mam dobrą wiadomość dla wszystkich hip-hopowców .Otwieramy Undergroundowy Rapowy lokal w centrum Koszalina. Wolny mikrofon dla wszystkich , mini koncerty itd. w głośnikach tylko rap . Każdy będzie mógł zagrać koncert , wypić tani - koszaliński browar.” Wszelkie nowe informacje podawać będziemy na bieżąco.
30 Września 2014 godz. 13:03
Patryk Pietrzala / fb.com
 

Adamów: Kwiatkowski to świetny taktyk

- Michał miał świetną drużynę, która wykonała swoje zadanie. Jemu zostało tylko dokończyć dzieła. To jednak nie jest taka prosta sprawa, bo trzeba reprezentować poziom światowy – mówił trener kolarstwa, Marcin Adamów, który wraz z kadrą uczestniczył w mistrzostwach świata. Patryk Pietrzala: Cała sportowa Polska żyje sukcesem Michała Kwiatkowskiego. Był Pan zaskoczony ostatecznym wynikiem, który dał naszemu reprezentantowi tytuł Mistrza Świata?   Marcin Adamów: Nie można mówić o zaskoczeniu. Byłem przy Michale i widziałem, że jest skupiony i zdeterminowany. Oprócz tego, że trzeba być świetnie przygotowanym, to nie da się wygrać bez odrobiny szczęścia. To loteria. Niektórzy upadają i łapią defekty w niektórych miejscach. Trasa wyścigu była mokra i niebezpieczna. Michał miał jednak świetną drużynę, która wykonała swoje zadanie, a mu zostało tylko dokończyć dzieła. To jednak nie jest taka prosta sprawa, bo trzeba reprezentować poziom światowy. Jego rywale to najlepsi z najlepszych, dlatego to, co zrobił Michał jest naprawdę mistrzostwem Świata.   Tak jak Pan wspomniał - Kwiatkowski wrócił już do Polski. Wiemy, że był Pan przy polskim kolarzu. Jakie są Wasze relacje?   - Nasze relacje można określić jako trener – zawodnik. Michał wie, że jestem trenerem. Pamiętam go jeszcze jako juniora. Dlatego mówi mi per „trenerze”. Oczywiście mogę udzielać mu rad, jednak Michał, mimo młodego wieku, jest na tyle doświadczonym i świetnie przygotowanym kolarzem pod względem taktycznym, że po prostu żadnych wskazówek nie trzeba mu udzielać.   Ile czasu i wyrzeczeń kosztuje taki wynik, jaki osiągnął Kwiatkowski?   - Uhh... Bardzo dużo! Treningi czasem trwają po sześć lub siedem godzin w ciągu dnia. Michał przygotowuje się w ciepłych krajach, mało czasu spędza w domu. Oprócz talentu, który ma każdy kolarz zawodowy, to nikt nie zajdzie daleko bez pasji. To naprawdę ciężki sport.   Jest Pan utytułowanym trenerem, więc wie Pan na pewno w jakiej kondycji znajduje się polskie kolarstwo.   - Polskie kolarstwo zawodowe zanotowało spory progres. Tego nie trzeba mówić, to po prostu widać. Wyścigi pokazywane w Eurosporcie lub na innych stacjach pokazują to, co wyczynia Rafał Majka oraz Michał Kwiatkowski. Nasza kadra, która jechała na mistrzostwach Świata pokazała jak mocne jest polskie kolarstwo. Młodzież również się rozwija, a wyżej wymienione sukcesy rozpropagują tę dyscyplinę jeszcze bardziej. Kobiety również spisują się wyśmienicie. Zarówno na torze, jak i na szosie. Myślę, że wszystko jest na dobrej drodze, byśmy niedługo byli potęgą.   Czy trenowanie kadrę juniorek przynosi satysfakcję? Jakie są Pańskie największe osiągnięcia?   - Oczywiście, że przynosi satysfakcję. Juniorki to zawodniczki, które trzeba dużo uczyć, szczególnie taktyki. Sama siła fizyczna na rowerze to nie wszystko. Najbardziej cieszy fakt, gdy dziewczyny są pojętne i uczą się niektórych rozwiązań taktycznych, a później potrafią wykorzystać to na wyścigu. Największym sukcesem w mojej karierze trenerskiej jest brązowy medal mistrzostw Świata zdobyty przez Agnieszkę Skalniak. Należy wyróżnić Darię Pikulik, która bardzo pomogła swojej koleżance w wywalczeniu tego trofeum.  
wczoraj, 06:58
Artur Rutkowski / fot. Andrzej Adamski
 

Koślak na podium w Warszawie

Judoczki z koszalińskiego klubu Samuraj brały udział w prestiżowym XVI Międzynarodowym Pucharze Polski Men & Women Warsaw Judo Open. Rozgrywany na 8 tatami jest największym i najmocniejszym turniejem judo w Polsce. Znakomicie zaprezentowała się Julia Koślak, która wywalczyła brązowy medal w kategorii 44 kg (do lat 14). W walce o wejście do finału młoda koszalinianka musiała uznać wyższość Agaty Pawłowskiej z UKJ Ryś Warszawa. Po bardzo emocjonującej walce reprezentantka Samuraja przegrała dopiero w dogrywce przez karę shido. Jednak Andrzej Adamski, szkoleniowiec judoczki uważa, że na taką karę po prostu jego podopieczna nie zasłużyła.   Pozostałe zawodniczki z Klubu Judo Samuraj, również odniosły bardzo wysokie rezultaty. W kategorii do 48 kg (do lat 14) wysokie piąte miejsce zajęła Anika Łozińska, która mogła pokusić się o wywalczenie miejsca na podium. W decydującej walce o wejście do finału przegrała przez 2 kary shido z zawodniczką Natalią Wszołek z WKS Śląsk Wrocław oraz o brąz z Karina Kwiatek TKS judo Toruń.    Kolejną koszalinianką, która brała udział w zawodach była Mistrzyni Polski Młodziczek Dagmara Paszkowska, która wystartowała po raz pierwszy w karierze w kategorii 52 kg (do lat 17). Debiut w kategorii można uznać za sukces, judoczka uplasowała się na wysokiej siódmej lokacie. Podczas turnieju Paszkowska wygrała efektownie trzy walki, a w pozostałych dwóch przegrała.   W Warszawie wystartowały jeszcze Paulina Berda oraz Julia Jakubowska, które po 1 wygranych i 2 przegranych walkach,  nie zdołały awansować do strefy punktowanej.   - Naszym zawodniczkom należą się ogromne brawa za osiągnięte rezultaty. Muszę dodać, że poziom walk był bardzo wysoki, w niektórych kategoriach o medale walczyło po 60 zawodników. Bardzo trudno było się przebić przez eliminację do strefy medalowej. Jesteśmy zadowoleni z osiągniętych wyników podczas warszawskich zawodów. - powiedział szkoleniowiec zawodniczek Andrzej Adamski   Zawodnicy traktują ten puchar jako Puchar Europy, bowiem w gronie 1300 zawodników, aż 600 pochodziło zza zagranicy. 
30 Września 2014 godz. 13:24
Patryk Pietrzala
 

Szewczyk: Swoje ego na drugi plan

- Jeżeli drużyna jest zgrana i atmosfera dopisuje, to można naprawdę sporo zdziałać. Swoje ego trzeba odłożyć na drugi plan – mówi Szymon Szewczyk, nowy zawodnik AZS Koszalin. Patryk Pietrzala: Informacje o dołączeniu Szymona Szewczyka do AZS Koszalin pojawiły się w tamtym sezonie. Czy rzeczywiście w poprzednim sezonie było coś na rzeczy?   Szymon Szewczyk: Zgadza się, w poprzednim sezonie rozmawiałem z koszalińskim klubem. W tym samym czasie pojawiła się jednak oferta z Rzymu. Wybrałem tę opcję, ponieważ grałem we Włoszech przez ostatnie cztery lata. Znam tę ligę doskonale i właśnie dlatego postawiłem na Virtus. Sezon nie był może zjawiskowy, bo wróciłem po kontuzji. Podobnie jak we wczorajszym spotkaniu z Energą Czarnymi Słupsk, gdzie wszedłem na parkiet z marszu, mając za sobą lekki trening z rana. Sam czułem, że byłem zagubiony w ofensywie. W obronie nie było problemów, ponieważ graliśmy według prostych zasad. Ciężko zgrać się z pozostałymi zawodnikami po jednych, krótkich zajęciach.   Wrócił Pan do Polski po dwunastu latach. Mógłby Pan porównać 20-letniego wówczas Szymona Szewczyka, do 32-letniego kapitana kadry narodowej?   - Jestem z pewnością starszy i dużo bardziej doświadczony (śmiech). Wracam do polskiej ligi, w której zaszły istotne zmiany, przede wszystkim w dziedzinie marketingu. Powstały wreszcie piękne nowe hale. Zobaczymy jak to będzie wyglądało z mojej strony. Zebrałem cenne doświadczenie w innych ligach, ale nie chcę niczego porównywać. Przyszedłem tutaj trenować i grać. Chcę zbierać jak najwyższe noty w każdym kolejnym spotkaniu.   Pańskim ostatnim klubem był Virtus Roma, proszę opowiedzieć o swojej dyspozycji podczas spotkań w lidze włoskiej.   - Przyszedłem do Rzymu w miejsce Callistusa Eziukwu (były gracz AZS, obecnie gra w Enerdze Czarnych – przyp.red.), z którym rozwiązano kontrakt. Codzienne rehabilitacje, spotkania z lekarzami oraz trenerami miały pomóc mi dojść do formy. Nie wyglądało to tak jak chciałem, bo ciężko wypracować pewność siebie, gdy czegoś brakuje, w moim przypadku zdrowia. Trenowałem indywidualnie. Ćwiczyłem na hali, stadionie oraz siłowni. Teraz zaczniemy zajęcia stricte koszykarskie. Przypomina mi się sytuacja, gdy przyjechałem do Wenecji po meczach w kadrze. Wszystko wyglądało bardzo podobnie. Wybiegłem na parkiet po podróży, niezwykle zmęczony. Zdobyłem wówczas dwa lub trzy punkty. Większość osób kręciła głowami. Na koniec rozgrywek okazało się, że statystycznie rozegrałem jeden z najlepszych sezonów w karierze. Jako beniaminek ligi zajęliśmy ósme miejsce i graliśmy z Mediolanem w fazie play-off.   Czysto teoretyczne pytanie. Nie tak dawno prawa do Pana nabył zespół Oklahoma City Thunder. Jakie procedury musiałyby zostać spełnione i co by się stało, gdyby Sam Presti chciał Pana w swojej drużynie?   - Procedury byłyby bardzo proste. Oklahoma musiałaby wysłać pismo do mojego agenta. Następnie musielibyśmy razem siąść do stołu i przedyskutować wszystkie warunki. Każdy zawodnik, który byłby na moim miejscu, nie chciałby, żeby klub robił mu pod górkę. Jaka byłaby moja reakcja? Cieszyłbym się, że Thunder zgłosiliby się do AZS, a nie do Rzymu (śmiech).   Na ile procent określi Pan swoje przygotowanie do sezonu?   - Trudno powiedzieć. Podczas przygotowań, starałem się wykonywać ćwiczenia ogólnorozwojowe, byleby mnie nie zatykało na parkiecie po dwóch czy trzech minutach. Mogłem normalnie biegać i skakać. Nieco gorzej wyglądało to od strony technicznej. Nie jestem na razie zgrany z pozostałymi zawodnikami, nie wiem do końca na co ich stać, tak jak oni nie wiedzą, czego mogą oczekiwać ode mnie. Mamy jednak czas, by uczyć się siebie nawzajem. Drużyna ma dzisiaj wolne, ja mam indywidualny trening, więc będę starał się poznać wszystkie zagrywki.   Wraz z dołączeniem Szymona Szewczyka do koszalińskiej drużyny, oczekiwania kibiców i ekspertów względem AZS poszły znacząco w górę. Na co w tym sezonie stać Akademików?   - To wszystko zależy od nas, zawodników. Liczy się przede wszystkim ciężka praca na treningach i konsekwencja na parkiecie. Chcemy zgrać się jak najszybciej. Możemy gdybać, które miejsce jesteśmy w stanie zająć. Ile razy zdarzało się jednak tak, że eksperci się mylili... mimo że są „ekspertami”? Ja się nad tym nie zastanawiam. Czas i parkiet zweryfikują wszystko.   Co poza doświadczeniem może wnieść Szymon Szewczyk do koszalińskiego zespołu?   - Dyscyplinę, charyzmę oraz profesjonalizm. Wniosę także zapał do walki. Musimy wspierać się na duchu, przybijać sobie piątki nawet wtedy, gdy nam nie idzie. Tego starałem się nauczyć chłopaków na kadrze. Jeżeli drużyna jest zgrana i atmosfera dopisuje, to można naprawdę sporo zdziałać. Swoje ego trzeba odłożyć na drugi plan. Dobro ogółu jest najważniejsze. Wszyscy muszą zrozumieć, że to jest sport zespołowy i trzeba najpierw oddać coś od siebie, by klub zaczął wygrywać – nigdy na odwrót.  
 

 

polskielng