Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
Wiki:                 baza noclegowa   dla dzieci  
31 Lipca 2014 godz. 11:58
Robert Kuliński/ info. materiały prasowe/ fot. gł. pomponik.pl
 

Nagrody festiwalu Na Fali

Pierwsza edycja koszalińskiego festiwalu Na Fali zaprezentuje przekrój obecnych trendów w polskiej muzyce popularnej. Tym co wyróżnia imprezę spośród innych tego typu wydarzeń w Polsce to nagrody, które zostaną przyznane debiutantom i gwiazdom. Już 3 sierpnia w koszalińskim amfiteatrze o zwycięstwo w konkursie Przebojowe Duety, u boku uznanych artystów rodzimej estrady zawalczy7 debiutantów.  Konkursowe występy będą transmitowane na antenach telewizyjnej Dwójki oraz Radia Zet. Publiczność zgromadzona w koszalińskim amfiteatrze, widzowie TVP oraz słuchacze „Zeteki”, za pomocą głosowania SMS, wybiorą laureata.  Zwycięzcy otrzymają statuetkę Na fali oraz czek opiewający na 10 tys. zł.   Ponadto wręczona zostanie statuetka dla Przebojowego Duetu Roku, którą otrzymają Cleo & Donatan. Ich piosenka „My Słowianie” to niekwestionowany hit minionego roku, który  szturmem wdarł się na listy przebojów większości rozgłośni radiowych. Wykonawcą obydwu statuetek jest firma „ATMA” Tomasz Starczewski.Nie zabraknie także nagrody specjalnej. Statuetkę Bursztynowej Fali otrzyma Edyta Górniak W ten sposób mieszkańcy Koszalina uhonorują dorobek fot. muzyka.interia.pl artystyczny jednej z najjaśniejszych gwiazd polskiej sceny muzycznej. Wykonawcą statuetki jest koszaliński artysta Arkadiusz Wesołowski.Festiwal na fali rozpocznie się o godzinie 19:00. Bilety w cenie 130, 110, 95 i 70zł do nabycia kasach kina Kryterium i Hali Widowiskowo - Sportowej lub drogą internetową : www.4bilety.pl, www.ck105.koszalin.pl, www.ebilet.pl i www.biletyna.pl. Informacje i zamówienia zbiorowe biletów pod nr tel. 698 989 292.
31 Lipca 2014 godz. 9:45
Paweł Kaczor / info. i fot. komornik-koszalin.pl/uniontower.pl
 

„Związkowiec” idzie pod młotek

Komornik Sądowy przy Sądzie Rejonowym w Koszalinie podał, że 19 września odbędzie się pierwsza licytacja budynku biurowo-usługowego, tzw. „Związkowca”. Cena wywoławcza wynosi ok. 3,1 mln zł. Pod młotek pójdą działki o łącznej powierzchni 0,3941 ha w użytkowaniu wieczystym do 2096r. w śródmiejskiej strefie Koszalina oraz XII-kondygnacyjny budynek użytkowy (tzw. „Związkowiec”) o pow. użytkowej 3 701 m kw., który stanowi odrębną nieruchomość o funkcji biurowo-usługowej. Na piętrach znajdują się pomieszczenia biurowe i toalety. Ponadto na VI piętrze znajduje się sala konferencyjna, a w piwnicy pomieszczenia techniczne, gospodarcze i kotłownia.   Dodatkowo w podpiwniczeniu byłej sali konferencyjnej znajduje się 8 garaży. Szacunkowo nieruchomość warta jest 4 163 300,00 zł. Cena wywoławcza jest równa 3/4 tej stawki, czyli wynosi 3 122 475,00 zł. „Związkowiec” jest najwyższym wieżowcem biurowym w naszym mieście. Znajduje się w ścisłym centrum Koszalina, blisko głównych arterii komunikacyjnych oraz w bezpośrednim sąsiedztwie najważniejszych urzędów i instytucji. Wszystkie kondygnacje budynku oferują 3 701 m kw. przestrzeni użytkowej. Wyjątkowa w swojej strukturze jest ostatnia z nich.   Oferuje ona 237 m kw. pomieszczeń i zadaszone tarasy, z których niepowtarzalny widok roztacza się aż po piaszczyste plaże Bałtyku. „Związkowiec” stanowi jeden z najbardziej charakterystycznych punktów naszego miasta. Codziennie „mijają” go tysiące mieszkańców Koszalina. – W ciągu 2 ostatnich tygodni przed licytacją wolno oglądać nieruchomość w dni powszednie od godz. 9.00 do godz. 15.00 oraz przeglądać w kancelarii komornika odpis protokołu oszacowania nieruchomości, operat szacunkowy biegłego sądowego, wypis z rejestru gruntów wraz z mapką z akt postępowania egzekucyjnego. –  czytamy w obwieszczeniu o pierwszej licytacji nieruchomości.
30 Lipca 2014 godz. 15:59
Paweł Kaczor / info. i fot. UM Koszalin
 

Zmiany w budżecie miasta

Koszalińscy radni zajęli się uchwałą w sprawie zmian w budżecie miasta. Ok. 8,8 mln zł zostanie przeznaczonych m.in. na modernizację nawierzchni koszalińskich ulic i remont budynku byłej Przychodni Kompleksowej Rehabilitacyjnej przy al. Monte Cassino. Radni obecni na sesji przyjęli uchwałę jednogłośnie. - Proponowane zmiany w budżecie wynikają z możliwości zwiększenia dochodów i wydatków na skutek uzyskania nowych środków zewnętrznych stanowiących refundację wydatków poniesionych przez miasto na realizację zadań inwestycyjnych. – informuje Kamil Bednarz, starszy specjalista w Biurze Komunikacji Społecznej Urzędu Miejskiego w Koszalinie. Taka możliwość istnieje w związku z zawarciem umowy z Województwem Zachodniopomorskim w sprawie przygotowania projektu indywidualnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego WZ na lata 2007-2013.   Dofinansowanie obejmować będzie 6 zadań inwestycyjnych na ogólną wartość ok. 23 mln zł. Wartość dotacji może wynieść nawet ok. 16 mln zł. W bieżącym roku istnieje możliwość uzyskania wpływów do budżetu z tytułu tego dofinansowania w wysokości ok. 8,8 mln zł na inwestycje zakończone, tj. przebudowę ul. Stanisława Moniuszki, ul. Jana Matejki, ul. Ludwika Waryńskiego, ul. Sybiraków oraz realizację ul. Wojska Polskiego. W związku z tym w/w kwota zostanie przeznaczona na zadania inwestycyjne, głównie dotyczące dróg, które mogą być zrealizowane w roku bieżącym.   - Władze miasta przeznaczą powyższe środki na modernizację nawierzchni dróg, dotację dla Zarządu Budynków Mieszkalnych (remont przychodzi przy al. Monte Cassino), budowę parkingu obok przychodni przy al. Monte Cassino oraz uzbrojenie Strefy Zorganizowanej Działalności Inwestycyjno-Przemysłowej. – komentuje Kamil Bednarz. Pieniądze zostaną przeznaczone na następujące zadania:   - „Modernizacja nawierzchni dróg gminnych” – ok. 2,5 mln zł – zadanie obejmować będzie następujące ulice: Chełmońskiego, Gierczak (od Kutrzeby do Kwiatkowskiego), Staszica (od przychodni „Panaceum” do Akademickiej), Seminaryjna, Jabłoniowa (od Św. Wojciecha do Morelowej), Kotarbińskiego, Miła i Wyki; - „Modernizacja nawierzchni dróg wewnętrznych” – ok. 1,3 mln zł – zadanie obejmować będzie następujące ulice: Bałtycka (od Kutrzeby do Podgórnej ze skrzyżowaniem), Dąbrowszczaków (wjazd i ciąg główny), Lelewela (od Lange do Kołłątaja), Sierocińskiego, BoWiD (droga wewnętrzna) i Kolejowa; - przebudowa ul. Sikorskiego – 400 tys. zł – proponuje się przyśpieszenie realizacji tego zadania do końca bieżącego roku, którego wartość wynosiła będzie 700 tys. zł; - „Modernizacja nawierzchni dróg pozagminnych” – ok. 3,3 mln zł – zadanie obejmować będzie następujące ulice: Zwycięstwa (od Dębowej do Lubiatowskiej), Piłsudskiego (od Chałubińskiego do Orląt Lwowskich), Lubiatowska (odcinki), Chałubińskiego (od Leśnej do Karłowicza), Batalionów Chłopskich (od mostu do wiaduktu), Spokojna, remont zatoki autobusowej (Zwycięstwa – Słowackiego), Wańkowicza, Koszalińska (w Jamnie) oraz modernizacja parkingu przy drodze wojewódzkiej nr 206 (droga do Maszkowa); - „Uzbrojenie Strefy Zorganizowanej Działalności Inwestycyjno-Przemysłowej w Koszalinie” – 290 tys. zł; - parking przy al. Monte Cassino – 600 tys. zł; - dotacja dla Zarządu Budynków Mieszkalnych – 400 tys. zł.   Dwa ostatnie zadania dotyczą placu i budynku, w którym mieszczą się przychodnie lekarskie. W budynku obecnie trwa remont realizowany przez ZBM. Kwota 400 tys. zł ma zostać przeznaczona na modernizację pomieszczeń, w których realizowana będzie rehabilitacja. Modernizacja będzie polegała na dostosowaniu pomieszczeń, zgodnie z wymogami Narodowego Funduszu Zdrowia. Dokonana zostanie m.in. nowa aranżacja w pokojach, utworzone będą boksy do rehabilitacji, zamontowana wentylacja oraz przeprowadzony zostanie remont łazienek z dostosowaniem ich do potrzeb osób niepełnosprawnych.
30 Lipca 2014 godz. 15:45
Robert Kuliński/ fot. wroclaw.naszemiasto.pl
 

Nieść uśmiech ludziom

W miniony wtorek, w mieleńskim klubie Disco Plaza, wystąpił zespół określający swoją twórczość jako alternatywne disco polo – Bracia Figo Fagot. Artyści: Bartosz „Fagot” Walaszek i Piotr „Figo” Połeć, nie należą do najłatwiejszych rozmówców, gdyż artystyczna kreacja wykracza poza przestrzeń sceny. Zapraszamy do lektury wywiadu, rozmawia Robert Kuliński. Jak zaczęła się wasza współpraca w ogóle? działacie od lat, jako autorzy dubbingu do kreskówek Git Produkcji, udzielaliście się w ZF Skurcz. Możecie zdradzić kiedy  i jak się spotkaliście? - Fagot:  Wszystko zaczęło się od poprawczaka, byłem jego wychowawcą.    - Figo: To prawda ja byłem wychowankiem – nygusem. Trafiłem tam za bardzo pospolite przestępstwo: gwałt ze skutkiem śmiertelnym po ciężkich narkotykach. Stworzyliście wiele niezapomnianych, animowanych postaci. Na  dzień dzisiejszy nie wiele jednak z tego  pozostało. Co się stało z Misiem Push - Upkiem?  - Fagot: Zachlał się na śmierć, pijak jeden. Wydrapał se esperal z dupy i po prostu umarł.W takim razie, czy którakolwiek z postaci  popularnych Kartonów powróci, oprócz Kapitana Bomby? - Fagot: Nie wiem. Raczej skłaniałbym się do odpowiedzi, że nie. Wolę robić coś nowego, niż wracać do rzeczy, które były sto lat temu.Czy potrafilibyście powiedzieć, jak to się wam udało, że zabłysnęliście, także na scenie alternatywnej, grając przecież disco polo? - Fagot: Są dwie możliwości: albo my jesteśmy tacy zajebiści, albo reszta taka c...jowa.   - Figo: Raczej to drugie. (śmiech)Historia waszego zespołu zaczęła się od serialu Kaliber 200 Volt, ale chciałbym się dowiedzieć, jak wyglądały przygotowania w sensie czysto muzycznym. Pomysły same przychodziły wam do głowy, czy poprzedzone to było tygodniami słuchania płyt disco polo? - Figo: Prawie w ogóle nie  słuchaliśmy disco polo. Dopiero w trasie zaczęliśmy zaznajamiać się z tym gatunkiem.   - Fagot: Jak po koncercie nie trafimy do burdelu, to lądujemy w hotelu i wtedy włączmy sobie Polo Tv, czy Disco Tv. Jest teraz tego od cholery. Oczywiście, żadnej z tych stacji nie faworyzujemy.    - Figo: Sam proces twórczy jest banalny. Jak wymyślamy piosenki, to wiadomo, zaczyna się od półlitrówki. Jak po trzech dniach się obudzimy, to czasem powstanie piosenka.    - Fagot: A niekiedy  budzimy się i piosenka już jest gotowa. Jednak nie pamiętamy jak większość z nich powstała - ulotne wspomnienia.Czy macie jakichś wykonawców disco polo, których cenicie szczególnie za wybitne osiągnięcia artystyczne? - Figo: Ja oglądam częściej te telewizje, ale  w ogóle nie pamiętam jak ci artyści się nazywają. Niektórzy mają jednak taki talent, że często jestem zaskoczony. Czasami jestem pełen podziwu, bo piosenka opowiada o takich rzeczach, jakie nigdy by mi do głowy nie przyszły. Parę razy byłem tak zaskoczony, że wbiło mnie w łóżko.   -Fagot: Moim zdaniem Zenona Martyniuka nikt nie przebije.    - Figo: No wiesz, ale to jest artysta mainstreamowy tak na prawdę. To, że on się w tych telewizjach pojawia, to tylko jego dobra wola. Dziwie się, że MTV go nie promuje.Czy w najbliższym czasie szykuje się coś nowego?  - Figo: W październiku będzie premiera naszej trzeciej płyty. Wtedy ruszamy w kolejną trasę po Polsce.Zdradzicie jakieś szczegóły nowego albumu? Można spodziewać się gości? Udało wam się nagrać utwór z Czesławem Mozilem, jak będzie na nowym krążku? - Fagot: To Mozilowi się udało nagrać kawałek z nami!(śmiech) Myśleliśmy o tym, żeby kogoś zaprosić, ale nie mogliśmy wpaść na dobry pomysł. Piasek chybaby się nie zgodził. Poza tym nie znamy tak wielu muzyków. Natomiast nowa płyta będzie po prostu super. W przyszłym tygodniu będziemy kręcić teledysk do kawałka „Janko, Janeczko”    - Figo: To będzie taki powrót do korzeni. Żeby uściślić - nowa płyta będzie czymś pomiędzy pierwszą i drugą. (śmiech)Pomimo że trzecia, to taka pomiędzy? - Fagot: Tak, czyli generalnie nic nowego. Trochę klimatu z jednej i trochę z drugiej.    - Figo: Oczywiście będzie mnóstwo coverów, tak jak na każdej naszej płycie, gdzie połowa to przeróbki.Co jest wyjątkowego w waszych  występach na żywo? - Figo: Tłumy młodych, pięknych umysłów potarganych wódą. Tak poważnie mówiąc, to kontakt z publicznością, choć w większości to mężczyźni, nad czym trochę ubolewamy. Kiedyś mieliśmy taki koncert, że była tylko jedna  kobieta.   - Fagot: Krzyczałem wtedy ze sceny: „Czy są tutaj jakieś piękne dziewczynki?”.- Cisza. Więc krzyczałem : „Czy są jakieś średnie?”. - Cisza. „Czy są brzydkie i grube?”. - Jak krzyknęła jedna dziewczynka z końca sali.Jak wygląda, życie po koncercie, macie grouppies?  - Fagot: I to ile.Jakie są?   - Fagot: Piękne są. W  hip - hopie to mogą tylko pozazdrościć.  - Figo: Po czterdziestce, lekko otyłe z figurą baryłowatą – wspaniałe.Bayer Full miał swoje pięć minut w Chinach, czy szykujecie się na inwazję wschodu? - Fagot: Nie, nie szykujemy się, ale gdyby nadarzyła się okazja, to czemu nie.   - Figo: Bardziej byśmy celowali w kraje Trzeciego Świata lub targane wojną. Syria, Ukraina tam byśmy się wybrali nieść uśmiech ludziom.Dziękuję za rozmowę.
30 Lipca 2014 godz. 10:31
Paweł Kaczor / info. i fot. koszalin.policja.gov.pl
 

Bezpieczny rowerzysta w Mielnie

Mundurowi z koszalińskiej komendy spotkali się z turystami, którzy korzystają zarówno z pogody, jak i rowerowych ścieżek. Policjanci przypominali o zasadach bezpiecznego poruszania się po drogach i ścieżkach rowerowych, a także o tym, że rower trzeba pilnować i zabezpieczyć przed kradzieżą. Wśród turystów, którzy przyjeżdżają do Mielna, jest spora grupa osób korzystających z roweru. Amatorom wycieczek jednośladem koszaliński mundurowi poświęcili działania pn. „Bezpieczny rowerzysta w Mielnie”.   Ich celem było przypomnienie zasad i przepisów obowiązujących każdego cyklistę na ścieżkach rowerowych i drogach. Policjanci zwracali również uwagą na jeden z największych „grzechów rowerzysty”, którym jest przejeżdżanie jednośladem przez przejście dla pieszych. Mundurowi wskazywali, że jest to niebezpieczne nie tylko dla samego rowerzysty, ale także dla kierowcy oraz pieszych.   Przypominali również, że osoby postępujące w powyższy sposób popełniają wykroczenie drogowe. Mundurowi rozmawiali także o zasadności używania kasków ochronnych i wyposażenia roweru w elementy odblaskowe. W tym celu wszystkim chętnym amatorom rowerowych wycieczek wręczali specjalne rękawy zapinane na ramę i odbijające światła samochodowych lamp.   Ponadto policjanci zwracali uwagę właścicielom rowerów na problem kradzieży. Często jest ona wynikiem niedopilnowania jednośladu. Osoby korzystające z tego środku transportu nie analizują tego, co z nim zrobią np. podczas odpoczynku na plaży. Turyści pozostawiają rower w przypadkowych miejscach, prowizorycznie zabezpieczony i liczą na to, że nikt go nie ukradnie. W myśl programu profilaktycznego opracowanego w koszalińskiej komendzie pn. „Pilnuj swego! Nie ułatwiaj mu niczego!” przed takimi zachowaniami przestrzegali w Mielnie mundurowi.
31 Lipca 2014 godz. 12:47
Patryk Pietrzala
 

Gra w kadrze: Obowiązek czy wyróżnienie?

Czy gra z orzełkiem na piersi jest wyróżnieniem czy może obowiązkowym przymusem? W tym roku kadra koszykarzy gra w mocno okrojonym składzie. Powód? Kontuzje, ubezpieczenia oraz... zmęczenie. - Świat stanął do góry nogami, to istne kuriozum – komentuje sprawę Leszek Doliński, wieloletni reprezentant Polski. - Ja, jako wieloletni reprezentant Polski, jestem w szoku. Włosy jeżą mi się na głowie, chociaż nie mam ich tak dużo (śmiech). Zawodnik kadry Polski, który grał z orzełkiem na piersi na wszystkich szczeblach młodzieżowych i na którego państwo wydało mnóstwo pieniędzy, nie chce grac dla reprezentacji, powinien dostać zakaz gry w klubie, może to byłoby odpowiednie rozwiązanie całej sytuacji – mówił Leszek Doliński.   W porównaniu do poprzednich meczów reprezentacji, skład na eliminacje do przyszłorocznego Eurobasketu wygląda ubogo. Niektórzy koszykarze marzą o powołaniu, przelewają litry potu, by pewnego dnia zagrać z orzełkiem na piersi. Są też tacy, którzy wolą odmówić selekcjonerowi, tłumacząc się zmęczeniem wynikającym z długiego sezonu. Jeszcze inni chcą dać szansę młodym zawodnikom, by ci w przyszłości nie mieli problemów z odgrywaniem roli lidera. - Dla młodych to wielka szansa. Będą mogli przejąć obowiązki tych, w cudzysłowie „najlepszych”, ponieważ najlepsi grają w kadrze, a nie od niej uciekają. Jestem jednak przekonany, że niedoświadczeni koszykarze najlepiej rozwinęliby się grając u boku naszych gwiazd – tłumaczy Doliński.   W biało-czerwonych barwach nie zagrają dwie największe gwiazdy polskiej koszykówki, czyli Marcin Gortat oraz Maciej Lampe. - Chcę dać szansę młodym, w szczególności Przemkowi Karnowskiemu – mówił nasz jedynak w NBA. Gortat także przyznał, że zamieszanie z jego nowym kontraktem (z Washington Wizards, 60 mln$ za 5 lat gry – przyp. Red.) może źle wpłynąć na resztę składu. Lampe z kolei wyznał, że nie dostał powołania – a taka odpowiedź nie satysfakcjonuje kibiców i pozostawia za sobą sporo niewiadomych.   Karierę reprezentacyjną zakończył Michał Ignerski, jeden z czołowych strzelców dystansowych naszej kadry. Thomas Kelati wyznał z kolei, że jego zdrowie pozwala mu na rozegranie jednego meczu w tygodniu. Po kontuzji albo w trakcie jej leczenia są dwaj obwodowi, Krzysztof Szubarga i Michał Chyliński.   -Jeżeli ktoś jest zmęczony, to powinien zmienić zawód. Ja grałem po 40 minut, a zgrupowania reprezentacji trwały o wiele dłużej niż teraz. Mieliśmy ciężkie treningi i obozy, warunki były znacznie gorsze. Perspektywa założenia koszulki z orzełkiem i słuchania hymnu nie przekłada się na żadne pieniądze! - stwierdził Leszek Doliński.   Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak decyzja Łukasza Koszarka, który przez wielu ekspertów jest uważany za najlepszego rozgrywającego w Polsce. Kapitan Stelmetu Zielona Góra powiedział, że w tym roku nie zamierza jechać na zgrupowanie, ponieważ czuje zmęczenie. 30-latek zaznaczył także, że w przyszłości chętnie zagrałby w biało-czerwonych barwach.   - Chciałbym zobaczyć jak Łukasz Koszarek gra po 3-4 mecze w tygodniu i w środku nocy leci po kilkaset kilometrów. W NBA gra się po 48 minut i tempo jest zdecydowanie szybsze. Nie rozumiem jak można być zmęczonym grając po jedno spotkanie w tygodniu w Tauron Basket Lidze – powiedział Doliński.      
31 Lipca 2014 godz. 9:27
Patryk Pietrzala
 

World Grand Prix: Największa siatkarska impreza

Koszalin kocha także siatkówkę! World Grand Prix to największa siatkarska impreza, w której udział wezmą reprezentantki Polski. Podopieczne trenera Piotra Makowskiego wkrótce wystąpią w Hali Widowiskowo – Sportowej. World Grand Prix będzie trwało przez dwa dni (15-16 sierpnia). W Koszalinie odbędzie się turniej finałowy I Dywizji. Zwycięski zespół otrzyma prawo gry w Wielkim Finale Cyklu World Grand Prix, który zaplanowano tydzień później w Tokio. Do naszego miasta przyjadą trzy najlepsze zespoły oraz reprezentacja Polski, która jest gospodarzem. Mimo to biało-czerwone zajmują wysokie drugie miejsce w grupie, a na czele są Holenderki. Trzecią pozycję zajmują Belgijki.   Polki wygrały turniej w Limie, pokonując kolejno Belgię, Kanadę i Peru. W każdym z trzech spotkań podopieczne trenera Piotra Makowskiego straciły seta. Wiele wskazuje na to, że do Koszalina nie przyjedzie Joanna Wołosz, MVP drugiego spotkania z Hiszpankami. Kapitan reprezentacji Polski nabawiła się kontuzji w meczu z Kanadą.   Ceny biletów nie uległy zmianie i będą na takim samym poziomie jak podczas meczów Ligi Europejskiej. Tym razem jednak Hala Widowiskowo – Sportowa oferuje dwa mecze dziennie. Warto dodać, że zwycięska drużyna zapewni sobie udział w Wielkim Finale Cyklu World Grand Prix, a ten odbędzie się tydzień później w Tokio.   Turniej World Grand Prix odbędzie się w dniach 15 i 16 sierpnia. Bilety można kupować od 18.07 od godziny 12:00. Bilety w cenach: 30 złotych - jednodniowy ulgowy, 45 złotych - jednodniowy normalny, 50 złotych - ulgowy dwudniowy, 80 złotych - normalny dwudniowy, 100 złotych - rodzinny jednodniowy 2+2, 95 złotych - rodzinny jednodniowy 2+1, do nabycia w kasach Hali Widowiskowo-Sportowej w godzinach ich otwarcia, w biurze Hali w godzinach 10-15 oraz za pośrednictwem strony internetowej www.bilety.koszalin.pl   Uwaga! Do wygrania pięć podwójnych zaproszeń na dwa dni rywalizacji World Grand Prix w Koszalinie!   Co zrobić, aby zgarnąć wejściówki? Wystarczy udostępnić film promujący wydarzenie na swoim profilu. Akcja potrwa do 6 sierpnia - tego dnia opublikujemy listę osób, które wygrały zaproszenia.    
31 Lipca 2014 godz. 9:23
Mike
 

Zawód: fighter-rencista

Józef Warchoł, obecnie największy skandalista w naszym mieście znów dał się poznać jako nie lada spryciarz. Jak się dowiedzieliśmy, ten niezłomny mistrz przegrywania przed czasem w formule mieszanych sztuk walki na co dzień jest rencistą. Tak, tak… Te setki ciosów, które zadał zadać, a  przy okazji i zainkasować, dziś są powodem jego ułomności zdrowotnych. A przecież MMA to sport dla twardzieli. I to takich, którzy  nie wiedzą co to lęk i ból. Jeżeli tę definicję rozszerzymy  o zwrot: walka sprawia  im przyjemność to kolega Warchoł pasuje tylko z tego powodu do tego określenia. Walka sprawia bowiem i jemu, i im  przyjemność. Połamane kości i krew to codzienność na macie. MMA to niezwykle widowiskowa dyscyplina, w której najważniejszą rolę odgrywają: siła, kondycja, koncentracja oraz znajomość różnych sztuk walki oraz to co najważniejsze – niezłomne serce. Słowem  jest to sport dla zdrowych, bez przewlekłych chorób czy urazów. Chorób, dzięki którym co miesiąc otrzymuje się pieniądze, nas podatników.    Józef Warchoł, zanim stanął w szranki profesjonalnej rywalizacji mieszanych sztuk walki dał się poznać jako sprawny kick-bokser i dość przeciętny pięściarz/amator. Amator bynajmniej nie dlatego, że za walki nie pobierał wynagrodzenia. Wręcz przeciwnie.  Tylko dlatego, że w PRL pojedynki toczono w systemie amatorskim – 3 rundy po 3 minuty.  W MMA zadebiutował niemal jako 50-latek. - Zrobiłem to dla pieniędzy  - wyjawił kulisy swojej decyzji w jednym z wywiadów. Sęk w tym, że Warchoł, jak sam twierdzi już od paru lat jest na rencie. Próbowaliśmy zapytać tego koszalińskiego celebrytę, który słynie z krytyki miłościwie panującej nam  władzy, czy to prawda. Niestety, nie znalazł chwili, by na nasze pytanie odpowiedzieć.     - Nie jesteśmy upoważnieni do udzielania takich informacji na temat naszych klientów – powiedziała z kolei pracownica ZUS. Zakład Ubezpieczeń Społecznych niechętnie wypowiada się w takich sprawach. Bo są one zawsze indywidualne. Za każdym razem przy ocenie ZUS bierze pod uwagę rodzaj schorzenia i charakter wykonywanej pracy.     - Pytanie o zawodnika MMA, który jest rencistą, jest niezwykle ciekawe – usłyszeliśmy w słuchawce, gdy zadzwoniliśmy do Państwowej Inspekcji  Pracy. - Niestety muszę pana rozczarować.  Nie mamy z tym nic wspólnego. Gdyby dana osoba była zatrudniona na stałe jako profesjonalny fighter, to wówczas moglibyśmy wkroczyć – stwierdził Krzysztof Kowalik, dyrektor Departamentu Nadzoru i Kontroli PIP. A Państwo? Co o tym sądzicie? Podzielcie się z nami swoimi uwagami.