Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Partol (nie)słoneczny

Film Ala - 22 Marca 2016 godz. 9:28
Na plaży w Mielenku spotkaliśmy jadący na sygnale patrol Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. – To samochodowy patrol z Kołobrzegu, który sprawdzał wjazdy na plażę – wyjaśnił nam dyżurny Morskiej Stacji Ratowniczej z Darłowa.   

Weekendowy sukces DKMS

Film Robert Kuliński - 21 Marca 2016 godz. 21:15
W miniony weekend koszalińska akcja fundacji DKMS – Baza Dawców Komórek Macierzystych, uzyskała oszałamiający sukces. Grono potencjalnych dawców powiększyło się o 1035 osób. Rejestracja miała miejsce w czterech lokalizacjach. Tradycyjnie w Poliklinice oraz wGalerii EMKA, Centrum Handlowym Atrium i Parku Wodnym. Tym razem poszukiwany był „genetyczny bliźniak” koszalinianki, pani Beaty Hrywny, u której zdiagnozowano ostrą postać białaczki limfocytowej. Jedyną szansą na powrót do zdrowia jest przeszczepienie szpiku lub komórek macierzystych od dawcy niespokrewnionego.   Nie znaczy to, że osoby u których nie stwierdzi się zgodności genetycznej, będą odprawione z kwitkiem. DKMS prowadzi bazę potencjalnych dawców, których jest już ponad 860 tys. Każda tego typu akcja zwiększa szansę na przeszczep dla osób oczekujących. Może to właśnie ktoś z Koszalina okaże się doskonałym dawcą dla kogoś nawet spoza kraju.   Koszalinianom, którzy przyłączyli się do akcji dziękujemy w imieniu fundacji oraz osób szukających dawców. Przypominamy, że rejestracja oraz samo podzielnie się komórkami macierzystymi, czy szpikiem to nic strasznego. Poniżej film który wyjaśnia w jak prosty sposób można uratować komuś życie. Poznajcie dójkę dawców z Koszalina Aleksandra Pawlukiewicza oraz Karolinę Samek, którzy uratowali swoich „genetycznych bliźniaków” z USA.  

Ludzie Bezpieki

Film TYLKO U NAS Ala, film: Dawid Baranowski, Robert Kuliński - 21 Marca 2016 godz. 2:29
Czy funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych musieli podporządkować się odpowiednim wytycznym? Czy ich praca operacyjna miała określone granice? Co można było robić, kogo werbować, a kogo nie? Do głównych zadań funkcjonariuszy SB należało pozyskiwanie, werbowanie tajnych współpracowników, dzięki którym na bieżąco inwigilowano nie tylko polityczną opozycję, ale wszystkie środowiska społeczne, polityczne, gospodarcze, kulturalne, media i inne. Doprowadziło to z czasem do pełnej infiltracji społeczeństwa. Uważa się, że do 1989 r. bezpiece udało się pozyskać ponad 3 miliony tajnych współpracowników.    Kablowanie kolegów Zasady pracy operacyjnej resortu bezpieczeństwa regulowała "Instrukcja 006/70" nazywana "Biblią SB". Podstawową metodą pracy operacyjnej było wykorzystywanie wiadomości przekazywanych przez Osobowe Źródła Informacji (OZI). Instrukcja rozróżniała kilka kategorii OZI. Jedną z nich był tzw. Kontakt Obywatelski (KO). Był też Kontakt Służbowy, czy Konsultant. Najcenniejszą “zdobyczą” SB-ka był jednak Tajny Współpracownik (TW). To m.in. dzięki liczbie pozyskanych TW officer SB otrzymywał nagrody lub awanse. Nie każdy mógł jednak zostać TW.   Członkowie partii    Punktem wyjściowym była „konkretna sytuacja operacyjna uzasadniająca potrzeb ę zdobycia tajnego współpracownika. Instrukcja w rozdziale III §10 zatytułowanym "Tajni współpracownicy i ogólne zasady ich pozyskiwania", w punkcie 8 zakazywała: "Nie wolno pozyskiwać do współpracy członków PZPR. W wyjątkowych, uzasadnionych operacyjnie przypadkach, pozyskanie tajnego współpracownika będącego członkiem Partii, może nastąpić wyłącznie za zgodą I Sekretarza KW PZPR lub kierownika właściwego wydziału KC PZPR". SB nie werbowała także do współpracy nieletnich.    Rozpracowanie obiektowe Najwyższą formą pracy ludzi bezpieki były rozpracowania obiektowe (SO - Sprawa Obiektowa), czyli rozpoznanie i rozpracowanie jakiegoś środowiska, osoby - obiektu przez funkcjonariuszy SB. Każda osoba występująca w rozpracowaniu obiektowym nazywana była "figurantem". Rozpracowanie obiektowe założono na niemal wszystkie formacje opozycyjne - polityczne, środowiska zawodowe, większość zakonów, grupy i środowiska kościelne. Każdej tego typu sprawie nadawano kryptonim.   Wszystko pod kontrolą Jak przebiegał “proces pozyskiwania TW? Najpierw funkcjonariusz typował i zbierał informacje o kandydacie. Następnie pisemnie kreślił "Plan rozpracowania kandydata na werbunek". Z tym dokumentem udawał się do przełożonych. Musiał bowiem  uzyskać ich zgodę. Kolejnym krokiem było pisemne sporządzenie "Planu werbunku kandydata na tajnego informatora" Oficer musiał jasno sprecyzować podstawę werbunku. Również ten "plan" wymagał pozytywnego zaopiniowania przez przełożonych. Po wstępnej, osobistej rozmowie z "kandydatem" (jak nazywano potencjalnych TW) funkcjonariusz sporządzał pisemną relację z jej przebiegu.    Rodzaje werbunku Wytypowanego "kandydata" werbowano na tzw. przesłanki ideowe - patriotyczne (czyli próbowano przekonać go do komunistycznego punktu widzenia) lub na tzw. komprmateriały (czyli materiały kompromitujące, dotyczące przeszłości kryminalnej, obyczajowej itp.); szantażem - grożąc np. usunięciem z pracy. Najpopularniejszą metodą było jednak  pozyskiwanie w drodze korzyści majątkowych. I nie chodzi tu tylko o pieniądze.  Często TW miał określone aspiracje, ambicje. Chciał awansować w pracy, wyjechać za granicę…  Każdy TW własnoręcznie podpisywał tekst zobowiązania. Przyjmował pseudonim (niekiedy więcej niż jeden), którym podpisywał doniesienia i pokwitowania. Każdy zwerbowany TW zobowiązywał się do zachowania ścisłej tajemnicy. Ustalano system kontaktów z oficerem prowadzącym, lokal, sposób pozyskiwania informacji, kamuflaż środowiskowy itp.    Fundusz operacyjny, czyli kasa za donos Każdy TW rejestrowany był do określonego numeru widniejącego również na karcie inwentarzowej (rejestracyjnej). Od razu zakładano mu dwie teczki - osobową i pracy. W teczce osobowej gromadzono wszystkie dokumenty dotyczące tajnego współpracownika, m.in. podpisane odręcznie zobowiązanie do współpracy, pokwitowania przyjętych pieniędzy, pożyczek, podarków. Teczka pracy obejmowała donosy pisane przez TW. Szczególnie czynni TW posiadali dwie i więcej teczek pracy. TW posiadał własnego oficera prowadzącego, u którego "na kontakcie" pozostawało kilku, a nawet kilkunastu tajnych współpracowników. Oficer operacyjny dysponował specjalnym "funduszem operacyjnym" (tzw. Fundusz "O"), którym wynagradzał pracę lub koszta poniesione przez TW.  TW pod kontrolą Oficer SB kontrolował i weryfikował pozyskane od TW informacje. Jedną z ulubionych metod była tzw. agentura równoległa. TW nie wiedział, że w jego środowisku istnieje inni TW, którzy także donoszą…     Ślady współpracy Dokumenty pracy TW znajdowały się w tylu różnych miejscach, że niemal niemożliwe jest ich całościowe zniszczenie. Dzięki temu można nie tylko ustalenić charakter i sposób wykorzystania TW, ale nawet odtworzyć jego “harmonogram pracy”.  Cały materiał archiwalny bezpieki jest kompatybilny i logicznie współgra ze sobą.    

Super Oes w centrum Koszalina

Film dbr - 20 Marca 2016 godz. 20:02
42. edycja Monte Karlino - najstarszego rajdu w regionie już za nami. W niedziele mieszkańcy Koszalina mieli okazje zobaczyć finałowy przejazd, który został rozegrany w centrum Koszalina na ul. Młyńskiej - zmodyfikowanej trasie między ratuszem a muzeum.

Kolorowy bieg

Film Dawid Baranowski - 19 Marca 2016 godz. 16:20
Tegoroczny bieg cieszył się wielkim zainteresowaniem. I nikt nie myślał o tym, by zrobić jak najlepszy czas, a o tym, by dobiec do mety...

Ludzie zawsze lubili donosić...

Film TYLKO U NAS Ala, film: Dawid Baranowski - 16 Marca 2016 godz. 18:42
Namówiliśmy koszalińskiego oficera SB (Służby Bezpieczeństwa PRL) do tego, by opowiedział nam o kulisach swojej pracy. Wyjaśnia dlaczego i w jaki sposób typowano kandydatów na TW. Jak ich werbowano i prowadzono. Czym była agentura równoległa... Ile i w jaki sposób SB płaciła za "przydatną" informację. W ostatnim czasie w "cudowny" sposób światło dzienne ujrzały za sprawą wdowy po generale SB, Czesławie Kiszczaku teczki "Bolka", czyli jak twierdzi Instytut Pamięci Narodowej Lecha Wałęsy. Z kolei koszalinian zelektryzowała informacja o tym, że odnaleziono kserokopie dokumentów świadczących o współpracy z SB Stanisława Gawłowskiego, posła PO i sekretarza generalnego tej partii. W obu tych sprawach jest wiele znaków zapytani, niedomówień. Obaj twierdzą, że nigdy nie współpracowali z SB. Dotarliśmy do byłego esbeka, który opowiedział nam o mechanizmach swojej pracy. Zdziwicie się, ale ludzie lubili, lubią i wszystko na to wskazuje, że nadal będą lubili donosić. Z pewnością nie wiecie dlaczego donosiciela w PRL  nazywano TW czyli Tajnym Współpracownikiem, a nie agentem? Dlaczego nie można było werbować do współpracy z SB członka PZPR lub nieletniego? Tego wszystkiego dowiecie się z naszego materiału już w poniedziałek, 21 bm.