Eutrofizacja to przeżyźnienie wody substancjami potrzebnymi roślinom do wzrostu. Azot i fosfor trafiają do środowiska m.in. wraz z nawozami stosowanymi w rolnictwie. Podczas opadów są wymywane z pól, przedostają się do rzek, a następnie spływają do Bałtyku.
Drugim poważnym źródłem są ścieki, w tym te pochodzące z nieszczelnych szamb. Związki odżywcze stają się „pokarmem” dla glonów i sinic, powodując ich gwałtowny rozwój.
Po zakończeniu zakwitu glony i sinice opadają na dno. Podczas ich rozkładu zużywany jest tlen. Gdy zaczyna go brakować, ryby i inne organizmy nie mogą przetrwać. W ten sposób tworzą się rozległe strefy beztlenowe nazywane martwymi strefami.
Według danych przywoływanych przez Fundację Race for the Baltic eutrofizacja dotyczy około 94 proc. powierzchni Bałtyku. Obszary z niedoborem tlenu rozrosły się z około 10 tys. km² w latach 60. do około 70 tys. km². Podobną skalę niedotlenienia wskazuje opracowanie klimatyczne HELCOM.
Bałtyk jest szczególnie podatny na zanieczyszczenia. Jest płytkim i niemal zamkniętym morzem, do którego wpływa słodka woda z około 250 rzek. Wymiana z Morzem Północnym jest ograniczona, a pełne odnowienie wód trwa około 30 lat.
Dodatkowym problemem jest wzrost temperatury. Cieplejsza woda sprzyja zakwitom sinic, a jednocześnie zawiera mniej tlenu. Oznacza to, że limity dopływu zanieczyszczeń ustalone przy chłodniejszym klimacie mogą nie wystarczyć do przywrócenia Bałtykowi dobrego stanu.
Z danych HELCOM obejmujących lata 1995–2022 wynika, że Polska zmniejszyła dopływ azotu do poszczególnych części Bałtyku o 9–32 proc. Krajowe limity zostały osiągnięte dla wszystkich podbasenów poza Bałtykiem Właściwym. Tam potrzebna jest jeszcze redukcja o 19 proc., czyli blisko 28,7 tys. ton azotu.
W przypadku fosforu Polska ograniczyła jego dopływ do Bałtyku Właściwego o 28 proc., jednak nadal przekracza wyznaczony limit. Szczegółowe dane przedstawia ocena realizacji krajowych limitów HELCOM.
W skali całego morza dopływ azotu zmniejszył się od okresu referencyjnego o około 10 proc., a fosforu o 32 proc. Główną drogą transportu obu pierwiastków pozostają rzeki. W 2022 roku odpowiadały one za 73 proc. całkowitego dopływu azotu i 84 proc. fosforu do Bałtyku – wynika z danych wskaźnikowych HELCOM.
Poprawa nie nastąpi jednak natychmiast. Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race for the Baltic, porównuje morze do wanny, do której zanieczyszczenia spływały przez dziesięciolecia. Nawet po ograniczeniu ich dopływu ekosystem potrzebuje wielu lat, aby zareagować.
Około 98 proc. powierzchni Polski znajduje się w zlewisku Morza Bałtyckiego. Oznacza to, że nawóz wypłukiwany z pola w Wielkopolsce lub ścieki przedostające się do wód na Podlasiu mogą przez Wartę, Odrę albo Wisłę dotrzeć aż do morza. Znaczenie mają również mniejsze rzeki przymorza, takie jak Parsęta czy Łeba.
Dlatego Fundacja Race for the Baltic realizuje projekt „Bałtyk zaczyna się na lądzie”. Jego częścią jest kampania edukacyjna „Widzisz sinice?”, która ma pokazywać związek między zamykanymi kąpieliskami a sposobem gospodarowania ściekami i nawozami w całym kraju.
Fundacja chce do 2030 roku doprowadzić do zmniejszenia dopływu fosforu o 500 ton. Działania mają objąć rolników, samorządy, porty i przedsiębiorstwa. Potrzebne są m.in. szczelne systemy gromadzenia ścieków, odpowiedzialne nawożenie oraz lepsze zabezpieczenie przeładunku nawozów i innych materiałów sypkich w portach.
Problem Bałtyku nie zaczyna się na plaży. Zaczyna się na polu, w gospodarstwie, oczyszczalni i przydomowym szambie – często setki kilometrów od wybrzeża.