Koszalin, Poland
wydarzenia

Orzeł Biały, Zełenski i ogień, którego nie wolno lekceważyć

Autor Wojciech Kukliński, fot. archiwum 54 minuty temu
Order Orła Białego znów rozpalił emocje. I nie ma co udawać, że chodzi wyłącznie o protokół, orderową etykietę albo suchą procedurę. Tym razem zapalnikiem stała się decyzja Wołodymyra Zełenskiego związana z nazwą jednej z jednostek ukraińskich sił zbrojnych. Decyzja dla Polaków nieakceptowalna, bolesna i trudna do przemilczenia.

Bo są sprawy, których nie da się przykryć dyplomatycznym milczeniem. Są symbole, które w polskiej pamięci nie są „kontrowersyjne”. Są głęboko raniące. Są nazwiska i historyczne odwołania, które nie są neutralne, bo dotykają rodzinnej pamięci, krzywdy, grobów, ciszy po ofiarach i bólu przekazywanego przez pokolenia!

Dlatego trzeba powiedzieć jasno: decyzja Zełenskiego podpaliła stosunki polsko-ukraińskie. Nie dlatego, że Polacy nie rozumieją wojny, w której Ukraina walczy o swoje przetrwanie. Ale dlatego, że wrażliwość historyczna nie jest drobiazgiem. Nie jest przypisem. Nie jest czymś, co można odłożyć na później, bo „teraz są ważniejsze sprawy”.

Moja wrażliwość historyczna jest prawdziwa. Tak jak prawdziwa jest ukraińska potrzeba budowania własnej opowieści o bohaterach, walce, zwycięstwach i tragediach. Ukraińcy, tak jak i my, mają prawo do swoich bohaterów, swoich wyborów, swoich pomyłek i zwycięstw. To jest aksjomat. Tylko że prawo do własnej pamięci nie zwalnia z odpowiedzialności za to, jak ta pamięć działa na sąsiadów.

A w przypadku Polski i Ukrainy sąsiedztwo nie jest abstrakcją. To wspólna granica, wspólna historia, wspólne lęki i wspólne interesy. To także rany, których nie da się unieważnić jednym komunikatem. Jeżeli więc w Kijowie zapada decyzja, która w Polsce odbierana jest jako policzek wobec naszej pamięci, to nie wolno udawać, że nic się nie stało.

Stało się!

I właśnie dlatego trzeba rozmawiać poważnie, a nie tylko krzyczeć.

Order Orła Białego jest dziś wciągany w ten spór, bo stał się symbolem pytania: jak daleko może sięgać polska cierpliwość wobec decyzji sojusznika? Czy najwyższe polskie odznaczenie może pozostawać bezdyskusyjne, gdy osoba nim odznaczona podejmuje decyzję dotykającą najboleśniejszych punktów naszej pamięci? To pytania uprawnione. Nie wolno ich zbywać wzruszeniem ramion.

Ale równie niebezpieczne byłoby zamienić Order Orła Białego w polityczny młotek, którym będziemy uderzać za każdym razem, gdy emocje sięgną zenitu.

Historia samego orderu też nie jest sterylną opowieścią o idealnie dobranych laureatach. Wśród odznaczonych byli ludzie wielcy, ale byli też tacy, których nazwiska z dzisiejszej perspektywy budzą co najmniej zakłopotanie. Benito Mussolini, rosyjscy carowie Piotr I Wielki i Aleksander I...

Współcześnie także spieraliśmy się o Order Orła Białego. Dyskusje budziły odznaczenia dla Antoniego Macierewicza czy Adama Michnika. Spory dotyczyły nie tylko samych osób, ale też procedury, konsultacji z kapitułą i sposobu podejmowania decyzji. W 2012 roku część członków kapituły zrezygnowała z pracy po decyzjach prezydenta Bronisława Komorowskiego. To pokazuje, że emocje wokół orderu nie są niczym nowym.

Jedyny w ponad trzystuletniej historii odznaczenia przypadek odebrania Orderu Orła Białego też powinien nas uczyć ostrożności. Wincentemu Witosowi odebrano order w 1932 roku na mocy decyzji sądu. Zwrócono mu go w 1939 roku. Historia dopisała swój komentarz i pokazała, że państwo, działając w atmosferze politycznego napięcia, potrafi popełnić błąd, którego potem musi się wstydzić.

Dlatego w sprawie Zełenskiego potrzebujemy czegoś więcej niż natychmiastowego odruchu. Potrzebujemy jasnego stanowiska, ale nie histerii. Potrzebujemy obrony polskiej pamięci, ale nie palenia mostów. Potrzebujemy rozmowy z Ukrainą. Rozmowy twardej, uczciwej i bez zamiatania trudnych tematów pod dywan.

Bo można jednocześnie uznawać bohaterstwo Ukrainy w wojnie z Rosją i sprzeciwiać się decyzjom, które ranią polską pamięć. Można wspierać naród ukraiński i mówić Zełenskiemu: w tej sprawie przekroczyliście granicę. Można rozumieć dramat wojny i jednocześnie domagać się szacunku dla ofiar naszej historii.

To nie jest sprzeczność. To dojrzałość.

Szanujmy siebie i swoje wrażliwości. Ale szanujmy je naprawdę, nie wybiórczo. Jeśli oczekujemy, że inni będą rozumieli ukraińską walkę o niepodległość, mamy prawo oczekiwać, że Ukraina zrozumie polską pamięć o cierpieniu. Przyjaźń nie polega na tym, że jedna strona milczy, gdy druga ją rani. Przyjaźń polega na tym, że można powiedzieć: „to było nieakceptowalne”, i nadal szukać drogi do rozmowy.

Nie dokładajmy do ognia, ale też nie udawajmy, że nie ma.

Bo jeśli nie nazwiemy tej decyzji po imieniu, zostawimy pole tym, którzy z każdej rany chcą zrobić polityczne ognisko. A jeśli odpowiemy wyłącznie gniewem, sami pomożemy tym, którym zależy na skłóceniu Polski i Ukrainy.

Orzeł Biały powinien szybować wyżej niż codzienna awantura. Ale nie może szybować tak wysoko, żeby nie widzieć bólu ludzi na ziemi.