Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
Wiki:                 baza noclegowa   dla dzieci  

Repertuar kina Kryterium

2 Marca 2013 godz. 10:44
Repertuar Kina Kryterium, Koszalin, ul. Zwycięstwa 105, tel. 94 347 57 41/41

 

 

Repertuar znajduje się tutaj.

Zobacz popularne artykuły:
 

Juwenalia czyli studencki terroryzm

20 Maj 2016 godz. 11:44 Robert Kuliński
Juwenalia. Dla jednych czas zabawy. Koncertów, grilla i piwa. Dla innych to prawdziwa gehenna - nocny hałas, tłumy nietrzeźwych młodych ludzi załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne gdzie popadnie.  Rano bałagan, walające się butelki, nierzadko „pamiątki” w postaci treści żołądkowej  i tony niedopałków. Juwenalia dla mieszkańców ulic sąsiadujących z Osiedlem Akademickim to ciężki tydzień. - Basy dudnią tak, że można oszaleć – tłumaczy Elżbieta Nowak, adwokat,  mieszkająca tuż obok akademików. - Trzęsą się szyby w oknach, a naczynia w szafkach dzwonią jak przy trzęsieniu ziemi.    - Pan spojrzy... – mówi z kolei pani Mieczysława emerytka, która  od lat walczy z uczestnikami zabawy na Osiedlu Akademickim. Zza firanek jej okna widzę dwóch wyraźnie podchmielonych młodzieńców oddających mocz na ścianę. Pani Mieczysława nie wytrzymuje, uchyla okno i krzyczy: „To nie jest miejsce do załatwiania się! Idźcie stąd!”. W odpowiedzi starsza kobieta otrzymuje od tych, którzy pod jej oknem urządzili sobie wychodek, wiązankę niczym z placu budowy. Ta sytuacja w czasie juwenaliów to  standard...   Jan Będkowski, mieszkający przy Wybickiego twierdzi jednak, że w tym roku sytuacja wygląda lepiej. - To, że główne koncerty muzyki młodzieżowej zostały przeniesione na tereny podożynkowe znacznie poprawiło komfort mieszkańców. Będziemy apelować do prezydenta Koszalina, aby tak było już zawsze.   Niestety nie każdy zgadza się z tym, że przeniesienie głównych koncertów istotnie zmieniło sytuację osób zamieszkałych w sąsiedztwie akademików. - Cóż z tego, że koncerty odbywają się na giełdzie – pyta  Elżbieta Nowak. - Studenci bawią się na osiedlu akademickim do wczesnych godzin rannych, gdzie z namiotu, opatrzonego marką piwa, muzyka nadal gra głośno. Nie wspomnę już o bałaganie jaki zastajemy na naszych ulicach. Dlaczego młodzi nie mogą bawić się do rana w klubie Kreślarnia?   Pani Mieczysława twierdzi, że nawet takie rozwiązanie nie zmieni zbyt wiele – Nawet z klubu słychać muzykę. To jest horror, w nocy duszę się w mieszkaniu, bo nie mogę otworzyć okna. Wówczas już nie  zwracam uwagi studentom, bo stan ich upojenia  jest tak duży, że zwyczajnie się boję.    Problemy mieszkańców Rejtana, Wybickiego i Mireckiego trwają już od kilku lat. Każde juwenalia wiążą się z nieprzespanymi nocami i wszechobecnym bałaganem. Trzy lata temu Pani Mieczysława zebrała grupę i rozpoczęła batalię o spokój. - Wysyłaliśmy pisma do Urzędu Miasta i marszałka województwa, rektora Politechniki Koszalińskiej, a także do Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Leny Kolarskiej – Bobińskiej.   W skardze czytamy: „Sąsiedztwo (akademików – red.) jest bardzo uciążliwe, szczególnie, że na ulicy Rejtana usytuowane są dwa punkty sprzedaży piwa, po które codziennie w godzinach popołudniowych i wieczornych ciągnął „pielgrzymki” spragnionej braci studenckiej. Jak wiadomo piwo jest moczopędne (…) studenci załatwiają potrzeby fizjologiczne gdzie im wygodnie (pod oknami mieszkań, pod żywopłotami okalającymi domki itp.”. Pani Mieczysława przytacza także druzgocący przykład drzewa, które po latach „podlewania uryną” uschło i w 2012 roku złamało się podczas wichury.   W piśmie poruszona jest obszernie kwestia tzw. Tygodnia Kultury Studenckiej. Jedno zdanie bardzo trafnie opisuje konflikt pomiędzy żakami a ich sąsiadami: „To co się dzieje na naszych ulicach przez 7 dni i nocy nie ma absolutnie nic wspólnego z jakąkolwiek kulturą!!!!”.   - Nie rozumiem dlaczego juwenalia promują picie – mówi Elżbieta Nowak. - Czy to naprawdę musi być wpisane w stereotyp studenta? Wieczorem wyszłam na spacer, bo i tak nie mogłam zasnąć przez tę muzykę z namiotu. Zobaczyłam młodych ludzi w stanie totalnego otępienia. To nie wpływa dobrze na wizerunek studenta i naszej uczelni.   Żaden z naszych rozmówców nie chce likwidacji juwenaliów. Młodość musi się wyszumieć – mówi Jan Będkowski. Pani Mieczysława kwestionuje potrzebę aż się 7 dni imprezy, podczas gdy w innych miastach Polski, juwenalia trwają maksymalnie 3. Natomiast Elżbieta Nowak uważa, że studenci powinni mieć swoje święto, ale niech odbywa się w takim miejscu i na takich zasadach, które nie naruszają spokoju i ciszy nocnej.   Rozmowy, pisma, spotkania z władzami uczelni i Parlamentu Studenckiego nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Pani Elżbieta kilka lat temu rozmawiała z przedstawicielem głównego organizatora juwenaliów, starając się przekonać go do swoich racji. - Pan, chyba przewodniczący parlamentu, powiedział mi szczerze: „Z roku na rok studenci są coraz gorsi i lepiej nie będzie. Więc musiałby pani rozważyć przeprowadzkę”. Oniemiałam, bo z jakiej racji mam się wyprowadzać z rodzinnego domu?   Pod linkami znajdziecie jedno z wielu pism wystosowanych przez mieszkańców Rejtana, --->>> LINK1 LINK2 LINK3 LINK4     Juwenalia faktycznie dla postronnych są uciążliwe. Dziwi fakt, że nawet kiedy ewidentnie są łamane przepisy dotyczące ciszy nocnej, nikt nie reaguje. Być może autonomia uczelni, która obejmuje teren akademików oraz symboliczne przejęcie miasta przez żaków, jest źle pojmowane. Czyżby tradycją TKS' ów stało się picie na umór, „deurynizacja” publiczna oraz inne wybryki pijanej młodzieży? Szkoda, że taką wizytówkę uczelni wystawiają sami studenci. Do tematu będziemy wracać....
 

Koszalin bez strefy kibica na Euro 2016

25 Maj 2016 godz. 5:35 eWok, fot. youtube.com
Koszalin dołącza do takich miast jak Wrocław, Poznań, Trójmiasto czy Warszawa, w których podczas czerwcowych mistrzostw Europy w piłce nożnej nie będzie stref kibica. Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. To powód dla którego w Koszalinie nie powstanie podczas Euro 2016 "specjalne miejsce piłkarskich emocji". Stacja Polsat, jedyny właściciel licencji UEFA na transmitowanie meczów Euro 2016 w Polsce, dopiero wczoraj upubliczniła swój cennik na sprzedaż tych praw. Okazało się, że publiczne pokazywanie mistrzostw Europy w przygotowywanej w Hali Widowiskowo-Sportowej strefie trzeba Polsatowi zapłacić ćwierć miliona złotych! Za transmisje  meczów Euro 2016 w pubach, barach i restauracjach - w zależności od wielkości lokalu i liczby telewizorów - trzeba będzie zapłacić od 2,5 tys. złotych.  Organizator strefy kibica w Koszalinie zabiegał jeszcze o uzyskanie praw do pokazania mistrzostw w TVP. Telewizja ta bowiem w otwartym paśmie TVP pokaże aż 11 spotkań. Na liście są: mecz otwarcia, wszystkie mecze grupowe Polaków, dwa mecze 1/8 finału, dwa ćwierćfinały, dwa półfinały oraz finał. TVP zapowiada, że transmisje obejrzeć będzie można w Jedynce lub na sport.tvp.pl. Jednak uzyskana przez TVP sublinecjaod Polsatu nie zezwala na jej dalszą odsprzedaż. Mecze Euro 2016 transmitować będą także inne stacje, które znaleźć można w odbiornikach satelitarnych jak np. niemiecki ZDF i ARD. Te stacje mają jednak na czas mistrzostw zakodować swój sygnał na terytorium Polski. Fani piłki nożnej w Polsce chcąc emocjonować się walką na Euro będą musieli, tak jak w przypadku mistrzostw świata w siatkówce, wykupić specjalny pakiet dodatkowych kanałów w Polsacie.    Piłkarskie mistrzostwa Europy we Francji rozpoczną się 10 czerwca. W meczu otwarcia gospodarze zagrają z reprezentacją Rumunii. Finał turnieju rozegrany zostanie 10 lipca. Polacy swój pierwszy mecz rozegrają 12 czerwca. O godz. 18.00 zmierzymy się z zespołem Irlandii Płn.  Na zdjęciu: Podczas Euro 2012 miejscem strefy kibica w Koszalinie był amfiteatr. ...
 

Miasto powinno szanować swoją historię

20 Maj 2016 godz. 22:03 Robert Kuliński/ fot. gł. arch. J. Płocica (fb)
Dziś na terenach podożynkowych odbędzie się wielki koncert z okazji jubileuszu Koszalina. Jednym z wykonawców, będzie Jarsoław Płocica znany jako „Yaro”. Na krótkie wspominki i wyznania sprowokował artystę Robert Kuliński. Przypomnijmy młodszej części publiczności artystę o pseudonimie „Yaro”. W latach 90. wylansował Pan hity „Rowery dwa" i „Olewka". Nie zawsze jednak interesował się Pan Hip - hopem.   - Tak naprawdę, od zawsze byłem i wciąż jestem „post-punkowcem” i „zimnofalowcem”. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych grałem w wielu koszalińskich zespołach z tego właśnie nurtu. Z zagranicznych zespołów, które mnie ukształtowały muzycznie, jednym tchem wymienię Joy Division, Dead Can Dance, The Cure czy The Smiths. Solowa „wycieczka” w stronę hip-hopową była dla mnie czymś w rodzaju odskoczni. Wynikała zresztą bardziej z miłości do funku spod znaku Parliament-Funkadelic i ogólnie pojętego „beatu Dr. Dre”, niż z jakiegokolwiek identyfikowania się z polską odmianą hip-hopu. Co nie przeszkodziło mi, oczywiście, w wyprodukowaniu stricte hip-hopowej płyty „Jeden dla wszystkich” dla mojego nieodżałowanego kolegi, śp. Grzesia „Onila” Oniszczuka.   Pańska działalność muzyczna w Koszalinie przypada na ostatnią dekadę XX wieku. Jak wspomina Pan Koszalin tamtego czasu?   - To był dla mnie właśnie ten czas, który uformował mnie muzycznie. Wszystko kręciło się wokół Dialogu (Domku Kata), Kreślarni, klubu studenckiego KRAM. Mnóstwo lokalnych koncertów, ekipa kumpli, próby, imprezy, dziewczyny. Wielką pozytywną rolę odegrali ludzie, którzy byli wtedy de facto animatorami wydarzeń muzycznych - Wiesia i Jacek Barzyccy, Waldek Miszczor, Jacek Paprocki. Zespoły muzyczne znały się nawzajem od podszewki i często wymieniały między sobą składy. Działo się.   Jak teraz ocenia Pan Koszalin? Często odwiedza Pan naddzierżęcińskie strony?   - Ubolewam nad tym, ale od 11 lat bywam w Koszalinie raczej nie częściej niż raz do roku. Ale tym większe jest za każdym razem moje zaskoczenie, że pojawiło się coś nowego. Chodzę wtedy po mieście i robię zdjęcie za zdjęciem, nie mogąc wyjść z podziwu. Właśnie dzisiaj odbyłem taką fotograficzną eskapadę.   Z małżonką Katarzyną Klich także udało się zawojować anteny radiowe piosenką „Lepszy model", a wcześniej duży sukces odniosły „Zakręconą” Reni Jusis i „Impreza” Liroya. Ma Pan jakąś receptę na produkcję przebojów?   - Kiedy wyszła moja płyta z „Rowerami”, w wywiadach przewijały się głownie dwa pytania: „Na jakim rowerze jeździsz?” i „Jaka jest recepta na hit lata?”. Strasznie mnie to wtedy drażniło, ale dziś mam do tego duży dystans i z miłą chęcią odpowiem. Myślę, że są dwie szkoły. Albo bierzesz cyrkiel, linijkę, mierzysz to, co się aktualnie sprzedaje i bezczelnie kopiujesz. To może się sprawdzić, ale musi być strasznie perfidne. Nie polecam i nie lubię. Drugi, najlepszy sposób jest taki, że robisz po prostu jak najciekawiej to, co cię maksymalnie jara. Jeśli swoim entuzjazmem zarazisz resztę społeczeństwa, to sukces murowany. Pod warunkiem, że do tego społeczeństwa jakoś dotrzesz, naturalnie.   Po sukcesach na listach przebojów przyszedł czas na dużo bardziej wymagającą twórczość pod szyldem Ćmy. Skąd taki niepopularny ruch?   - To było dla mnie bardzo naturalne. Tak jak wspomniałem wcześniej, granie radiowo-piosenkowe bardzo lubię, ale nie jest esencją mojego podejścia do muzyki. Od dawna, jeszcze z czasów „przedrowerowych”, fascynował mnie quasi-instrumentalny hip-hop spod znaku DJ Krush’a czy DJ Shadow’a. Z moim serdecznym kolegą, koszalinianinem Grzesiem Kupczyńskim (DJ Georgem zwanym Jorge Saxonem) postanowiliśmy dać upust swoim fascynacjom, nagrywając na przestrzeni kilku lat 3 spontaniczne albumy, z których chyba każdy miał po jakieś 18 utworów. Do dzisiaj uważam, że są to bardzo ciekawe płyty. Muzycznie bardzo bliskie temu, co robi zespół Skalpel.   Czy 750 lat Koszalina to jubileusz, który Pana zdaniem jest wart celebracji?   - Z mojej perspektywy „wart celebracji” to mało powiedziane. Na siedemsetną rocznicę się nie załapałem, a na osiemsetną, przy moim trybie życia, zapewne się nie załapię. Dlatego dla mnie to oczywiste, tym bardziej że Koszalin uwielbiam. Spędziłem tu przepiękne ćwierćwiecze, które siedzi we mnie i nikt mi go nie zabierze. A miasto niewątpliwie powinno szanować swoją bogatą historię i Jarosław "Yaro" Płocica (ur. 1970 w Poznaniu) - producent muzyczny, multiinstrumentalista, realizator nagrań i miksów. W latach 80-tych, grał na gitarze i śpiewał w post-punkowych składach, stopniowo zmierzając w kierunku funkowo-hiphopowym. Pierwszy poważny kontrakt płytowy podpisał z nowojorską wytwórnią Michała Urbaniaka (UBX Inc.), ale to wydany przez Pomaton EMI w 1997 r. album "Jazzda" przyniósł mu popularność, głównie za sprawą hitu "Rowery Dwa". Karierę solową podsumował 3 lata później albumem "Olewka" i zajął się produkcją muzyczną oraz komponowaniem dla innych wykonawców. Jego najbardziej znane produkcje to uhonorowane Fryderykami płyty: "Zakręcona" Reni Jusis i "Lepszy Model" Kasi Klich. Od roku 2001 "Yaro" (pod pseudonimem Milton Waukee) współtworzy z Jorge Saxonem duet Ćmy ( www.cmy.pl ) - fot. i bio. www.yaro.pl celebrować tak wspaniałą rocznicę. Wszyscy Koszalinianie, ponad podziałami.   Czego życzyłby Pan koszalinianom na ten jubileusz?   - Życzę, żeby byli dumni ze swojego miasta, dbali o nie, rozwijali je. Żeby nigdy nie dali sobie wmówić, że żyją gdzieś na obrzeżach, poza głównym nurtem. To nieprawda.     Co usłyszymy pod czas urodzinowego koncertu? Nowy repertuar, czy także stare dobre hity?   - Głównym akcentem koncertu będzie, oczywiście, występ mojej żony Kasi Klich. Ja zagram trzy piosenki, te najbardziej znane. Nowego repertuaru wykonawcy „Yaro” na razie nie ma i nie wiem czy kiedykolwiek będzie, mimo że od mnogości pomysłów muzycznych puchną mi już twarde dyski. Jestem producentem muzycznym raczej wielowątkowym, i nie mógłbym firmować tego wszystkiego jednym pseudonimem, chociażby dlatego żeby nie robić odbiorcy wody z mózgu. Ale nigdy nie mówię nigdy, przynajmniej w tym przypadku. Na razie produkuję dla innych.   Dziękuję za rozmowę....
 

Schroniska apelują o pomoc

18 Maj 2016 godz. 11:54 Ekoszalin za Joanna Soroko
Schroniska z całej Polski apelują o pomoc w walce z inwazją kleszczy. W naszym województwie o wsparcie prosi Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Koszalinie oraz Fundacja Przyjaciele Czterech Łap z Nowogródka Pomorskiego. Ukąszenie kleszcza to dla zwierzaka śmiertelne zagrożenie. Tygodniowo z tego powodu w polskich schroniskach ginie od kilku do nawet kilkudziesięciu czworonogów.    – Tegoroczny atak tych pasożytów to prawdziwa plaga, a sezon na nie potrwa aż do jesieni. W trosce o zwierzęta razem z placówkami i fundacjami z całej Polski apelujemy o pomoc i zbiórkę środków farmakologicznych – mówi Michalina Zabłocka z Fundacji NaszeZoo.pl – organizatora akcji „Ratuj!”, w której udział biorą także schronisko i fundacja z województwa zachodniopomorskiego.   Tak obfity, jak tegoroczny, wysyp kleszczy to prawdziwa zmora dla wszystkich opiekunów czworonogów. Jednak to, z czym muszą mierzyć się w tym samym czasie schroniska dla zwierząt, to jeszcze większe wyzwanie – można śmiało powiedzieć, że codziennie toczy się w nich walka o zdrowie, a wręcz życie ich podopiecznych. – Placówki te opiekują się kilkudziesięcioma, a nierzadko kilkuset czworonogami, a ich pracownicy i wolontariusze nawet pomimo ogromnych chęci i zaangażowania nie są w stanie każdorazowo po spacerach czy zabawie na świeżym powietrzu przejrzeć ich sierści tak dokładnie, aby całkowicie wyeliminować zagrożenie ukąszenia zwierzaka. Dlatego jedynym ratunkiem dla nich są środki farmakologiczne, specjalne obroże czy proszki, które odstraszają pasożyty. Tych niestety ciągle brakuje i właśnie o pomoc w ich zapewnieniu apelują schroniska z całej Polski w ramach akcji „Ratuj!” – mówi Michalina Zabłocka z Fundacji NaszeZoo.pl. Bez takiego wsparcia placówki i fundacje opiekujące się bezdomnymi psami i kotami nie będą w stanie poradzić sobie z atakiem kleszczy.   Konsekwencje zbyt późnego wykrycia wczepienia się tych pasożytów w skórę mogą być dla zwierząt naprawdę tragiczne. – Kluczowe jest kilkanaście pierwszych godzin od ukąszenia, bo największe ryzyko zakażenia występuje w tej fazie picia krwi. To wtedy może bowiem dojść do transmisji zarazków – tłumaczy dr n. wet. Tomasz Nowak z Praktyki Weterynaryjnej My Pet. – Choroby, jakie mogą dotknąć ugryzionego czworonoga, to między innymi borelioza, piroplazmoza, hepatozoonoza, hemobartoneloza, porażenie pokleszczowe, ehrlichioza czy anaplazmoza. Niestety większość z nich jest niezwykle groźna, a często śmiertelna – dodaje. Sytuacja jest niebezpieczna również ze względu na to, że kleszcze stanowią zagrożenie nie tylko dla pupili, ale potrafią się też przemieszczać i zmienić żywiciela na przykład na człowieka.   Pomóc schroniskom i dołączyć do akcji „Ratuj!” może każdy i to w błyskawiczny sposób – wystarczy wejść na platformę www.dlaSchroniska.pl, przez którą już od niemal dwóch lat bezdomne zwierzaki można wspierać przez internet. – Teraz dzięki tej stronie każdy może odpowiedzieć na apel schronisk i ufundować potrzebne środki odstraszające pasożyty lub podarować nawet bardzo drobną kwotę na akcję „Ratuj!” – tłumaczy Michalina Zabłocka z Fundacji NaszeZoo.pl. Na www.dlaSchroniska.pl można nie tylko kupić konkretne produkty, ale także wskazać placówkę bądź fundację, a nawet psa lub kota, do którego zostaną one następnie dostarczone. – Takie akcje udowadniają nam, na jak ogromne serce i pomoc ze strony miłośników zwierząt możemy liczyć. Warto jednak mieć świadomość, że potrzeby schronisk nie maleją praktycznie przez cały rok. Dlatego zachęcamy do odwiedzania platformy www.dlaSchroniska.pl nie tylko teraz, ale także do regularnego obdarowywania zwierzaków. Takie działanie to dla większości z nas tylko drobny wydatek, ale już dla czworonogów ogromne wsparcie – podsumowuje Michalina Zabłocka.   W apelu „Ratuj!” udział bierze 20 schronisk i fundacji z całej Polski. W naszym województwie o wsparcie proszą Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Koszalinie oraz Fundacja Przyjaciele Czterech Łap z Nowogródka Pomorskiego.    ...
 

W Koszalinie pojawią się zdroje

14 Maj 2016 godz. 14:14 Robert Kuliński
 

Noc Muzeów czyli kultura w cieniu rożna

15 Maj 2016 godz. 4:15 Robert Kuliński
Niewiele jest dni w roku, w których do późnej nocy ulice Koszalina tętnią życiem. Noc Muzeów, już po raz dziesiąty okazała się być doskonałym pretekstem dla mieszkańców naszego miasta, aby sobotni wieczór spędzić inaczej niż zwykle. Koszalin tętnił "pełnią życia". To walor, który trudno przecenić. W końcu głównym założeniem imprezy jest promowanie kultury, sztuki i historii.   Muzeum z wojami i smalcem   Trafiłem na dziedziniec Muzeum w Koszalinie, gdzie już kilka minut przed oficjalnym otwarciem kłębił się tłum. Rowerzyści w obcisłych kombinezonach, rodziny z dziećmi, a wśród nich kolorowi artyści uliczni. Nad prawdziwą chmarą ludzi górowali szczudlarze.   W samym środku placu, swój obóz rozstawili wojowie. Panie i panowie z poznańskiej drużyny Jantar postarali się o średniowieczny wygląd i wystrój swojego stanowiska. Po szybkiej inscenizacji przekazania aktu lokacyjnego Koszalina, widzowie rozpierzchli się po zakamarkach placu odnajdując różne atrakcje. Dało się słyszeć podniesione głosy, okrzyki dzieci. Dorośli zajmowali się planowaniem dalszego zwiedzania, a młodsi oddawali się np. sztuce kaligrafii lub podejmowali próbę spaceru po linie. Część utworzyła liczną kolejkę przy wejściu do muzeum.   Szybko zrobiło się jarmarcznie. Poszły w ruch pajdy chleba ze smalcem, a najmłodsze maluchy zaczęły domagać się od rodziców zakupu kolorowych balonów z helem. Postanowiłem udać się na przejażdżkę bezpłatną linią MZK w inne miejsce. Może tam nie dopadnie mnie „festyniarstwo”?   Jedziemy!   Autobus nie wypełnił się po brzegi. Może z 15 osób postanowiło skorzystać z podwózki do innych miejsc, gdzie odbywa się Noc Muzeów. Część ludzi postanowiła zajrzeć do Izby Pamięci Straży Granicznej, jednak większość najwyraźniej tak jak i ja, powodowana ciekawością, kontynuowała blisko 40 minutową podróż do samego Jamna. Tam pojawił się nowy element w ofercie nocy muzeów - najprawdziwsza Izba Jamneńska. Najprawdopodobniej jest to zalążek planowanego przez dyrektora Muzeum w Koszalinie skansenu.   Moją uwagę przykuł około jedenastoletni chłopiec, który z wielką ciekawością studiował rozpiskę Nocy Muzeów. Norbert, bo tak miał na imię, cieszył się, że wraz z rodzicami będzie mógł zobaczyć wiele miejsc, do których na co dzień nie ma wstępu.   Zostać w Jamnie to tak trochę słabo   Autobus toczył się zwinnie, jednak meta naszego rajdu okazała się być gorzkim zderzeniem z rzeczywistością. Dotarliśmy do Jamna około dziesięć po siódmej. Kierowca przez mikrofon oznajmił: „Izba Jamneńska. Drodzy państwo od razu mówię. Wyjeżdżam piętnaście po, a następny autobus będzie tutaj za godzinę”. Norbert wybiegł z autobusu poganiając rodziców: „Mamy tylko pięć minut”.   Także podjąłem wyścig z czasem. Udało mi się wpaść do środka, zobaczyć, że Izba Jamneńska to klitka zagracona wszystkim tym, co jest już przeżytkiem. Przy wejściu po lewej stronie dumnie stała maselnica, a w głębi można było zobaczyć nieelektryczną maszynę do szycia, chyba „Singer”. Nie było czasu na studiowanie, bo autobus zaraz odjeżdżał...   Po powrocie do Muzeum zapytałem Norberta jak mu się podobało. - Za mało czasu było. Szkoda też, że to takie małe. Z tyłu jest jeszcze kościół do zwiedzania, ale trzeba było wracać, bo zostać w Jamnie, to tak trochę słabo.     Pod hasłem „Stoimy w miejscu”   Zdając sobie sprawę z tego, że "Noc" ma całą masę rozmaitych atrakcji dziarskim krokiem w słabnących pomału promieniach słońca, udałem się pieszo wzdłuż ul. Młyńskiej. Spotkałem Karolinę z mężem i synem. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że cała trójka ma już za sobą wycinek koszalińskiej Nocy Muzeów, m.in. w Archiwum Państwowym. - Ogólnie nam się podobało – mówi Karolina. - Tylko co roku jest to samo, nic się nie zmienia. Trochę to smutne, bo mamy siedemset pięćdziesięciolecie Koszalina pod hasłem „Stoimy w miejscu”.     Projektownia   City Box wypełnił się na nowo sztuką i dizajnem młodych. Przed budynkiem trwały rozgrywki wielkoformatowej gry „Koszalin MD”. Przy wejściu Cukin w twórczym amoku, ze sprayem w dłoni tworzył kolejne dzieło. W samej galerii nie było zbyt tłoczno, ale co chwila grupki kolejnych zwiedzających przekraczały próg „klocka”.   Z zainteresowaniem obejrzałem to co pokazał Druklin i Dobry Sztos. Intrygujące były też fotografie otworkowe Śmigielskiego. Ciekawe prezentowały się również projekty odzieży, m.in. Katarzyny Koperkiewicz. Pieprzu dodały: makieta spalonego ratusza i świeżo namalowany obraz Cukina. Dzieło można potraktować jako sygnał od młodych wysłany do włodarzy miasta, którzy jak się dowiedziałem, byli obecni podczas otwarcia Projektowni. Płótno wypełnia namalowany kontener na śmieci, z którego wystaje szczurzy ogon. Niby nic, gryzonie często buszują w śmieciach szukając kalorycznych resztek. Tylko ten kontener opatrzony jest napisem „Pełnia życia”.     Archiwalny karabin   Nie mogłem pominąć atrakcji przygotowanych przez pracowników Archiwum Państwowego. Ubiegłoroczna edycja Nocy Muzeów w tej instytucji została nagrodzona przez prezydenta miasta, jako Najlepsze Wydarzenie Kulturalne 2015. Czy i tym razem impreza przyczyni się do powtórzenia tego sukcesu archiwistów?   Już na Placu Teatralnym usłyszałem serię z karabinu maszynowego. Przy samym wejściu na dziedziniec Archiwum zauważyłem parę emerytów, która żywo dyskutuje. Pani Maria i Pan Ireneusz mieli odrębne opinie co do imprezy.   - Jest tutaj dużo ciekawych rzeczy do zobaczenia, ale to wszystko jest nie do końca opisane – mówi Pani Maria. - Widziałam np. dokumenty i projekty jakiejś willi na Piłsudskiego, ale nie napisali, czy ona jeszcze stoi, czy już jej nie ma. Ale jak dla mnie to zupełnie nie potrzebny jest ten jarmark.   - Co ty mówisz? To jest dodatek, piknik rodzinny – wtrąca Pan Ireneusz. - Historię masz opisaną. Na murze wisiała cała rozpiska. Ciągle narzekasz, że co roku jest to samo. A co ty byś chciała, żeby było coś nowego, przecież archiwum zajmuje się historią. To co mają nową historię Koszalina dopisać?   - Powiem panu, że chciałabym sobie tam pochodzić i pooglądać, ale mi przeszkadza ten smród kiełbasy, smalcu i popcornu. I jeszcze te wrzeszczące dzieci – kontynuuje Pani Maria. - Kto w ogóle wymyślił ten karabin? Przecież aż głowę urywa.   Zapytałem więc moją rozmówczynię, jak według niej powinna wyglądać Noc Muzeów w Archiwum. Dlaczego forma rodzinnego pikniku, jak o określił to jej małżonek, nie jest odpowiednia? - Powinno być spokojnie, żeby móc skupić się na tym, co faktycznie może być interesujące. Nie znoszę jarmarków. Jak człowiek wychodzi na dwie, trzy godziny z domu, to nie musi od razu się obżerać – odpowiedziała.   Przekroczyłem progi Archiwum i moim oczom ukazał się plac dosłownie napchany ludźmi. Faktycznie woń popcornu i smalcu wymieszały się w powietrzu tworząc bardzo nieprzyjemny zapach. Serie z karabinu prezentowanego przez rekonstruktorów, cięły powietrze takim hukiem, że zagłuszały gwar.   Trafiłem na finał konkursu „Smakowity bochenek”, sztandarowej atrakcji Nocy Muzeów w Archiwum. Od trzech lat konkurencja rodem z koła gospodyń wiejskich, wzbudza wielkie zainteresowanie koszalinian. Nagrodę główną, czyli 300 zł otrzymała Elżbieta Nakielska.   Wodna ostoja spokoju   Zostawiając Archiwum  udałem się w miejsce, które zaskoczyło mnie swoją prostotą i spokojem. Muzeum Wody Miejskich Wodociągów i Kanalizacji przy ul. Żwirowej zachwyca malowniczym otoczeniem. Sam budynek z historyczną ekspozycją, to prawdziwa perełka architektury industrialnej. Czerwony, ceglany bloczek, kryje w sobie zaskakujące relikty historii, jak fragmenty pierwszego wodociągu Koszalina. Ponad 300 lat temu drewniane rury transportowały wodę z samej Góry Chełmskiej na Rynek Staromiejski.   Właśnie kończyła się akcja zbierania listów dla potomnych, które następnie trafiły do szklanej butli. Naczynie zostało komisyjnie zakopane w ogródku, tuż obok murów muzeum. Mieszkańcy miasta wciąż przybywali i byli zachwyceni tym co mogli zobaczyć. Kameralne, ale przez to przytulne muzeum okazało się być ostoją spokoju.     O wyższości rożna nad sztuką   Jaki jest Koszalin w Noc Muzeów? Miasto faktycznie się ożywia. Nagle okazuje się, że jednak "ktoś" tu mieszka. "Coś" się w nim dzieje. Można się skrzywić na  ludyczność oferty. Można i nawet trzeba, ale z drugiej strony po co? Skoro niezrozumiały performance oburza kwotą 1200 zł dla artystki, to jaki sens szarpać się o powszechnie akceptowany rożen.  ...
 

Przemoczeni, ale szczęśliwi

15 Maj 2016 godz. 15:37 Robert Kuliński
Ulicami miasta przeszedł Marsz dla Życia i Rodziny, którego hasłem było „Każde życie jest bezcenne”. Pomimo niesprzyjającej aury, uczestników nie opuszczał dobry humor. Pochód tradycyjnie ruszył spod kościoła Ducha Świętego. Po drodze z głośników wybrzmiewały piosenki dziecięce oraz hasła typu: „Zawsze i wszędzie, rodzina za życiem będzie”. Na czele kolumny maszerowali Rycerze Jana Pawła II. Nad głowami uczestników powiewały balony i łopotały przemoknięte parasole. Pochód zakończył swój bieg na Rynku Staromiejskim.     Tym razem zabrakło sztandarów Obozu Radykalno – Narodowego, choć radykalizm środowiska przejawiał innymi elementami. Chodzi o akcję zbierania podpisów pod obywatelską inicjatywą „Stop aborcji”, która zakłada likwidację wszelkich wyjątków zezwalających na przerwanie ciąży. Projekt ma także zapisy mówiące o karach dla kobiet, które dokonają aborcji. W asortymencie jest nawet możliwość pozbawienia wolności.     Ponieważ przemarsz odbywał się w strugach deszczu, wolontariusze zbierali podpisy dopiero pod City Boxem. Jedną z pierwszych osób, które ochoczo wsparły inicjatywę swoim nazwiskiem i peselem, był Kazimierz, taksówkarz z Koszalina. - Życie jest najważniejsze – mówi. - Podam panu przykład. Powszechnie się uważa, że dziecko z gwałtu należy usunąć - zabić. Mam kuzynkę, która wyjechała do Stanów i tam zgwałcił ją murzyn. Brat zabronił jej usunąć ciążę pomimo tego, że była zaręczona i czekała, aż jej narzeczony do niej dojedzie. Była w bardzo trudnej sytuacji. Wie pan co? Urodziła to dziecko. Ma teraz tego murzynka i więcej dzieci nie posiada, bo okazało się, że jej obecny już mąż jest bezpłodny – kończy swoją opowieść.     Młoda wolontariuszka z uśmiechem zachęcała do składania podpisów. Jest mocno zaangażowana, choć dopiero pierwszy raz bierze udział w Marszu dla Życia i Rodziny. - Wcześniej słyszałam o tym przedsięwzięciu, ale dopiero w tym roku udało się do niego dołączyć - wyjaśnia Monika Cychowska z katedralnej Oazy. - Z racji tego, że działam w Oazie, właśnie zbierając podpisy pod projektem ustawy zakazującym aborcji, uznałam że to mój obowiązek, aby dziś tutaj być. Jestem za ochroną życia od poczęcia do śmierci, bez wyjątku.     Dla młodej Moniki rodzina jest bardzo ważna – Jest dla mnie na pierwszym miejscu, co prawda zaraz po Panu Bogu. Rodzina to wspólnota, która jest z nami od samego początku, do samego końca.     Niektórych marsz pobudził do głębokich refleksji. – Myślę, że dzisiejsze wydarzenie ma duże znaczenie dla nas - katolików – tłumaczy Szymon, leśnik i rolnik spod Koszalina.- Jako jeszcze kawaler zastanawiałem się nad tym, że oczywiście wygodnie się żyje samemu. Ale dzisiaj podczas tego ciężkiego przemarszu w deszczu, na powrót do mnie dotarło, że to jest piękne, to życie rodzinne. Poza tym zawsze staję w obronie wartości chrześcijańskich. Życie jest piękne i ważne od samego poczęcia - dodaje. - Podpis pod ustawą złożyłem już wcześniej w kościele. Popieram tę inicjatywę ponieważ papież Jan Paweł II powiedział, że: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości.”. Nie możemy się skupiać na ludzkich aspektach, bo jeśli głowa kościoła tak mówi, to jest w tym sens. Jeżeli nie będziemy brać sobie do serca wskazówek z góry, to ten naród się rozpadnie. Mogą sobie krzyczeć ci wszyscy kodowcy i inni sponsorowani przez zachód. Jeśli my chrześcijanie, przyjmiemy ten głos z góry i będziemy bronić Boga, to on nam pomorze w podniesieniu ojczyzny. Obietnica Maryi mówi o tym, że Polska będzie wywyższona w świętości i wielkości. Musimy tylko głosić wartości chrześcijańskie.     Na scenie City Boxu odbył się także spektakl spektakl pt. „Czerwone spodenki” w wykonaniu wychowawców z Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno- Wychowawczego w Gudowie k. Drawska Pomorskiego. Sztukę napisała jedna z terapeutek ośrodka Małgorzata Rudnicka, a wyreżyserował ją aktor Jarosław   Boberek. Na scenie zaprezentowali się wychowawcy i terapeuci ośrodka. Sztuka dotyczyła autyzmu.   Po podziękowaniach uczestnicy marszu rozeszli się domów. ...
 

Urodzinowy weekend Koszalina

20 Maj 2016 godz. 10:05 Robert Kuliński/ fot. www.polskieradio.pl
Nadchodzący weekend będzie pełen atrakcji. Dni Koszalina upłyną podczas jubileuszowej fety z okazji 750 – lecia naszego miasta.   20 maja (piątek) 10:00 – 15:00 – Olimpiada sportowa dzieci i młodzieży szkolnej w lekkoatletyce – stadion „Bałtyk”; 10:30 – „Festiwal Radości” – Przedszkolaki Miastu – stadion „ABC”; 11:00 – Otwarcie wystawy z okazji 750-lecia Koszalina „Podróż przez wieki – śladami koszalińskich ksiąg” – Galeria Region w KBP; 11:30 – Promocja monografii „Dzieje Koszalina” – Koszalińska Biblioteka Publiczna; 12:00 – 13:00 – Promocja gry planszowej o Koszalinie – „Zabawa dla Seniora i Juniora” – City Box; 12:00 – 16:00 – Dzień Godności Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną „Niepełnosprawni dla Koszalina” – Rynek Staromiejski; 16:00 – XLV Konkurs Malarstwa Ściennego Dzieci i Młodzieży – most pod ul. Zwycięstwa/most pod ul. Młyńską; 18:00 – Wystawa pt. „Franciszek Starowieyski (1930–2009). Przyjaźnie Paryskie 1683–1693” – Bałtycka Galeria Sztuki, CK105; 18:30 – Koncert – „Z Carnegie Hall do Koszalina” – z Orkiestrą Filharmonii Koszalińskiej wystąpią: Wojciech Szymczewski (fortepian), Bartosz Kołaczkowski (fortepian) oraz Bartosz Żurakowski (dyrygent). Koncert biletowany – Filharmonia Koszalińska;   21 maja (sobota) 9:00 – „750 rowerów na 750-lecie miasta” – rajd rowerowy – inauguracja przedsięwzięcia realizowanego przez Koszalińskie Stowarzyszenie Rowerowe „Roweria” – Rynek Staromiejski; 10:00 – Zawody Strzeleckie o Puchar Prezydenta Miasta Koszalina – Strzelnica Kryta UNIA sp. z o.o. ul. Szczecińska 25 a; 10:00 – 14:00 – „Bądźmy zdrowi – jedna kropla krwi prawdę powie Ci” – 750 przebadanych mieszkańców na 750-lecie miasta – Rynek Staromiejski; 11:00 – „Obóz Historyczny” – miasteczko rycerskie przy murach obronnych przygotowane przez Koszalińską Kompanię Rycerską, ul. Młyńska; 11:00 – 11:25 – „Nadanie aktu lokacyjnego” – widowisko – Rynek Staromiejski; 11:30 – 17:00 – Festyn. W programie: warsztaty plastyczne, atrakcje dla dzieci, kiermasz: stoiska gastronomiczne, usługowe, twórcy ludowi, produkty regionalne – Rynek Staromiejski; 11:30 – 17:00 – Festiwal Organizacji Pozarządowych. W programie: pokaz psów rasowych, model balonu powietrznego, nauka gry w futbol amerykański, występy muzyczne, badania profilaktyczne, porady prawne i dużo więcej – Rynek Staromiejski; 11:30 – Rozstrzygnięcie konkursu na projekt znaczka pocztowego „Koszalin – Moje Miasto” połączone z atrakcjami dla dzieci – Rynek Staromiejski/Poczta Polska; 12:00 – 18:00 – Darmowe przejazdy „ciuchcią” – na trasie Rynek Staromiejski – tereny podożynkowe – Rynek Staromiejski; 17:30 – Wspólne zdjęcie mieszkańców Koszalina – tereny podożynkowe; 17:30 – Koncert: Ray Wilson Genesis Classic Orchestra, Kasia Cerekwicka, Mr. Zoob, Yaro & Kasia Klich, Zosia Karbowiak z zespołem, Wiktoria Wizner – tereny podożynkowe; 22:50 – Pokaz laserowy – tereny podożynkowe;   22 maja (niedziela) 9:30 – 10:00 – Występ Orkiestry Morskiego Oddziału Straży Granicznej, połączony z pokazem musztry paradnej Kompanii Reprezentacyjnej Straży Granicznej z Nowego Sącza z okazji 25-lecia utworzenia Straży Granicznej – Rynek Staromiejski; 10:00 – 15:00 – „Bieg Wenedów” – półmaraton – trasa: Młyńska, Zwycięstwa, Armii Krajowej, Monte Cassino, Piłsudskiego, Piastowska, Młyńska; 11:00 – 17:00 – Festyn. W programie: warsztaty plastyczne, atrakcje dla dzieci, kiermasz: stoiska gastronomiczne, usługowe, twórcy ludowi, produkty regionalne – Rynek Staromiejski; 15:15 – 16:45 – „Strefa bębnów” – warsztaty prowadzone przez członków zespołu Foliba – Rynek Staromiejski; 16:45 – 17:15 – Wspólne granie na bębnach z Korpusem perkusyjnym CK105 – Rynek Staromiejski; 17:15 – 18:15 – Koncert zespołu Foliba – grupy odnajdującej korzenie w transowym brzmieniu afrykańskiej muzyki perkusyjnej - Rynek Staromiejski; 19:00 – Msza w intencji mieszkańców – Katedra; 20:00 – „Wesele Jamneńskie” – widowisko – amfiteatr;       Ci , którzy wolą spędzić weekend w klubie przypominamy o ofercie Trokadero. Ekipa lokalu tradycyjnie zaprasza na dwa dni (20-21 maja – czyli piątek i sobota) imprez tanecznych. Dla dobrej zabawy przygotowany został obszerny zestaw promocji. Nie zabraknie także największych przebojów serwowanych przez DJ - a Daro. Piątek jak zwykle, będzie atrakcyjny dla wszystkich pań, gdyż obowiązuje hasło „Ladies night", czyli przez całą noc przedstawicielki płci pięknej wejdą do klubu za darmo. Natomiast w sobotę, do22:00, wstęp gratis dla obydwu płci....
 

Koszalin bez Pierwszej Komunii Św.

18 Maj 2016 godz. 4:50 Ala, fot. Piotr Walendziak
- Od razu sprostuję, W tym roku Pierwszej Komunii Świętej nie będzie nie tylko w Koszalinie, ale w całej diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej – wyjaśnia ks. dr Radosław Mazur, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Biskupiej. Poczta Polska wie jednak lepiej, i zachęca w swoich punktach do zakupu m.in. “Pamiątek Pierwszej Komunii Św.”… 8 marca 2010 roku zakończyła się druga kadencja Ks. Abpa Kazimierza Nycza na stanowisku Przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski. W tym dniu Konferencja Episkopatu Polski podjęła dwie ważne uchwały, odnoszące się do katechezy: zatwierdziła znowelizowany tekst "Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce" oraz  powołała na stanowisko Przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego Ks. Bpa Marka Mendyka. – Zmiana podstawy programowej katechezy spowodowała, że I Komunię Św. przyjmują obecnie uczniowie  nie jak dotychczas klas drugich, a  trzecich. Ta zmiana w całym kraju dokonuje się sukcesywnie i trwa już od dwóch lat. Nasza  diecyzja na ten swoisty “przeskok” zdecydowała się w tym roku – dodaje ks. Mazur.  Skąd to zamieszanie? W Pierwszych Komuniach “namieszała” rządowa reforma obniżająca wiek szkolny. Od 1 września 2014 r. objęła ona  wszystkie dzieci 7-letnie (rocznik 2007) oraz dzieci 6-letnie, urodzone w okresie od 1 stycznia do 30 czerwca 2008 r. Skoro tak, to idąc starym tokiem, do Pierwszej Komunii Świętej w klasie drugiej przystępowałyby dzieci 8- i już 7-letnie.  O tym zdaje się przeskoku zapomnieli pracownicy Poczty Polskiej, którzy w tym roku zdecydowali się powiększyć swoją ofertę handlową o m.in. "Pamiątki Pierwszej Komunii Świętej"...  ...