Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Programowanie - dobre zarobki i coś jeszcze…

2018-02-09 12:39:00 Ekoszalin z mat. informacyjnych
Rynek pracy nie nadąża za dynamicznie rozwijającymi się sektorami gospodarki opartymi na nowych technologiach. Zapotrzebowanie na programistów na świecie niezmiennie rośnie, a również w Polsce z rekrutacją kadr firmy mają coraz większy problem, bo nie jest łatwo wypełnić lukę szacowaną na 30-50 tysięcy specjalistów IT. Nie dziwi więc wysoki poziom wynagrodzeń w tym obszarze. Według danych firmy Antal zebranych w „Raporcie płacowym 2017”, specjalista IT w Polsce w 2017 r. średnio zarabiał 12,6 tys. zł brutto, czyli o 16 proc. więcej niż w 2016 r.

Oczywiste jest zatem, że warto zostać programistą, bo to gwarancja pracy, dobre zarobki, możliwość rozwoju i realizowania ciekawych projektów. Pracodawcy starają się przyciągać programistów oferując atrakcyjne pieniądze, jednak dla młodych ludzi sama pensja to nie wszystko.

 

Millenialsi, a także przedstawiciele pokolenia Z, pragną czegoś więcej - samorealizacji, spełnienia, dzielenia się swoimi umiejętnościami, a nade wszystko poczucia wartości i sensu swojej pracy. Dla młodych ludzi istotne jest poczucie wpływu na otaczający ich świat - chcą być częścią biznesu odpowiedzialnego  i wrażliwego społecznie. Jednak niewiele osób zauważa, że umiejętność programowania pozwala połączyć te oczekiwania - dając możliwość pomagania innym w nietypowy, ale bardzo przydatny sposób.

 

Zamiłowanie do nowoczesnych technologii może przynosić realne korzyści i odpowiadać na realne potrzeby. Takie jak pomoc osobom niewidomym w poruszaniu się komunikacją miejską. Z tym wyzwaniem postanowił zmierzyć się Rafał Stępień, wtedy jeszcze student informatyki stosowanej na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, a obecnie mentor szkoły programowania Codecool. Opracował on prostą w działaniu aplikację dla osób niewidomych, informującą o numerze linii nadjeżdżającego autobusu. Technologia opiera się na systemie beaconów - niewielkich czujników, umieszczonych w autobusach, które są rozpoznawane przez aplikację. Gdy autobus zbliża się do przystanku, osoba niewidoma otrzymuje stosowną informację głosową, a dodatkowo umieszczona na nadgarstku opaska wibruje. System był już testowany w krakowskim MPK i spotkał się z dobrym przyjęciem przez osoby niewidome, stanowiąc znaczne ułatwienie w poruszaniu się po mieście.

 

„Zależało mi, by zrobić coś pożytecznego, coś co pomoże ludziom, a nie trafi do szuflady. Dzięki zastosowaniu tanich i łatwo dostępnych urządzeń, udało mi się stworzyć przystępne cenowo rozwiązanie. Sama aplikacja jest całkowicie darmowa i dostępna dla każdego posiadacza telefonu z systemem Androidlub iOS” - mówi autor aplikacji - „Teraz, jako mentor w szkole programowania Codecool, staram się pokazywać moim studentom szerokie możliwości świata IT. Ta praca daje mi szansę na połączenie programowania z chęcią pracy z drugim człowiekiem.”

 

Być może zainspirowana przykładem swojego mentora, grupka młodych ludzi uczących się programowania w Codecool, wygrała Hackathon realizowany pod hasłem „For better communities”, czyli dla lepszej społeczności. Zwycięski pomysł opierał się na stworzeniu aplikacji łączącej potencjalnych dawców krwi z osobami potrzebującymi. Dzięki niej o wiele prościej można uzyskać informacje i nawiązać kontakt z osobami, które gotowe są podzielić się takim bezcennym skarbem, jak krew rzadkiej grupy.

 

Również przekazywanie wiedzy i nauka programowania może mieć charakter wartościowego wsparcia. Praktycy programowania - mentorzy, mają coraz więcej możliwości, by angażować się w akcje społeczne i dzielić swoją wiedzą i doświadczeniami, np. biorąc aktywny udział w takich projektach jak Szkoła 3.0 realizowanym przez Fundację Sarigato. Jego ideą jest uczenie programowania dorastającej młodzieży z domów dziecka, by ułatwić im start w dorosłe życie i w ten sposób pomóc w znalezieniu pracy. Do tej pory indywidualne wsparcie otrzymało blisko 50 młodych ludzi.

 

„Umiejętność programowania daje wiele satysfakcji, gdy pomysł, który do tej pory istniał wyłącznie w naszej głowie, możemy przekuć na gotowe, działające rozwiązanie. To daje poczucie sprawczości i stanowi o atrakcyjności tego zawodu” - mówi Jerzy Mardaus, dyrektor regionalny Codecool. „Codzienna praca w Codecool to nie nudne wykłady i teoria, ale konkretne, praktyczne działania i rozwiązywanie problemów pod okiem doświadczonych programistów. Cieszę się, że nasi studenci i mentorzy szukają pomysłów jak rozwiązywać problemy, również te wykraczające poza świat biznesu.”

 

Zaangażowanie w tworzenie podobnych rozwiązań potwierdzają wyniki wielu badań społecznych i socjologicznych, mówiących, że poczucie sensu pracy, wartości etyczne i pozytywny wpływ na otaczający nas świat, są istotnym motywatorem dla przedstawicieli młodych pokoleń. Ważne jest nie tylko co robią, ale przede wszystkim jak ich praca przekłada się na codzienne życie.

 

Aplikacje mobilne, internet of things, rozszerzona i wirtualna rzeczywistość, czy sztuczna inteligencja coraz śmielej wkraczają do naszego życia. Dla programistów przyszłość zdaje się być wyjątkowo atrakcyjna, a możliwości pomagania innym są praktycznie nieograniczone.

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

ME: Złota sztafeta z Małgorzatą Hołub-Kowalik w składzie

11 Sierpnia 2018 godz. 20:17 Art za PZLA, fot. foto: Marek Biczyk/PZLA
Justyna Święty-Ersetic polską królową mistrzostw Europy! W sobotę dokonała czegoś niesamowitego – w przeciągu 1,5 godziny wygrała bieg na 400 metrów oraz przyprowadziła na pierwszym miejscu reprezentacyjną sztafetę. Trzeci z rzędu złoty medal mistrzostw Europy na 800 metrów zdobył Adam Kszczot. Podopieczna Aleksandra Matusińskiego wyraźnie zapowiadała, że do Berlina przyjechała z jasnym celem, czyli zdobyciem medalu w rywalizacji indywidualnej. Raciborzanka dodawała także, że stać ją na uzyskanie wyniku poniżej 51 sekund, a rezultat na poziomie 50.80 może dać złoto. Jak się okazało nie dał – ale to nie przeszkodziło Polce w triumfie, bo pobiegła po prostu zdecydowanie szybciej. Chociaż na ostatnia prostą wybiegła trzecia to po wspaniałym pościgu wyprzedziła w kratach Greczynkę Marię Belimbasaki i złoto okrasiła fenomenalnym rekordem życiowym 50.41. To nie tylko drugi wynik w historii polskiej lekkoatletyki (szybciej biegała jedynie śp. Irena Szewińska), ale także najlepszy rezultat w Europie w tym sezonie! -Niebywale się cieszę, że jutro pierwszy raz w karierze wysłucham Mazurka Dąbrowskiego. Walczyłam do samego końca i spełniłam moje marzenia. Natomiast ciągle nie dociera do mnie, że szybciej niż ja biegała tylko pani Irena Szewińska. – mówiła po biegu Święty-Ersetic, która po przekroczeniu mety wpadła w ramiona swojego męża, czołowego polskiego zapaśnika. Do 2018 roku Polska miała w dorobku tylko jeden medal w kobiecym biegu na 400 metrów. Dokładnie 40 lat temu na stadionie w Pradze po brąz – ostatni indywidualny krążek w karierze – sięgnęła Irena Szewińska. Warto jeszcze dodać, że Święty-Ersetic wyprzedziła w polskich tabelach historycznych Genowefę Błaszak, która wynik 50.70 uzyskała… na stadionie olimpijskim w Berlinie w roku 1985. Piąta w finałowym biegu na 400 metrów, z wartościowym rekordem życiowym 51.24, była Iga Baumgart-Witan. Program mistrzostw Europy przewidywał, że niewiele ponad godzinę po finale biegu na 400 metrów rozegrana zostanie ostateczna walka o triumf w sztafecie. Mimo interwencji nie udało się zmienić planu minutowego i nasze świetne zawodniczki miały bardzo mało czasu na regenerację. Po finale indywidualnym Justyna Święty-Ersetic była tak zmęczona, że głośno zastanawiała się czy w ogóle pobiegnie w sztafecie. Pobiegła. I razem z Małgorzatą Hołub-Kowalik, Igą Baumgart-Witan oraz Patrycją Wyciszkiewicz dokonała czegoś niesamowitego! Przed ostatnią zmianą biało-czerwone były liderkami - świetnie od zawodniczek z nad Sekwany uciekła Wyciszkiewicz. Wymęczona biegiem indywidualnym Święty relatywnie sszybko została jednak doścignięta i wyprzedzona przez Francuzkę. Polka – jak przyznała później – kontrolowała bieg na telebimie i nie dała uciec rywalce. Odparła atak i wyprowadziła polski zespół ponownie na pozycję liderek. Na metę wpadła niebywale szczęśliwa i zmęczona. Złoto Polki wywalczyły uzyskując 3:26.59.  - Nie dociera do mnie, że jestem podwójną mistrzynią Europy. Powiem szczerze, że idąc na sztafetę nie byłam pewna czy jestem gotowa. – przyznała Justyna Święty-Ersetic. Polki otrzymały przed biegiem od organizatorów złotą pałeczkę. Małgorzata Hołub-Kowalik przyznała, że odebrała to jako pewne przeznaczenie. Iga Baumgart-Witan wspomniała natomiast po zejściu z bieżni słowa Aleksandra Matusińskiego, który powiedział jej, że bez niej sztafeta nie pobiegnie. Wszystkie panie dziękowały też rezerwowym, które pobiegły w eliminacjach – Martynie Dąbrowskiego i Natalii Kaczmarek. To pierwszy w historii polskiej lekkoatletyki złoty medal damskiej sztafety 4x400 metrów w mistrzostwach Europy. Ostatnio biało-czerwone na podium stały w 2006 roku, wtedy – podobnie jak w 1974, 1986 oraz 2002 – zdobyły brąz. Tymczasem wspaniałej historii polskiego biegu na 800 metrów nie przestaje tworzyć profesor tego dystansu, czyli Adam Kszczot. Kolejny rozdział – zatytułowany „Berlin 2018” – napisany został złotymi zgłoskami. Na bieżni Olympiastadion Polak nie dał uciec Francuzowi Pierre-Ambroise Bosse, który w pewnym momencie oderwał się od stawki. Kszczot dogonił rywala, wyprzedził i wypracował sobie bezpieczną przewagę. Na mecie zameldował się blisko pół sekundy przed pozostałymi biegaczami. Uzyskał 1:44.59, najlepszy wynik w sezonie, i zdobył trzeci z rzędu złoty medal mistrzostw Europy. Sztuki tej nie dokonał wcześniej żaden inny specjalista od biegu na 800 metrów. - Bardzo fajnie jest być trzeci raz złotym medalistą mistrzostw Europy. Ale to były bardzo wymagające mistrzostwa, naprawdę wyrównany poziom. Lekko nie było. Nie ma co ukrywać, każdy kolejny złoty medal przychodzi trudniej. – mówił po zejściu z bieżni Adam Kszczot. Mistrz Europy przyznał także, że jest bardzo dumny z postawy dwóch swoich kolegów z reprezentacji, którzy finiszowali tuż za nim.  Fenomenalną walkę o medal stoczył za plecami Kszczota oraz drugiego na mecie Andreasa Kramera (Szwed rok temu w Bydgoszczy był mistrzem Europy do lat 23) Michał Rozmys. Tuż przed linią mety dogonił Bosse, ale zajął ostatecznie czwarte miejsce. Osiągając rezultat 1:45.32 (rekord życiowy) brąz przegrał zaledwie o 0.02 sekundy. Debiutujący na tak wielkiej imprezie Mateusz Borkowski do mety dobiegł tuż za Rozmysem. Podopieczny Stanisława Jaszczaka wyśrubował rekord życiowy od poziomu 1:45.42. Rozmys i Borkowski przesunęli się odpowiednio na ósme i dziesiąte miejsce w polskich tabelach historycznych. Piąte miejsce w finale zajęła męska sztafeta 4x400 metrów: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Kajetan Duszyński. Polacy uzyskali czas 3:02.27. Być może wynik byłby lepszy gdyby nie Brytyjczyk, który zabiegł drogę Rafałowi Omelce, wyraźnie wytrącając naszego zawodnika z rytmu. Po biegu biało-czerwoni nie kryli żalu. - Przyjechaliśmy tutaj po medal, a kończymy na piątym miejscu. To nasza porażka. - mówił Łukasz Krawczuk. Konkurs skoku wzwyż nie rozegrał się po myśli Sylwestra Bednarka. Mający doskonałe wspomnienia z Berlina Polak najpierw w pierwszej próbie zaliczył 2.19, ale później męczył się na 2.24 pokonują tą wysokość dopiero w trzecim skoku. Niestety to był koniec dobrych prób naszego zawodnika, trzy strącenia na 2.28 przesądziły o ostatecznie siódmym miejscu Bednarka. Po zejściu ze stadionu zawodnik Rudzkiego Klubu Sportowego przyznał, że nie do końca wie czego dziś zabrakło.  - Chyba nie jestem w tym sezonie oskakany na takich wysokościach jak 2.28. W treningu wszystko wyglądało dobrze, ale to się nie przekłada na moje wyniki. – powiedział Bednarek. Jednym z najbardziej efektownych wydarzeń soboty był w Berlinie finał biegu na 5000 metrów. Imponujący sukces odniósł w nim Jakob Ingebrigsten. Norweg, który wczoraj zwyciężył Marcina Lewandowskiego na dystansie 1500 metrów, dziś został mistrzem Europy na "piątkę" i czasem 13:17.06 ustanowił rekord Europy do lat 20. Drugi na mecie był jego starszy o 9 lat brat Henrik.  Przed ostatnim dniem mistrzostw Europy Polska z dorobkiem dziewięciu medal (6 złotych, 3 srebrne) medali zajmuje pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. ...
 

UWAGA! Właściciel psa poszukiwany

15 Sierpnia 2018 godz. 20:56 Ala za Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce- oddział w Koszalinie
 

Korzystasz z miejskiej komunikacji? Zostaniesz policzony

14 Sierpnia 2018 godz. 2:14 Ala, fot. Dominik Wasilewski
Wchodzący do autobusu „zobowiązany jest do schludnego i estetycznego ubioru, tj.: nie dopuszcza się krótkich spodni, otwartych z przodu butów, odzienia wierzchniego w jaskrawych kolorach, odzienia wierzchniego z sugestywnymi napisami, odzienia wierzchniego przypominającego ubiór militarny, odzienia wierzchniego w zbyt dużych rozmiarach, spodni z dziurami, itp., a ponadto będąc w autobusie zobowiązany jest do zachowania wysokich standardów kultury osobistej oraz powstrzymanie się od zachowań niezgodnych z regulaminem przewozu”. Na szczęście to zobowiązanie nie dotyczy pasażerów, a jedynie ankieterów, którzy rozpoczęli właśnie liczenie napełnień koszalińskich autobusów. W sierpniu i w październiku krakowska firma VIA Vistula Franek i Sapoń za blisko 200 tys. złotych policzy korzystających z miejskiej komunikacji. Zarząd Dróg i Transportu rozstrzygnął właśnie przetarg na „Badanie napełnień pojazdów i struktury pasażerów na liniach komunikacyjnych organizowanych przez ZDiT w Koszalinie”. O wykonanie tej usługi zabiegały cztery firmy z Katowic, Sopotu, Gdyni i Krakowa. Wygrali krakowianie i to oni do końca sierpnia br. i w dniach 2-26 października br. będą monitorować ruch pasażerów w koszalińskich autobusach.  Badanie marketingowe dotyczące wielkości popytu w autobusach komunikacji miejskiej przeprowadzane w okresie: od dnia obowiązywania umowy do 31 sierpnia 2018 r. (okres wakacji) dla wszystkich kursów realizowanych w: a) w ciągu jednego dnia powszedniego, badania należy w dniach (do wyboru): wtorek, środę lub czwartek (dni można łączyć), b) w ciągu jednej soboty przed niedzielą handlową c) w ciągu jednej soboty przed niedzielą niehandlową – tylko dla kursów linii nr 4, 8 i 16, d) w ciągu jednej niedzieli handlowej, e) w ciągu jednej niedzieli niehandlowej – tylko dla kursów linii nr 4, 8 i 16. Badanie marketingowe dotyczące wielkości popytu w autobusach komunikacji miejskiej przeprowadzane w okresie: 2 – 26 października 2018 r. (okres szkolny) dlawszystkich kursów realizowanych w: a) w ciągu jednego dnia powszedniego, badania należy w dniach (do wyboru): wtorek, środę lub czwartek (dni można łączyć), b) w ciągu jednej soboty przed niedzielą handlową c) w ciągu jednej soboty przed niedzielą niehandlową – tylko dla kursów linii nr 4, 8 i 16, d) w ciągu jednej niedzieli handlowej, e) w ciągu jednej niedzieli niehandlowej – tylko dla kursów linii nr 4, 8 i 16. W wyniku badania powstanie m.in. „Opracowanie podsumowujące dotyczące badań wielkości popytu: a) omówienie podaży sieci komunikacyjnej (między innymi: wyróżnienie liczby kursów na poszczególnych liniach „tam i z powrotem” z podziałem na dni powszednie, soboty przed niedzielą handlową i niehandlową, niedziele handlowe i niehandlowe, zestawienie tras linii autobusowych organizowanych przez Zarząd Dróg i Transportu w Koszalinie, liczba pojazdów w sieci komunikacyjnej w przedziałach półtoragodzinnych w ciągu doby z podziałem na dni powszednie, soboty przed niedzielą niehandlową i handlową, niedziele handlowe i niehandlowe, tabela określająca typ taboru operatora (Miejskiego Zakładu Komunikacji w Koszalinie) z średnią podażą miejsc siedzących i stojących),  ...