Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
Wiki:                 baza noclegowa   dla dzieci  

Zapadka powalczy na EFS 3

2013-03-04 22:57:00 Artur Rutkowski / fot. FB Kornela Zapadki
Jak wszyscy dobrze wiemy, już 6 kwietnia impreza jakiej w Koszalinie jeszcze nie było, bowiem w Hali Widowiskowo Sportowej odbędzie się Gala - Extereme Fighting Sports 3. Podczas, której nie zabraknie, również koszalińskich aspektów w oktagonie zaprezentuje się m.in. Kornel Zapadka z Berserkers Team Koszalin.

Kornel, ulubieniec koszalińskiej publiczności, posiadacz czarnego pasa BJJ Kornel Zapadka, a jego bilans w MMA to 3 zwycięstwa oraz jedną porażkę.

 

Jest jednym z najbardziej utytułowanych zawodników jacy wystąpią na gai EFS 3. Jego przeciwnika poznamy za jakiś czas.

 

Ważniejsze osiągnięcia Kornela Zapadki:
BLACK BELT BRAZILIAN JIU-JITSU FROM RICARDO DE LA RIVA - 2011
WORLD CHAMPION CBJJE - 2007, 2008, 2011- ABSOLUTO
WORLD CHAMPION - INTERNATIONAL MASTER&SENIOR - 2007, 2008, 2011
WORLD CHAMPION JIU-JITSU NO GI - 2009
EUROPEAN CHAMPION -2007, 2009 - ABSOLUTO
WORLD CUP CHAMPION - 2007, 2011
VICE CHAMPION PANAMERICANO JIU-JITSU OLIMPICO - 2012 BLACK BELT
CHAMPION BRAZILIAN CUP - SUPER HEAVY and CHAMPION ABSOLUTO - BLACK BELTS
3 place on EUROPEAN Championsip 2013 - black belts
5 TIMES POLISH CHAMPION
POLISH CUP CHAMPION - 2007, 2010
SCANDINAVIAN OPEN CHAMPION - 2007, 2008
4 TIMES GERMAN OPEN CHAMPION
BRAZILIAN CUP CHAPMION - 2010 and VICE CHAMPION NO GI
VICE CHAMPION WORLD CUP - 2007 - ABSOLUTO
VICE CHAMPION RIO OPEN IBJJF -2009, 2011
VICE CHAMPION BRAZILIAN NATIONALS JIU-JITSU NO GI CHAMPIONSHIP and 3 place ABSOLUTO - 2010
VICE CHAMPION EUROPEAN - 2007 - ABSOLUTO, 2009
VICE CHAMPION RIO OPEN CBJJE - 2011 and 3 place ABSOLUTO
VICE CHAMPION ADCC SPAIN OPEN TRIALS 2006
CAMPEONATO F.J-J.RIO CHAMPION 2010, 2011 SUPER PESADO and ABSOLUTO
VICE CHAMPION POLISH JIU-JITSU NO GI - 2011
CHAMPION POLISH CUP JIU-JITSU NO GI and VICE CHAMPION ABSOLUTO - 2012 BLACK BELT

 

Już niedługo porozmawiamy z wojownikiem z naszego miasta. Więcej informacji już niedługo.

 

Dodajmy, że ruszyła już sprzedaż biletów na kwietniową galę, a można je nabywać on-line na stronie https://bilety.hala.koszalin.pl/

 

Cała gala będzie, również na żywo transmitowania w ogólnopolskiej stacji telewizyjnej Orange Sport. Oprócz walk widzowie zobaczą występ gwiazdy muzycznej, a także pojawią się goście gali

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

PerMedia bankrutem

16 Marca 2015 godz. 14:52 Robert Kuliński
PerMedia Spółka Akcyjna, która przez lata wygrywała kilkusettysięczne przetargi na promocję i reklamę Politechniki Koszalińskiej tonie w długach. Były wydawca takich tytułów jak „Miasto”, czy „Koszalin Bliżej” nie ma nawet pieniędzy na to, aby upaść. Wraz z początkiem roku  jedna z bezpłatnych gazet „Koszalin Bliżej”  zniknęła z rynku. Obecnie  emisja  czasopisma  została wstrzymana, a prezes  zarządu spółki, Elżbieta Jasińska zapadła się – i to dosłownie - pod ziemię. Na próżno szukać kontaktu z nią, czy kimkolwiek, kto reprezentowałby spółkę. Drzwi biura są zamknięte na cztery spusty, a telefony głuche. W siedzibie PerMeda S.A., która  mieści się  w Parku Technologicznym przy ul Partyzantów 17, można zauważyć jedynie wywieszkę na drzwiach informującą o tym, aby wszelkie przesyłki zostawiać w sekretariacie zarządcy budynku.PerMedia przez lata wydawały dziennik, a później tygodnik „Miasto”. Następnie spółka ta była wydawcą miesięcznika „Koszalin Bliżej”. W czasie ubiegłorocznej kampanii samorządowej "Koszalin Bliżej” ukazywał się nawet nie co miesiąc, a co dwa tygodnie. W spółce PerMedia akcjonariuszem i członkiem Rady Nadzorczej był m.in. Artur Wezgraj, kanclerz Politechniki Koszalińskiej, lider stowarzyszenia politycznego Lepszy Koszalin, a także  oponent  prezydenta Koszalina Piotra Jedlińskiego. Ostatnim akordem spółki było zorganizowanie na zlecenie stowarzyszenia Lepszy Koszalin występu zespołu „Wilki”. Ten darmowy koncert uświetnił  5. lecie działalności „Lepszego Koszalina” .Z informacji jakie uzyskaliśmy w VII. Wydziale Gospodarczym ds. upadłościowych i naprawczych Rejonowego Sądu w Koszalinie, prezes Jasińska  w styczniu bieżącego roku, złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości firmy. Według uzasadnienia złożenia wniosku o upadłość podkreślała ona kryzys na rynku wydawniczym oraz utratę kontrahentów. W tej sytuacji dalsze utrzymanie PerMedia S.A. nie było możliwe. W skrzętnie przygotowanych wykazach przedstawieni są wierzyciele spółki oraz jej dłużnicy. Majątek wydawnictwa został wyceniony przez Tymczasowego Nadzorcę Sądowego, Jakuba Kielara na sumę nie wiele ponad 23 tys. zł, pomimo iż Jasińska  deklarowała prawie 126 tys. zł. Za bezwartościowe zostały uznane komputery, które miały już około 7 - 8 lat. Także wycena tytułu „Koszalin Bliżej” oraz strony facebookowej powiązanej z gazetą, zdaniem nadzorcy była przesadnie zawyżona.Zadłużenie Spółki wynosi 271 tys. 229 zł i 68 gr w tym zobowiązanie wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w wysokości ponad 57 tys. zł. oraz Agory S.A. na kwotę  ponad 37 tys. zł. Decyzją sądu z dnia 26 lutego wniosek o ogłoszenie upadłości został oddalony. Uzasadnieniem decyzji jest fakt, że  majątek  spółki jest zbyt mały, aby według zasad opisanych w art. 2 Prawa Upadłościowego i Naprawczego, zaspokoić roszczenia wszystkich wierzycieli w możliwie najwyższym stopniu. Dodatkowo same koszty postępowania  upadłościowego – ok. 25 tys zł.-  przerosłyby wartość majątku firmy. Reasumując, spółka PerMedia S.A. nie ma  wystarczających pieniędzy, aby  ogłosić upadłość....
 

Bilety za odliczone pieniądze

18 Marca 2015 godz. 14:22 Robert Kuliński/ fot. colecctions.pl
Pasażerowie autobusów Miejskiego Zakładu Komunikacji, którzy chcą nabyć bilet u kierowcy są zobowiązani do płacenia odliczoną kwotą pieniędzy. Często zdarza się tak, że drobnych w portfelu brakuje. Płatność wyższym nominałem może wiązać się z odmową  sprzedaży biletu, gdyż kierowcy nie mają obowiązku wydawania reszty. To oczywiście wprowadza  dyskomfort. Nasi czytelnicy pytają: „czy taka sytuacja jest zgodna z prawem?”. Według Miejskiego Rzecznika Praw Konsumenta - Krystyny Piwońskiej, zadaniem kierowcy nie jest   sprzedaż biletów, a prowadzenie autobusu. Zapis w regulaminie MZK: „(...) kierowca nie ma obowiązku sprzedaży biletu, jeśli pasażer nie posiada odliczonej na zakup biletu kwoty.” nie był nigdy kwestionowany ani wpisany do rejestru, jako klauzula niedozwolona. Dla niektórych użytkowników komunikacji miejskiej może się to wydać dziwne. Jednak są  praktyczne powody, dla których  taka sytuacja ma miejsce. - Pasażer ma możliwości zakupu biletu autobusowego w kiosku, na stacjach paliw MZK, przez telefon komórkowy, a zakup u kierowcy powinien być traktowany jako awaryjny, w wyjątkowych przypadkach – wyjaśnia Anna Makochonik rzecznik prasowy MZK. - Zapis powstał, aby ograniczyć czas sprzedaży biletów. Przejazd autobusu pomiędzy przystankami jest ściśle określony. Ponieważ nie da się przewidzieć czasu niezbędnego do sprzedania biletów na poszczególnych przystankach w różnych porach dnia, to gdyby kierowca oprócz wydawania biletów musiał jeszcze wydawać resztę, trudno byłoby zapewnić punktualność autobusów. Przypomnieć należy, że pasażer ma możliwość już w autobusie zakupić bilet przez telefon komórkowy bez angażowania gotówki. O tym pisaliśmy na naszym portalu w artykule „Nowy sposób kasowania biletów” . System jest przystosowany do wszystkich rodzajów  telefonów  niezależnie od typu, czy wieku - mimo wszystko jest skomplikowany.Zwłaszcza godziny poranne są problematyczne, jeśli chodzi o zakup biletu bez odliczonej gotówki. Ponieważ zasadą jest, że pasażer powinien mieć odliczoną kwotę, a kierowca nie ma obowiązku sprzedaży biletu, gdy pasażer odliczonej kwoty nie posiada, Spółka nie zapewnia pieniędzy na wydawanie reszty. Czyli kierowcy zaczynają kurs z pustą kasą.   Należy więc mieć na uwadze, że nie jest to zła wola, ale zamysł mający na celu dochowanie  punktualności przejazdu. Gorzej jednak bywa z kulturą  osobistą niektórych  kierowców.  Niekiedy potrafią bardzo opryskliwie potraktować  pasażera usiłującego kupić np. bilet cały -  2,90 zł, płacąc pięciozłotówką. - Rano nie miałam gdzie kupić biletu, a najdrobniejszy nominał jaki znalazłam w kieszeni to było 5 zł - mówi Agnieszka, pracownia sklepu odzieżowego z Koszalina. - Kierowca na mnie spojrzał jakbym mu matkę siekierą zabiła. Zaczął mnie pouczać na cały głos, że powinnam była się przygotować dzień wcześniej, że on jak  wychodzi wieczorem z domu, to myśli już o poranku i zawsze ma przy sobie drobne. Wtedy, któryś z pasażerów dał mi odliczoną kwotę na bilet - kwituje.Skargi dotyczące działalności MZK można składać osobiście, telefonicznie i  mailowo. Trzeba jednak wiedzieć jakie informacje należy przedstawić.- Przy składaniu skargi należy podać numer autobusu i godzinę przejazdu lub nr linii, godzinę i nazwę przystanku, na którym pasażer wsiadał do autobusu lub podać numer kierowcy umieszczony na identyfikatorze znajdującym się na podbitce w kabinie kierowcy. - instruuje Makochonik .- Jeżeli skarga wpłynie możliwie szybko (do 7 dni), to jest również możliwość weryfikacji zdarzenia na podstawie nagrania z wewnętrznego monitoringu działającego w autobusie.  OD AUTORAByć może wyjściem z sytuacji byłaby zwiększona dostępność biletów, choćby w sklepach spożywczych, czy osiedlowych. Kioski to już relikt i niewiele ich pozostało w sąsiedztwie przystanków autobusowych. Warto byłoby się także zastanowić nad wprowadzeniem - jak w innych miastach w Polsce - automatów sprzedających bilety, ale to wiązałoby się dodatkowymi z kosztami. Jakie są Wasze pomysły? Zachęcamy do dyskusji. ...
 

W Polsce nic się nie opłaca

23 Marca 2015 godz. 14:32 Robert Kuliński/ fot. arch. M. Piekoszewskiego
Koszalińska publiczność, już w najbliższy piątek będzie miała okazję usłyszeć jeden z bardziej energetycznych zespołów w kraju. Na scenie Clubu 105 wystąpi grupa Plum, która od kilkunastu lat niezłomnie krzewi oryginalną i porywającą muzykę, będącą esencją gitarowego hałasu. Z wokalistą i basistą grupy – Marcinem Piekoszewskim rozmawia Robert Kuliński. Plum gra nieprzerwanie od 16 lat. Jak oceniasz ten okres? Czy polska scena zmieniła się przez ten czas? - Dziwię się, że to już 16 lat minęło. No cóż, jakoś to leci, ciągle robimy to, co lubimy. Czasy się zmieniają i my też, już nic nie jest takie samo, a równocześnie wszystko pozostaje w bezruchu. Czuje się trochę jak zahipnotyzowany (śmiech). Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak „polska scena”. Są zespoły, które powstają, rozpadają się, pojawiają się lepsze i gorsze płyty. Zauważyłem, że zagranicą rośnie zainteresowanie polską muzyką, tylko wciąż brakuje nam środków i narzędzi, żeby tam zaistnieć na poważniejszych zasadach. Mimo to sprawy idą w dobrym kierunku. Potrzeba tylko zapału i dużo pracy – mówię o zespołach, które chcą grać duże trasy po Europie i wydawać płyty niekoniecznie w Polsce. Co do Plum, to zagraliśmy ostatnio parę koncertów poza granicami kraju i było git. Widok ludzi, którzy się dobrze bawią przy twojej muzyce dodaje energii. Oczywiście w Polsce gramy niezmiennie i też się cieszymy widząc uśmiechnięte twarze. Teraz robimy nowy materiał i może w wakacje uda się nagrać płytę.   Chciałbym nawiązać do waszych koncertów w Europie. To daje możliwość kolejnego porównania. Po pierwsze jakie różnice zauważasz w traktowaniu twórcy tam a tutaj? Jak według ciebie rysuje się obraz publiczności? Czy w Polsce w ogóle opłaca się grać koncerty prezentując niszową muzykę? - W Polsce nic się nie opłaca. Tak samo jak w Europie, ale nie robimy tego, żeby się opłacało. Oczywiście organizujemy trasy tak, żeby nie tracić pieniędzy jadąc na koncerty. No może 5, 6 lat temu było to nawet opłacalne i graliśmy bardzo dużo gigów. Teraz nie ma takiej możliwości, bo koszty transportu nas zżerają, a jest co raz mniej miejsc, które mogą nam cokolwiek zagwarantować. Robimy to, bo mamy taką potrzebę. W Europie jest podobnie. Jeśli cię stać, to możesz jechać i zagrać mnóstwo koncertów. Są w Polsce wyjątki, które sobie świetnie radzą zagranicą - jest to zazwyczaj muzyka electropopowa.  fot. arch. M. Piekoszewskiego Wspomniałeś o tym, że nie opłaca się grać tras koncertowych, ale jednak je gracie. Czyli finanse  nie są dla was aż tak istotne. Czy się mylę?   - Nie są, ale też nie jesteśmy arystokratami, którzy za kasę swoich przodków mogą podróżować i grać dziwną muzykę dla zagubionych nastolatków i dziwaków w średnim wieku. Więc jeśli jedziemy na koncerty, zazwyczaj wszystko jest wykalkulowane tak, abyśmy byli w najmniejszym stopniu zabezpieczeni przed jakąś fatalną wtopą. Z kolei, kiedy grasz z rzędu kilka koncertów tylko z biletów, nigdy nie wiesz czego się spodziewać, czy ludzie przyjdą na koncert, czy została zrobiona reklama, czy nie pada śnieg lub deszcz i czy ludziom zechce się przyjść.  Dbamu jednak o to, żeby nasze trasy były misternie zaplanowane. Wiele garażowych kapel, które pojawiły się pod koniec lat 90 już nie istnieje. Jak wam się udało przetrwać i tworzyć nadal?  - Może dla tego, że się często kłócimy, szczególnie ja z moim bratem. Może to jest jak wiązka prądu, która nas pobudza do działania. Człowiek nie zmruży oka, ciągle coś. (śmiech) Oczywiście jest to wyczerpujące, ale dajemy jeszcze radę. Wspominaliśmy wcześniej o 16 latach na scenie, a  Plum wciąż jest orkiestrą, której w mediach właściwie nie ma. Czy wynika to z podejścia, czy może z tego, że nie macie sztabu menadżerów  i specjalistów od publicity, a może jedno wynika z drugiego? - Wydajemy nasze płyty w małych wytwórniach, które zazwyczaj nie mają środków na reklamę. Właściwie ich budżet pozwala jedynie na pokrycie kosztów związanych z wydaniem fizycznego nośnika. My też nie mamy pieniędzy na reklamę - i tak koło się zamyka. Skoro tak, to czy nie korciło cię nigdy, żeby zaistnieć np. w „Must be the music”? Można zauważyć ostatnio tendencję, że dla wielu młodych twórców, wizja promocji w telewizji, jest kusząca.  - Telewizja w tym formacie jest po prostu paskudna. Nie widzę w tych programach nic ciekawego, dlatego nie chciałbym tam być. fot. arch. M. Piekoszewskiego Zespół zawiązaliście z bratem w Stargardzie Szczecińskim, jednak w pewnym momencie  przeprowadziliście do Poznania. Skutkowało to też zmianą perkusisty. Pytam o to, bo Koszalin jest bardzo podobnym miastem do Stargardu. Czy duża aglomeracja rzeczywiście daje większe możliwości rozwoju w sensie artystycznym, a może to małe miasto tłamsi twórcę?  - Jak bywam w Stargardzie odwiedzić rodziców i idę ulicą, to co druga osoba na chodniku jest wariatem albo zdesperowanym drechem. Ludzie wariują, gadają do siebie - koszmar. Jak byłem młodszy, działało to na mnie inspirująco: same freaki dookoła - niezły cyrk. Teraz to mnie trochę przeraża. Oczywiście nadal jest tam ładnie i są znajomi, ale w większym mieście jest mi wygodniej, bo lubię ten klimat odizolowania, gdzie każdy jest obcy. Jakbym w 2006 nie przeprowadził się do Poznania, to pewnie wylądowałbym w innym mieście. Padło na Poznań, bo poznałem tutaj moją przyszłą żonę. Mieliśmy w tym mieście wielu znajomych i wtedy działo się tutaj sporo rzeczy.  Współorganizowaliśmy też koncerty, więc nie było nad czym się zastanawiać. Z drugiej strony, jeśli lubisz to, co robisz, możesz mieszkać w małej społeczności i też może być ok. Indywidualna sprawa.      Kiedy zakłada się zespół - najczęściej w młodym wieku - marzeniem jest osiągnięcie sukcesu. Niektórym muzykom nie mija to nawet w wieku ponad 40 lat. Chodzi mi o te mityczną sławę, splendor i oczywiście kasę. Co ty jako muzyk z doświadczeniem, nazwałbyś sukcesem? Czy masz jakieś szczególne dla ciebie ważne osiągnięcia muzyczne jak do tej pory? - Cieszy mnie to, że wciąż mogę grać to co mi się podoba, to co mi przyjdzie do głowy z ludźmi, których lubię. Nadal mogę nieskrepowanie wyrazić siebie.  Szkoda, że nie mogę z tego żyć, ale z drugiej strony nasza muzyka jest dość niestrawna i trudna. Przynajmniej niektórzy tak mówią. (śmiech) Mi oczywiście zawsze wydawała się klarowna i wcale nie jakoś superwymagająca. Teraz sobie uświadamiam, że jestem skrzywiony i widzę świat kompletnie inaczej niż większość naszych rodaków. Reasumując, cieszę się z tego co i jak robię.Czego słuchasz obecnie? Są jakieś albumy, do których lubisz wracać, czy raczej gustujesz w muzycznych nowinkach? - Jest mnóstwo staroci, do których wracam, jest też mnóstwo staroci, które poznaje. Słucham ostatnio dużo: Perfume Genius, Tame Impala, Metronomy, Dope Body, Thee Oh Sees, Ty Segall, Tyler the Creator, Darkside, Bombino, White Denim, Mouse on Mars, Gerry Muligan, Elvin Jones, Future Islands, Fela Kuti... no  chyba utnę,  bo się nie zamknę. (śmiech)Co koszalinianie usłyszą na najbliższym koncercie? - Zagramy głównie nowe numery, niektóre pierwszy raz live. Nie zabraknie też kawałków z wcześniejszych płyt. Dziękuję za rozmowę.  ...
 

KU AZS Politechnika Koszalińska znów zrezygnował ze swojego zespołu

17 Marca 2015 godz. 11:29 Artur Rutkowski
Klub Uczelniany AZS Politechnika Koszalińska ponownie przeżywa problemy finansowe. Kontuzje i chudy klubowy portfel spowodowały, że działacze zdecydowali wycofać zespół juniorek młodszych z rozgrywek o mistrzostwo województwa. Działacze KU AZS Politechniki Koszalińskiej podopieczne trenera Marcina Majewskiego z rozgrywek wycofały na początku marca br. W konsekwencji młode zawodniczki nie rozegrały dwóch kończących pierwszą rundę z  KS CKS SMS II Szczecin i  KS CKS SMS I Szczecin spotkań. Oba te pojedynki zakończyły się zatem walkowerami. W wyniku wycofania młode piłkarki zostały włączone do innego zespołu, w którym występują starsze dziewczęta - juniorki. - Wycofaliśmy zespół, ze względu na liczne kontuzje. Ponadto w obecnym roku otrzymaliśmy o 1/3 mniejsze dofinansowanie, co również skłoniło nas do podjęcia trudnych decyzji - wyjaśnia trener koordynator Waldemar Szafulski.     Drużyny młodzieżowe KU AZS Politechnika miały być  zapleczem występującej w Superlidze kobiet drużyny. Szkoleniowcy grup młodzieżowych KU AZS Politechniki na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat zdołali wprowadzić do superligi zaledwie jedną mieszkankę Koszalina  - Paulinę Gajdzis. I jej nie udało się jednak poważnie zaistnieć w najwyższych w kraju rozgrywkach. Gajdzis obecnie występuje w II ligowym zespole KU AZS Politechniki.    Należy pamiętać, że do tego klubu trafiły już po szkole podstawowej Monika Koprowska, Adrianna Nowicka, Joanna Szarawaga czy Zuzanna Ważna. Te dwie ostatnie następnie przeszły w atmosferze konfliktu z KU AZS Politechniką do SMS. Obecnie wszystkie  występują - z mniejszym lub większym powodzeniem - w zespołach Superligi PGNiG.   Oprócz grup młodzieżowych KU AZS Politechnika posiada, także zespół w drugiej lidze. Podopieczne Waldemara Szafulskiego w siedmiu dotychczas rozegranych meczach doznały czterech porażek i odniosły trzy zwycięstwa. Aktualnie zajmują czwarte miejsce w ligowej tabeli.   Przypomnijmy, że w 2013 roku AZS Politechnika Koszalińska oddała za długi  swój priorytetowy "produkt" jakim bez wątpienia była obecna drużyna występująca w Superlidze PGNiG. Zespół przejęła wówczas Piłka Ręczna Koszalin S.A., a obecnie drużyna występuje pod nazwą Energa AZS Koszalin.  Przypomnijmy, z jakich powodów działacze Ku AZS Politechnika Koszalińska przekazali swój zespół:  Komentarz autora Wycofanie zespołu młodych koszalińskich sportsmenek jest dla mnie niezrozumiałą decyzją. W ten sposób  być może pozbawiono sportowych marzeń jakąś zawodniczkę. Kontuzje mają to do siebie, że mijają... Szczególnie w tym, jakże młodym wieku. Można było przełożyć terminy spotkań. I tak ich nie ma przecież w tych zmaganiach zbyt wiele. A jeśli chodzi o pieniądze... To moim zdaniem kierując się tym kryterium należało zrezygnować z gry nie drużyny juniorek młodszych, a drugoligowego zespołu seniorek. Drużyna seniorek prezentuje poziom poniżej oczekiwanego, nie wzbudza u kibiców większego zainteresowania, a występują w niej także zawodniczki, które już... zakończyły swoją sportową przygodę. Szkody moralne były by z pewnością znacznie mniejsze, a klubowa kasa pełniejsza. ...
 

Medal z Papieżem dla każdego Polaka

17 Marca 2015 godz. 12:53 Ekoszalin za Skarbnica Narodowa Sp. z o.o.
Jan Paweł II - Papież Polak stał się wzorem głębokiej wiary i przykładem człowieczeństwa dla całego świata. Skarbnica Narodowa postanowiła upamiętnić Go w sposób szczególny. W 10. rocznicę Jego śmierci, każdy może bezpłatnie otrzymać medal z wizerunkiem Świętego Jana Pawła II. Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia 2005 roku, o godzinie 21: 37, tuż po zakończeniu Apelu Jasnogórskiego, w pierwszą sobotę miesiąca i wigilię Święta Miłosierdzia Bożego, w 9666. dniu swojego pontyfikatu. Blisko rok temu, dokładnie 27 kwietnia 2014 roku, Jan Paweł II został wyniesiony na ołtarze. – „Z tej okazji stworzyliśmy medal dostępny dla wszystkich Polaków, który może być namacalną pamiątką tych ważnych chwil. Chcieliśmy, aby każdy z nas mógł go mieć dla siebie, wyrażając tym samym podziw i tęsknotę za wielkim Polakiem. Z tego powodu zdecydowaliśmy się przy tej specjalnej okazji na bezpłatnie przekazanie numizmatu zainteresowanym osobom. Klient pokrywa jedynie koszty pakowania i przesyłki” – komentuje Adam Zieliński, dyrektor zarządzający Skarbnicy Narodowej.   Papież Polak inspirował wszystkich, bez względu na wyznanie, kolor skóry, płeć czy status społeczny. Ekumenizm, zakładający poszanowanie innych wyznań, wyznaczał kierunki Jego pontyfikatu, a uniwersalna nauka stała się lekcją człowieczeństwa dla przyszłych pokoleń. – „Ideą powstania medalu „Święty Jan Paweł II” jest upamiętnienie postaci wielkiego Polaka oraz inspiracja dialogiem równości wszystkich ludzi. Medal upamiętniający 10. Rocznicę śmierci Świętego Jana Pawła II ma wartość sentymentalną, pozwala na dłużej zachować pamięć o osobie i nauczaniu Papieża” – wyjaśnia Adam Zieliński.   Przy pracach nad numizmatem tradycyjnie już czynny udział brał były Kanclerz Kurii Metropolitalnej Warszawskiej,  Ksiądz Infułat Grzegorz Kalwarczyk - prywatnie kolekcjoner i miłośnik numizmatyki. Na awersie przedstawiono popiersie Papieża w otoczeniu gołębi symbolizujących Ducha Świętego, a na rewersie widoczny jest herb papieski oraz daty urodzin i śmierci Ojca Świętego.   „Dodatkowo przewidzieliśmy możliwość uszlachetniania medalu. Wersję podstawową można wzbogacać poprzez platerowanie 24-karatowym złotem, lub też dodanie indywidualnej numeracji wybitej na rancie. Ilość medali w wersji wzbogaconej jest ograniczona do 5 tys. egzemplarzy, a podstawowy wariant wybity został bez określonej limitacji, dzięki czemu może dotrzeć do praktycznie każdego Polaka” – mówi Adam Zieliński. Numizmat można zamówić na stronie: www.10rocznica.pl      ...
 

Targi Pracy pełne ofert

19 Marca 2015 godz. 14:04 Robert Kuliński/ fot. Art Rut
Blisko siedemdziesięciu wystawców przyciągnęło tłumy poszukujących zatrudnienia koszalinian do Hali Widowiskowo - Sportowej. Targi Pracy organizowane wspólnie przez Biuro Karier oraz Politechnikę Koszalińską odbyły się już po raz trzynasty. Najliczniejsze grono stanowili przedstawiciele rynku firm IT, jednak nie zabrakło także  reprezentantów dużych przedsiębiorstw  produkcyjnych, jak i usługowych. Koszalinianie mogli także zapoznać się z  ofertą, jaką  przygotowali pracodawcy ze specjalnie wydzielonego pawilonu  reklamującego Wrocław jako idealne miejsce do życia. - Poszukujemy programistów technologii internetowej, C  - sharpowej, jak również analityków systemowych, czy biznesowych, a także testerów oprogramowania – mówi Małgorzata Domańska z firmy Unit4. - Zapraszamy do Wrocławia. Nasza firma ma przygotowany program tzw. „relokacji” . Oferujemy nowym pracownikom mieszkanie, gdzie mogą zamieszkać przez pierwszy okres zatrudnienia. Interesują nas nie tylko doświadczeni kandydaci, ale także studentami, którzy mają jedynie przygotowanie teoretyczne. Jesteśmy w stanie ich przeszkolić.Inna firma, która poszukuje programistów to Mobica, także spoza Koszalina – Mamy sześć lokalizacji w Polsce – wyjaśnia  Katarzyna Pałaszyńska  rekruter. - Najbliżej Koszalina jest nasz oddział w Szczecinie. Przygotowujemy program praktyk letnich  w terminie lipiec-  sierpień, co jest ukłonem w stronę studentów. To wyjątkowa okazja do zdobycia doświadczenia i nawiązania współpracy z naszą firmą. Bardzo czeto te praktyki kończą się zatrudnieniem w naszej firmie. Stawiamy na osoby, które chcą się rozwijać w  dziedzinie programowania. Niekoniecznie  trzeba mieć wykształcenie akademickie. Osoby poszukujące pracy w Koszalinie mogą skorzystać z oferty firmy Rec Global. -  Aktualnie poszukujemy m.in. developerów IOS, czy developerów JAVA – mówi Marta Słomiana. - Wszelkie szczegóły można znaleźć na naszej stronie internetowej. Jesteśmy otwarci na każdego. Nie tylko osoby z doświadczeniem mogą się ubiegać się o zatrudnienie. „Beginerzy” także znajdą  dla siebie miejsce. Dziś, podczas targów już kilka złożyło swoje  CV i będziemy się z nimi kontaktować. Zainteresowanie  naszą firmą jest duże z czego bardzo się cieszę.  Osoby, które przyszły na Targi powodowane były różnymi motywami. Niektóre chciały się rozeznać w sytuacji na rynku pracy, inne przyszły z ciekawości, jeszcze inne  po to, żeby zweryfikować swoje plany. -  Ja  nie przyszedłem szukać pracy. Wyjazd do Wielkiej Brytanii, jednak bardziej mnie kusi. Nie ukrywam, że po cichu liczyłem, że coś mnie zaciekawi, ale jednak wolę spróbować swoich sił po drugiej stronie kanału La Manche. Co prawda teraz nie jest łatwo, bo w Zjednoczonym Królestwie Polacy są niemal wszędzie, ale jednak zarobki  są  nieporównywalnie  lepsze niż w Polsce - twierdzi Adam, student Gospodarki Przestrzennej PK. Inaczej  do sprawy Targów podszedł Marek z wykształcenia elektryk. - Obecnie mam pracę, ale przyszedłem się rozejrzeć. Wiadomo, każdy chce się rozwijać. Znalazłem trzy interesujące oferty. Natomiast przyszedłem właściwie z ulicy, zupełnie nieprzygotowany na to, że można tutaj z miejsca odbyć rozmowę kwalifikacyjną. Zapisałem kontakt i wyślę CV – kwituje. Na Targach obok pracodawców i poszukujących zatrudnienia znaleźli się także przedstawiciele instytucji rynku pracy, czyli agencje pośrednictwa, a także szkoły zawodowe, doradcy zawodowi, czy trenerzy instruujący jak przebyć i  przeżyć rozmowę kwalifikacyjną....
 

Prezydent w sercu miasta

17 Marca 2015 godz. 18:44 Robert Kuliński/ fot. Artur Rutkowski
Koszalinianie spotkali się z Prezydentem RP, Bronisławem Komorowskim podczas specjalnie zorganizowanego wiecu na Rynku Staromiejskim. Plac wypełnili zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy reelekcji głowy państwa. Spotkanie było okazją dla różnych grup do zamanifestowania swoich przekonań w ramach wolności wypowiedzi, jaką gwarantuje konstytucja. Wokół niewielkiej sceny zgromadziły się przede wszystkim osoby popierające  Komorowskiego. Łatwo było je rozpoznać po „firmowych” gadżetach, czyli minibanerach i pianowych kciukach z napisem „Głosuję na Bronka”. Drugi rząd  widzów zajęli przeciwnicy, zebrani pod paroma sztandarami. Od radykalnej prawicy po krytyków budowy elektrowni atomowej w Gąskach. Przedstawiciele opozycji nie przebierali w środkach, aby zakłócić  spokojny przebieg spotkania. Jednak nawet najbardziej zdeterminowane gardła nie były w stanie przebić się przez nagłośnienie.Zanim przemówił Prezydent RP, głos zabrał gospodarz, czyli Piotr Jedliński, który wręczył głowie państwa okolicznościowy prezent - „Kronikę Koszalina” wyrażając także wiarę w to, że kolejne karty w historii miasta zapiszą wspólnie.   - Drodzy państwo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zechcieli przyjść na spotkanie ze mną. Pragnę podziękować tym, którzy w ten sposób chcą wyrazić swoje poparcie dla mojej kandydatury. Poparcie dla idei zgody i bezpieczeństwa – mówił Prezydent Bronisław Komorowski. - Dziękuję także tym, którzy przyszli się tutaj awanturować. Dzięki waszej obecności i aktywności widać jaki jest wybór. Stanowicie świetne tło do uzasadnienia tezy, że Polsce potrzebna jest zgoda i bezpieczeństwo. Te słowa oczywiście rozjuszyły  młodzież,  dumnie prężącą  swoje torsy pod zielono – białym sztandarem. Pohukiwanie i bardzo „merytoryczne argumenty” zadudniły w powietrzu, jakby wykrzyczane przez chór wojskowy.  - Proszę państwa jest tak, że z demokracji można korzystać mądrze albo głupio – kontynuował Prezydent  Polski. - Można korzystać z demokracji tak, aby to służyło Polsce albo jej szkodziło. To od nas zależy, kto będzie Polską rządził i budował polską demokrację. Czy ci, którzy chcą awantury i wojny wewnętrznej, czy też ci, którym zależy na zapewnieniu porządku i pracy. Polska potrzebuje spokoju. Potrzebuje pracy, a nie awantury i to jest moja propozycja. Dlatego proszę: głosujcie na zgodę i bezpieczeństwo. Przed zejściem do publiczności  Prezydent dodał – Drodzy państwo ja w swoim życiu przeżyłem wiele. Nie tacy mnie straszyli i nie z takimi wygrałem. Więc wygramy i tym razem -  następnie w asyście ochrony zszedł ze sceny, aby uścisnąć dłonie  swoich zwolenników. Była to wyjątkowa okazja dla łowców autografów. Nie zabrakło też błysków fleszy z telefonów komórkowych i  podręcznych aparatów. Opozycyjne grupy trzymały się na dystans skandując swoje hasła.- Spotkanie  z panem Komorowskim nie podobało mi się, bo przyszła jakaś zasmarkana dziatwa - mówi Regina emerytka z Koszalina. -  Zaczęła się wydzierać i przeszkadzać. Oni w ogóle nie mają pojęcia o czym mówią. W ich zachowaniu nie ma żadnej logiki. Natomiast  udało mi się sfotografować pana Prezydenta. Posłałam mu sympatyczny uśmiech, ale zapewne tego nie widział.   Oddam swój głos na Komorowskiego, bo jestem starej daty i wolę  dojrzałych ludzi, a nie rozwrzeszczanych smarkaczy.      - Myślę, że niepotrzebnie pan Prezydent się uniósł – mówi Wiesław Piątek mieszkaniec Gąsek. - Te okrzyki sprzeciwu z czegoś się biorą. Oznaczają to, że ludzie są niezadowoleni. Sugerowanie, że opozycja  korzysta z demokraci głupio, tylko dlatego, że jest opozycją i głośno wyraża swoje opinie, było nieeleganckie.- Jestem sympatykiem pana Komorowskiego – wyjaśnia  Zbigniew emerytowany pracownik służb mundurowych z Koszalina. - Będę na niego głosował, a te okrzyki właściwie wcale mnie nie obchodziły. Jak sobie chcą pokrzyczeć, to niech sobie krzyczą. Ja i tak swoje myślę i w maju zagłosuje po swojemu.- Spodziewałem się bardziej merytorycznego spotkania – mówi Mateusz pracownik IT z Koszalina. - Wyszło na to, że gdyby nie ci „faszaole” to Prezydent w ogóle nie miałby co powiedzieć. Komorowski obraził się i w sumie wyzwał swoich przeciwników od głupich ludzi, którzy nie umieją korzystać z demokracji. Odebrałem to tak, jakby Prezydent wybierał sobie obywateli, dla których kandyduje, a to przecież my wybierzemy ewentualnie jego, nie na odwrót. Pomimo nieco nerwowej atmosfery spotkanie przebiegło bez incydentów. Uczestnicy spokojnie rozeszli się do domów.   OD AUTORA Po minionym spotkaniu z Prezydentem RP na usta cisną się słowa klasyka  : "Zgoda! Zgoda! (...) A Bóg wtedy rękę poda. "...
 

Ukradła 100 tys. z kasy przedszkoli

20 Marca 2015 godz. 15:12 Robert Kuliński/ fot.adaromanowska.blogdpot.com
Główna księgowa zajmująca się finansami czterech koszalińskich przedszkoli, przelała na prywatne konto blisko 100 tys. zł. Proceder został wykryty w lutym bieżącego roku przez Biuro Kontroli Urzędu Miasta. Była to rutynowa kontrola, jakich w roku BK wykonuje  około 20. Zastosowany został jednak nowy sposób weryfikacji dokumentów, polegający na tzw. krzyżowym zestawieniu sprawozdań z konkretnych przedszkoli i Zespołu Obsługi Ekonomiczno – Administracyjnej Przedszkoli Miejskich, czyli instytucji zajmującej się obsługą  bankową przedszkoli w mieście.- W wyniku kontroli została stwierdzona  kradzież  pieniędzy publicznych, które były przypisane konkretnym placówkom – wyjaśnia Tomasz Czuczak, sekretarz miasta. - W poniedziałek, 16 marca w  prokuraturze rejonowej zostało złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Na razie udało nam się ustalić, że od  roku 2013 do 2015 tej osobie udało się wyprowadzić co najmniej 100 tys. zł z rachunków przedszkoli na prywatne konto. Ta osoba, czyli pracownik ZOEAP została natychmiast zwolniona dyscyplinarnie. Mechanizm polegał na tym, że pracownik Zespołu, wykonujący obowiązki głównego księgowego przedszkoli, tworzył w systemie  informatycznym elektroniczne  polecenia  przelewów wpisując nazwy  kontrahentów, z którymi przedszkola miejskie stale współpracują i dokonują  wielu transakcji związanych z bieżącym funkcjonowaniem. Dotyczą one np.  dostawy artykułów spożywczych, dostawy energii cieplnej lub elektrycznej. Następnie w tytule wskazywał  rodzaj transakcji poprzez wpisanie numeru faktury do zapłaty. Z kolei w poleceniach przelewów,  zamiast numerów rachunków bankowych kontrahentów, wpisywał  własny numer konta. Tak spreparowane przelewy bankowe były przekazywane do zrealizowania głównemu księgowemu oraz dyrektorowi ZOEAP.Po stwierdzeniu  nieprawidłowości w 4 przedszkolach Prezydent Miasta zlecił dalszą kontrolę we wszystkich 19 placówkach. Wynik będzie znany najprawdopodobniej do 10 kwietnia bieżącego roku. Kiedy będzie już sporządzony protokół kontrolny i opisany cały mechanizm, zostaną zaproponowane  wnioski organizacyjne w celu wyeliminowania  tego typu zdarzeń. Nie wykluczone, że zmieni się także skład personalny Zespołu....