Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Nasze recenzje filmowe:

1 Października 2014 godz. 14:22
eWok, fot. eWok
 

Czas wielkiego rozwoju

Dziś Koszalin to jedna wielka budowa. Zdajemy sobie sprawę z uciążliwości remontu, jakiemu zostało poddane nasze miasto. Wiemy jednak, że już za chwilę utrudnienia te miną, a my cieszyć się będziemy z możliwości korzystania z nowych ulic i obiektów. Któż z nas nie zna podekscytowania towarzyszącemu podejmowaniu decyzji o modernizacji mieszkania, czy budowie domu? Wybór projektu, materiałów, spory z wykonawcami... Większość z nas w takiej, czy innej formie to przerabiało. W tej budowlanej gorączce przekraczamy nawet zaplanowany wcześniej budżet.   Gdy budowa (remont) nieco się przedłuża popadamy w apatię. Pobudzamy się dopiero, gdy do naszego nowego mieszkanka (domu) zapraszamy na parapetówkę przyjaciół i rodzinę. Szybko o trudnościach związanych z czasem transformacji  zapominamy. Mieszkamy i już.   Tak samo obecnie wygląda sytuacja w naszym mieście. W środowe przedpołudnie odwiedziliśmy większość z koszalińskich budów. Patrzyliśmy jak mury pną się do góry na terenie aquaparku. Zastaliśmy drogowców   modernizujących  ulicę Modrzejewskiej. Byli także  na Rolnej... Prace przy rondzie znajdującym się na zbiegu ulic Zwycięstwa, Bohaterów Warszawy i Morskiej są już na ukończeniu.   Za to, dopiero co rozpoczęła się naprawa ulic Piłsudskiego (w części od Orląt Lwowskich) i Lubiatowskiej. Praca trwała również na Rynku Staromiejskim i na ulicy 4 Marca. Robotnicy budujący kładkę nad ulicą Gdańską izolowali fundamenty. Dziś także rozpoczęła się jeszcze jedna inwestycja. Deweloperska. Nowy kompleks powstaje u styku ulic Zwycięstwa, Pileckiego i Głowackiego. Dziś jesteśmy świadkami wielkiego rozwoju miasta. Narzekają i krytykują tylko malkontenci i pesymiści...     
15 Marca 2013 godz. 11:45
ArtRut Fot. mat. dystrybutora
 

„Baczyński”

Trudno ocenić czy to artystyczny eksperyment, czy raczej fabularyzowany dokument zrealizowany przez ambitnego debiutanta. Nie jest to ani  film fabularny ani klasyczny dokument biograficzny poświęcony poecie. To raczej fabularyzowany dokument ukazujący okupacyjne losy legendarnego artysty pokolenia Kolumbów.   „Baczyński” to rzetelne filmowe rzemiosło pierwszej próby. Dobrze napisane, pomysłowo zainscenizowane, świetnie nakręcone. Nie ma w tym filmie martyrologii, jest bezsens wojny i wiara w siłę poezji. W filmie relacje wojennych świadków z najbliższego otoczenia poety, przeplatają się ze skromną rekonstrukcją historycznych wydarzeń   Reżyserowi nie chodziło o szczegółowe oddanie historycznych realiów, a raczej o klimat i nastrój oddający atmosferę  czasów wojennego okrucieństwa, w których przyszło żyć modemu poecie.   Powierzenie Mateuszowi Kościukiewiczowi tytułowej roli wydaje się być strzałem w dziesiątkę. Powściągliwa gra, delikatna uroda aktora idealnie oddają wyciszony charakter poety. "Baczyński" to trochę eksperyment, ale pozostawiający zaskakująco dobre wrażenie. To wyjątkowy obraz, któremu warto poświęcić swój czas. Dziwna filmowa biografia, która być może już nigdy się nie powtórzy.     Film można od piątku zobaczyć w koszalińskim Multikinie, a za kilka dni pewnie i w kinie Kryterium.   „Baczyński”. Reżyseria: Kordian Piwowarski. Scenariusz: Kordian Piwowarski. Obsada: Mateusz Kościukiewicz - Krzysztof Kamil Baczyński, Katarzyna Zawadzka - Barbara Drapczyńska, Ewa Telega - Stefania Baczyńska, Marta Klubowicz - Matka Barbary. Gatunek: biograficzny, poetycki. Produkcja: Polska . 67’
15 Marca 2013 godz. 10:54
ArtRut fot. mat. dystrubutora
 

"Złodziej tożsamości"

Najnowsza komedia Setha Gordona stała się w USA jednym z największych hitów 2013 roku. Amerykanie filmem są zachwyceni, ale czy "Złodziej tożsamości" faktycznie jest filmem wartym uwagi? Diana (Melissa McCarthy) prowadzi rozrzutny tryb życia na przedmieściach Miami. Podszywając się pod Sandy'ego Bigelow Pattersona (Jason Bateman) spełnia wszystkie swoje zachcianki nie zdając sobie sprawy, że jej podstęp może w końcu wyjść na jaw. Prawdziwy Sandy, mając tylko tydzień na odnalezienie i sprowadzenie Diany do Denver, przekonuje się, że odzyskanie własnej tożsamości nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać... On – tak zwany  normalny facet – krawaciarz z rodziną, domem i dobrą pracą. Ona – oszustka, podrabia karty kredytowe, kradnie, co ukradnie przepija. Jak to często bywa w życiu, a  w amerykańskich filmach to już na pewno, losy tej dwójki krzyżują się ze sobą. Sandy i Diana wyruszają we wspólną  podróż przez USA, ścigani przez gangsterów. Historia jak i cały film jest niestety dosyć (mało powiedziane) schematyczna – takie skrzyżowanie filmu drogi i opowieści o bardzo nietypowej przyjaźni. Przygody pary bohaterów sprawiają, że skrajnie różne osobowości zaczynają czuć do siebie „miętę”. Kontrastujące ze sobą postaci są stosunkowo słabo i bardzo pobieżnie  sportretowane, a przejmowanie - „od siebie” – pozytywnych cech pachnie groteskowym moralizatorstwem. Typowym jeśli chodzi o filmowe obrazy z za oceanu. Film jest komedią, ale jeśli chodzi o przedstawiony w nim humor, to z tym też nie jest najlepiej. Żarty raczej średnio śmieszne, pomijając kilka perełek, których nie zdradzę, bo już na pewno śmieszne nie będą. Przedstawiony w obrazie wątek kryminalny jest wyraźnie drugoplanowy, stworzony głównie, by unieść ciężar postaci i dowcipu. Czy to się autorom udało? Trudno powiedzieć i najlepiej wyrobić sobie własne zdanie. Film od piątku można zobaczyć w koszalińskim Multikinie. „Złodziej Tożsamości”. Reżyseria Seth Gordon. Obsada Jason Bateman (Sandy Bigelow Patterson), Amanda Peet ( Trish Patterson), Melissa McCarthy (Diana), John Cho ( Daniel Casey), Kevin Covais (Kevin). Komedia kryminalna, USA 110’
10 Marca 2013 godz. 8:30
Dagmara Łysiak fot. mat. promo.
 

„Trener bardzo osobisty”

Kiedyś szalały za nim fanki piłki nożnej na całym świecie. Teraz łamie serca znudzonym gospodyniom domowym w niewielkim miasteczku. George Dryer (Gerard Butler) miał wszystko. Grał w najlepszych klubach piłkarskich świata, zarabiał miliony i chętnie korzystał z uroków życia. Szczególnie w towarzystwie licznych, gotowych na wszystko fanek. Teraz jest bankrutem i już raczej kobiety się nim nie interesują. Prawie nikt nie pamięta już jego sportowych osiągnięć. George czuje, że sięgnął dna i zrobi wszystko, by się od niego odbić jak najszybciej. Po pierwsze chce naprawić swoje relacje ze swoim dziewięcioletnim synem Lewisem i byłą żoną Stacie (Jessica Biel). Chcąc chłopcu wynagrodzić stracony czas, wynajmuje dom w jego okolicy i zaczyna pracę jako trener drużyny piłkarskiej, w której gra syn. Coraz częściej też spotyka się ze swoją eksmałżonką i wychodzi na to, że może nie wszystko jeszcze między nimi skończone. W dodatku jego szef Carl (Dennis Quaid) coraz częściej go chwali.   Jego drużyna zaczyna w końcu odnosić sukcesy, a mali podopieczni naprawdę uwielbiają swojego trenera. Oczywiście nie tylko oni, ich matki również są zachwycone niebywale urokliwym mężczyzną. Przy czym kobietom wcale nie chodzi o sukcesy na boisku piłkarskim George’a. Pociąga je bardziej jego muskulatura i przepiękny uśmiech. Barb, zakompleksiona rozwódka, niebywale atrakcyjna i znudzona życiem pani domu Denise (Catherine Zeta-Jones) i Patti (Uma Thurman), piekna i wierna na razie żona Carla, każda z nich widzi w George’u swój ideał mężczyzny i walczy o jego względy. On cały czas stara odpierać zaloty natarczywych kobiet. Staje się to dla niego coraz trudniejsze.   Wydaję się, ze film to bardzo dobra propozycja dla wszystkich pań, które chcą odpocząć i zobaczyć zwykły film o miłości. Panie z pewnością będą zachwycone występem szkockiego aktora, który przez większość filmu obnosi się otwarcie ze swoim szorstkim czarem. W końcu gra tutaj faceta, który ma wywoływać w otaczających go mamuśkach i gospodyniach domowych gęsią skórkę, ekscytację i chęć dokonania kilku grzesznych czynów.   Film można zobaczyć na ekranach koszalińskiego Multikina . Reżyseria: Gabriele Muccino. Obsada: Gerard Butler, Jessica Biel, Uma Thurman, Catherine Zeta-Jones, Dennis Quaid. Komedia, USA, 2012r., 105min.
10 Marca 2013 godz. 8:07
Dagmara Łysiak fot. mat. promo.
 

„Dzień kobiet”

Polska Erin Brockovich… reżyserski debiut znanej piosenkarki Marii Sadowskiej jest, według niej, filmem o kobietach i dla kobiet. Krzepiąca opowieść o dzielnej kasjerce, która wypowiada wojnę wielkiej korporacji. Film opowiada o Halinie, która pracuje jako kasjerka w supermarkecie „Motylek”. Kobieta dostaje nieoczekiwany awans i zostaje kierowniczką sklepu, na własnej skórze przekona się, jak bezlitosne okażą się reguły gry panujące w korporacji. Zostaje wykorzystana, zmiażdżona w korporacyjnych trybach i tym samym wyrzucona na bruk. Na myśl automatycznie przywodzi głośną sprawę Bożeny Łopackiej, byłej pracownicy „Biedronki”. „Dzień kobiet” w założeniu scenarzystów miał być nie tyle kinem społecznym, który uwagę zwraca na notoryczne łamanie prawa pracy. To przede wszystkim historia uniwersalna nazywana przez  samą reżyserkę „kobiecym westernem”, który opowiada o walce o własną godność.     Główna bohaterka, najpierw straci koleżanki. Wykonując polecenia swojego przełożonego zmusi współpracownice do nieludzkich warunków pracy. Następnie straci kontrolę w życiu prywatnym nad zbuntowaną córką, ponieważ praca w supermarkecie zabierze jej tyle czasu, że nie będzie miała już kiedy zająć się wychowaniem dziecka. W końcu straci pracę, po tym jak w jej sklepie dojdzie do poronienia jednej z kasjerek. Korporacja postanawia dyscyplinarnie zwolnić swoją kłopotliwą kierowniczkę. Halina w akcie desperacji postanawia podjąć próbę uratowania swojej godności i wytacza proces byłemu pracodawcy.   Zaczerpnięty z reportażu gazetowego układ fabularny debiutanckiego filmu piosenkarki przypomina trochę nam filmy z epoki lat 70. ubiegłego wieku, gdzie bohater znajdował się w tarapatach, ale głównie z powodów politycznych. Tutaj jest inaczej, zło symbolizuje bezlitosna korporacja. Aktorskim odkryciem „Dnia kobiet” jest Katarzyna Kwiatkowska grająca główną rolę. Znana jest dotychczas z występów głównie w programach Szymona Majewskiego. Parodiowała m.in. Dodę. W filmie wreszcie jest sobą i stwarza zdumiewającą postać współczesnej kobiety pracującej, której szczerze kibicujemy oglądając ten film, w jej walce o słuszną sprawiedliwość.   Reż. Maria Sadowska, obsada: Katarzyna Kwiatkowska, Eryk Lubos, Grażyna Barszczewska, Klara Bielawka, Julia Czuraj, Bartłomiej Firlet. Dramat, Polska 2013r., 90min.  
18 Lutego 2013 godz. 15:00
Dagmara Łysiak
 

W imię…

Zakazane uczucia w Berlinie. Berlinale – podczas pierwszych dni żaden film nie zrobił takiego wrażenia jak „W imię…” Małgorzaty Szumowskiej. Próżno szukać tego filmu w koszalińskich kinach, mimo to zdecydowaliśmy się zamieścić jego recenzję, bo film to ważny i może warto go do nas ‘ściągnąć” – oczywiście legalnie i do kin. Autorka, która opowiada o zauroczeniu homoseksualizmem księdza, nie chciała po prostu wywołać skandalu ani nawet piętnować Kościoła katolickiego, który ostatnio jest zabrudzone licznymi aferami pedofilskimi, zwyczajnie - nikt nie jest czysty…. Rzeczywiście, film „W imię…” to jest przede wszystkim opowieść o samotności człowieka, którego uczucie jest podwójnie napiętnowane. Żyje na prowincji, tam gdzie nie toleruje się zwyczajnie inności, ale również dlatego, że jako kapłan powinien nosić w sobie tylko jedną jedyną miłość – do Boga. Główny bohater z wielkim oddaniem prowadzi obóz dla trudnej młodzieży na mazurskiej wsi. Wygłasza mądre kazania, ale nie jest świętym. Ma ludzkie słabości i potrzeby. Strasznie tęskni za bliskością drugiego człowieka. Na Skypie pyta siostrę, która wyemigrowała do Kanady czy ma się do kogo przytulić jak jest jej źle??. Swoje napięcie rozładowuje uprawiając jogging, ale kiedy już naprawdę nie może wytrzymać, wtedy sięga po alkohol. Szumowska wcale nie ocenia ani nie piętnuję, po prostu pokazuje dramat. Dzięki znakomitej kreacji Andrzeja Chyry jest ogromnie przejmujący. „W imię…” w Berlinie zostało dobrze przyjęte. Krytyk Andreas Klib, napisał, że „Choć Szumowska nie odkryła nowych rejonów kina, to jednak znakomicie pokazała wewnętrzne rozterki człowieka. To, co się kryję pod skórą jej bohatera”. Natomiast „The Hollywood Reporter” ocenił, że „Rzadko się zdarza, by niepokój seksualny dotykający księży został pokazany z taką wrażliwością”. Chwalono również kreację aktorów, przede wszystkim Andrzeja Chyry, który „tworzy bezbłędny portret pełnego ludzkich słabości księdza, od pierwszych scen nawiązując dialog z widzami”.
17 Lutego 2013 godz. 13:00
Dagmara Łysiak fot.mat. prom.
 

„Tajemnica Westerplatte”

Od piątku w kinach Westerplatte broni się nadal. Okazuje się, że nie jest to ani film skandalizujący, czego obawiali się „dyżurni patrioci”, ani skrajnie nieudolny, co przewidywali przeciwnicy powierzenia go debiutantowi. Historia 200 obrońców Westerplatte jest powszechnie znana. Mieli bronić placówki przez 12 godzin, do nadejścia pomocy. Jednak bronili przez cały tydzień, stając się tym samym symbolem polskiego oporu. Największe spustoszenie na Westerplatte wywołało bombardowanie, które zostało przeprowadzone przez niemieckie samoloty. Przybywało ciągle rannych, którym nie można było pomóc i zapewnić wystarczającej opieki medycznej. Ten tydzień to była konfrontacja także dwóch postaw. Dowódca major Henryk Sucharski (Michał Żebrowski) chciał oszczędzać swoich żołnierzy, którzy jeszcze mogli się przydać Polsce. Zdawał on sobie również sprawę tego, że pomoc nie nadejdzie nigdy. Natomiast Franciszek Dąbrowski (Robert Żołędziewski) uważał, że należy walczyć do ostatniego naboju, że ofiara z podkomendnych ma sens. Dwa elementy niweczą, niestety ten zamiar. Po pierwsze koturnowe aktorstwo. Po drugie, zapętlanie się w powtarzaniu ciągle tych samych argumentów co do potrzeby zniechęcenia lub tez kontynuowania walki. W tych momentach właśnie najbardziej się tęskni za szlachetnym i lepiej skonstruowanym „Westerplatte” z 1967 roku Stanisława Różewicza. Po co było więc kręcić ten remake? Z pewnością są nowe komputerowe technologie, dlatego sceny ostrzału Westerplatte wyglądają dzisiaj sugestywniej. Z pewnością szacunek budzi rozmach inscenizacyjny reżysera, zwłaszcza w partiach początkowych. Jak najbardziej na jego film pójdą masowo szkoły, skoro nie szkaluje on już raczej honoru polskiego żołnierza. Reżyseria: Paweł Chochlew. Obsada: Michał Żebrowski, Robert Żołędziewski, Jan Englert, Piotr Adamczyk, Borys Szyc, Przemysław Cypryański, Mirosław Zbrojewicz. Dramat/wojenny, Polska, Litwa, 2013r., 118min.