Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Koncerty w Koszalinie:

25 Stycznia 2017 godz. 10:09
Ekoszalin z mat. informacyjnych
 

Ania Szarmach – darmowe wejściówki

Centrum Kultury 105 w Koszalinie informuje, że druga i ostatnia pula wejściówek - na balkonie sali widowiskowej CK105 - na koncert "Ania Szarmach w piosenkach Natalie Cole" będą rozdawane w sobotę 28 stycznia od godz. 10.00 w recepcji CK 105 i w kasie kina Kryterium. Przypomnijmy, ze koncert Ani Szarmach, który odbędzie się w sobotę 28 stycnia o 20:00 nie jest biletowany, liczba miejsc jest jednak ograniczona i obowiązują bezpłatne wejściówki. Podczas koncertu prowadzona będzie zbiórka pieniędzy na rzecz Hospicjum im. św. Maksymiliana Kolbego w Koszalinie. Koncert „Ania Szarmach w piosenkach Natalie Cole” to połączenie genialnego brzmienia utworów Natalie Cole z nową oprawą aranżacyjną, głosem i interpretacją Ani Szarmach oraz udziałem gości specjalnych.   Ania Szarmach fascynuje nie tylko głębią i barwą swojego głosu, ale także niezwykłą wrażliwością oraz nieustanną chęcią poszukiwań nowych przestrzeni muzycznych. Najnowsza przygoda muzyczna to koncert z repertuarem Natalie Cole, na który składają się największe przeboje artystki w aranżacjach Grzegorza Jabco Jabłońskiego i Ani Szarmach. Ania Szarmach jest artystką niezależną i wszystkie swoje płyty nagrywa samodzielnie, bez wsparcia wytwórni muzycznych.   Albumy Ani są w pełni autorskie. Jest ona także producentem wszystkich swoich płyt. Do tej pory wydała cztery albumy “Sharmi”, “Inna”, “Pozytywka” oraz najnowszy “Shades of Love”, który ukazał się w kwietniu tego roku. Współproducentami ostatniej płyty są: Maciej “Envee” Goliński  - muzyk, producent i DJ oraz Grzegorz “Jabco” Jabłoński - kompozytor, wszechstronny muzyk, producent, pianista i aranżer oraz kierownik muzyczny zespołu Ani.   Ania Szarmach od lat pracuje z wieloma, wysoko cenionymi muzykami polskiej i światowej sceny popowej i jazzowej. Do współpracy nad swoimi albumami i udziału w koncertach zaprasza zawsze najlepszych instrumentalistów oraz wokalistów. W nagraniach jej piosenek między innymi udział wzięli Adam Bałdych, Marcin Wasilewski, Frank McComb, Ryszard Bazarnik, chór Sound’n’Grace, Anna Maria Jopek, Kuba Badach, Piotr Żaczek, Robert Luty, Marek Napiórkowski, Robert Kubiszyn, Michał Miśkiewicz, Henryk Miśkiewicz, Krzysztof Herdzin, Michał Tokaj. Premiera koncertu „W hołdzie Natalie Cole” odbyła się podczas tegorocznego Gospel Festiwal w Gniewie. Ani towarzyszyli wspaniali goście m in. Frank McComb, David Haynes, Wayne Ellington oraz Marek Bałata. Koncert został żywiołowo przyjęty przez publiczność.
7 Listopada 2016 godz. 13:28
Ekoszalin z mat. info. CK105
 

Dzisiaj 36 Generacja. Wszystko dopięte.

Dzisiaj startuje kolejna, 36 już edycja Generacji - imprezy z tradycjami sięgającymi początków lat 80. Festiwal zapoczątkował w miniony weekend koncert zespołu Tides From Nebula. W sobotę 12 listopada, o 17 na scenie Clubu 105 odbędą się przesłuchania konkursowe, natomiast koncert HEY - gwiazdy Festiwalu rozpocznie się o 21:00 w sali kina Kryterium. Do udziału w konkursie 36. Festiwalu Rockowego Generacja zapraszane są wszystkie zespoły wykonujące muzykę rockową z wszelkimi jej odmianami i pochodnymi opartą na repertuarze własnym. Materiały zgłoszeniowe należało przesłać Organizatorowi w nieprzekraczalnym terminie do 16.10.2016r. Wyłonieni i zaproszeni do konkursu wykonawcy walczą o nagrody pieniężne: I miejsce – 4000 zł oraz Nagrodę publiczności – 1000 zł.   Na tegoroczną Generacje nadesłano 85 zgłoszeń, które punktowało 5 selekcjonerów w skali ocen 1-5. Wybrane zespoły do przesłuchań na żywo to kapele z najwyższą średnią. Konkurs odbędzie się w sobotę 12.11.2016r. o 17:00.   Zespoły oceniali: Radosław Czerwiński - Kierownik Działu Impresariatu CK105, Marek Karoń - Dział Techik Audiowizualnych CK105, Kuba Staniak - Dział Impresariatu CK105, Przemysław Olszewski - Sklep Muzyczny Swing, zespół Solid Wood, Leszek Jankowski - zespół Kaboom!   Do finału konkursu zespołów w ramach 36 Festiwalu Rockowego Generacja 2016 zakwalifikowały się następujące zespoły (w kolejność alfabetyczna): CAN'T EXPLAIN z Ostrołęki ELEANOR GRAY z Poznania OIL STAINS z Koszalina/Gdyni PREMIERA z Koluszek Graphotype   Zespoły biorące udział w konkursie festiwalu zaprezentują się w sobotę 12 listopada w Clubie105 w godz. 17:00-20:00. Wstęp na przesłuchania konkursowe jest bezpłatny. Gwiazdą tegorocznej „Generacji” będzie zespół Hey, który zagra w sali widowiskowej CK105 o godz. 21:00. Bilety na koncert w cenie 55 zł można zakupić: w kasie kina Kryterium, w recepcji CK105, i stronie www.ck105.koszalin.pl
20 Września 2016 godz. 7:24
Ekoszalin z mat. informacyjnych / fot. arch zespołu Hey i YT
 

Niebawem 36 edycja Festiwalu Rockowego Generacja

13 Lipca 2016 godz. 5:47
Ala za mat. prasowe,
 

Koszalin "Na fali"

15 sierpnia br. Amfiteatr w Koszalinie po raz kolejny odwiedzi plejada polskich Artystów. Wystąpią: IRA, Varius Manx & Kasia Stankiewicz, FEEL, Grzegorz Hyży, Michał Szpak, Natalia Szroeder, Szymon Chodyniecki, Daria Zawiałow. Po raz pierwszym partnerem telewizyjnym wydarzenia będzie telewizja TVN. Podczas koncertu NA FALI usłyszycie piosenki, które królowały w polskich rozgłośniach radiowych. To będzie niezapomniane i energetyzujące muzyczne doznanie, w którym nie zabraknie największych hitów z dorobku zaproszonych Gwiazd.       Wzorem ubiegłych edycji o godz. 20:00 rozpocznie się transmisja telewizyjna koncertu na antenie TVN. Publiczność Amfiteatru oraz Telewidzowie, zobaczą nietypowe duety. Gwiazdy polskiej sceny muzycznej zaprezentują się wspólnie z uczestnikami konkursów telewizyjnych: X-Factor, Mam Talent! i Mali Giganci, którzy walczyć będą o statuetkę NA FALI. O zwycięstwie zadecydują głosy oddawane za pośrednictwem bramki SMS podczas trwania koncertu.W 2014 roku zwyciężyła Karolina Nawrocka, która wspólnie z zespołem LemON wykonała piosenkę "Wkręceni (nie ufaj mi)". W 2015 roku statuetkę NA FALI otrzymała Aleksandra Andrukajtis z Wałcza, która wspólnie z zespołem Najlepszy Przekaz w Mieście brawurowo wykonała piosenkę "Zawsze do celu".  Na zakończenie festiwalu odbędzie się występ zespołu Ira, podczas którego z rąk Prezydenta Miasta Koszalina- Piotra Jedlińskiego wykonawca otrzyma statuetkę BURSZTYNOWA FALA za całokształt pracy artystycznej z życzeniem dalszych owocnych lat kariery muzycznej. Podczas tegorocznej edycji festiwalu będziemy świadkami jeszcze jednego, bardzo ważnego wydarzenia. Na scenie pojawi się mieszkanka Koszalina- Daria Zawiałow, która już niebawem wyda swój debiutancki album.BILETY dostępne na:biletyna.pl http://biletyna.pl/event/Festiwal-Na-Fali-2016-Amfiteatr-Koszalin-e32722.htmlkupbilecik.pl http://www.kupbilecik.pl/impreza-12799-festiwal.na.fali.2016.koszalin.html
28 Kwietnia 2016 godz. 12:01
Ala za CK 105, fot. CK105
 

W piątek Cała Góra Barwinków

Macie ochotę na energetyczny mix ska, reggae i rocksteady. W piątek o godz. 20.00 w Club 105 przy ul. Zwycięstwa 105 wystąpi zespół. Bilety w cenie 5 zł. dostępne w kasie kina Kryterium, recepcji CK105, na stronie CK105 oraz www.kupbilecik.pl Cała Góra Barwinków (CGB) działa w obecnym składzie od 2002 roku, choć korzenie grupy sięgają roku 1997. Należy do najważniejszych wykonawców rodzimej sceny ska/reggae. Muzyka grupy, to energetyczny mix ska, reggae i rocksteady. Znakiem rozpoznawczym CGB jest wysunięta na pierwszy plan, rozbudowana sekcja dęta i chwytliwe melodie. Grupa ma na koncie cztery płyty długogrające. Ostatnia z nich - „Beat 2 Meet U” - ukazała się w 2013 roku. W 2008 roku ukazał się winylowy singiel z piosenką „Ta ostatnia niedziela”. W 2004 roku zespół został zaproszony przez Jurka Owsiaka do studia telewizyjnej dwójki gdzie wystąpił podczas XII Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Cała Góra Barwinków zaprezentowała się również w programach : „Kuba Wojewódzki", „Poplista”, „Kawa czy Herbata”, „Regiony kultury” czy też w programie „Taper”, w którym zespół podkładał muzykę pod niemy film Charliego Chaplina „Charlie ucieka”. Debiutancka płyta CGB  zdobyła uznanie wśród publiczności i krytyków. Zebrała dobre recenzje w prasie - muzycznej („Teraz Rock”, „FreeColours”, „Reggaebeat”) i pozamuzycznej („Gazeta Wyborcza”), a także w portalach internetowych. Jeszcze lepiej wiodło się kolejnej produkcji zespołu pt. „24 godziny”. Spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, czego wyrazem czwarte miejscu w plebiscycie pisma „Free Colours” na najlepszą płytę roku. Tytułowa piosenka wylądowała na trzecim miejscu tego zestawienia w kategorii ‘Piosenka roku’. Dotarła też do pierwszego miejsca listy przebojów Radia Bis. Kolejne płyty – „Kocham kłopoty” (2010) i „Beat 2 Meet U”(2013) - ugruntowały pozycję grupy na krajowym rynku muzycznym. W 2014 roku Cała Góra Barwinków wzięła udział w 4 edycji programu „X Factor” w TVN, odpadając na zaledwie dwa odcinki przed finałem. CGB słynie z świetnie przyjmowanych, energetycznych koncertów. Wystąpiła dotąd na niemal wszystkich najważniejszych festiwalach, a także dwukrotnie na Przystanku Woodstock – w 2003 i 2013 roku oraz Heineken Opener Festival 2007 w Gdyni. Obecnie ma na koncie około 600 występów w kraju i za granicą. Skład: Kuba Kaczmarek – bas/śpiew Tomek Kaczmarek – gitara/chórki Maciek Kulej – klawisze Jakub Syguda – perkusja Artur Wilk – gitara Karol Ryś – puzon Paweł Tyrała – saksofon Daniel Michoń – trąbka Bartosz Klich – realizator zespołu  
15 Kwietnia 2016 godz. 21:19
Robert Kuliński
 

Uczniowie „Muzyka” w filharmonii

Uczniowie rodzimego Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Grażyny Bacewicz w Koszalinie, wystąpili przed licznym gronem melomanów w gościnnych progach Filharmonii Koszalińskiej Instrumentaliści, którzy zdobywają laury na rozmaitych konkursach w całej Polsce, mogli zaprezentować swój kunszt w pełnej okazałości. Warunki sali koncertowej sprzyjają talentom, a ciepłe przyjęcie zgromadzonej publiczności, w słyszalny sposób dodało młodym „skrzydeł”.   Zabrzmiały kanony muzyki poważnej, m.in. Ludviga van Beethovena, Wolfganga Amadeusza Mozarta, jak iSiergieja Prokofiewa, czyCamille Saint-Saënsa. Słuchacze szczodrze nagradzali artystów oklaskami, co nie dziwi, bo po raz kolejny kadra nauczycielska ZPSM mogła być dumna ze swoich podopiecznych.   Doskonałe umiejętności i wrażliwość muzyczną w towarzystwie zaprezentowali następujący soliści : Amelia Dziedzic (skrzypce – naucz. M. Kobierska) S. Prokofiew – II koncert skrzypcowy g-moll cz. I Wiktor Dziedzic (skrzypce – naucz. N. Dondalski) H. Wieniawski – II koncert skrzypcowy d-moll cz. I Michał Jopek (gitara – naucz. D. Schmidt) Inga Radomska (fortepian – naucz. E. Gajdzis) – realizacja partii klawesynu J. S. Weiss – Koncert d-moll na lutnię i orkiestrę smyczkową Mikołaj Gajdzis (waltornia – naucz. P. Pożakowski) W. A. Mozart – III koncert waltorniowy Es-dur KV 447 cz. II i III Wojciech Górski (trąbka – naucz. E. Klepczyński) J. N. Hummel – Koncert na trąbkę i orkiestrę Es-dur cz. I Hubert Miarka (fortepian – naucz. P. Murawski) C. Saint-Saens – II koncert fortepianowy g-moll cz. I Gabriela Murawska (fortepian – naucz. A Murawski) L. van Beethoven – III koncert fortepianowy c-moll cz. I Konstancja Śmietańska (wiolonczela – naucz. W. Cisoń) J. Haydn – Koncert wiolonczelowy C-dur cz. I   Orkiestrę Symfoniczna Filharmonii Koszalińskiej od pulpitu dyrygenckiego poprowadził Rafał Kłoczko. Natomiast przebieg koncertu opatrzyła słowem Beata Piocha.
10 Kwietnia 2016 godz. 1:25
Robert Kuliński
 

Leski - songwriter

Od kilku lat polska scena muzyczna opanowywana jest przez tzw. songwriterów. To nowy ruch i zjawisko wprowadzające rewolucję. Zastosowanie zachodniej nazwy na autora piosenek, budzi zupełnie inne skojarzenia. Sobotni wieczór w Clubie 105 wybrzmiał twórczością Leskiego - nowego songwritera rodzimego grajdołka. Koncert zapoczątkował tegoroczną edycję cyklu „105% mocy”, który w ubiegłym roku funkcjonował na innych zasadach niż obecnie. Wcześniej biletem wstępu był dobrowolny datek na rzecz hospicjum. Teraz koncerty są biletowane, ale dwie godziny przed rozpoczęciem występu zaproszonej gwiazdy, w holu kina Kryterium, specjaliści promują zdrowy tryb życia. W minioną sobotę można było zasięgnąć wiedzy na temat dawstwa, czy to szpiku, czy organów. Przejdźmy jednak do artystycznej części wieczoru.   Czym charakteryzuje się ta niby nowa fala „artystów” zwanych songwriterami? Po pierwsze dobrze jeśli twórca kompozycji słowno - muzycznych obdarzony jest zadumaną facjatą, wyrażającą głębokie przeżycia wewnętrzne. Wymagane jest także, aby taki wykonawca potrafił opanować mimikę. Chodzi o to, aby żaden grymas nie zniekształcił posągowej powagi, a wzrok pozostawał niezmiennie posępny.   Oprócz „artystowskiego” wizerunku, potrzebny jest atrybut. Najlepiej gitara, bo ten instrument od razu kojarzy się z „piosenkowaniem”. Po trzecie taki songwriter nie może być wirtuozem. Co najwyżej pięć akordów w zestawie. Żeby songwriter mógł faktycznie zaistnieć jako przedstawiciel innej kasty niż autor piosenek, czy bard z Krainy Łagodności, potrzebuje zespołu złożonego z muzyków sesyjnych.   Leskiemu, czyli Pawłowi Leszoskiemu udało się zostać prawdziwym songwriterem, gdyż spełnił wszelkie wymagania. Publiczność w liczbie około 60 osób nie miała wątpliwości, że teksty wyśpiewywane przez stylowego brodacza, tętnią pulsem jego duszy. A tę Leski posiada bardzo wrażliwą i poetycką.   Nie dajmy się jednak zwieść najprostszym skojarzeniom. Mamy wszak do czynienia z songwriterem, a nie poetą. Dlatego opowieści o emocjach, wyśpiewane z zerową charyzmą, były raczej stonowanym opisem pełnym wyrafinowanych - a jakże – obserwacji: „Przepłynął dreszcz, przez włókna nerwu”, czy równie wykwintnych metafor: „Nabieramy wody w szalupy spojrzeń”.   Słowa poukładane z ogromną dbałością o sens i przekaz oraz literacką formę sprawiły, że nawet muzyka wydała się być wybitna. Oczywiście muzycy sesyjni doskonale odnajdują się w banalnych pochodach akordowych, ale stylizacja na americanę, folk oraz domieszka dream popu, to w istocie zabiegi niezmiernie odkrywcze. Leski zabrzmiał niemal tak samo oryginalne jak albumy Passengera, Bon Iver sprzed 10 lat albo Bonniego „Prince” Billy'ego sprzed ponad 15.   Publiczność jednak szczodrze obdarowywała „artystę” oklaskami. W końcu to jeden z polskich, a nie jakichś importowanych songwriterów. Śpiewa po naszemu, gra po ichniemu, ale jest nasz, biało - czerwony i należy być z tego dumnym. Swoją drogą americana w wydaniu nadwiślańskim to dość karkołomne przedsięwzięcie, ale wśród songwriterów jest elementem obowiązkowym. Przy okazji muzyk sesyjny, który posiadł umiejętność grania na banjo, znajdzie zajęcie.   Słuchacze z Clubu 105 domagali się bisu tak usilnie, że zabrzmiała jedna piosenka nadprogramowa. To zresztą było do przewidzenia po wcześniejszych reakcjach audytorium. Nie mogło być inaczej.     OD AUTORA   Songwiterska liryka po prostu chwyta za serce... ale tylko tych, którzy potrafią odczytać jej głębię. Świat pełen jest przecież grubiaństwa. Przedstawiciel niewrażliwego sortu odbiorców, zapewne pokusiłby się o wyśmianie Leskiego, czy Skubasa. Mógłby nawet podjąć próbę wyszydzenia takiego Korteza, który zasłynął nieziemską poetyką w utworze „Pocztówka z kosmosu”.   Swoim songwriterskim stylem, opisał trudy rozłąki z ukochaną podczas pobytu na orbicie okołoziemskiej. Cytat: „(...) sikałem w torebki i jadłem jak pies. ”. Za to powinniśmy cenić tego typu „artystów”, bo nadają sens grafomanii i wynoszą ją na piedestał, zachwycając coraz to większe rzesze słuchaczy. Mam nieodparte wrażenie, że moda na songwriterstwo dopiero się rozkręca. Czekam z niecierpliwością na kolejnych domorosłych tekściarzy z gitarą.
9 Kwietnia 2016 godz. 3:04
Robert Kuliński
 

Metal zalał Kawałek

Działo się! Wieczór w Kawałku Podłogi wypełniły brzemienia metalowe o mocno imprezowym charakterze. Heavy i thrash absolutnie pochłonęły w większości młodocianą publiczność. Trzy formacje dokonały bezwstydnego najazdu na koszaliński gród, siejąc totalne spustoszenie wybuchowym ładunkiem decybeli. Poziom był zróżnicowany, ale kolejność występów doskonale dawkowała emocje.   Zdecydowanie najbardziej kanciastą wersję thrash metalu zaprezentował skład bardzo młodych zapaleńców ze Szczecina, występujących pod nazwą Frenatron. Młody wiek i nadwyżka energii doskonale rekompensowały niedoróbki w postaci monotonnej dramaturgii. Można było wręcz odnieść wrażenie, że wciąż wybrzmiewa jeden utwór, ale nie odbierało to muzykom scenicznego uroku. Pasja z jaką młodzi zaserwowali swój recital, udzieliła się części słuchaczy, którzy wspierali orkiestrę pod sceną.   Nie tylko jednak muzyka „żarła” narowiście wypracowanym kanonem thrashu. Także oldschoolowy image frontmana robił swoje. Baty z grzywką, na klacie logo Motorhead i tenisówki. Trudno byłoby uznać Frenatron za poważną formację, bo pastiszu jest tu wiele. Nic w tym jednak zdrożnego, bo technicznie grupa zaprezentowała się znakomicie, a piejąco – skrzeczące poczynania wokalne dopisały przysłowiową „kropkę nad i”.     Najlżejszą atrakcją wieczoru był występ bardzo dobrze znanej w Koszalinie kapeli Steel Drunk. W tym wypadku jednak dominantą repertuaru był stary i nikomu niepotrzebny do niczego hard rock. Muzycy z taką gracją i finezją odgrywali przewidywalne co do sekundy kompozycje, że występ nie mógł się nie udać. Dodatkowym urozmaiceniem były akrobatyczno - choreograficzne popisy, co sprawiło, że słuchaczy jakby trochę pod sceną przybyło.   Dbałość o show i profesjonalnie opracowany banał obranej przez trio stylistyki, urzekał i porywał do zabawy. Niestety muzycy przeciągnęli swój występ co w pewnym momencie przestało bawić. Mimo to należy pochwalić zapał i pomysłowość, choćby w prezentacji swoistego medleya opartego na motywach z repertuaru Pantery. Steel Drunk to urodzeni showmani oraz świetni muzycy i chyba dobrze, że wykonują totalnie umarły gatunek muzyczny, bo w innym wypadku w ogóle nie byłoby to śmieszne.     Gwiazdą i prawdziwą petardą wieczoru był poznański ThermiT. Formacja także znana koszalińskiej publiczności. Trzy lata temu muzycy zdobyli nagrodę od zachwyconej rzeszy słuchaczy podczas festiwalu Generacja. Nie zdążył wybrzmieć trzeci takt pierwszego utworu, a cała publiczność zgromadzona w Kawałku już stawiła się pod sceną.   W powietrzu załopotało od headbangingu. Górne kończyny rozentuzjazmowanych małolatów, co chwila wyrzucały ponad głowy tłumu rogate pozdrowienie. Natomiast chór podchmielonych gardeł entuzjastycznie wtórował wokaliście wykrzykującemu bojowe jednosylabowe wołacze.   ThermiT zabrzmiał soczyście i porażająco. Stylistyka heavy i thrash z odwołaniami do klasyki i to tej najbardziej klasycznej ze wszystkich możliwych klasyk, zapłonęła żywym ogniem. Ujmująco zabawny wokal i totalne przerysowanie maniery nie pozostawiały złudzeń. Wieczór należał do poznaniaków, którzy bawią się metalem jak nikt inny.
20 Marca 2016 godz. 11:20
Robert Kuliński
 

Mjut dla psychofanek

Zespół Mjut podczas sobotniego wieczoru w Kawałku Podłogi, wystąpił dla nielicznej publiczności, która w większości składała się z psychofanek. Koncert upłynął przy brzmieniach wyeksploatowanych do cna. W ubiegłym tygodniu to Antyradio było główną osią podkreślenia muzycznej pustki grupy Milczenie Owiec. Kolejny weekend i kolejny zespól promowany przez ogólnopolską rozgłośnię radiową. Tym razem na scenie przy ul. Piastowskiej zabrzmiał repertuar, który śmiało można określić mianem programowego „bzdziarstwa” spod znaku jakości „Trójki”. O tym jak bardzo, zdaniem autora niniejszego tekstu, Sz.P. Stelmach doprowadził do pauperyzacji rodzimej sceny niezależnej, czy alternatywnej, można przeczytać w tekście „Co z tą muzyką – Czyli nadwiślańska prowincja (nie) słucha”. Wróćmy do Mjut. Za sprawą nijakiej twórczości tej orkiestry, łatwo zaobserwować jak propagowanie indieliryki przez redakcję z Woronicza, ośmieliło domorosłych poetów do wyśpiewywania swoich tekstów przy akompaniamencie gitar. Teksty nasączone nostalgią, apelujące do słuchacza, by ten powrócił do natury i zrozumiał kruchą, wrażliwą duszę podmiotu lirycznego, mogły trafić wyłącznie do psychofanek. Oczywiście poezja jest reakcją na prozę życia, ale proza w gimnastycznych zabiegach interpretacyjnych, rzadko nabiera głębszego znaczenia. Słowa piosenek „Komputery”, „Wszyscy ludzie i ja”, czy  „Tyle ile chcę” to przykłady polskiej grafomanii, której absolutnym mistrzem jest np. Michał Wiraszko z formacji Muchy.  Dość jednak o tekstach, bo niesprawiedliwie byłoby skupiać się wyłącznie na najsłabszych elementach zespołu Mjut. Wszak twórczość każdej grupy można rozpatrywać wielopoziomowo, a działdowianie obok pierwiastka bardzo słabego, mają jeszcze zwyczajnie słaby i całkiem niezły.Trzeba oddać muzykom, że znają się na rzeczy i sceniczne poczynania kwartetu są bez zarzutu. Profesjonalne brzmienie, mądre korzystanie z efektów i bardzo pomysłowe rozwiązania motoryczne, sprawiły że koncert przynajmniej nie męczył prowizorką. Na wielkie uznanie zasługuje basista grupy Marcin Blicharz. To niezwykle utalentowany instrumentalista, który nie tylko może poszczycić się mistrzowską techniką, ale wyczuciem. Groove i potężne pomruki akordów fantastycznie niosły kolejne, niestety banalne, zwrotki do przodu. Rzadko słyszy się teraz takich basistów.Tyle jeśli chodzi o zachwyty, bo reszta repertuaru mogła wywołać u bardziej osłuchanego odbiorcy, co najwyżej nudę. Wybrzmiały smyczkowe ściany dźwięku zapożyczone od Sigur Rós, pogłosowa „plumkanina” znana z U2 oraz popowa, a nawet można rzec populistyczna dramaturgia z Clodplay. Wszystko spięte w uładzone „radio friendly” pioseneczki. Nie można też pominąć kompozycji, które trąciły typowym disco indie. Te wszystkie elementy sprawiły, że nawet wybitny basista niestety ginie w natłoku sztampy. Mjut nie prezentuje nic, czym grupa mogłaby wyróżnić się z indie pop rockowej masy sryliarda identycznych składów.  To aż boli, że muzycy tak uzdolnieni, świetnie brzmiący na scenie, parają się tak sztampowym kopiarstwem. W kwartecie jest potencjał, tylko chyba brak odwagi.Wieczór zwieńczyły bisy, choć publiczność niezbyt energicznie garnęła się do wyklaskania nadprogramowych utworów. Obok powtórek przeboików „Komputery” i „Wszyscy ludzie i ja” grupa wykonała także „Imagine” Johna Lennona. Wyobraźcie sobie jak  miałko musiała  zabrzmieć piosenka będąca kanonem radiowego banału, oprawiona w  manierę Colplay.  OD AUTORAPrzywołanie zespołu Coldplay, jako jednego z nużących elementów pobrzmiewających w twórczości Mjut, wymaga dopowiedzenia. Jakiś czas temu przy okazji premiery któregoś krążka zespołu Chrisa Martina,  słuchałem lokalnej rozgłośni. Pani redaktor swoim aksamitnym głosem zachwalała album, chyba  „Ghost Stories”. Po kolejnej dawce ochów i achów z anteny radiowej, zadałem pytanie swojej połowicy: „Wyjaśnij mi, dlaczego ludzie tak kochają Coldplay? Ja tego nie rozumiem.”. Połowica bez namysłu odparła także zadając pytanie: „A dlaczego ludzie lubią ziemniaki?”.
13 Marca 2016 godz. 11:18
Robert Kuliński
 

Milczenie Owiec nie milczy

Byłoby lepiej gdyby zespół Milczenie Owiec zastosował się do swojej nazwy i zamilkł. Niestety na fali „antyradiowej” popularności grupa tworzy i koncertuje promując swój najnowszy album „Niepokoje”. Kwintet wystąpił w minioną sobotę na scenie Kawałka Podłogi. Publiczność, która przybyła do lokalu składała się z najbardziej zagorzałych fanów, którzy pamiętali grupę jeszcze sprzed ośmiu lat, kiedy to muzycy zagrali w naszej metropolii. Około 30 osobowa reprezentacja fanów rocka spotkała się w sobotni wieczór, aby wspierać formację, która brzmi jak tysiące podobnych z pogranicza popu, rocka i parametalowej papki. Impreza obfitowała także w humorystyczne elementy. W ramach supportu wystąpiła niemiecka grupa Start A Revoltution. Muzycy zaprezentowali komiczny wymiar ekspresji scenicznej, znanej z anteny MTV Rocks. Pełna dramatyzmu choreografia wokalisty Malika Aziza oraz synchroniczne bujanki gitarzystów, naprawdę mogły wywołać uśmiech.  Skład wykonał to co powinno ująć każdego nastolatka, czyli ostre gitary i pełen emocjonalnego przejęcia wokal. W praktyce przypominało to próby wskrzeszenia mody z początku XXI wieku, kiedy to takie formacje jak Lostprophets, czy Papa Roach świeciły triumfy wśród młodzieży. Ówczesne małolaty garściami czerpały inspiracje do buntu z wcześniej wspomnianej anteny MTV. Metalowo – hardcorowej stylistyce, pieprzu dodały wyćwiczone gesty dopracowane do najbardziej subtelnego zarzutu grzywki. Warto też wspomnieć o chóralnym perfekcjonizmie. Trzy wokale niekiedy nadawały kompozycjom charakteru hymnu.Natomiast zespół Milczenie Owiec rozpoczął swój występ instrumentalnym utworem o progresywnej stylizacji. Soczyste solo gitary i pompatyczna oprawa miały być zapowiedzią nadchodzącego rockowego majstersztyku. W istocie trudno muzykom odmówić umiejętności, opanowania instrumentu oraz solidnego zaaranżowania utworów. Pod względem technicznym faktycznie zespół zabrzmiał profesjonalnie. Szkoda, że cały ten wysiłek zmierza w kierunku Antyradia. Ciężkie gitary i rozbudowana rytmika, splatała się w romansie z popową manierą. Ileż to jest podobnych grup? Z jednej strony muzycy starają się uchodzić za formację rockową, a z drugiej zależy im na posłuchu i tym, aby mimo wszystko piosenki były przyjemne. Słowo „przyjemnie” to klucz do rozwikłania zagadki beznadziejności 99% propozycji kulturalno – rozrywkowych w nadwiślańskim kraju, ale to na inny artykuł.    Obok energetycznych utworów, zabrzmiały także rockowe ballady, gdzie wcześniej zamanifestowany progresywny sznyt, zbliżył Milczenie Owiec do Bajmu.  Trzeba podkreślić, że muzyka rockowa to już totalny przeżytek. Aby ożywić tego trupa należy to robić z głową. Jeżeli zespół stara się oprzeć swoje brzmienie na kobiecym wokalu, to powinien on mieć coś charakterystycznego i choć odrobinę charyzmy. Niestety mamy do czynienia z polską formacją, której wystarczy Aleksandra Wysocka. Wokalistka obdarzona pospolitą barwą i kompletnym brakiem charakteru. Jakie kobiety polskiego rocka zaistniały i stały się faktycznymi ikonami? Te które miały w sobie iskrę i pazur - Kora, Ortodox, czy Chylińska. Choć nie każda z wymienionych pań przewodziła wartościowej formacji, to jako forntwoman były dla swoich zespołów swoistymi lokomotywami. Milczenie Owiec niestety stoi na bocznicy.Koncert był przeznaczony dla tych, którzy odnajdują spełnienie na antenie Antyradia. Można wręcz rzec, że Milczenie Owiec to rock dla księgowych i pań z sekretariatu, gdzie w ciągu dnia, przy pracy wybrzmiewa im z odbiornika muzyka reklamowana hasłem „rockowo bezkompromisowi”.