Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
Koszalin, Poland
kultura

Julia Curyło - obrazy, kurczaki, LHC i polityka

Autor Ryszard Ziarkiewicz, fot. archiwum 31 Lipca 2016 godz. 6:43
Styl Julii Curyło to pochodna pop artu Niki de Saint-Phalle i Fernado Bottero, trochę Nikifora, którego postaci też pięknie fruwały po niebie, trochę Hasiora z jego wioskową bogobojnością, Roberta Rumasa, który kupował gipsowe figury Matki Boskiej i Chrystusa w tej samej sieci kościelnych sklepów o wdzięcznej nazwie „Dewocjonalia”. Szczypta Chagalla i Koonsa. Cała reszta jest pomysłem Curyło. A więc nie mało - napisał Ryszard Ziarkiewicz. 11 sierpnia o godz. 18.00 w koszalińskiej Galerii Scena przy ul. Zwycięstwa 105 odbędzie się prezentacja malarstwa i obiektów jednej z najciekawszych artystek ostatniej dekady Julii Curyło (rocznik 1986, Warszawa) która uprawia wielkoformatowe realistyczne malarstwo figuratywne.

Z pop artem artystkę wiąże przede wszystkim ciekawa zbieżność z propozycją Niki de Saint-Phalle, której sławę przyniosły gigantyczne plenerowe rzeźby i instalacje z kolorowego poliestru realizowane wspólnie z Tinguelym. Najsłynniejszą pracą Saint-Phalle jest leżąca na plecach olbrzymka „Nana” pokazana w 1966 w Moderna Museet w Sztokholmie (Nana: Hon. En Kathedral / Ona. Katedra). 

W ogromnym, bajecznie kolorowym leżącym na plecach ciele Nany, do którego wchodziło się przez pochwę, znajdowało się m.in. kino, ławeczka dla zakochanych, bar coca-coli, akwarium, planetarium oraz ekspozycja prac. Przez pępek zwiedzający wychodzili do Niebieskiej werandy – swoistego hołdu dla Yves’a Kleina. Trudno oprzeć się wrażeniu, że propozycja Curyło jest kontynuacją twórczości Saint-Phalle, zwłaszcza gdy porównamy charakterystyczne sylwetki ludzkie występujące w sztuce obu pań. Choć, co powszechnie wiadomo, kształty te są pochodną nadmuchiwanych lal z seks shopów i nieco późniejszej estetyki kiczu Koonsa. Tak więc nawet feministyczne kury Curyło z serii „Uwolnić Kury”, są pochodną seksualnego wyzwolenia lat 60. Ale z racji po części z technologii, ale przecież nie tylko, są feministkami z rysą.

Wszystkie popowo-ludyczno-ludowo-erotyczne aspekty ikonografii i stylu Curyło, choć zabawne i pociągające, służą jednak krytyce kultury masowej, która wchłonęła zarówno sztukę jak i religię. Sama artystka dość precyzyjnie formułuje tezę o nieszczerości współczesnych postaw odwołujących się do patriotyzmu i wiary. Zwłaszcza wiary. Stąd, w ogromnych, „ołtarzowych” obrazach świętość miesza się z profanum na każdym centymetrze kwadratowym. Jakby tego było mało artystka czasami wzbogaca ekspozycję gipsowymi figurami Matki Boskiej lub Chrystusa lub jakimś świętym. Takimi samymi jakie stoją w kapliczkach w zaułkach Warszawy i parafialnych kościołach. Ich śmiertelna, nieudaczna gipsowa powaga miesza się z generalnie liberalnym obrazem współczesnej stolicy. I ten drugi obraz dwubiegunowej polskiej rzeczywistości umieszczony w tle jest często ważniejszy od tego, co dzieje się na pierwszym planie. Widzimy tam pejzaż dzisiejszej, na wskroś świeckiej, gęsto zabudowanej, liberalnej, postkapitalistycznej Warszawy, w której pojawiają się niczym sztuczki cyrkowe, Baranki Boże lub Chrystus nad przesiąkniętym grzechem dziedzińcem Akademii Sztuk Pięknych. Ludyczna, XIX-wieczna religijność jest tu wyobcowana, niezrozumiała, sztuczna. Trochę inaczej niż u Roberta Rumasa, który za pomocą tych samych akcesoriów wytaczał armaty przeciwko udawanej religijności, którą stawiał na równi z ze skrają prawicą i nacjonalizmem.

Ale „religijne” obrazy Curyło z początku drugiej dekady XXI wieku są nie tylko próbą krytyki masowej, płaskiej religijności i nieszczerości kulturowej. Są ilustracją zakłamania tożsamości, która jest religijna z przymusu, narzucona ludowi przez patriotyczno-kościelne elity, które mają na sumieniu nieudane powstania narodowe a w teczce pisma Dmowskiego. Tylko czy rzeczywiście jest ona narzucona? Według Word Values Survey Polska jest przecież krajem, którego racjonalizm plasuje się znacznie poniżej przeciętnej katolickich narodów w Europie i najbliżej świata islamu. Wymuszanie pożądanej tożsamości to byłby gwałt, ale w wypadku Polski, wyłącznie na kulturze elit. Curyło lepiej niż inni artyści opisuje ten problem. Odsłania obłudę bez napastliwości moralizatorki, bez patosu i krzyku. Robi to zabawnie, z polotem. Obnaża polskość cokolwiek ona znaczy. To portret chaosu liberalnej rewolucji III RP. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę, że artystka sama siebie przedstawia w glorii sztucznych kwiatów, motywu zaczerpniętego bodaj od Jeffa Koonsa. Analizując ten trop – wszystkie postaci zaludniające obrazy Curyło – łącznie z Matką Boską i świętymi – dzięki „powrotowi” do zachodniej kultury konsumpcji, nie tyle stały się mądrzejsze i obywatelsko dojrzalsze, co bardziej seksy. To właśnie zdaje się być najważniejszą zdobyczą Okrągłego Stołu. Czy to źle? 

Curyło nie skupia się wyłącznie na kulturowej tożsamości Polaków.

Uwolnić Kury! – to surrealistyczne hasło wypisane na kawałku tektury dotyczy kur dmuchanych jak baloniki i kur wykonanych z metalu. Kury pojawiły się po raz pierwszy we Wrocławiu i były dedykowane m.in. Natalii L.L. Alinie Szapocznikow, Jenny Holzer czy Barbarze Kruger. To cykl prac równie kiczowatych, co feministycznych. Ale kicz jest tu kontrolowany. Mamy tu raczej do czynienia z kpiną z poprawności politycznej, ale także przewrotnym odświeżeniem języka feminizmu. Kury spuszczają powietrze, obniżają poziom zadęcia na froncie. Są wewnętrznym autokomentarzem do teorii walki płci, który zdaje się mówić, że ..”to się nie uda”. Jak buńczuczne hasła Kruger brzmią na kokoszce? Mimo całej sympatii – idiotycznie. I, nie bójmy się tego powiedzieć, pociągająco.

Szaleńcze malarstwo Curyło zahaczyło także o naukę. W 2012 roku artystka porzuciła bogobojno-strachliwą  Warszawę i rozpoczęła światowy cykl zatytułowany  LHS. Inspirowany odkryciem cząstki elementarnej – bozonu Higgsa. Jej istnienie potwierdziły eksperymenty z wykorzystaniem Wielkiego Zderzacza Hadronów (angielska nazwa: Large Hadron Collider, w skrócie LHS) w ośrodku badawczym CERN. W tym największym na świecie urządzeniu przez lata przeprowadzano eksperymenty zmierzające do odtworzenia wyjątkowej i bardzo krótkiej chwili tuż po tzw. Wielkim Wybuchu. Istniejąca przez zaledwie około dziesięć milisekund cząstka miała dać początek materii. Za eksperymentalne potwierdzenie jej istnienia Peter Higgs wraz z François Englertem otrzymali Nagrodę Nobla. To wyjątkowe, o wielkim ale słabo uświadamianym znaczeniu wydarzenie, stało się inspiracją do cyklu malarskiego, którego pierwiastek boski wyemigrował z lokalnego, warszawskiego wymiaru w kosmos. Obrazy Curyło się zmieniły. Nawiązują do obrazów Hieronima Boscha. Matka Boska została zastąpiona przez Genesis, a Chrystus przez Large Hadron Collider, który artystka podniosła do rangi współczesnej Katedry – siedziby Boskiej Cząstki, w której rozprawia się o fizyce kwantowej w języku (boskiej) matematyki. Kompozycje Curyło zmieniają się w tablice zapełnione wyrysowanymi kredą zadaniami i równaniami matematycznymi. Ani śladu Warszawy! To raczej pejzaże Kosmosu z portretami Boga zapisanymi w abstrakcyjnych równaniach, zagadkach, paradoksach i osobliwościach (patrz obraz zatytułowany „Kot Schrödingera”).

W nowych pracach Curyło ironiczny język formalny wyraża globalne treści. Nadal pozostaje zainteresowana sacrum, ale ogniskuje się teraz na przerabianiu Europy w Muzułmanię. W oryginale projekt nazywa się „Euroarabia” (nazwa wymyślona przez Orianę Fallaci) – i jest jedną z propozycji zapowiedź przyszłości Europy nieco zbieżną z wizją Michela Houellebecqa. Projekt rozpoczęty w 2014 wykreśla nową mapę świata na styku dwóch cywilizacji. W pierwszych wersjach była to bardziej próba wykreowania wspólnej przestrzeni kulturowej i wskazania wspólnej historii islamu i chrześcijaństwa. W ostatniej odsłonie pokazanej na Biennale Młodej Sztuki Europejskiej we Wrocławiu (2016) zrealizowanej wspólnie z Lizą Sherzai  z Afganistanu i Katarzyną Górną  nie ma już optymizmu. Teatralny, przerysowany tryptyk fotograficzny („Raj”, „Wygnanie”, „Inferno”) jest raczej wskazaniem na konflikt jako zasadę „koegzystencji” historycznej. Muzułmania staje się naturalnym owocem europejskiego kolonializmu i współczesnego postkolonializmu. Racjonalizm postkolonizatorów zderza się z irracjonalną wiarą upokorzonych. Moralność państwowa z moralnością plemienną, wyrafinowana technologia z fizycznością. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że nie wszystkie narody europejskie są racjonalne a nie wszyscy Arabowie są irracjonalni. Ale wojna upodabnia do siebie wrogów. Znakiem rozpoznawczym staje się symbol noszony na piersi i w imię tej abstrakcyjnej jakości zapamiętale tłuczemy przeciwnika. Prawdziwe piekiełko. No.. piekło, w którym mimochodem zniknęły  cudowne obrazy Curyło. Faktem jest jednak, że "Euroarabia" czy "Polska Burka" Karoliny Mełnickiej dosadnie obnażają umowność i papierowość godności opartej na znacjonalizowanej religii oraz patriotycznej gigantomanii. Chwała sztuce i jeszcze więcej dobroci dla krytyków, co zgrabnie to opiszą. Co za licho tkwi w banalnym fakcie, że naród nie potrzebuje by przetrwać, ani patriotów ani nacjonalistów? Potrzebuje natomiast jak powietrza dobrej sztuki i dobrych krytyków.

 

  

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Czytaj też

Cudowne widzenia w Scenie

ekoszalin POLECA Dawid Baranowski - 11 Sierpnia 2016 godz. 22:23
Po raz kolejny Bałtycka Galeria Sztuki CK105 użyczyła swoich pomieszczeń siostrzanej Galerii Scena, dzięki której od dzisiaj można podziwiać malarstwo i obiekty Julii Curyło - jednej z najciekawszych artystek ostatniej dekady. Ściany galerii pokryło wielkoformatowe realistyczne malarstwo figuratywne. Wraz z artystką wystawę otworzył jej kurator Ryszard Ziarkiewicz. Curyło w swoich niesłychanie barwnych pracach zderza plastikową rzeczywistość pospolitych przedmiotów, zabawek, baloników, z miejskimi pejzażami I postaciami z obszaru współczesnej masowej kultury. Wiele uwagi poświęca jarmarcznej religijności, najnowszym odkryciom na polu fizyki, a ostatnio napięciom pomiędzy światem islamu i chrześcijaństwa.  Artystka studiowała w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni prof. Leona Tarasewicza i pracowni sztuki w przestrzeni publicznej prof. Mirosława Duchowskiego.  W styczniu 2010 roku zrealizowała wielkoformatowy mural zat. "Baranki Boże" na stacji metra Marymont w Warszawie. Projekt ten, zniszczony przez fanatyka religijnego, przyniósł rozgłos artystce. Wystawa w Galerii Scena została przygotowana przy współpracy z Galerią Miejsce Sztuki 44 w Świnoujściu. Prace podziwiać będzie można do niedzieli 4 wrześnie, codziennie w godzinach otwarcia CK105.  

"Cudowne widzenia" Julii Curyło już na ścianach

Ala za FB/Galeria Scena - 10 Sierpnia 2016 godz. 4:49
Jutro, tj. w czwartek o godz. 18.00 prezentacja malarstwa i obiektów jednej z najciekawszych artystek ostatniej dekady. Trzeba przyznać, że wizje są "matejkowskie" - jednych przerażą, innych ucieszą. Selfie na ich tle obowiązkowe: z uśmiechem i na poważnie.